O formowaniu wykształciucha.

Na squashu [do którego, jak pamiętają wierni PT Czytelnicy, kupowałem niedawno buty, i na który co tydzień zawozi mnie tegorocznym modelem BMW X6 moja młodziutka, długonoga blond sekretarka w niepokojąco krótkiej spódniczce] po skończonej partii trzeba odpocząć. Po wyjściu z kortu możemy wraz z dobrym przyjacielem, CEO jednego z wiodących funduszy leasingowych w Unii Europejskiej, z którym obaliłem już niejedną flaszkę błękitnego Jasia Wędrowniczka i niejeden rząd, obejrzeć brodkast nadawany – z racji ustawień telewizora w hallu – z TVN24. Z racji pory pada niemal zawsze na „Szkło kontaktowe” [chyba, aj dont giw e szit], w wersji niemej, jako że mięso, którym rzucają niżej sklasyfikowani ode mnie na liście najbogatszych Polaków, grający z wicedyrektorami pomniejszych funduszy leasingowych, skutecznie zagłusza wszelką fonię, dobiegającą z telewizora. Oglądamy więc tylko. I w tym miejscu kończymy część satyryczną, zaczyna się część tragikomiczna.

Ostatni wtorek [choć powtarza się to co tydzień]. Fonii, jak wspomniałem, brak. Na wizji za to dzieje się w nadmiarze – i o ten nadmiar mi chodzi. Na „tradycyjnym” strumieniu video – gadające, uśmiechnięte głowy, tokujące z uśmiechem o czymśtam, nie wiem o czym. Poniżej – chyba SMSy od powiedzmy że widzów. Jakieś szyderki pod adresem JM Rokity, jakieś androny… lekko, miałko i nieprzyjemnie, kółeczko wzajemnej adoracji antypisowskich onanistów, czyli [chyba] jak zwykle. Niżej – na żółtym tle breaking niusy o niegdysiejszym temacie nr 1, czyli śp. Madzi i jej rodzinie. Że ojciec nie może uwierzyć, że babcia załamana, Rutkowski na policję, policja na Rutkowskiego, hieny mają używanie. Jeszcze niżej – rolowane niusy ze świata, kto się z kim zadawał, kto z kim spał, kto pieniądze dawał, a kto brał. A nad tym wszystkim na wizji – uśmiechnięte gęby prowadzących. Górą uśmiechy, dołem tragedie, nikomu to nie przeszkadza i nikt nie widzi w tym niczego niestosownego.

No ja przepraszam. Trudno o jaskrawszy przykład przemysłowej hodowli wykształciuchów, kształtowania bezrefleksyjności, percepcji opartej o slogany i reagowania na emocje. Może na starość przytępia mi się wielowątkowość, ale niespecjalnie jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś, kto jest w stanie odebrać, przetworzyć i zinterpretować informację trochę bardziej skomplikowaną od „działa – nie działa”, z samego jednego źródła dopływającą w czterech [a jeśliby oddzielnie liczyć wizję i fonię – w pięciu] strumieniach. Kogoś, kto informację odebraną będzie w stanie choćby minimalnie przetworzyć [wyjąwszy oczywiście interpretację podaną przez prowadzących między wierszami, którego to międzywiersza i tak nie da się dostrzec, boć to już przecież szósty strumień]. Kogoś, kto po takiej tresurze – trwającej chyba nawet niespecjalnie długo… parę tygodni? miesięcy? – nie zabije w sobie odruchu myślenia krytycznego. Kogoś wreszcie, kto po średniookresowej ekspozycji na taką sieczkę zachowa w sobie wreszcie na tyle krytycyzmu, by umieć odróżnić ziarno od plew, informację od komentarza, czy informację wymagającą refleksji od bezosobowego niusa.

Przemysłowa hodowla wykształciuchowego bydła idzie pełną parą, niedługo programy nadające dwustrumieniowo [wizja + fonia] stracą zupełnie widownię jako mało dynamiczne. A może zostaną zakazane jako propagujące szkodliwy zwyczaj myślenia i filtrowania informacji?…

A na koniec najlepsze: WirtualneMedia publikują prześmierdnięty już nieco raport telemetryczny, w którym urzekły mnie dwie informacje.

Pierwsza to obalenie mitów o tym, jakoby główną widownię tego szajsu stanowili MWzWM – raport telemetryczny pokazuje udział widzów 60+ w ogólnej widowni programu na poziomie 51,26%. To ja już wolę TV Trwam. Przynajmniej nadają tylko w dwóch strumieniach.

A druga rzecz – „Szkło kontaktowe” cieszyło się największą oglądalnością w 2007 roku. Jacyż to świadomi obywatele naonczas głosowali, dopowiedzcie sobie sami.

Inkąpetąs – część szósta, prolog do trzeciego aktu.

Hehehehe, jakby powiedział Jacek Gmoch. Dzisiejszą [baczność!] wstępną selekcję aplikacji [spocznij!] sponsoruje kilka wniosków natury boleśnie prozaicznej raczej.

Wniosek pierwszy: nie każda posada, o którą się starasz się, jest koherentna z każdym adresem mailowym, z którego wysyłasz dokumenty. Szczególnie, jeśli jest to adres typu goryl1221@buziaczek.pl.

Wniosek drugi: jeśli już przejawiasz upodobanie do walenia ponadnormatywnej ilości ortografów, nie podpisuj się przynajmniej w mailu „Mistrz”.

Wniosek trzeci: przed zdobyciem szacunku u innych warto pomyśleć o nabyciu odrobiny szacunku do samego / samej siebie i zwalczenie kompleksów. Osobie opisującej swoje ostatnie doświadczenie zawodowe jako „pozostałe stanowisko magazynowe” [sic!] nie można zaproponować zbyt wiele z samej przyzwoitości, choćby się naprawdę chciało. I nie, nie chodzi mi o stanowisko magazynowe – żadna praca nie hańbi oprócz pracy społecznej. I pozostałej, rzecz jasna.

Mimo wszystko jestem rozczarowany. Przekopałem się już przez kilkanaście aplikacji i nie znalazłem jeszcze tym razem żadnej, która chciałaby się szerzej zaprezentować na rozmowie kwalifikacyjnej. Ale to pewnie wina niskich temperatur.

Rekrutacja dopiero się rozkręca, zostańcie Państwo z nami, wracamy po przerwie.