26 thoughts on “Z popołudniowej prasóweczki.

  1. @pecet, czy do twojego durnego łba dotrze za parę dni moja dzisiejsza sugestia, że nie życzę sobie tutaj takich komentarzy, czy masz ochotę na zabawę we wzajemne kasowanie komciów?

    Polubienie

  2. @pecet: ależ ja się nie chcę okłamywać, Problem jest innego kalibru: jeśli ja na Twoim blogasku ni stąd ni zowąd zacznę pisać, że śmierdzi Ci z ust, to nie wątpię, że wykasowanie mojego komentarza nie będzie wynikało z fałszywości mojej tezy, tylko z racji pisania zupełnie od czapy…

    Polubienie

  3. @torero — jeśli cię uraziłem i wyciągnąłem błędne wnioski to wybacz, ale trudno pomyśleć inaczej po zobaczeniu rasistowskiego dowcipu, cóż miałem już nie komentować, więc uznajmy to za EOT z mojej strony, jak chcesz to usuniesz komentarze, notebene pierwszy dodałem dwa razy bo myślałem że jogger go nie przyjął, a nie żeby robić na złość.

    Polubienie

  4. Zaczynam dziwnie się czuć z tym, że dostrzegłem coś zabawnego w całkiem niewinnym dysonansie pomiędzy pojęciem „reprezentacja Niemiec”, a jej składem narodowościowym…

    Polubienie

  5. Wytykanie obecności „murzyna” w niemieckiej reprezentacji trochę nie pasuje do żartu. Chyba, że rzeczywiście masz jakąś fobię. Równie dobrze można by wspomnieć o łysym w polskiej drużynie (rudzi nie grają, bo przecież nie mają duszy).

    Mimo wszystko mam nadzieję, że to tylko skrót myślowy do określenia jakiegoś gracza z Afryki. Nie potraktuj mnie źle, ale studiuje w Niemczech, więc mam znajomych o różnym pochodzeniu etnicznym. Gdybyś walnął taki żarcik, z miejsca byłbyś uznany za zwykłego gbura (choć rozumiem, że w Polsce panują trochę inne zasady z uwagi na większą izolację od świata). To nie nadgorliwa poprawność polityczna tylko zwykłe zasady kultury. Z resztą rozumiem jak ktoś czarny może się czuć w takich sytuacjach, bo sam dwa razy spotkałem się z nastawieniem Polak = złodziej, ah te uprzedzenia.

    Co do samej reprezentacji to oczywiście wszyscy sobie zdają sprawę, że nie wszyscy są rodowitymi Niemcami, ale oczywiście przymyka się na to oko, bo przecież odnoszą sukcesy. Z resztą sytuacja nie różni się bardzo od polskiej. Też mamy kilku naturalizowanych graczy, ale jednak nie wszyscy mówią po polsku i tam mieszkają. Pod tym względem to według mnie polska reprezentacja jest „gorsza” dla ducha sportu.

    Sorry za jakieś błędy, ale dawno już nic nie pisałem.

    Polubienie

  6. To chyba niewyspanie sprawia, że biorę udział w takiej dyskusji, bo normalnie wzruszyłbym tylko ramionami. Ale zdaje się, że niektórzy nie wiedzą, że w języku polskim słowo Murzyn (pisane z wielkiej litery) oznacza dowolnego czarnoskórego mieszkańca Afryki (bądź potomka takiegoż). To słowo z tej samej kategorii, co Azjata, czy Aborygen. Trzeba mieć ostro naje^H^H w polit-poprawnym łbie, żeby doszukiwać się rasizmu tam, gdzie chodzi wyłącznie o podkreślenie nienatywności członka takiej reprezentacji. I nie, nie zgodzę się, że należało użyć innego słowa. To nie słowa są złe, tylko myśli, jakie za ich wypowiedzeniem stoją. To Ty widzisz rasizm i uprzedzenia – ja dostrzegłem tylko kpinę z tego, że rodowici Niemcy raczej się do reprezentacji nie załapują. A na drugim dnie: że może w Niemczech tak naprawdę wcale już Niemców nie ma? Etnicznych Niemców.
    Współczuję.

    Polubienie

  7. @Adrian: spieszę donieść, iż ten minicykl sponsorują literki c, v oraz klawisz Ctrl; to gwoli wyjaśnienia moich rzekomych „fobii” i innych dylematów.

    Gdybyś walnął taki żarcik, z miejsca byłbyś uznany za zwykłego gbura (choć rozumiem, że w Polsce panują trochę inne zasady z uwagi na większą izolację od świata).

    Być może zostałbym uznany, nie przeczę. Nie mieszkam jednak ani w Niemczech, ani gdzie indziej, tylko w Polsce. I też nieszczególnie podoba mi się sytuacja z polską reprą.

    Nawiasem mówiąc, nie ogarniam, czemu właściwie miałbym za takiego gbura zostać uznany, ale widać co kraj, to obyczaj. Nikogo przecież nie obrażam [nie, w moim kręgu określenie „Murzyn” NIE jest obraźliwe, wychowałem się na Tuwimie – Żydzie-antysemicie wg dzisiejszych kryteriów, nawiasem mówiąc – i nieszczególnie na starość chce mi się zmieniać kanon lektur]. Jedyne logiczne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to to, że o kolorze skóry w Twoich kręgach po prostu się nie rozmawia, nieważne dobrze, czy źle – cóż, uznałbym to za oryginalny obyczaj, i przyjąłbym go pewnie do wiadomości, choć dalej bym nie rozumiał. Ale mniejsza.

    Poza wspomnianą jednak niezręcznością rozmów zatrącajacych o kolor skóry [których nie ogarniam jeszcze z innego powodu – mi jakoś nie przeszkadza, że statystyczny czarnoskóry lepiej ode mnie gra i śpiewa bluesa, lepiej skacze i gra w kosza i podobno jest lepszy „w te klocki” – choć to już z pewnością jakaś urban legend…], nie widzę żadnego RACJONALNEGO powodu, żeby oburzać się na takie żarciki, jak ten. Bo – co pisałem już tutaj jednej Komentatorce – jeśli mamy umawiać się, że przestajemy opowiadać dowcipy o jakkolwiek wyróżniających się oraz te wszystkie, które czemuś mogą kogoś obrazić, to natychmiast należy przestać opowiadać dowcipy o rogaczach, impotentach, informatykach i garbatych.

    Pytam serio serio: czy w Niemczech opowiada się jeszcze jakiekolwiek dowcipy o rogaczach, impotentach, informatykach i garbatych? Jeśli tak, to dlaczego, skoro one mogą również przecież kogoś urazić?

    I czy Twoim / Waszym / kogokolwiek zdaniem należy natentychmiast zdjąć ze sceny Molierowego „Mieszczanina szlachcicem” chociażby? Toż to w czystej formie atak na osoby naturalizowane; tyle, że na „naturalizowaną klasę średnią”…

    Pozdrawiam,

    Polubienie

  8. Dzięki za odpowiedź. Na wstępie zaznaczę, że – jak napisałem wyżej – nie chciałem Cię obrazić. Piszę tylko jak takie zachowanie odebrane by było na zachodzie. Oczywiście, że na wschód od Odry jest inaczej; jestem tego świadomy.

    Jako że Pan wyżej napisał, że mam „ostro najebane w polit-poprawnym łbie”, postaram się odeprzeć ten, jakże dziecinny, ale jednak atak.

    Normalnie oczywiście pominąłbym ten post, ale o napisaniu komentarza zadecydowały trzy rzeczy. Pierwszą jest zbyt duża ilość wolnego czasu.

    Po drugie, torero dał jasno do zrozumienia, że Murzyn-Niemiec to pojęcie tak samo karykaturalne jak Turek-Niemiec. Wiesz, co dalej chcę napisać, więc szkoda mojej klawiatury… W każdym razie wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego jak interpretować żarty i gdzie narysować granicę między humorem, czarnym [hehe, wodzu by się uśmiał] humorem i niesmacznym żartem. I żeby nie było, dowcip z wpisu uważam za całkiem śmieszny, nawet z tym błędem, bo rozumiem przekaz – mi chodzi o formę.

    Ta granica. Oczywiście humor jest absolutnie subiektywny, więc co jednego śmieszy, inny się nawet nie uśmiechnie, a jeszcze inny będzie zgorszony. Wydaje mi się, że chodzi o bliskość do danego zjawiska/osoby. Na przykład, żarty o martwych noworodkach śmieszą młode osoby, ale już na pewno nie starsze i tym bardziej nie kobiety. Dowcip o „downie” nie będzie cię śmieszył, jeżeli znasz osobę z tą chorobą. No i konsekwentnie, dowcipy o czarnoskórych nie rozbawią kogoś, kto ma styczność z nimi na porządku dziennym.

    No i teraz można gdybać, czy dowcip o trędowatym wywołałby taką samo dyskusję. Wiecie o co chodzi.

    Być może oderwałem się za bardzo od tej polskiej bańki i mam teraz inne pojęcie o tym co jest obraźliwe. Z mojego małego doświadczenia mogę napisać, że dowcip o „murzynie” byłby potraktowany jako niekulturalny w Europie zachodniej (to kwestia wychowania), a tym bardziej w Niemczech (wychowanie + poprawność polityczna po wojnie). I nie chodzi o to, że w ogóle nie mówi się o kolorze skóry, ale bardziej o to, że nie mówi się o nim inaczej niż o wzroście czy kolorze włosów.

    I w końcu po trzecie, kończąc tę wyliczankę, słowo „Murzyn” ma co najmniej wydźwięk negatywny, a niektórzy uznają je za obraźliwe. Być może jestem wyczulony. Dla mnie to tak samo obraźliwe jak „żółtek”, „arabus”, czy „chinol”.

    A co do literatury, to należy pamiętać, że czarni dopiero całkiem niedawno przestali być „obywatelami drugiej kategorii”, więc i książki odzwierciedlają tę sytuację. Nie chcę uchodzić za eksperta; zastanowię się jeszcze trochę nad tym. Ostatnio czytałem „Murzyna z Narcyza” i też mnie to zaciekawiło. Poza tym ciekawy jest wspomniany przez Ciebie Tuwim, no ale on przekleństw i ciężkich słów nie oszczędzał, więc ciężko go oceniać pod tym względem.

    Uh, ale się rozpisałem. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Coraz ciężej znaleźć w internecie miejsca, gdzie można merytorycznie podyskutować (nie mówię o Tobie, wodzu).

    Polubienie

  9. No tak, to ja już pójdę sobie tę słomę w butach poprawić, gdzie mi tam, zaściankowemu prostaczkowi, z wielkoświatowym państwem o smaku kultury i zapachu paranoi rozmawiać. Czuję się usatysfakcjonowany, dziękuję bardzo, na mnie już czas, świnie korytem o drzwi obory stukocą, dobranoc. Proszę zgasić światło, wychodząc – szkoda prądu, to zwyczajne żarówki…

    Polubienie

  10. Widzisz, ja staram się nie obrażać drugiej strony dyskusji, mimo że jestem zapewne tak samo poirytowany jak i Ty.

    Jeżeli odebrałeś moja odpowiedź jako atak to przepraszam. Mogę tylko zapewnić, że nie miałem w zamiarze umniejszać Polsce – w końcu sam tam mieszkałem większość życia i przyjeżdżam co jakiś czas. Chodzi tylko o małe różnice w kulturze. Po wyjeździe nabrałem trochę innych perspektyw i stąd mój komentarz.

    Daleko mi do patrzenia na Ciebie z góry, ale obrażając kogoś dajesz sygnał, że nie warto z Tobą kontynuować dyskusji. Ale w końcu to internet, tutaj łatwo obrażać.

    Polubienie

  11. Już chyba z piętnaście lat nie prowadziłem takich pustych dyskusji, ale co mi tam, dziś mam dobry nastrój – póki nas leśniczy nie wygoni, mogę trochę pohałasować. Ale krótko, bo z doświadczenia wiem, że to droga donikąd. Obrażać? Że niby to teraz ja obrażam? A kto tu czynił personalne wycieczki? Jaaa!? I nie, ja nie obrażam „łatwo” przez internet. Nie jestem tu anonimowy, jak być może Ci się wydaje, że uważam.
    Mylisz się, poirytowany nie jestem absolutnie – wręcz przeciwnie, uśmiecham się wesoło. Bo… widzisz… Może i wydaje Ci się, że piszesz z wielkiego świata, o szerokich horyzontach, a my – tu – prostaczki, w słoju, z korniszonami razem, pływające. Ale to Tobie czapeczkę tak dokładnie nacisnęli, że widzisz już tylko to, co chcą, żebyś widział. Bo, widzisz, jak Torero mówi „Murzyn”, to ma na myśli czarnoskórego – po prostu osobę o ciemnej skórze, bez wartościowania na podstawie jej koloru. Bo czarnoskóry w tym dowcipie nie jest rodowitym Niemcem. A wiesz dlaczego? Gdyż etniczni Europejczycy są biali. Wiedziałeś o tym? W tym dowcipie chodziło o to, że reprezentacja Niemiec jest zbieraniną ludzi z różnych końców świata! O nic więcej! Nie o to, że czarny śmierdzi, a Polak, to złodziej! Nie o to! Naprawdę! Uwierz! Nikt tam nikogo nie chciał obrazić, z nikogo nie szydził! I jeśli dostrzegasz tam cokolwiek więcej, to nie świadczy to o moim, czy Miłościwego Tu Naszego Gospodarza rasizmie, lecz o Twoim, chorobliwym wręcz, przewrażliwieniu. To trzeba leczyć, a nie uznawać za normę i bezkrytycznie akceptować. Uciekanie od słów i zastępowanie ich innymi nie jest rozwiązaniem! To u-da-wa-nie! Jakoś żaden z moich czarnych kolegów na studiach nie obrażał się za to, że ktoś powiedział o nich, że są czarni. A wiesz dlaczego? Bo… w to naprawdę trudno uwierzyć, ale oni – no niesłychane! – BYLI czarni! I – co więcej! – o tym wiedzieli! Zgroza, prawda? I wiesz co? Wcale nie czuli się z tego powodu gorsi. Niesamowite, prawda? Ja też tak uważam. Aż samemu sobie nie wierzę…
    A teraz otwórz sobie piwo, potem słownik (albo w odwrotnej kolejności) – i przestań bać się słów, które w nim czyhają. Zapamiętaj: znaczenia i odcienie emocjonalne rugowanych słów przepływają na inne. Język, to żywy organizm, nie znosi pustki, wypełnia ją bardzo szybko i sytuacja wraca do poprzedniego stanu. Nie wyleczysz myśli, karząc język. Nie tędy droga – to fałsz, złuda, autooszustwo…

    Zaś ja wracam do roboty, bo mnie już poganiają…

    Polubienie

  12. To ja też szybko, bo już czasu nie mam.
    1. Nie wydaje mi się, że piszę z wielkiego świata, jak już dwa razy napisałem. Jeżeli ktoś traktuje kogoś z góry, to właśnie pokazałeś kto.
    2. Skierowałeś przekleństwo w moją stronę, więc mam prawo odebrać to jako obrazę.
    3. Etniczny Niemiec jest biały, no i co z tego? W reprezentacji powinni grać urodzeni w danym kraju i tyle
    4. Żart rozumiem, jest śmieszny choć trochę oklepany; już to napisałem. Przyznaję jednak, że moje komentarze można uznać za zbytnie rozdmuchanie takiej prostej sprawy.
    5. Jeśli nie zauważyłeś użyłem słowa „czarny” kilka razy. Jest ono neutralne, przeciwnie „murzyn”.
    6. Nikt mi nie narzuca swojego zdania, nie kieruje się propagandą politycznej poprawności. Moje opinie bazuję na swoim doświadczeniu i przemyśleniach.

    To tyle. Nie chcę już dalej „dyskutować”, bo wiadomo dokąd to prowadzi, a to nie miejsce na takie rzeczy. Życzę miłej pracy.

    Polubienie

  13. Jakie to symptomatyczne.
    Kolega Adrian przyczepił się, że wytyka się „Murzyna” i Turka-Niemca w niemieckiej drużynie, bo to karykaturalne i niekulturne i w ogóle fuj-fuj w cywilizowanym towarzystwie. Natomiast wytykanie Polaka-Niemca w tej samej drużynie (i w tym samym zdaniu) jest już jak najbardziej OK.

    Polubienie

  14. Od czapy wtrącę:

    świnie korytem o drzwi obory

    Świnki mieszkają w chlewikach, w oborach mieszkają krówki. Możesz poczuć się zdemaskowany 😉

    Adrian: chowałeś się w granicach Rzeczypospolitej Polskiej, czy poza jej granicami?

    Polubienie

  15. @3B|
    Dlatego u nas słowo Murzyn ma bardziej neutralne niż negatywne zabarwienie emocjonalne. Przynależy bardziej do sfery kulturowej niż czysto rasowej. Na Zachodzie to określenie może być odbierane gorzej, gdyż wrażliwsze podejście wynika po prostu z tego, że tam FAKTYCZNIE istniał/istnieje społeczny problem rasizmu.
    Bezmyślne kopiowanie zachodnich wzorców jest głupie. Bo kto powiedział, że wszystko co na Zachodzie musi być lepsze?

    Polubienie

  16. Ty, no zobacz Torero, wychodzi na to, że gdybym był piłkarzem, musiałbym grać chyba w reprezentacji Mongolii, żeby nie stać się obiektem Twoich prześmiesznych żartów. Z komciów dowiedziałem się też, że nie jestem etnicznym, rodowitym Polakiem (tylko jakim właściwie? może wcale?), bo tacy przecież nie mają skośnych oczu, czyż nie?

    Moglibyście wywołać niezłą rewolucję w nauce, publikując w jakimś recenzowanym czasopiśmie artykuł o tym, że kolor skóry może wykluczać przynależność do jakiegoś etnosu czy narodu, ale obawiam się, że musiałoby to być czasopismo wydawane w przedszkolu, bo na takim poziomie najwyraźniej zatrzymała się Wasza wiedza w tej kwestii.

    Ozil i Boateng to Niemcy. Tak samo jak Lahm, Hummels, Badstuber, Schweinsteiger, Kroos, Muller…

    Polubienie

  17. Z komciów dowiedziałem się też, że nie jestem etnicznym, rodowitym Polakiem

    Ano, W ZASADZIE NIE JESTEŚ. I CO Z TEGO, DO CHOLERY CIĘŻKIEJ?

    Zrozum, człowieku, różnicę. PROSZĘ. Istnieje ona w stopniu zasadniczym pomiędzy stwierdzeniem „nie jeste[m|ś] rodowitym, etnicznym Polakiem” a stwierdzeniem „nie jeste[m|ś] Polakiem”. Pierwsze to w miarę obiektywne dookreślenie pewnego faktu biologicznego / genealogicznego [podobnie jak stwierdzenie, że ani Ty, ani ja nie jesteśmy rasy czarnej], które jest w miarę obiektywne i które przypisałbym Ci prawdopodobnie nie tylko ja, drugie – to stwierdzenie, na które wobec Ciebie nie śmiałbym się nigdy zdobyć, a nawet jeśli, to i tak z mojej [i wielu osób] strony nigdy by nie padło, bo nie miałoby ono dla mnie zwyczajnie sensu. Tu nawet nie chodzi o obrażanie / nieobrażanie Ciebie; powtórzę, że to po prostu nie miałoby sensu.

    Skoro już wywołałeś ten temat: mam wrażenie, że w imię politpoprawności każesz mi teraz robić z siebie idiotę poprzez uznanie, że Twój, nazwijmy to, fenotyp [?] jest charakterystyczny dla fenotypu osób zamieszkujących naszą okolicę. Nie jest. I – powtarzam – CO Z TEGO, DO CHOLERY?

    Nie doszukałem się [chyba że słabo szukałem?] ani mojej, ani czyjejkolwiek szydery z fenotypu per se [cały czas używam tego słowa z niepewnością; mam nadzieję, że poprawnie] bohaterów dowcipu. Szydera tyczy się samego faktu „zbierackości” owych bohaterów pod szyldem repry kraju, który chciał ich przygarnąć. Przypominam nawiasem mówiąc, że Podolski – reprezentant Niemiec – do ostatniej chwili chciał grać dla Polski.

    Nigdzie nie doszukałem się stwierdzenia mojego ani czyjegokolwiek, odmawiającemu komukolwiek przynależności do jakiegoś narodu. Dzielnie walczysz z chochołem.

    Zupełnie na marginesie: Czy język jest wg Ciebie kryterium przynależności do narodu? Binarnie proszszsz. Bo jeśli nie, to co nim jest? A jeśli tak – to czy mam prawo odmawiać uznania za członka danego narodu kogoś, kto nie nauczył się języka panującego na obszarze zamieszkiwanym przez ten naród pomimo przebywania na nim przez circa 25 lat? Bo niedawno miałem przyjemność właśnie z takimi „obywatelami brytyjskimi pochodzenia pakistańskiego”…

    Ozil i Boateng to Niemcy. Tak samo jak Lahm, Hummels, Badstuber, Schweinsteiger, Kroos, Muller…

    Ależ oczywiście, że tak. Ale nie ETNICZNI Niemcy. Tak samo ja, jeśli osiędę w Ułan Bator i będę dumnie dzierżył paszport mongolski, poświadczający moje obywatelstwo mongolskie, nigdy nie będę ETNICZNYM Mongołem, choćbym nie wiem, jak bardzo chciał, i choćbym nie wiem, jak bardzo, identyfikował się z historią, językiem i kulturą Mongolii. I CO Z TEGO?

    Polubienie

  18. @Adrian:

    Po drugie, torero dał jasno do zrozumienia, że Murzyn-Niemiec to pojęcie tak samo karykaturalne jak Turek-Niemiec.

    Nie. Resztę odpisałem Czajnie, przepraszam.

    I jeszcze nawiasem mówiąc: czy całą sferę godności, poczucia przynależności do narodu rozciągnęlibyście Panowie również na obywateli państw, które „udostępniają” swoje obywatelstwo dla ludzi, „mających czelność” wykorzystywać to instrumentalnie [np. zakaz ekstradycji obywateli Brazylii przynajmniej do USA chociażby]? Pytam z ciekawości, nie zaczepnie.

    Polubienie

  19. Ano, W ZASADZIE NIE JESTEŚ.

    Etnos i rasa to dwie różne rzeczy. Serio, serio. Rodowitość też zresztą. Przy okazji polecam definicję słowa „rodowity”: http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=rodowity.

    Skoro już wywołałeś ten temat: mam wrażenie, że w imię politpoprawności każesz mi teraz robić z siebie idiotę poprzez uznanie, że Twój, nazwijmy to, fenotyp [?] jest charakterystyczny dla fenotypu osób zamieszkujących naszą okolicę. Nie jest. I – powtarzam – CO Z TEGO, DO CHOLERY?

    Powtarzam: fenotyp (możemy zostać przy tym terminie) – tak jak rasa – nie ma związku z przynależnością etniczną. To, że często zachodzi tu korelacja, niczego nie dowodzi. Mój fenotyp faktycznie nie jest typowy dla naszego kraju. Ale „co z tego?”, to Ty mi wyjaśnij, skoro śmiejesz się z Boatenga (czy tam z niemieckiej reprezentacji) z powodu jego fenotypu (niżej kontynuuję ten wątek).

    Btw: jak przestaniesz używać „politpoprawności” tak jak niektórzy używają „faszyzmu”, to będzie się nam lepiej dyskutowało, a Ciebie nie będzie ten termin (i stojąca za nim wizja świata) ograniczał tak, jak ograniczają się ludzie bezmyślnie wyzywający wszystkich od faszystów.

    Nie doszukałem się [chyba że słabo szukałem?] ani mojej, ani czyjejkolwiek szydery z fenotypu per se [cały czas używam tego słowa z niepewnością; mam nadzieję, że poprawnie] bohaterów dowcipu. Szydera tyczy się samego faktu „zbierackości” owych bohaterów pod szyldem repry kraju, który chciał ich przygarnąć. Przypominam nawiasem mówiąc, że Podolski – reprezentant Niemiec – do ostatniej chwili chciał grać dla Polski.

    Otóż wspomniany Boateng to przypadek bardzo podobny do mojego: on tak samo ma rodziców dwóch różnych narodowości i urodził się oraz wychował w kraju jednego z tych rodziców. On sam jest narodowości tegoż właśnie rodzica, w którego kraju się wychował, choć fenotyp odziedziczył po drugim rodzicu. Pytam więc ponownie: w jakiej reprezentacji powinienem grać, żeby nie stać się bohaterem Twoich dowcipów? Czy moja matka czyniłaby mnie śmieszniejszym reprezentantem? Albo moją reprezentację śmieszniejszą? Czy moja gra w polskiej reprezentacji byłaby dowodem jakiejś jej „zbierackości”? Czy po Boatenga ktoś latał do Ghany i błagał o grę dla Niemiec?

    Ozil natomiast jest mieszkańcem Niemiec w trzecim pokoleniu. Jest wprawdzie muzułmaninem i wygląda jak przeciętny Turek, ale nie jest Turkiem, tylko Niemcem. W Niemczech się urodził, w Niemczech się wychował, Niemcom wszystko zawdzięcza, w Niemczech został wyszkolony na piłkarza, mówi po niemiecku, czuje się Niemcem… Odmówił gry w tureckiej reprezentacji, choć go o to proszono i to w tureckiej reprezentacji jego obecność byłaby efektem „zbierackości”, choć wtedy – idę o zakład – wcale byś się z niego nie śmiał.

    Niemiecka reprezentacja to nie jest żadna zbieranina przygarniętych, to jest normalna reprezentacja złożona z najprawdziwszych Niemców. To pozytywny przykład (mniej lub bardziej reprezentatywny) udanej asymilacji. A Polak (chyba rzeczywiście czuje się bardziej Polakiem) Podolski to wyjątek, a nie reguła.

    Nigdzie nie doszukałem się stwierdzenia mojego ani czyjegokolwiek, odmawiającemu komukolwiek przynależności do jakiegoś narodu. Dzielnie walczysz z chochołem.

    „Polak”, „Niemiec” i „Turek” to są słowa określające przynależność narodowościową. Murzyn natomiast jest tu (w dowcipie) przeciwstawiony Niemcowi. Słabo szukałeś.

    Zupełnie na marginesie: Czy język jest wg Ciebie kryterium przynależności do narodu? Binarnie proszszsz. Bo jeśli nie, to co nim jest?

    Kiedy binarnie się nie da. Język jest jednym z elementów, który powoduje powstawanie poczucia wspólnoty. Ale to właśnie owo poczucie wspólnoty, świadomość narodowa konstytuuje naród. Język, religia, historia, państwo, kultura czy rasa to elementy mniej lub bardziej istotne, ale żaden nie jest niezbędny – w każdym przypadku można przywołać przykłady narodów, które wykształciły się mimo braku wspólnoty językowej, religijnej czy historycznej.

    A jeśli tak – to czy mam prawo odmawiać uznania za członka danego narodu kogoś, kto nie nauczył się języka panującego na obszarze zamieszkiwanym przez ten naród pomimo przebywania na nim przez circa 25 lat? Bo niedawno miałem przyjemność właśnie z takimi „obywatelami brytyjskimi pochodzenia pakistańskiego”…

    A czy ci obywatele uważają się za Pakistańczyków, czy za Anglików? A może za Brytyjczyków? Bo mnie się tak jakoś zdaje, że są narody angielski, szkocki, walijski i irlandzki, a istnienie brytyjskiego jest cokolwiek kontrowersyjne. Przy tym zupełnie nie wyklucza to istnienia państwowej świadomości brytyjskiej. Tak samo jak w Rosji mieszkają i ruskije, i rassijanie (po polsku się tego nie da powiedzieć) i nie są to grupy tożsame, choć na ogół jedni i drudzy posługują się na co dzień językiem rosyjskim.

    I jeszcze nawiasem mówiąc: czy całą sferę godności, poczucia przynależności do narodu rozciągnęlibyście Panowie również na obywateli państw, które „udostępniają” swoje obywatelstwo dla ludzi, „mających czelność” wykorzystywać to instrumentalnie [np. zakaz ekstradycji obywateli Brazylii przynajmniej do USA chociażby]? Pytam z ciekawości, nie zaczepnie.

    Obywatelstwo i narodowość to dwie różne rzeczy, nie ulega to dla mnie wątpliwości. Ale to nie obywatelstwo uczyniło z Ozila i Boatenga Niemców.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s