Wytęż wzrok…

…i na liście 20 najbogatszych ludzi świata [no dobra, w górnej dziesiątce…] znajdź cztery transseksualistki.

No bo skoro WEDŁUG NAJNOWSZYCH – jak zwykle – BADAŃ badaczy genderbenderwendermender kobiety i mężczyźni rodzą się równi w zdolnościach i predyspozycjach, to gdzieś się musiały skubane pochować, bo przecież jedna Christy Walton [w dodatku na 10. miejscu] równowagi statystycznej żadną miarą nie czyni.

Ja obstawiam, że transseksualistkami są: Warren Buffet [kobiety potrafią liczyć, a poza tym jak normalny facet może nazywać się Kontuar?], Amancio Ortega [z tymi Hiszpanami to ostatnio nic nie wiadomo], Muesh Ambani [człowiek jest z Indii, ma blisko do Bollywood i może się coś przegryzło], no i oczywiście Bill Gates. A jakie są Wasze typy?

34 thoughts on “Wytęż wzrok…

  1. torero, popełniasz błąd logiczny zakładając że dystrybucja transseksualistów jest stała. Kłania się rozkład Gaussa, który mówi nam że transseksualistów będzie bardzo mało wśród najbogatszych i najbiedniejszych.

    Lubię to

  2. Nie. Jednym z wyjaśnień jest błąd przyjętych założeń i zbyt mała grupa testowa, oraz brak grupy kontrolnej. Bardziej poprawnym eksperymentem byłoby wybranie 20 zupełnie losowych ludzi, sprawdzenie ilu tam jest transseksualistów, a następnie porównanie ich do tych 20 najbogatszych. Jeszcze lepsze byłoby poszerzenie tych grup o kilka rzędów wielkości.

    Lubię to

  3. OK. Jakim cudem można bredzić o całkowitej równości zdolności / preferencji / osobowości / whatever pomiędzy płciami, skoro niezależnie, jak bardzo wg dostępnych danych rozwijalibyśmy w dół chociażby taką listę, odsetek Pań wg dostępnych danych nawet nie zbliży się do 50%?

    Lubię to

  4. Twój błąd polega na założeniu, że identyczne zdolności w momencie narodzin predystynują do identycznych osiągnięć dorosłych osobników.

    Według wspomnianych przez Ciebie badań, rodzą się z równymi zdolnościami. Po drodze do bogactwa, masz jeszcze jednak sporo czasu na wpływ środowiska i rozwój organizmu który powoduje różnicowanie osobników w obrębie gatunku. Nie jesteśmy identycznymi klonami, a fakt podobieństwa w młodym wieku jest znany od dawna, ba, wielu gatunków których osobniki dorosłe są zupełnie odmienne, są bardzo podobne we wczesnym okresie prenatalnym. Ludzkie dzieci, nawet po urodzeniu, wykazują przybliżone umiejętności do dzieci małp człekokształtnych. Jednak im później tym większe różnicowanie, pod wpływem dojrzewania i środowiska.

    Lubię to

  5. @AdamK: czyli że różnicuje nas tylko środowisko? Mocno ryzykowne założenie. Gdyby tak było, to na Zachodzie [gdzie co prawda wciąż trwa „bój o lepsze jutro”, ale przecież wiele już zostało zrobione] po parudziesięciu latach powinno być widać zauważalnie na tego typu listach „self-made women”, ten odsetek nie sięga wg moich arbitralnych badań nawet 20% wśród kobiet [wspomniana Ch. Walton odziedziczyła majątek po mężu]. Niezależnie od tego, czy szukamy wśród najbogatszych, czy wśród ogólnoświatowych serwisów, czy gdziekolwiek indziej. Kojarzysz jakąś Panią pośród założycieli G, Twittera, MS czy czegokolwiek innego, w ilości większej, niż homeopatyczna?

    OTOH pierwszą programistką była córka Byrona i to w czasach, gdy nikomu nawet nie śniło się o wyrównywaniu szans czy „niwelowaniu wpływów środowiskowych”.

    W świetle powyższego Twoja teoria [mimo jakichśtam badań, nie znajdujących potwierdzenia w realu] wydaje się być OKDP. Next!

    Lubię to

  6. Nie tylko środowisko, ale też rozwój osobniczy. Nawet jeśli dzieci mają początkowo identyczne umiejętności i predyspozycje, to z czasem jeden wyrasta na wyższego, inny na niższego, kto inny na chudszego, a jeszcze inny na grubszego. Parafrazując: z dwóch identycznych desek nie da się wystrugać dwóch dokładnie identycznych przedmiotów.

    Lubię to

  7. Nie zmienia to zasadniczo mojej argumentacji. Nawet w środowisku skrajnie niesprzyjającym kobietom – co jest dość kosmicznym założeniem, bo raczej ciężko uważać współczesny Zachód za takowy – powinien to być jakiś dwucyfrowy procent. Nie ma.

    Lubię to

  8. Nie bierzesz pod uwagę rozwoju biologicznego. Podczas gdy dzieci sa bardzo podobne, osobniki dorosłe są różne – masz różne poziomy różnych hormonów (adrenalina), tak więc zachowanie jest różne. I tyle.

    Lubię to

  9. @Troll: wiem, że Twój komentarz po to tu jest, więc spytam: którego z nas chcesz udusić? 🙂

    @AdamK: Sralis mazgalis. Całkowity rozjazd pomiędzy dwoma z grubsza podobnymi niemowlętami można wytłumaczyć od biedy środowiskiem w sytuacji, gdy jedno z nich jest rozwijane na wszystkich płaszczyznach i je żywność ekolo, a drugie jest niedożywione, poniewierane i uczy się tylko wg programu zatwierdzonego przez min. Hall…

    …a NIE w sytuacji, gdy warunki stwarzane obojgu są z grubsza takie same. Szkoła jest koedukacyjna, stroje w zasadzie też, szkoła i fabryka zachodnia ma na drugie „partnerstwo”, unisex wylewa się drzwiami i oknami z przekaziorów i na dobrą sprawę postrzegane przez modern society różnice między płciami sprowadzają się tylko do sposobów przeżywania orgazmu. Rozumiem, że MUSISZ zwalać wszystko na środowisko i JEDNAK na biologię [na tyle, ile się da bez poważnego naruszania stanowiska], żeby wyjść z twarzą, ale czy NIEZAUWAŻALNE różnice pomiędzy reprezentacją kobiet na najwyższych świecznikach [naukowym, politycznym, gospodarczym] teraz i powiedzmy 100 lat temu naprawdę nie dają Ci nic do myślenia w temacie wrodzonych uwarunkowań płciowych i naturalnych predyspozycji do tych czy innych prac?

    Dla jasności: nigdzie NIE napisałem i NIE DAM nikomu powodu do wyżywki pisząc cokolwiek o lepszości czy gorszości tej czy owej fuchy – za dużo w życiu przepracowałem, żeby oceniać w ten sposób KOGOKOLWIEK. Piszę tylko o predyspozycjach, które en masse rzutują [one, a nie jakieś sufity czy inne elementy konstrukcyjne] na tę czy ową rekrutację i na konstrukcję świata.

    Lubię to

  10. torero, ale ja nigdzie się nie upierałem przy środowisku. Przeprowadźmy eksperyment myślowy: są sobie dwa bardzo podobne do siebie jajka. Potencjał mają identyczny. Potem z jednego wykluwa się kurczak a z drugiego kura. I tyle. po prostu, mimo że podobne na początku (tak jak ludzkie dzieci posiadające podobne umiejętności), były genetycznie zaprogramowane na co innego. I to z tego (i jeszcze paru innych rzeczy) wynika różny udział kobiet i mężczyzn w różnych grupach. Dorośli kobiety i mężczyźni są różnie predysponowani – wykazują różne ambicje i różne potrzeby. Natomiast umiejętności są prawdopodobnie podobne. I to tyle.

    Lubię to

  11. Nawet przy założeniu, że być może masz rację [przestaje to teraz mieć znaczenie], to widać właśnie ambicje i potrzeby / „zaprogramowanie genetyczne” stanowią czynnik na tyle różnicujący, że przesądza on o awansach i układzie świata właśnie. Bezskrupułowa, dorobkiewiczowa, nastawiona na podbój świata menda będzie w większości przypadków lepszym [czyt. skuteczniejszym] kierownikiem sprzedaży – przynajmniej w max. średnim okresie – niż sympatyczna, spokojna osóbka, która pragnie świętego spokoju.

    COŚ o tym po prostu przesądza. Nie jest to – jak wykazałem – społeczeństwo, inaczej byłoby widać już po stu latach efekty. Nie widać. Coś, co en masse pcha nas nominalnie wyżej, niż Panie. I NIE SĄ to – powtórzę – uprzedzenia ani żadne sufity. Statystyka jest po mojej stronie.

    Lubię to

  12. @torero

    COŚ o tym po prostu przesądza. Nie jest to – jak wykazałem – społeczeństwo, inaczej byłoby widać już po stu latach efekty. Nie widać.

    Nie? A ile kobiet było w dziesiątce/dwudziestce/zylionie najbogatszych sto lat temu?

    Lubię to

  13. Wniosek jest jeden. Parytety na liście najbogatszych są jedynym skutecznym rozwiązaniem tego problemu. Oczywiście pozostaje problem implementacji – czy należy obłożyć podatkiem najbogatszych panów i dopłacać najbogatszym paniom, czy może w jakiś inny sposób równać.

    Lubię to

  14. @Cichy:

    COŚ o tym po prostu przesądza. Nie jest to – jak wykazałem – społeczeństwo, inaczej byłoby widać już po stu latach efekty. Nie widać.

    Nie? A ile kobiet było w dziesiątce/dwudziestce/zylionie najbogatszych sto lat temu?

    W pierwszej dwudziestce? Z grubsza tyle samo, prawo spadkowe nie zmieniło się aż tak bardzo, żeby sto lat temu posażnych pań było mniej [15. na liście druga pani jest również dziedziczką, tyle że założyciela l’Oreal].

    Lubię to

  15. W pierwszej dwudziestce? Z grubsza tyle samo, prawo spadkowe nie zmieniło się aż tak bardzo, żeby sto lat temu posażnych pań było mniej

    Z całym szacunkiem, ale wolałbym coś solidniejszego niż Twoje przekonanie. I raczej pierwszą setkę czy pięćsetkę, żeby ograniczyć odchylenie losowe.

    Lubię to

  16. Z całym szacunkiem, ale wolałbym coś solidniejszego niż Twoje przekonanie. I raczej pierwszą setkę czy pięćsetkę, żeby ograniczyć odchylenie losowe.

    Więc dawaj swoje linki i swoje badania, to się do nich odniosę. Ja również chciałbym polemizować z czymś konkretniejszym, niż Twoje insynuacje.

    Lubię to

  17. Nie bądź śmieszny.

    Po pierwsze, skoro zaprzeczasz tezie, jakoby sto lat nie zmieniło sytuacji kobiet wśród najbogatszych ludzi świata, też musisz mieć jakieś podstawy. Moja dwudziestka jest – czy Ci się to podoba, czy nie – mocniejszym argumentem, niż Twoje insynuacje a’la Palikot, którego podobno tak nie cierpisz. Bo insynuowanie fałszu tezy oponenta CAŁKOWICIE bez jakichkolwiek danych to się nazywa TROLLING. No chyba, że nie insynuujesz fałszywości mojej tezy, tylko coś innego, wtedy napisz to wyraźnie.

    Po drugie, skoro nie trafia do Ciebie brak „self-made women” w pierwszej dwudziestce, BO NIE, to nie widzę powodu, żebym miał tracić dla Twojej radochy swój czas na szukanie listy pięciuset, oczekując primo całkowicie nieuzasadnionego „wybuchu” Pań właśnie poza pierwszą dwudziestką, secundo mając świadomość, że jeśli znajdę i opiszę listę pięciuset, w której odsetek Pań będzie podobny, jak tutaj, Ty jako „argumentu” użyjesz zapewne tekstu, że przegrałem, bo nie przytoczyłem listy pierwszego tysiąca.

    Po trzecie… obie Panie na liście odziedziczyły te pieniądze, więc w pierwszej dwudziestce „self-made women” po prostu nie ma, więc progres – przynajmniej w tej kwestii – jest żaden. Znalezienie jakiejkolwiek listy archiwalnej, w której jakaś kobieta by się znalazła, tylko unaoczniłoby moją tezę jeszcze bardziej. No chyba, że okazałoby się, że na liście z np. 1900 roku „self-made women” było minus cztery, a teraz jest zero…

    Lubię to

  18. Po pierwsze, ja tu niczego nie stwierdzam ani nie insynuuję, tylko pytam. A pytam zaledwie o uzasadnienie tezy, którą postawiłeś, więc nie wydaje mi się, żebym wymagał nie wiadomo czego.

    Po drugie, różnica między dwudziestką a pięćsetką jest oczywista dla każdego, kto ma choćby cień pojęcia o rachunku prawdopodobieństwa. Wiesz, prawo małych liczb i tak dalej.

    Po trzecie, w dyskusji stawiałeś tezy nie tylko na temat tej dwudziestki, ale w ogóle o „układzie świata”, w którym jakoby przez ostatnie sto lat nie zaszły żadne zmiany na korzyść kobiet. Nie poparłeś tej tezy totalnie niczym oprócz wspomnianej dwudziestki, co ma tyle sensu, co wyrokowanie, że przez ostatnie 50 lat nie zmienił się np. poziom afrykańskiego futbolu, bo jak nie było mistrza świata z Afryki, tak nie ma.

    Nawiasem mówięc, dopiero teraz zauważyłem, że w wyliczance wspomniałeś nawet o świeczniku politycznym, co jest akurat bujdą na resorach, bo dziś w wielu krajach kobiety zajmują stanowiska premiera/prezydenta/kanclerza, a praktycznie w całym cywilizowanym świecie licznie piastują stanowiska ministerialne, podczas gdy sto lat temu kobieta generalnie mogła dostać władzę co najwyżej z racji bycia jedynym/najstarszym dzieckiem monarchy (choć nie wykluczam, że pojedyncze przypadki kobiet-ministrów mogły się zdarzyć). Różnicę widać gołym okiem.

    Lubię to

  19. Po drugie, różnica między dwudziestką a pięćsetką jest oczywista dla każdego, kto ma choćby cień pojęcia o rachunku prawdopodobieństwa. Wiesz, prawo małych liczb i tak dalej.

    Ok. tysiąca masz tu:
    http://www.forbes.com/lists/2010/10/billionaires-2010_The-Worlds-Billionaires_Rank_4.html

    Pobieżny wynik pierwszej setki:
    – 100 osób lub rodzin,
    – ilość wymienionych pojedynczo [bez rodzin] kobiet w pierwszej setce: prawdopodobnie 6 [SZEŚĆ] [poz. 16, 17, 48, 51, 52 i 64],
    – ilość kobiet ze statusem w polu „Fortune” innym, niż „Inherited”, ew. „Inherited and Growing”: ZERO.

    Tobie zostawiam analizę miejsc 101-1000, może Twoje wyniki będą diametralnie inne. Wiesz, prawo małych liczb i tak dalej.

    Nawiasem mówięc, dopiero teraz zauważyłem, że w wyliczance wspomniałeś nawet o świeczniku politycznym, co jest akurat bujdą na resorach, bo dziś w wielu krajach kobiety zajmują stanowiska premiera/prezydenta/kanclerza, a praktycznie w całym cywilizowanym świecie licznie piastują stanowiska ministerialne, podczas gdy sto lat temu kobieta generalnie mogła dostać władzę co najwyżej z racji bycia jedynym/najstarszym dzieckiem monarchy (choć nie wykluczam, że pojedyncze przypadki kobiet-ministrów mogły się zdarzyć). Różnicę widać gołym okiem.

    Się turlam się. Najwyraźniej ośrodek tworzenia tasiemcowych zdań nie może u Ciebie funkcjonować w tym samym czasie z ośrodkiem logicznego myślenia, bo gdybyś nie zauważył, realia ustrojowe 100 lat temu były takie troszkę jakby inne i zostać wybranym w wyborach równych, bezpośrednich i innych takich było jakby trudniej nie tylko Paniom, ale raczej każdemu spoza wsobnej elity. A z faktem, że obecnie jest rzekomo lżej [choć nb. równolegle ze wzrostem ilości Pań postępuje rozwój biurokracji w rządzie, nie jestem więc pewien, czy odsetek faktycznie się zwiększa – no ale do tego wrócimy, gdy uporasz się z listą 101-900], pierdzielenie o partnerstwie ma nieszczególnie wiele wspólnego w przeciwieństwie do ogólnych zmian społecznych, no ale rzecz jasna YMMV.

    Lubię to

  20. Tobie zostawiam analizę miejsc 101-1000, może Twoje wyniki będą diametralnie inne.

    Dojechałem do połowy, dalej mi się już nie chciało. Self-made women znalazłem 9, na miejscach 232, 258, 342, 374, 400 (dwie ex quaeo), 463 (dwie eq quaeo) i 488. Czekam na analogiczną listę sprzed stu lat, jak będzie tam więcej lub tyle samo kobiet, przyznam, że postępu w tej kwestii nie ma.

    gdybyś nie zauważył, realia ustrojowe 100 lat temu były takie troszkę jakby inne i zostać wybranym w wyborach równych, bezpośrednich i innych takich było jakby trudniej nie tylko Paniom, ale raczej każdemu spoza wsobnej elity.

    Sto lat temu było już trochę demokracji, a gdzieniegdzie kobiety miały nawet prawo głosu, ale mniejsza z tym – realia ustrojowe nie mają tu nic do rzeczy, bo ministrów (niekoniecznie pod taką nazwą) mają także królowie i dyktatorzy. Sto lat temu też ich mieli, więc liczne przykłady ówczesnych rządów z udziałem kobiet powinny się znaleźć bez trudu, jeśli Twoja teza o braku postępów jest prawdziwa.

    Lubię to

  21. Dojechałem do połowy, dalej mi się już nie chciało. Self-made women znalazłem 9, na miejscach 232, 258, 342, 374, 400 (dwie ex quaeo), 463 (dwie eq quaeo) i 488. Czekam na analogiczną listę sprzed stu lat, jak będzie tam więcej lub tyle samo kobiet, przyznam, że postępu w tej kwestii nie ma.

    Yay! Aż wziąłem kalkulator, żeby sprawdzić. 1.8%. Słownie: W NAJLEPSZYM RAZIE jeden koma osiem dziesiątych procenta PRZEZ STO LAT [apriori zakładam Twój punkt widzenia i nie domagam się danych od Ciebie, doceń to] i jako efekt wprowadzenia koedukacyjnej nauki, parytetów, „walki ze szklanymi sufitami”, „dyskryminacją”, „uprzedzeniami”, demolki piramidy demograficznej, narastającej fali rozwodów i pewnie parudziesięciu innych rzeczy. Robi wrażenie, naprawdę.

    I pierwsza Pani już na pozycji 232. Doskonale Cię rozumiem, że Ci się nie chciało.

    1.8% w 100 lat. Obawiam się, że szaleńczego biegu do 5% nasza cywilizacja może nie tylko nie dożyć, ale co gorsza nie przeżyć…

    Lubię to

  22. Jeśli uważasz mnie za durnia, powiedz to otwarcie, zamiast mnie obrażać tak nieudolnymi manipulacjami. Skoro mówimy o „self made”, to i procenty licz tylko od „self made”, a nie od całej pięćsetki, w której roi się od dziedziców fortun. To po pierwsze.

    Po drugie, pełnego równouprawnienia płci nie mamy od stu lat, tylko dużo krócej (nawet w Europie jeszcze po drugiej wojnie światowej kobiety nie wszędzie miały choćby prawo głosu), w sporej części świata nie ma go do dziś, a poza kwestiami prawnymi w grę wchodzą i społeczno-kulturowe, które zmieniają się dużo wolniej, więc powody do naśmiewania się masz cokolwiek marne.

    Lubię to

  23. Jeśli uważasz mnie za durnia, powiedz to otwarcie, zamiast mnie obrażać tak nieudolnymi manipulacjami. Skoro mówimy o „self made”, to i procenty licz tylko od „self made”, a nie od całej pięćsetki, w której roi się od dziedziców fortun.

    Yay. Prostota en masse mnie mierzi. Po wyrzuceniu nawet połowy otrzymujemy 3.6%. Weź przestań, prowadzić poważnej dyskusji o tym, że 3.6% stanowi dowód na cokolwiek w tej materii, nie mam już ochoty.

    Po drugie, pełnego równouprawnienia płci nie mamy od stu lat, tylko dużo krócej

    No i co z tego? Powiedz to Curie-Skłodowskiej czy Adzie Lovelace. EOT.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s