34 tysiące zupełnie martwych ludzi.

Przeciwnicy legalizacji narkotyków mówią ze zgrozą w oczach o zwałach trupów, które według nich zaległyby ulice, gdyby rząd nagle przestał robić za mamuśkę i przestał chronić obywateli przed nimi samymi. Owa hekatomba ofiar własnej niezborności to kluczowy argument przeciwników liberalizacji narkotyków – a uwierzcie mi, ilość flejmów na ten temat przerastała gdzieniegdzie chyba nawet wolumen flejmów krążących dokoła zagadnienia, do którego miesiąca można bezkarnie zabić własne dziecko.

Tymczasem w Meksyku liczba ofiar wojny narkotykowej wg niektórych szacunków przekroczyła już 34 tysiące zabitych. Na przeciwnikach legalizacji dragów nie robi to w dalszym ciągu żadnego wrażenia. Bo co nas obchodzą Meksykanie. Bo to tylko liczby. Przecież oni tam nawet nie mówią po angielsku, a co dopiero po polsku, więc co nas to? Bo zaprzeczanie Staszewskiemu [„z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle”], etyce chrześcijańskiej z jej wolną wolą, wszystkim koncepcjom wolności jednostki, wreszcie koncepcji państwa, w którym obywateli nie traktuje się jak bydła, uprawomacnia – w ich mniemaniu, oczywista – hekatombę. W przeciwieństwie do teoretyków, praktycy idą jednak po rozum do głowy. Do naszego grajdołka jednak nie dociera zbyt wiele. A licznik trupów w Meksyku wciąż bije. Ot, meksyk w Meksyku.

28 myśli w temacie “34 tysiące zupełnie martwych ludzi.

  1. Przeciwnicy legalizacji narkotyków mówią ze zgrozą w oczach o zwałach trupów, które według nich zaległyby ulice, gdyby rząd nagle przestał robić za mamuśkę i przestał chronić obywateli przed nimi samymi.

    z taką argumentacją (w pierwszym rzucie) się nie spotkałem; ta z którą się stykam to taka że koszty legalizacji są znaczne[1] bo trzeba utrzymywać tych co się dokumentnie stoczyli. Imho to dużo mniejsze koszty niż te generowane przez upasione mafie (i tych co i tak się stoczyli). Kolejne stanowisko z którym się zetknąłem to: dragi są moralnie złe więc należy ich zabronić (podobnie jak pornografii, cudzołóstwa, etc.).

    [1] w rozbudowanej wersji: nie tylko koszty ale i rozpad społeczeństwa, a w dalszej perspektywie upadek państwa (co faktycznie w końcu może się skończyć trupami). Z jednej strony Chiny wytrzymały dość długo nie tylko legalność opiatów ale nawet import ogromnych ilości pod przymusem (reszta świata (tego cywilizowanego) zmuszała Imperium do zakupu żeby poprawić sobie bilans handlowy z Chinami). Z drugiej strony Polska (przedwojenna) ma bardzo niemiłe doświadczenia z eterem, który niszczył południe kraju, udało się to opanować i spożycie eteru wykorzenić ale sytuacja podobno była kiepska.

    Tak w sumie obywatel dla Państwa to wół czy osioł, tzn. coś co ma pracować i przynosić zyski. Przy staromodnym podejściu należy zabraniać czegoś co może wpłynąć na wydajność pracy i rozrodczość ;> Zauważ że maciory stoją w specjalnych kojcach by przypadkiem nie uszkodziły warchlaków, to analogia do rządowej troski o młode pokolenie, czyli wchodzenie z butami w rodzinę (czego nie znoszą korwiniści).

    Polubienie

  2. wchodzenie z butami w rodzinę (czego nie znoszą korwiniści).

    A ja myślałem, że niechętni temu są wszyscy odpowiedzialni rodzice, a nie korwiniści. Po przeciwnej stronie barykady stoi chyba ten gatunek człowieka co myśli „państwo weźmie, szkoła wychowa, mnie nic do tego, ja tylko spłodziłem”.

    Polubienie

  3. Wracając do meritum: rządzącym się to po prostu nie opłaca. Bezpośredni kapitał polityczny z takiej decyzji jest dość wątpliwy: trudno powiedzieć, czy więcej głosów można ugrać na zwolennikach czy przeciwnikach legalizacji. Ale to jest też masa roboty. Trzeba by przerzucić część środków z policji na służbę zdrowia. Z jednej strony więc wkurzamy policjantów (nie tylko zabieramy pieniądze, ale też statystyki ostro lecą w dół, bo nie można już złapać groźnego dilera z 0.5g trawki). Wkurzamy też potencjalnie lekarzy, bo oni wcale nie chcą się pieprzyć z zaćpanymi.

    Zaś co najważniejsze: wkurzamy mafie.

    Polubienie

  4. Ja o ile bardzo lubilem osobe Marka Kotanskiego to jednak wole zeby prawo ktore nigdy nie bylo i nie bedzie nalezycie egzekwowane zostalo zmienione. Jak do tej pory nie szlyszalem o zadnej prohibicji ktora nie dala sie jakos obejsc.

    Polubienie

  5. Po zalegalizowaniu narkotyków powstałyby legalne firmy. Firmy założone przez dzisiejszych gangsterów, którzy raczej niechętnie dopuszczą normalną konkurencję. No i cena samych produktów pewnie by wzrosła, bo dojdą podatki, zus, itp 😉

    Polubienie

  6. jam lasica: nie prawda. Jest bardzo duzo chodowcow ziola ktorzy sa wrecz zawascynowani krzyzowaniem coraz to innych odmian. Fajnie jak kwiat wyglada coraz piekniej, jesze fajniej jak robi Ci coraz lepiej. To cos w ten desen tak ze nie wierze zeby kilku z nich nie chcialo walczyc z konkurancja ktora zaprawia gowno chemikaliami ktore staly bye sie nielegalne.

    Polubienie

  7. Szymon: a musi? Wystarczy ze poziom zejdzie w dól. W Holandii tez de facto nie mozesz a nikt sie nie czepia domowych plantatorow. To samo uwazam na temat grzybow lub np. boskiej szalwi. Inna sprawa jezeli chodzi o syntetyki, czegos takiego nikt przecietny sobie w domu nie zrobi.

    Polubienie

  8. Dlaczego więc nie zakazać jazdy samochodem? Same pozytywne skutki: zmniejszona śmiertelność – policja i szpitale się cieszą, zwiększony popyt na transport publiczny – pkp i mpk się cieszą; same plusy dla społeczeństwa. Coś jednak nie gra. Kiedy zrozumiesz co, zrozumiesz dlaczego niektórzy ludzie chcą legalizacji narkotyków.

    Część społeczeństwa wierzy w etatyzm, część nie (większość zapewne i tak nie ma pojęcia, o co chodzi, więc zagłosuje na chleb i igrzyska). Nie pokonamy tej granicy przez przekrzykiwanie się nawzajem. Trzeba znaleźć „złoty środek”, który nie będzie krzywdzić zbytnio żadnej ze stron.

    Polubienie

  9. @jam łasica: niechętna konkurencja, powiadasz. Uhm. A słyszałeś może o nieznoszących konkurencji i mordujących się nawzajem kartelach właścicieli sklepów papierniczych? 🙂

    @l00natyk:

    nie prawda. Jest bardzo duzo chodowcow ziola ktorzy sa wrecz zawascynowani krzyzowaniem coraz to innych odmian.

    Uważaj, bo formą tego akapitu dajesz do ręki argumenty przeciwnikom legalizacji 🙂

    @lRem:

    Zaś co najważniejsze: wkurzamy mafie.

    Poddałeś mi ciekawą myśl. Meksyk to przykład kraju, gdzie państwo – jak zresztą widać – zabrało się poważnie za walkę z narkotykami. A fakt, że takich strzelanin nie ma w RPRL, prowadzi nas do prostej konstatacji, że w całej reszcie świata walka najwidoczniej jest po prostu pozorowana… Bo na argument, że w Meksyku hodują i dlatego strzelają, można przecież odpowiedzieć, że co prawda w Meksyku hodują, ale my to nadrabiamy syntetykami.

    Polubienie

  10. btw, w niektórych krajach azjatyckich za narkotyki całkiem sporo wieszają, w Afganistanie też się nie patyczkują, tzn.

    że w całej reszcie świata walka najwidoczniej jest po prostu pozorowana…

    to przesada. Nie w całej reszcie a w większości ;>

    Polubienie

  11. @torero Just a few mistakes comitted in the senstionalist title wiele wyjasnia, dla tych ktorzy nie chca klikac:

    1.- The war on drugs in Mexico was not „decreed”. It was budgeted and approved by Congress.
    2.- It didn’t start during Calderón. It actually has been going on for at least 20 years now. The current strategy of militarizing local police, however, is more recent. It started with the previous President, Vicente Fox, and not with Calderón.
    3.- The US does not contribute „aid” to the war. It loans money at convenient interest rates, and ONLY if the money goes into purchasing US weapons and training. It isn’t aid. It’s servitude disguised as aid.
    4.- Most specialists in the matter agree that the increased violence derives from the drug gangs looking for alternative forms of income (such as kidnapping) as the drug business declines DUE TO the current Mexican strategy.
    5.- Of the 37,000 Mexicans dead, many of them are soldiers and criminals. „Murdered” is a word that applies only to a fraction of the dead.

    Edit: zreszta lektura calego watku dyskusji wiele wyjasnia, to nie tylko Meksyk, ale spora czesc Ameryki Poludniowej.

    Polubienie

  12. http://www.insightcrime.org/insight-latest-news/item/1465-colombia-takes-step-towards-drug-decriminalization

    Koszty opieki zdrowotnej? Wkurwienie lekarzy? Nie rozśmieszajcie ludzi takimi bredniami.
    Póki co KAŻDY kraj, który zdekryminalizował dragi wyszedł na tym ‚en plus’.

    Za samą kasę, którą tylko USA przeznacza rocznie na wojnę z narkotykami, można by posłać do collegów całą ‚młodzież’ kraju. A tak to sporą część owej ‚młodzieży’ wsadza się za kraty (USA ma największy odsetek osadzonych za przestępstwa narkotykowe na świecie)

    Polubienie

  13. tia, jednak koszty społeczne są po prostu straszne, USA zapuszkowało dużo więcej ludzi niż „komunistyczne” Chiny które przecież mają kilka razy więcej ludności… Więcej niż Rosja po wszystkich konfliktach etnicznych… Btw, jeśli chodzi o względne wartości to Chiny i USA dzieli 117 pozycji XD

    Polubienie

  14. Zdajesz sobie sprawę z tego, że koszty tej wojny same w sobie są powodem, by ją podtrzymywać? Ba, cała wojna została wywołana przez to, że poprzednia (równie idiotyczna) się skończyła i trzeba było gdzie indziej te środki upchać…

    że ju min łot?
    Muszą wydawać ogrom kasy na coś, co jest bezużyteczne i z gruntu szkodliwe tylko dlatego, że muszą wydawać kasę na coś? Czy może źle zrozumiałem to co napisałeś?

    @Szymon

    o, zapuszkowali więcej niż wszystkie kraje byłego ZSRR (oczywiście z Rosją włącznie) razem wzięte PLUS Chiny PLUS Indie XD

    O tym mówię. W dodatku to jest pic na wodę. Politycy nie zajmują się kartelami (od czasu do czasu jakiś się zlikwiduje, ot tak, żeby było widać, że coś robią), ale małymi rybkami, które są łatwiejsze do złapania ale również o wiele mniej szkodliwe.

    To jest tak, jakby policja na autostradzie widziała dwa auta łamiące ograniczenie prędkości: A – jadące 150km/h i B jadące 260 km/h – zatrzymają A bo łatwiej.

    Polubienie

  15. @n3m0, chodzi prawdopodobnie o to że dzięki wojnie z dragami różne agencje rządowe dostają wielką kupę kasy, zaś różne firmy produkujące specjalnie dla tychże agencji rozkwitają, po czym mając nadmiar kasy lobbują u polityków za wojną z dragami i kółko się zamyka 🙂

    Polubienie

  16. Ta, zakażmy używania soli, stwórzmy agencję do walki z użytkownikami soli i płaćmy wielkie pieniądze na tę walkę. Dodatkowo firmy produkujące akcesoria do wykrywania soli będą miały zarobek, ekonomia się poprawi i GDP wzrośnie ( a jeden znajomy ostatnio dałby się pociąć w obronie jakże bzdurnego stanowiska że GDP obrazuje dobrobyt społeczeństwa…). Lobby będzie działało na rzecz walki z solą, cena soli na czarnym rynku przebije sufit, wytworzy się podziemny system produkcji i rozprowadzania soli z którym można będzie walczyć. Im bardziej będziemy walczyć, tym więcej pieniędzy trzeba będzie wydawać na tę walkę i tym droższa będzie sól u dealerów. Koszty całej tej idiokracji będzie ponosiło społeczeństwo….

    Czy tylko mi się wydaje że USA jest światowym liderem w dziedzinie wytwarzania pasożytniczych (niemożliwych do utrzymania na dłuższą metę) systemów społeczno-ekonomicznych, których żaden rozsądny człowiek z odrobiną kommonsensu nie zaszczyciłby zadaniem podtarcia zadka? (vide system frakcyjnej rezerwy bankowej)…

    Tak mi się przypomniało – czy systemu emerytalnego też od nich nie dostaliśmy?…

    Polubienie

  17. nie zapominaj że w USA są prywatne więzienia w których się pracuje. Tak więc lobbować będą nie tylko producenci wykrywaczy soli (itp.) ale także firmy posiadające prywatne więzienia w których więźniowie zamknięci za sól składają owe wykrywacze soli 😉 Uważam że jak większość rzeczy w Ameryce jest to tak dobrze pomyślane że aż ociera się o geniusz.

    Polubienie

  18. Cóż, chyba ‚gieniusz’, w dodatku specyficznie rozumiany.
    Gdyby społeczeństwo nie ponosiło całej gamy różnorakich kosztów takiego podejścia do całej sprawy swych rządzących można by było to olać…

    Polubienie

  19. Dobrze zrozumiałeś, muszą robić sobie kuku, bo nie mogą przestać wydawać na to pieniędzy. Zaczęło się od głupawego eksperymentu społecznego znanego jako „prohibicja”. Wytworzył on osobistości takie jak Al Capone. A także cały dział przemysłu do zwalczania takowych. Kiedy zniesiono prohibicję, ci ludzie zostali. Po prostu trzeba było im dać zajęcie, bo to za duża część społeczeństwa, za wielkie wpływy i tak dalej.

    Polubienie

  20. @lRem
    W takim razie tak jak mówiłem – głupota i kretynizm.
    I wcale to nie jest tak, że nie można tego zaprzestać. Można, tyle, że trzeba będzie narazić się kilku korporacjom, olać kilka związków zawodowych i ponieść pewne koszta. A w rozrachunku i tak wyjdzie się na tym na plus, co jak już pisałem kilka państw udowodniło. Nie wiem zresztą, czy ‚udowodniło’ to właściwe słowo. To tak, jakby udowadniać, że kiedy przestaniemy wsadzać sobie końcówkę kompresora w zadek i go włączać to ogólnie nasza kondycja się poprawi. Z ‚martwej’ na ‚żywą’…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s