Krakowskie Targi Książki AD 2020.

Serdecznie zapraszamy na stoisko wydawnictwa N., gdzie w godz. 10:00-14:00 znany pisarz Alojzy F. będzie podpisywał elektronicznie ebooki za pomocą certyfikatu kwalifikowanego. Informujemy również, że podpis będzie można również uzyskać poprzez wysyłkę posiadanego egzemplarza ebooka przy pomocy zamieszczonego na stronie wydawnictwa formularza.

Z dedykacją dla hejterów literatury papierowej. Chocia pewnie i tak za parę lat wyrośnie pokolenie, dla którego taka dedykacja będzie równie dobrą formą kontaktu z twórcą, jak dzisiaj odręczny podpis na pachnącym jeszcze farbą drukarską egzemplarzu. Ech… idę wyginąć.

A na regałach wystawienniczych, zamiast książek, będą leżeć hostessy.

27 myśli w temacie “Krakowskie Targi Książki AD 2020.

  1. Aż chce mi się cynicznie rzec, że książka nie jest książką jeśli nie jest ręcznie pisana na pergaminie, bo przecież takie nowomodne wynalazki jak druk i papier zdecydowanie niszczą romantyzm ksiąg.

    Nihil novi panocku.

    Polubienie

  2. W kwestii rozróżnienia pomiędzy intymnym kontaktem w formie materialnej i elektronicznej masz równie indyferentne podejście? 😉

    I pergamin, i druk, to mimo wszystko wciąż materia. PDF NIE JEST materią.

    [najgorsze, zaraza, że zaczynam ulegać propagandzie i rozważam kupno kindle’a… sam przed sobą tłumaczę się, że tylko do literatury szkoleniowej i cegieł]

    Polubienie

  3. Szacuję, że 90% tekstu, jaki przez oczy przefiltrowuje się do mojego mózgu, zostaje wyemitowane przez monitor komputera, a nie odbite od atramentu rozprowadzonego na powierzchni zrobionej z martwych drzew. Owszem, mam dwa regały pełne książek i nadal jednak w komunikacji miejskiej czytam z tych drewnianych cegieł, z których złośliwie akurat najciekawsze najmniej chcą mi się mieścić w kieszeni… Ale bądź co bądź tekst to tekst. Jeśli coś kocham, to tekst, a nie jego fizyczną formę. Tak samo jak słucham muzyki, a nie dźwięków (przynajmniej w przeważającej większości przypadków).

    Polubienie

  4. Koleżanka z pracy, wielka czytelniczka połykająca książki w ilościach hurtowych, przeciwniczka książek w wersji elektronicznej, która zobaczywszy Kindla przytarganego przeze mnie do pracy w celach demonstracyjnych przez pół roku się nad nim łamała a potem straciła dziewictwo bezpowrotnie i zachwyca się ebookami 😉
    Wczoraj tylko doszyłyśmy do wniosku, że jeden feler jest. Brak radości z posiadania nowej rzeczy, takiej materialnej, do pomacania. Poza tym, same plusy, a największy to to, że ebooki nie zajmują miejsca na półce, nie kurzą się i można wyjechać z domu na wakacje z dowolną ilością książek.

    Polubienie

  5. Wczoraj tylko doszyłyśmy do wniosku, że jeden feler jest. Brak radości z posiadania nowej rzeczy, takiej materialnej, do pomacania.

    Toż właśnie o tym pisałem między wierszami 😉

    Nie „jeden feler”. Naprawdę sądzisz, że dzieci będą zainteresowane listowaniem spisu książek w czytniku rodziców? A te same lektury – chociażby na drodze podbierania książek z biblioteczki w gościnnym – to jakby kompatybilniejszy punkt widzenia czy estetyki. A socjolog dopisałby pewnie jeszcze coś o ciągłości kulturowej czy innej międzypokoleniowej.

    Doobra… tak sobie mędzę, bo stwierdzam z przykrością, że i tak mnie to pewnie nie ominie, jw. Ale tej materii właśnie szkoda.

    Polubienie

  6. „Naprawdę sądzisz, że dzieci będą zainteresowane listowaniem spisu książek w czytniku rodziców? ”
    Tak, myślę że zrobią to bardzo chętnie, tym bardziej że przegrepować katalogi pod kątem interesujących słów to nie problem. No chyba że wredni rodzice będą trzymać „zakazane” książki pod hasłem, to wtedy zapewne trzeba się będzie wysilić bardziej niż tylko wchodzić na dwa krzesła, żeby sięgnąć na tył najwyższej półki 😉

    Polubienie

  7. Scytale: Ale z czym się nie zgodzisz? Przecież to oczywista oczywistość, że ksiązki to cm a ebooki tylko kB. jedno zajmuje pólki drugie miejsce na dysku. Owszem ktoś może mieć w cholerę miejsca i mu to nie przeszkadza, ale u mnie np. więcej miejsca jest na dyskach niż na półkach.

    Polubienie

  8. @Ika – źle to ująłem.
    Chodziło mi o to, że niezajmowanie miejsca przez ebooki wg. mnie to żaden plus. Ja jak napisałem, bardzo lubię jak moja papierowa biblioteka puchnie, lubię ją oglądać 🙂
    Mogę napisać, że ebooka nie „czuć”, nie słychać szelestu kartek itp., ale nie napiszę tego :), bo to zbliża nas do dyskusji o wyższości jednych świąt nad drugimi.

    Polubienie

  9. @Jezuch: Dobrze mówisz, przeprowadzki to szczególnie dobry moment na sprawdzenie przydasiów – szczególnie, że nikomu się potem tego nie chce nosić, a książki ważą…

    W ciągu dwóch lat zebrałem cały regał książek. Gdy musiałem się przeprowadzić to większość sprzedałem, z tego było mnie stać kupienie czytnika i naładowanie zawartością 🙂

    Przez wiele lat jeździłem zawsze z książką w plecaku. Czasami były to prawdziwe cegły takie jak „Lód” czy „Król Bólu”. Teraz biorę czytnik i w drogę 🙂 Mogę sobie wybrać co akurat w tej chwili mam ochotę czytać.

    Cóż, zawsze lubiłem mieć kopię na papierze, faktycznie zapach i tak dalej, ale jednak względy praktyczne przeważają. Będę się cieszył powtórnie jak znów przyjdzie mi się przeprowadzać 😉

    Polubienie

  10. @Caladan: Haha, „Lód” miałem zamiar wypożyczyć w bibliotece, ale jak zobaczyłem tą cegłę i stwierdziłem, że za nic nie zmieści się w kieszeni (musiałbym chyba całą walizę nosić tylko dla niej), to odłożyłem ten projekt na lepsze czasy 😉

    Polubienie

  11. @Caladan & Jezuch: no właśnie „nieporęczność” jest jednym z niewielu mocnych argumentów przeciwko niektórym wydaniom papierowym. Choć OTOH nawet nieporęczność „Lodu” ma swoje zalety.

    Przeprowadzki? C’mon, dla niestudenta to problem w zasadzie, nomen omen, akademicki. Zawszeć jest dom rodzinny, skąd książki można wyjąć dopiero w momencie jakiegoś w miarę permanentnego osiedlenia się. A po studiach na ogół są jakieś cztery kółka, przez co migracja nawet obszernej biblioteki to nie taki znów wielki problem.

    A wersje papierowe to nie tylko kwestia samej „namacalnej materii” i kontaktu z papierem – jakość wydania czy jego unikalność też są wartościami samymi w sobie. A które z tych cech jest w stanie zaproponować jakikolwiek ebook?

    Polubienie

  12. @Torero:
    A dla człowieka z żoną i dwójką dzieci, który przeprowadza się do miejsca odległego o 1600 km? Wszystkiego czego się dało nie wziąć – nie braliśmy. Koczowanie przez póltora miesiąca w hotelu też nie było miłe, i milsze by nie było, gdybym musiał jeszcze mieszkać z dodatkowymi kartonami książek 😉 Wszystko co się dało zostawić zostało u rodziny.

    Polubienie

  13. @Caladan: ciężko mi wykrzesać z siebie empatię, no. Sorry, no. Też mam żonę i dwójkę dzieci; przeprowadzaliśmy się w tym składzie co prawda nieporównanie bliżej – z osiedla na osiedle – ale nie wiem, czy odległość dla wiezionych książek ma aż takie znaczenie. Zapakować i wypakować trzeba w końcu w obu przypadkach. FYI: książek mam w zasadzie całą znormalizowaną ścianę, a być może więcej [nie wiem, bo nie leżą obok siebie, tylko często w stosach, bo półek brak, ale żeby mieć tylko takie problemy :)]

    @daromar: dać się da, faktycznie. Ale za sto – cojogodom, za dziesięć – lat ten autograf wyląduje na śmietniku, bo i po co trzymać bezużyteczny plastik?

    Polubienie

  14. Taa, jasne kupujcie sobie Kindle… a potem amazon kiwnięciem małego palca czy tam czego innego wyrżnie wam w czambuł nie tylko kupioną za ciężko zarobione pieniądze zawartość Kindla, ale także dożywotnio zablokuje możliwość korzystania z niego. (patrz: http://www.guardian.co.uk/money/2012/oct/22/amazon-wipes-customers-kindle-deletes-account )
    Pomyślcie raczej o jakimś urządzeniu nieco bardziej otwartym i tak byście sami byli jego właścicielem jak również kupionych dzieł.
    Notabene, fizycznych książek żaden amazon czy inne gady Wam nie zabiorą 🙂 chyba, że przyjedzie straż pożarna i je spali. Koniec i bomba a kto „451 stopni Fahrenheita” nie czytal (lub nie oglądał) ten trąba.

    Polubienie

  15. @Torero: efektem ubocznym przeprowadzania się na dużą odległość jest to, że człowiek nie robi trzech kursów tylko jeden. Nie pakuje też się w Stara tylko w swój osobowy samochód.
    Jeśli powiesz, że przeprowadziłeś się między osiedlami osobówką jadąc tylko raz, to wtedy ja powiem, że ilość i waga książek nie ma znaczenia 😉 Zresztą nie narzekam, mówię tylko, że tak jest wygodniej.

    Polubienie

  16. Jezuch: nie słyszałem żeby ktokolwiek kto korzysta ze sklepu zgodnie z regulaminem lub nie korzysta z niego wcale miał jakieś problemy

    Każdy przypadek zablokowania z jakim się spotkałem w rzeczywistości dotyczył nadużyć w sklepie albo używania kradzionego urządzenia.

    Instalacja alternatywnego oprogramowania też nie stanowi większego problemu.

    Polubienie

  17. @DTJ: To mało słyszałeś, w takim razie 😉 Mi osobiście obietnica, że będą się trzymać z dala od mojego komputera jeśli tylko będę grzeczny, zupełnie, ale to zupełnie nie zadowala.

    Polubienie

  18. @torero No a dzisiejsze książki wytrzymają 100 lat? sądzę że wątpię.

    @kindle Jedyny przypadek jaki kojarzę z kasowaniem to było w przypadku książki 1984 Orwella co było spowodowane brakiem praw amazona do tej książki. Reszta tego o czym słyszałem to były przypadki używania kradzionych kindli, czy mocnego kombinowania z miejscem zamieszkania. No i jeżeli już bardzo się boisz to możesz zawsze kupić kindla tylko z wifi owo wifi wyłączyć i wszystko kopiować na czytnik przy pomocy kabelka z komputera. Wtedy amazon nie zrobi absolutnie niczego z twoim czytnikiem. Jak zwykle masz wybór między wygodą a bezpieczeństwem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s