Agresja.

BUM! Takim dźwiękiem zaanonsowało się w tyłku mojej reni chamowate dziewczę blond w audi, nie trzymające dystansu. Nie stało się nic [poza ciężkim stresem Forków], co było widać od razu. – Gdzie hamujesz na pomarańczowym, nie widzisz, jak ślisko! – wyleciała i od razu rozdarła się na pół osiedla. – Nie piliśmy razem wódki – odparłem grzecznie, co dało mi czas do ochłonięcia [zresztą nie pierwszy raz], ją wprawiło w stupor [pomogło, dwie minuty później zaczęła to samo, tylko przez „Pan”], a przydrożnemu żulikowi w kolorach jaskrawych, zjawiającemu się Deus ex machina, dało sposobność do wygłoszenia tyrady na temat jej ubogiego życia intymnego, w której roiło się od mowy kloacznej i terminologii drzewno – tartacznej. Nie to, żem jakiś specjalny, wyluzowany kwiat lotosu na niezmąconej tafli jeziora, po prostu na widok niczego nierozbitego nie chciało mi się babie bez porannej kawusi nawet sprzedawać o poranku żadnego wulgaryzmu. Nic się nie stało, ani draśnięcia [przynajmniej takiego, które byłbym w stanie zauważyć], rozjechaliśmy się w swoje strony, ale taki niesmak pozostał.

* * *

Cztery strzały znikąd i dwa kilometry później – jakiś biedak na warszawskich numerach częściowo stanął na przejściu. Shit happens, choć to przecież nie kryminał. Krwi nie dostrzegłem, dostrzegłem natomiast brodacza z dwoma dupelkami, wymachującego kończynami i ogólnie robiącego wbrew. Facet w SUVie tylko podniósł przepraszająco ręce do góry i widziałem, że tylko mruczy coś pojednawczo, próbując się uśmiechnąć. I znów Deus ex machina zjawiła się jakaś babka, jakiś dziad wrócił się parę metrów z chodnika i samotrzeć razem z psiarzem dalej awanturować się z warszawiakiem. Tamten dalej się uśmiechał przepraszająco i trzymał ręce w adekwatnym geście, ale gdy tramwaj odjeżdżał widziałem, że cierpliwość mu się kończyła.

* * *

Repatriant. Z kraju, gdzie – jak donoszą cesarscy szpiedzy – biznesu nie da się już robić, i gdzie albo zapisujesz się do świń, albo giń, dużo dosłowniej niż tutaj. Powodów do stresu jest pewnie obiektywnie znacznie więcej – tym bardziej, że i jego polski póki co kulawy siakiś, więc communication breakdown się zdarza się. A on nic. Przeprasza, że żyje i że zabiera cenny czas, trzyma uśmiech, pełen wiary jest, alleluja i do przodu. Nie przesiąkł jeszcze widać polskojęzycznymi mediami? Nie pracuje na etat? Nie wpadł jeszcze w dołujące środowisko?

Wewnętrzna siła i niezłomna pogoda ducha u kresowiaków to nie kalka filmowa [z „Klanu”?…]. To widać, słychać i czuć. W książkach, we wspomnieniach, w twarzach, w podejściu do życia. Brakuje widać jakiejś zmiennej, skoro nie stali się jeszcze tacy, jak my – mali, smutni, zarozumiali.

* * *

Wyrzuć telewizor w cholerę, powiadam. Zmień robotę, zmień przyjaciół, zacznij ubierać się w jaśniejszych kolorach, jeśli zaczniesz dostrzegać, że coś jest nie halo. Zanim zaczniesz drzeć się na przyjezdnych czy krzykiem próbując bezzasadnie przykrywać swoją nieudolność. Szkoda Twojego życia, szkoda Twojej energii, szkoda Twoich nerwów, szkoda Twojego czasu – i szkoda też tego wszystkiego [a może przede wszystkim, jeśli jeszcze do tego nie doszedłeś] u ludzi, na których się wyżywasz się. Alleluja i do przodu, powiadam.

4 thoughts on “Agresja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s