QOTD.

Art. 79. Kto wbrew przepisom ustawy:
(…) – 3) nie składa sprawozdania finansowego do ogłoszenia, (…)
– podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. [Ustawa o rachunkowości]

Uwadze PT Hejterów wypowiadających się na zasadzie „dlaczego Marcin P. mając nieskładane sprawozdania finansowe nie siedział?” polecam dwa sformułowania. ALBO oraz „ograniczenie wolności”. Pierwsze daje władzy sądowniczej możliwość wyboru kary – inna rzecz, że z grzywnami Marcin P. robił pewnie to, co z wyrokami pan Łaszcz w sienkiewiczowej „Trylogii”. Drugim sformułowaniem jest „ograniczenie wolności”, które NIE JEST tożsame z „pozbawieniem wolności”. Doczytajcie, a potem hejtujcie.

W doszkoleniu może pomóc np. ta czytanka. Dołęga-Mostowicz się przypomina, jak babcię kocham.

Z zamyśleń przedpołudniowych.

Sport należy rozgrywać w kategoriach, bo one są odzwierciedleniem różnicy poziomów czy naturalnych predyspozycji, gdzie ktoś jest cięższy albo o klasę lepszy i nic z tym nie zrobisz, przynajmniej na razie [juniorzy / seniorzy etc.]. Dlatego mamy kategorie wagowe w boksie, podnoszeniu ciężarów…

… ale kroćset, skorośmy wszyscy ponoć mentalnie w zasadzie równi – dlaczego brydż sportowy dzieli się na męskiopen i kobiecy, hę?

Spotkanie po latach.

Na używanej kiedyś do GTD palmie była sobie kapitalna gra logiczna, zatytułowana Hercule, gdzie na podstawie wskazówek dotyczących położenia / kolejności poszczególnych kafelków trzeba było odgadnąć całą macierz, złożoną z pięciu liter, cyfr arabskich i rzymskich, wielokątów, ścianek kostki do gry i znaków działań, poukładanych w sześciu rzędach [w każdym rzędzie jeden rodzaj elementu]. Grało się w to przekapitalnie – po latach mogę przyznać się z półczystym sumieniem, że uprawianie GTD na maszynce z Hercule służy nam mniej więcej tak, jak modelarstwo z wykorzystaniem butaprenu, czyli jako wygodna wymówka. No dobra, żartuję. Ale zabawa była przednia. Zrzuty zabawki można obejrzeć sobie tu, o. A potem palm mi padł i na jakiś czas zapomniałem o całej sprawie.

Na jakiś czas. A dzisiaj wzięło mnie znów, padając na parę kwantów wolnego czasu i wujek G. zeznał, że ów Hercule inspirowan był pecetową grą Sherlock, która z kolei wzięła się ponoć z puzzli Alberta E., na cześć którego jej linuksiany fork został nazwany – tadam! – einstein. Pakiet einstein pod ubuntu instaluje się bezproblemowo, gra się takoż [jedynym problemem jest powrót do normalnych zajęć]. Grafika rustykalna, żeby nie rzec wieśniacka, ale primo nie o grafikę tu idzie, secundo próbowałem grać na mniejszym ekranie niż cały monitor, ale klikanie relatywnie drobnych pierdółek czymś innym, niż palmowym rysikiem, wymaga nieco większej precyzji i finalnie przy pełnym ekranie pozostałem.

Chyba nie polecałem tu jeszcze żadnej gry, nespa? No to polecam – trolle przynudzający o starociach, idźcie na balkon zobaczyć, czy Was tam nie ma. Sudoku przy tym – nawet trójwymiarowe – to naprawdę wygładzacz zwojów mózgowych pod względem monotonii rozgrywki…

ROTFL.

Służbowo – demokracja, prawa człowieka i wolność słowa. Prywatnie – kółeczko wzajemnej adoracji i rypswyps po komciach, gdy te choć ociupinkę nie zgadzają się z obraną linią radosnego potakiwania. Hehehehe, jak ująłby to Jacek Gmoch. Prowincjonalny zamordysta liberalniejszy od wyzwolonej demokratki 🙂

Pussy Riot.

Moje zdanie na temat Putina znacie. A jeśli nie znacie – uważam go za nieprawdopodobnie skutecznego zamordystę, któremu życzę wszystkiego najgorszego chociażby z racji realizowania po trupach wizji państwa rosyjskiego w najwyższym stopniu niepokojącej dla Polski. Chociażby dlatego. Ale lamenty w sprawie „Pussy Riot” rozbijają mnie na atomy.

Po pierwsze – „niewinne dziewczęta”? ROTFL. Pankówy wtargnęły na teren najświętszej dla Rosjan cerkwi [Cerkiew oczywiście trzyma z Putinem i również mam na ten temat swoje zdanie, ale to teraz nieistotne]. Otóż dorośli ludzie powinni mieć świadomość konsekwencji swoich działań. Reszta jest gówniarstwem. Kropka.

Zwracam uwagę, że powyższe jest całkowicie rozłączne w stosunku do słuszności bądź niesłuszności postępowania! Mogę zabić jakiegoś polityka, który mi się nie podoba i w tym dziele mogę mieć zarówno sympatyków, jak i przeciwników, którzy z chęcią wysłaliby mnie na krzesło elektryczne [gdyby sami nie skasowali tej kary parę lat temu…], ale moje tłumaczenie potem, że weź no nie aresztuj, bo mam małe dzieci, bo przecież nie zrobiłem nic złego, itp… sprowadza tylko dyskusję do poziomu niedorozwojów, nie oferując w zamian niczego konkretnego. Widziały gały, co brały.

Po drugie – „prawo do wolności sztuki”, bo u nas cywilizacja. ROTFL jeszcze większy, hipokryci. Wykupcie występ na Narodowym i zaśpiewajcie o tym, że chcielibyście to sodomize Polish Prime Minister with the retractable baton [co tam u twórcy antykomor.pl, wolnościowcy z Pierdziszewa btw?]. Albo zaśpiewajcie w Opolu zabawną piosnkę o żałosnych pedałach. Nie piszę o biciu pedałów, bo to już przecież podpada pod „ograniczenia wolności sztuki” z definicji, o czym całe stado obrońców wyrazu artystycznego na użytek filipik zdaje się zapominać. Albo nie! Pierwszą zaśpiewajcie na konwencji PO, a drugą na jakiejś paradzie równości – bo przecież takim kalibrem jest zaśpiewanie piosnki antysystemowej tam, gdzie to zaśpiewały.

Po trzecie – dlaczego zewsząd lament o upolitycznieniu sprawy przez Putina, a zero lamentu o upolitycznieniu sprawy przez „Pussy Riot”? Lamenty o „więzieniu niewinnych artystek” od początku są polityką czystej wody. Optującym za [pseudo]wolnością arytystyczną dziwnie zresztą po drodze jest z całym tabunem antyklerykałów i osób zdających sobie sprawę z konsekwencji podważania znaczenia Cerkwi. Gwoli uczciwości cała sprawa może z tej perspektywy być putinowską „fintą w fincie”, antagonizującą – podobnie zresztą, jak w Polsce – opozycję na „antyputinowców ateistycznych” i „antyputinowców pobożnych”… Jak widać, interpretacji i denn w całej sprawie aż nadto, ale merdia uderzają tylko w jedną strunę. Jak zwykle zresztą.