The poor stay poor, the rich get rich, czyli torero kupuje buty do squasha.

Duże centrum handlowe w prężnym ośrodku akademickim, gdzieś w południowej Polsce. Godziny definitywnie pozaszczytowe, co w zasadzie ma znaczenie. Wasz uniżony narrator próbuje nabyć wzmiankowany obuw, albowiem na przedostatnim wejściu pogonili go – dosłownie – w skarpetkach [przyczepność niezgorsza, ale przyspieszenie siakieś nieszczególne]. Swoją drogą jakim cudem czarne adidaski jednego parkietu nie rysują, a drugi i owszem, pozostanie dla mnie zagadką. No ale mniejsza.

Sklep pierwszy. Ekspedientki, sztuk trzy. Ja. Pierwsza ekspedientka z telefonem wywalonym na ladę omawia jakieś dostawy lub czasopisma. Druga – porządkuje sterty ubrań. Trzecia – błąka się. Gdyby ktoś szukał pracy w sklepie, dam adres, najwyraźniej szukają czwartej osoby do obsługi klienta. Wyszłem [blisko, bo na korytarz, kto się przyczepi, ten sigvatr albo nie zna Bałtroczyka].

Sklep drugi. Łubudubu, łubudubu. Joł. Zdecydowanie nie jestem targetem. I – sądząc po pustkach – nikt nie jest. Całe szczęście, że wzmiankowane łubudubu leciało stereo, bo przy przekazie monofonicznym mózg wypłynąłby mi stroną przeciwpołożną wskutek różnicy ciśnień. Wyszłem.

Sklep trzeci. Na regałach, o dziwo, buty. Sprzedawca, o dziwo, przszdł; też miał blisko. I o dziwo zagadał. Asortyment sprawił wrażenie mocno monotematycznego, no ale zagadałem. W sklepie obuwniczym z obuwiem sportowem, mającym jakieś 50m2, hali sprzedawca nie miał butów do squasha – jak się później dowiedziałem się, wystarczyło zaproponować buty do gry w hali, no ale tu nie ja sprzedaję obuwie, do kroćset. Sprzedawca przymilnie się uśmiechnął się i przekierował mnie na przeciwpołożny /dev/intersport. Wyszłem.

/dev/Intersport tu kończy się moja narracja i pomysłowość. Obuw zanabyłem, sprzedawca kompetentny a cierpliwy się znalazł się, pogadał, poszukał, pomierzył, bohater poszedł na squasha, grało mu się świetnie, pojął księżniczkę za żonę i ja tam byłem, miód i wino piłem, a com wypił i zagryzł, w WC umieściłem.

A niedługo znów przeczytam pewnie jakiś dramatyczny list, w którym całą sytuację i zwolnienia zwala się – w zależności od opcji politycznej – albo na wraże koncerny i korporacjonizm, albo na wykupywanie Polski przez obcy kapitał. Śnijcie dalej, misiaczki.

17 thoughts on “The poor stay poor, the rich get rich, czyli torero kupuje buty do squasha.

  1. Wyszłem [blisko, bo na korytarz, kto się przyczepi, ten sigvatr albo nie zna Bałtroczyka].

    😀 (tak, to wybuch radosnego śmiechu, a oto czemu)

    Biedny Torero, widać spać mu nie daje moja skromna osoba i jej komentarze. Eh, „z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”, muszę więc staranie dobierać słowa, albo i olać twoje zdrowie. Doprawdy Torero…

    A skoro już piszę to i pouczenie ortograficzne, powinno być: Sigvatr (imiona, nazwy własne, nazwiska itd. piszemy z wielkiej litery).

    Polubienie

  2. 😀 (tak, to wybuch radosnego śmiechu, a oto czemu) Biedny Torero, widać spać mu nie daje moja skromna osoba i jej komentarze.

    Zapewne nie zauważyłeś, ale umieściłem Cię w kontekście mało pochlebnym. Osobie nieco bardziej prędkiej w rozumie ten fakt nie dostarczyłby powodów do radości, ale to już nie mój problem.

    A skoro już piszę to i pouczenie ortograficzne, powinno być: Sigvatr (imiona, nazwy własne, nazwiska itd. piszemy z wielkiej litery).

    Sam mówiłeś, że trzeba zasłużyć. Do pełnego odmierzenia takiej miary, jaką sam mierzysz, musiałbym zacząć ciąć komentarze, czego sam doświadczam, ale na razie – jeszcze – się wstrzymam. Jeszcze mnie bawisz, ale jakby coraz mniej.

    Polubienie

  3. Wolnego, lożo szyderców. Kupione przeze mnie buty sprawują się prawidłowo jedynie na nawierzchni z klepek bukowych o gęstości 710-715 kg/m3 z roczników 1930-1956, w ostateczności ściętych w maju 2009, a ja nie należę do ludzi przeskakujących z kwiatka na kwiatek. Inny sportami zajmę się po całkowitej realizacji zapotrzebowania na obuw squashowy.

    Polubienie

  4. Zapewne nie zauważyłeś (…)

    Obawiam się, że to ty czegoś nie rozumiesz Torero i to dwakroć. Pierwsze to co było powodem radości (wcale nie kontekst), a drugie to cóż, Torero, na pewno nie chodziło mi o imiona, nicki i nazwy własne. Na razie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s