Lifehacking: ogarnij swoje finanse.

Idziesz na studia, zakładasz konto w banku, na które wpływa stypendium. Rodzice dorzucają coś do kieszeni. Pełna kontrola, jasna strona totalitaryzmu, życie jest piękne.

Idziesz do pierwszej pracy na etat. Dostajesz stałą, miesięczną pensję i prawdopodobnie jakieś lewizny do kieszeni, które spisujesz na oddzielnym arkusiku. Jesteś wszak profesjonalistą, życie wciąż jest piękne, po niebie przesuwają się białe obłoczki.

Bierzesz kredyt hipoteczny. Jednym z jego warunków jest założenie konta w banku, który zupełnie Ci nie pasuje, i robienie na nim obrotów, inaczej bezpłatne konto zrobi się niebezpłatne. Zachmurzenie słabe i umiarkowane.

Żenisz się / wychodzisz za mąż. Do swojego konta dokładasz konto TŻa. W zasadzie moglibyście mieć jedno konto, ale po pierwsze nie ma czasu, żeby to załatwić, a po drugie na jednym są niskie opłaty, a na drugim fajny limit, a w nagłych razach wychodzi to taniej, niż karta. Tyle że od czasu do czasu trzeba przelewać środki z jednego konta na drugie i z powrotem, co mocno podważa Twoją wiarę w zdolności zarządzania pieniędzmi.

A właśnie, karta kredytowa też nie jest głupia. Pogodne dotychczas niebo Twojego panowania nad pieniądzem pokrywa się burzowymi chmurami. Nie masz czasu na uzupełnianie tych arkuszy kalkulacyjnych, kolekcjonowanie paragonów i nawet jeśli nie padasz ofiarą bankowych marketoidów i nie żyjesz ponad stan, świadomość kontroli nad własnymi finansami opuszcza Cię w tempie jednostajnie przyspieszonym.

Bierzesz Fukitol i zakładasz firmę. Idzie Ci nieźle, ale kontrahenci płacą różnie. No i żyjesz od zlecenia do zlecenia. Potrzebne jest nowe konto – starych nie masz za bardzo jak zamknąć, bo fajne limity, no i szkoda czasu. Zadłużenia / debetów / limitów nie zwiększasz, więc jest dobrze, ale któregoś dnia zdajesz sobie sprawę, że poza ogólnie dobrym samopoczuciem swoich finansów nie ogarniasz już kompletnie. Bo gdyby Tamten zapłacił, bylibyśmy do przodu tyle. Ale dwa dni później okazuje się, że Tamten wbrew pozorom zapłacił, ale Owemu odbiło i zapłacił tylko połowę. W tzw. międzyczasie trzeba dokupić łóżeczko, więc na kartę [tę bez limitu] trzeba było przelać środki z drugiej, a dodatkowo a konto łóżeczka zwiększyć limit, którego koszty zapomniałeś w zeszłym miesiącu wrzucić do zestawienia i teraz już naprawdę za ciężką cholerę tego nie ogarniasz, bo mówiłeś jej, że będzie sobie mogła kupić tę kolię, więc w dobrej wierze kupiła 300 zł droższą [trzeba to będzie kiedyś wrzucić do arkusza, jak w końcu siądziesz przed kompem], a teraz okazuje się, że na całym miesiącu jesteście w plecy, co w zasadzie jest nie do końca prawdą, bo przecież jak Ów dopłaci do piątego, to w zasadzie przecież tak, jakby zapłacił jeszcze w poprzednim miesiącu, no nie?… aha, no i jeszcze Ten wziął się na ambicję i zapłacił przedwczoraj trzy zaległe faktury za jednym razem, w zasadzie dobry z niego człowiek, tylko czemu do k*y nędzy ich nie poopisywał???…

Któregoś dnia przychodzi do Ciebie doradca kredytowy i proponuje przeniesienie kredytu hipotetycznego do nowego banku z lepszymi warunkami. 300 zł miesięcznie do przodu to nie w kij dmuchał, przemnóżmy to jeszcze przez 20-30 lat… Idziecie do banku, przenosicie kredyt i zakładacie kolejne konto bankowe. Wieczorem TŻ znajduje Twoje ciało nad stosikiem wydruków z rachunków bankowych i jakimś duszoszczypatielnym listem pożegnalnym. Powiedzmy, że atak serca, bo posiadanie broni jest nielegalne i strzelać do siebie z rozpaczy mogą przecież w tym kraju tylko emerytowani generałowie.

* * *

Sposób jest piękny, prosty i skuteczny, jak każde genialne rozwiązanie. Nie musisz bujać się z paragonami, ślęczeć nad excelami, zmniejszać wartości w komórkach o każdą niezapłaconą fakturę…

Licz salda. Na początek to i tak za dużo. Dla każdego rachunku / kieszonki na pieniądze / karty kredytowej / whatever spisz stan na początek miesiąca i na jego koniec. Dla każdej kieszonki odejmij jej stan początkowy od końcowego i zsumuj delty. Suma owych delt [różnic] to właśnie Twój najrealniejszy, pozbawiony ozdobników, miesięczny wynik finansowy. Jeśli Twój ror w Banku#1 przytył z 1700 pln na początku miesiąca do 3200 pln na koniec miesiąca, ale zadłużenie na karcie w Banku #2 w przeciągu tegoż wzrosło z 5900 do 7234… wiesz już, co masz robić. A nie, moment, bo pierwszego miałeś w dżinsach stówę, a teraz masz ich sześć. Voila! Na tym etapie odpuść sobie dociekania, kto kogo, dlaczego [i dlaczego nie] oraz za ile. Skup się na gołym saldzie i od tego zacznij.

W zarządzaniu swoim szlamem to tylko pierwszy etap. Ale w pewnym momencie – najważniejszy [od Salda Namacalnego można zresztą przecież „schodzić w dół”, odejmując „koszty okazyjne” i dochodząc z grubsza do kwoty, za którą da się przeżyć, jakby co – albo do innych kwot, jakby inne co]. Przy ochnastu pierdylionach źródeł dochodów [poprzesuwanych oczywiście w czasie i nie do stuprocentowego przewidzenia], rachunków, kieszeni i kart nie sposób brać się za bary z racjonalnym zarządzaniem pieniędzmi, nie mając najsampierw rzeczywistego „big numbera”. Zaimplementuj tę metodę, a Twoje nędzne dotychczas życie zyska sens, racjonalne podstawy i nowy wymiar 🙂

7 thoughts on “Lifehacking: ogarnij swoje finanse.

  1. A może po prostu zaprzyj się rękoma i nogami, i miej jedno konto (najlepiej wspólnie z rodzicielką i kotem)? No dobra, w ramach kompromisu może być drugie na firmę. i Szlus, jak to mówią po tamtej stronie Odry… 😉

    Polubienie

  2. Torero, i tak jestes twardy, ja przy papierkologi wymiękłem swego czasu gdy bank (jeszcze wtedy w bankach nie wiedzieli co to internet 😉 ) wysyłał mi co miesiąc zestawienie operacji, Plus co jakis czas jakąś ofertę, Plus co jakiś czas potwierdznie (no bo kuzwa musi byc na papierze) otwarcia i zamkniecia lokaty plus rachuneczek z gazowni co dwa miesiące plus z elektrowni co też chyba 2 miesiące, plus rachunek za internet plus co miesiąc cieciu o 7:00 rano pukał z czynszem za piwnicę, plus opłaty za rozliczenie ciepłej i zimnej wody oraz ogrzewania liczone w spółdzielni w taki sposób, że nawet gdybyś miał doktorat z ekonomii to nie dałbyś rady (a Pani Halinka ze spółdzielni wystukiwała to jednym paluszkiem w przerwie między piankami czekoladowymi, a malowaniem paznokci u stóp)… i to wystarczało, żebym wylądował w wariatkowie.
    Fukitol pomógł, ostatecznie na biureczku piętrzył mi sie piękny i imponujący stosik nieotwartych listów z wyżej wymienionych instytucji, ja zaś regularnie co pół roku otwierałem jakieś wezwanie do zapłaty i uiszczałem.

    To było piękne, niemniej jednak teraz skurczybyki sie zmądrzyły i oprócz słania tych zasłanych listów snail-mailowych oczywiście, naliczają odsetki 😦 więc już metoda nie działa i jakoś mobilizuję się do comiesięcznych wpłat (choć jest ciężko), nadal jednak nie rozwiązałem sprawy co robić z tą furą papierzysk, na których bądź co bądź sa dane osobowe i najlepiej byłoby spalić, a nie wywalać do kubła :-\

    Polubienie

  3. Powoli… opisana przeze mnie metoda, jak wspominałem, ma na celu uzyskanie wyniku ostatecznego – czyli innymi słowy odpowiedzi na pytanie, czy życie w obecnym kształcie nam się opłaca. W dalszych etapach [właśnie nad tym pracuję] można oczywiście – a nawet pewnie należy – „iść w dół”, odliczając pi razy drzwi comiesięczne rachunki…

    [pi razy drzwi, powiadam – imo to bez większego sensu, gdyż opłat stałych ZA BARDZO zmniejszyć się raczej nie da bez jakiejś drastycznej zmiany życiowej, a na to jesteśmy za stare, nespa?]

    … oraz (szaleństwa + wydatki incydentalne) i dochodząc do ogólnej kwoty „na dożycie”. I wtedy można zacząć się zastanawiać, czy nie żyje się za drogo, jeśli np. po odliczeniu czynszu, kredytu i mediów wychodzi, że na jedzenie, picie, tankowanie i inne takie idzie nam np. 7k 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s