Ścinki.

Ogary poszły w las. Wczoraj. A wróciły [z łupem] dzisiaj, co jest co najmniej dziwne [kudos to Poczta Polska]. Z relacją – stay tuned, będzie się [prawdopodobnie] działo; w przyszłym tygodniu montuję półkę w kuchni i jedziemy.

* * *

Obejrzane „Oczy szeroko zamknięte”. I kilka niepokojących wrażeń.

Film – a w zasadzie jeszcze niedawno jego obrazoburczą wymowę – współczesny widz może skwitować jedynie wzruszeniem ramion. Zaiste przeszliśmy daleką drogę… niekoniecznie w dobrą stronę imo. To raz.

Dwa – film trzyma poziom do jakichś dwóch trzecich fabuły. Obraz w zasadzie skandalizujący kończy się niemalże kinem familijnym i napięcie całkowicie siada, poprzedzone notabene dość przewidywalnymi zwrotami fabuły.

Trzy – patrz p. 1.

Cztery – nieustająco pozostaję pod wrażeniem historii – lawiny wydarzeń, spowodowanej jedną, w sumie przypadkową rozmową. Ale kinoman ze mnie żaden, więc i pewnie w gruncie rzeczy zachwycać się nie ma czym. Choć film naprawdę dobry.

* * *

Męczę „Czarne oceany”. Książka re-we-la-cyj-na, ale zastój w czytaniu, o którym chyba już kiedyś pisałem, trzyma i nie chce puścić. Książkę powycierałem już na wszystkich możliwych i niemożliwych rogach, a mimo to w dalszym ciągu jestem dopiero w połowie; w tym przypadku akurat faktycznie stokroć bardziej sprawdziłby się za przeproszeniem – apage! – jakiś kindle, gdyby nie fakt, że właśnie tracę do mania takowego motywację. Kwadratura koła.

Dukaj jakoś nigdy mi nie podszedł [w sensie że kupuję w jego wydaniu nawet książkę telefoniczną], ale „Oceany” są lekturą naprawdę nieprzeciętną, co dowodzi przydatności nawet tak z pozoru obmierzłych blogasków, jak… zresztą mniejsza z tym 😛 Obawiam się, że gdy wreszcie to skończę, lektura żadnej innej książki sf-f nie będzie taka, jaką sobie zamierzyłem. A zresztą zobaczymy.

* * *

Na fali bailoutów [za chwilkę Słowenia – to jakiś flashmob?…], kryzysów, TARPów et consortes męczy mnie – lepiej późno, niż wcale, jak mawiał stary Żyd, spóźniając się na pociąg – dostrzeżona z właściwym wiekowi starczemu refleksem dopiero teraz dramatycznie banalna, acz niepokojąca konstatacja: na Matkę Ziemię, ludzie nie mogą być przecież aż tak głupi! Widząc, że wszystkie polityki antykryzysowe nic nie dają, już dawno powinni byli wpaść przynajmniej na to, żeby spróbować czegoś innego. Niepróbowanie – wykluczając oberkretynizm, choć wykluczaniem tym przeczę w ten sposób jakiejś regule prakseologicznej, nie pamiętam nazwy – otwiera drzwi do niepokojącego wniosku: ktoś gdzieś szykuje nam wyjątkowo parszywy pasztet. Kurczę blade, jeszcze 2-3 lata i opcja chilijsko – mongolska [jako plan B; na razie dobrze nam tu i nigdzie nie zamierzam się ruszać, choć ostatnio moje podejście do patriotyzmu emigracyjnego chwieje się w posadach; póki co jak zawsze, gdy nie chce mi się o tym pisać, obiecam Wam kolejną sążnistą notkę na temat, kończąc nieśmiertelnym JONCL…] stanie się realna; pytanie, czy będ[ę|ziemy] mieć tyle czasu.

Z tym pasztetem jako jedyną opcją żartowałem. Istnieje przecież drugie wyjaśnienie: kopanie puszki w górę coraz bardziej stromej ulicy. Skończy się podobnie, ale o ileż łatwiej będzie nam wegetować ze świadomością, że wrobiono nas wskutek prozaicznego bezjajstwa, niźli premedytacji, nespa?

3 myśli w temacie “Ścinki.

  1. Za link dzięki, obejrzę w wolnej chwili.

    Wiesz… cały czas się zastanawiałem, czy nie dać tutaj trzeciej ewentualności, przedstawionej tu, o. Ale coraz bardziej dochodzę do wniosku, że tak źle nie będzie. Helmuty co prawda już bez ogródek forsują IV Rzeszę… i prawdopodobnie znów im się nie uda. Bo w przeciwieństwie do opisywanej przez Michalkiewicza konwergencji ta nie ma prawa się udać. Za Kissingera wystarczyło wymóc na czerwonych koncesje polityczne i rezygnacja z zamordyzmu sama przyniosła efekt, samo poszło dalej. A teraz? Nawet przy integracji europka dalej będzie tkwić po uszy w socjalizmie, więc atutu gospodarczego brak – a idę o zakład, że integracja będzie szła w stronę kolejnych pięciolatek, pardon, strategii lizbońskich, niźli w kierunku wolnego rynku. Więc tu się położą. Chinole ante portas – dwa. Bundestag się burzy się – trzy. Kryzys długu rozpełznie się tak czy siak – cztery.

    Wszystko rozpiździ się tak czy siak, ale niemiecki ratunek wcale nie jest żadnym ratunkiem. W kwestiach gospodarczych nawet jeśli pomogą, to na krótką metę, a w kwestiach demograficznych nie zrobią nic.

    Polubienie

  2. Tamten film to wykład na temat kryzysu w USA z roku 1920 którego nie było bo politycy/bankowcy nie zdążyli na niego zareagować i mu zaradzić w związku z czym naprawił się sam.

    Żeby się nie powtarzać – znowu będzie link, tam jest wszystko co trzeba wiedzieć.
    http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/czy-powstanie-prawdziwa-ii-rzesza/
    Sytuacja jest mocno zakręcona, bo rzeczy wydają się być zupełnie odwrotnymi niż są, a raczej miały być. Generalnie masz rację co do IV Rzeszy, z tym że zarówno UE jaki euro w szczególności miały powstrzymać Niemcy od stania się największą i najsilniejszą gospodarką w Europie. Nie dość że się nie udało to w tej chwili Niemcy oba projekty przechwyciły i zaczynają one grać na ich zysk. Na szczęście zgubiła ich chciwość, wdupili mnóstwo szmalu swoich emerytów w obligacje krajów które bankrutują i teraz nie mogą się z tego ot tak wymiksować. No i szczęście w nieszczęściu że rządzą nimi neomarksiści (o Angeli mówi się że to zemsta Honeckera zza grobu), dzięki temu Niemcy robią absolutne minimum ale to i tak jest tak dużo że de facto mają UE w garści.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s