Poczuj magię, świąd…

Tu hum yt mej konsern: jakąś godzinkę temu znalazłem byłem w empiku prezent od p. Mikołaja Grzędowicza – dłuuugo wyczekiwaną czwartą część „Pana Lodowego Ogrodu”. A teraz biegniemy do księgarni, prędziutko. Kto nie czytał poprzednich części, niech zdecydowanie zacznie od pierwszej [właśnie leci mi dwudziesta czwarta godzina bez napoju energicznego i efekty widać…]

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXVIII – Oddajmy głos dorosłym.

Nie mam usposobienia histerycznego i czasem tego nawet żałuję, bo mógłbym sobie powrzeszczeć. A tak tylko syczę.

– No ładnie – sssss, sssss. – Człowiek cały czas uczy się nowych rzeczy. Przez cztery lata byłem przekonany, że to katolickie przedszkole. – Ssss, sssss. – Mogę wiedzieć, dlaczego moja córka dostaje do kolorowania karteczki z wielkim „666”? Ssssprawa w zasadzie nadaje się do dyrekcji.
Cóż, określenie „blady jak papier” jednak nie jest przesadzone. Sssssss.
– To nie tak – odparła słabo siostra zakonna, opiekująca się grupą Forka Młodszego. – To odwrotnie ma być. 999. Uczymy ich telefonów na pogotowie.

Różnica między syczeniem a zejściem powietrza polega w sumie tylko na sposobie artykulacji…

Oj dana dana, kupiłem Hitmana.

„Krwawą forsę” przeszedłem w całości jako jedną z bodajże czterech gier w życiu i tak mi spasowała, że gdy usłyszałem zapowiedź „Rozgrzeszenia”, nie wahałem się ani chwili. Szybka konsultacja telefoniczno – merytoryczna wykazała uciągliwość gry na moim sprzęcie – dobrze jest! Dodatkowo „9” w CDA… czegóż chcieć więcej? Świńskim truchtem udawszy się do Empiku, weszłem [od półki z grą było blisko do kasy] w jej posiadanie już na drugi dzień po premierze. Recenzja w wymaganiach podawała XP, więc nie uznałem za stosowne zerknąć na pudełko, głupi ja.

Rozpakowałem, zainstalowałem.. i amba. Raz, drugi, trzeci. Starłem krew z oczu, zerknąłem na googla, wszystko się wyjaśniło się.

Na drugi dzień poszedłem po Win7. A skoro czeka mnie reinstalka – kombinowałem – czemu przy okazji nie dokonać lekkiego upgrade? Do starej już windy dobrałem sobie pod wpływem impulsu jakiegoś GF650GTX. Czy jakoś tak.

Veni, vici, installici. Ajajajajaj, jaki ten windows7 ślyczny jest! Do tej pory styczność miałem jedynie z jakimiś preinstalkami i nie zawracałem sobie szczerze mówiąc głowy upiększaniem czy aero czy innym takim, a tu masz, takie cudo. Karty też z łóżka nie wykopię, za sam brak zakurzenia [w porównaniu z moją starą grafiką] +10 za sam look. Oczy się śmieją, portfel… portfel odsunął się w cień i chrząka znacząco.

Zainstalowałem windę [tknięty szóstym zmysłem nie aktywowawszy jej, ale o tem potem], i zapuściłem Steama, w tzw. międzyczasie zorientowawszy się w zakresie niesporządzenia sejwa z niczego poza „Blood Money” właśnie. Fork Starszy kiedyś będzie niepocieszony… a nie, o zniknięciu sejwów z „Batmana” już jej mówiłem [„wiesz, córeczko, sejwy nieszczęśliwie spadły ze schodów… i tak dziesięć razy pod rząd”]. Łącze mam parszywe ze względów taktyczno-innych, więc Steam oznajmił radośnie, że instalka będzie gotowa na pojutrze.

Trzy godziny przed pojutrzem Winda zdechła. No wziena, zdechła i ni du du. Reboot. Płyta nie wykryła dysków. Nosz wamać. Wziąłem, odpiąłem od prądu i zabrałem się za tzw. życie rodzinne [niedzielny wieczór].

Trzy godziny później, tknięty przeczuciem, podpiąłem kable i odpaliłem. Wykryło, odpaliło, uruchomiło i zdechło. Reboot again. Nie widzi dysków. Tum cię w miętkie zmacał – pomyślałem z szatańskim uśmieszkiem. Odpiąłem kable i odpuściłem do wczoraj.

Wczoraj udałem się świńskim truchtem do sklepu ze sprężonym powietrzem, zakupiwszy trzy opakowania. A tknięty impulsem – dokupiłem obudowę. W aktualnej radiator na proca jest tak wysoki poziomo, że stara skrzynka nie chce się domknąć, więc działa w postaci swoistego barebone’a, że tak sobie zażartuję. A nie będzie kurz pluł nam w twarz ni windy nam germanił, więc nowa obudowa jest szersza od poprzedniej i powinna się domykać oraz a także również też chronić przed kurzem. Przynajmniej tak mi się wydaje, o ile linijka nie należy do spisku.

Po przyjściu do domu – odpaliłem. Wykryło, odpaliło, wzieno i zdechło. No to ja mu pałeroff, sprężpow i pałeron, a on prawie powtórzył cykl. Prawie, za wyjątkiem wykrycia – odpalił i zdechł.

Dzisiaj cały dzień miałem przesiedzieć w domu, ale wskutek braku asertywności skazany jestem za chwilę na towarzystwo jakiejś pani, która kosztem mojego czasu będzie chciała zapewne moich pieniędzy. Jutro też się nie da, więc zostaje czwartek i piątek, a ja wciąż nie mam kompa, będąc skazanym na pisanie tej notki z liczydła.

Gdzieś uchowała mi się podobna płyta, więc mam zamiennik w razie czego [czyt. jeśli płyta nie wstanie po rozłożeniu zestawu na czynniki pierwsze… o ile to płyta] – chyba, że skorzystam z okazji, kupując jakiś nowszy model – a może i proc. Okazja polega na tym, że dzisiaj również wybieram się do sklepu komputerowego, bo Xonara DG rzucili, a jak już skończę tego prawdopodobnie najdroższego Hitmana na świecie [tak, macie rację, warunkiem koniecznym do jego skończenia jest jego rozpoczęcie…], to gitarę kupię i będę sobie przypominał i się uczył riffów [„Paranoid” i „Poison” na początek, potem się ujrzy], równolegle z nauką chińskiego, hiszpańskiego i żonglowania. Do widzenia Państwu.

Wróbelki pieprzą.

Dzisiaj wróbelki napieprzyły o szykowanym podatku 15% na obrót walutą na Ukrainie. Trzy joggotweety:

Im więcej wróbelków doćwierkuje mi z Ukrainy, tym bardziej zafascynowany jestem tym krajem i sposobem robienia biznesu tamże [choć pasek postępu do operacji „wiedza o Ukrainie” ledwo się dopiero zazielenił na lewym koniuszku].

Dwa – aż chce się sparafrazować i krzyknąć „Go Forex, young man!” A ja znów jestem bez kasy, wamać.

Trzy – i to są kuźwa prawdziwe problemy z państwem, a nie że ktośtam komuśtam gdzieśtam kazał przynieść jakiś papier [bez dedykacji]. Rany koguta, co ja tu wypisuję?…

O korzystaniu z „pomocy” unijnej.

A może raczej „de ‚timeo Danaos et dona ferentes'”?

Niewielkie, jednodniowe szkolenie. Dla każdego szkolonego należy podać – oczywiście poza podstawowymi informacjami kontaktowymi:

  1. Dokładne dane o adresie zamieszkania.
  2. Datę urodzenia / PESEL.
  3. Status niepełnosprawności.
  4. Przynależność do mniejszości narodowych / etnicznych [to na szczęście tylko w formie binarnej].
  5. Status „opieki nad dzieckiem do lat 7 lub osobą zależną”.

Fascynująca jest dowolność interpretacji takich rzeczy. Można to tłumaczyć bizantyjską biurokracją, monstrualną głupotą urzędasów, przymiarką do NWO, socjalistycznym zanikiem kory mózgowej… i każdy z takich poglądów doczeka się własnych apostołów i całkowitego braku dowodów. Ja w każdym razie wypisuję się z interesu [chocia byłoby mi to potrzebne].

Aha, zapomniałbym: każda firma musi również – jako warunek pomocy de minimis – przedstawić sprawozdanie finansowe z ostatnich trzech lat.

Wypowiedz, zanim napiszesz.

Taaa… do dzisiaj byłem pewien, że głośne czytanie tekstu zapobiega umieszczaniu w gazetach skądinąd zabawnych notek o głównych bohaterkach czegośtam, co to [cyt.] „obie bały się toksycznych związków”*. Do paru dni nazad. Tylko zapisać zapomniałem.

A parę dni nazad… nie widząc, usłyszałem zapowiedź bajki na MiniMini. „Kot kapusia”. Muszę chyba przestać czytać te „Bibuły” i wziąć się za wchłanianie TVN…

* szukając źródeł tego zacnego lapsusu natknąłem się na ciekawe ćwiczenie dykcji dla raperów, zrotowane naprawdę nie bez przyczyny [viatora, nie rób proszę Cię znów za McGyvera i nie odkodowuj tego w komciach :)]

Encvre qbyę wrtb fxeópvł
v an teóo zh ancvf qnab:
„Bovr onłl fvę tb póexv,
tql qb xhe jlpubqmvł enab.

QOTD.

Do eksplozji miało dojść podczas posiedzenia z udziałem prezydenta, premiera i ministrów – w trakcie rozpatrywania w Sejmie projektu budżetu. Według prokuratury, Brunonem K. powodowały motywy nacjonalistyczne, ksenofobiczne i antysemickie. [łonet]

Ten antysemityzm w kontekście posiedzenia rządu zaciekawił mnie szczególnie.

I czemu zaraz Breivik, a nie np. Guy Fawkes?

Z porannej prasóweczki.

Reklama. Gość wstaje rano z łóżka z uśmiechem, raźnie się zbiera i wesoło podśpiewując, wychodzi do pracy. Na dole ekranu napis:
„Nie próbujcie tego robić sami! Trik wykonał zawodowy kaskader!”

* * *

Tuż przed zimą tak mężczyźni, jak i kobiety podrywają bardziej odważnie. Cóż, potrzebują norek na zimę…