QOTD.

Takie dzielenie Polaków [przez JarKacza – przyp. torero] to jest przecież łamanie Dekalogu „nie będziesz mówił fałszywego świadectwa”. Spowiednik Kaczyńskiego powinien kazać mu się opamiętać – odpowiadał Kuźniar [źródło].

A fe, profesor – a nie wie, że Kościół nie powinien mieszać się do polityki. Chyba, że chodzi o posłanie Kaczyńskiego do wszystkich diabłów…

To już siedem lat…

Zanim wszystko dokoła rozbrzmi na dobre analizami, nekrologami i wspomnieniami na tle zdalnie sterowanego czy zwyczajnie spontanicznego chamstwa i prostactwa, ja – powspominam przypadającą również 10. kwietnia siódmą rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego. Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj Mu świeci…

Bo za oknem śnieżyca, chichoty i wycie,
przed którymi na próżno chowamy się w życie,
ten niepokój dopadnie nas zawsze i wszędzie,
pamiętamy, co było – więc wiemy, co będzie.

Emmanuel Goldstein, premier Rzeczypospolitej.

Motto: „IMO przeinaczanie JarKacza jest głupie, sam się rozwali, bo bez przeinaczania uważam, że zwariował.” [Siwa].

Z góry odmawiam sobie autorstwa porównania JarKacza do wzmiankowanego pana – w którymś wątku wyszło to od tdudkowskiego, ja tylko bezczelnie z tego korzystam, gdzie tylko się da, bo porównanie przednie.

I jak najbardziej zasadne. Albowiem w normalnym kraju, przy normalnie działających mediach – wyjąwszy media rządowe – uwaga skupiona jest generalnie na patrzeniu rządowi na ręce. Wziąłem więc napisali.pl i popatrzyłem sobie przez chwilę, na czym skupia się uwaga mediów wśród ludzi miłujących prawdę, dobro i piękno, bądź nie podzielających tej wiary.

W zasadzie każdy kolejny dzień przynosi nam informacje o „wyskokach” Kaczyńskiego. Zwracam jednak uwagę PT Lurkerów, iż niezależnie od zawartości koszyka zakupowego JK, w Polsce rządzi i podejmuje stokroć ważniejsze decyzje jakby kto inny. Rostowski ma za sobą bój o OFE. Sikorski – całą politykę zagraniczną. Tusk – ogólny nadzór. Więcej komunałów nie będzie. A tymczasem ilość wzmianek w prasie kształtowała się następująco [wg stanu sprzed chwili, liczby przy inicjałach oznaczają ilość wzmianek o danej osobie w najpopularniejszych mediach za wspomniany czas]:

Ostatni tydzień: JK 213, DT 77
2 tygodnie: JK 334, DT 197
Ostatni miesiąc: JK 603, DT 489
3 miesiące: JK 1316, DT 1257
6 miesięcy: JK 2954, DT 2579
Ostatni rok: JK 8487, DT 5966

Goldsteina z ministrem finansów nie ma nawet co porównywać, „średnia przewaga” JarKacza nad Vincentem jest bardzo pobieżnie patrząc ok. dziesięciokrotna, niezależnie od okresu.

Gwoli ścisłości po prawej, w TOP20 ze wszystkich okresów, przewaga Tuska jest znaczna i wynosi jakieś 30%, ale wynikać to może z przypadających w tzw. międzyczasie wyborów, kiedy trzeba było tych wspomnieć, a tamtych przemilczeć. Innego wytłumaczenia – wobec dużo bardziej szczegółowych danych przytoczonych powyżej – znaleźć nie potrafię.

Powtórzę, bo może nie do wszystkich dotarło: w kraju chcącym uchodzić za normalny o de facto szefie opozycji pisze się o ok. [w zależności od okresu] 20% więcej, niż o jakimkolwiek członku aktualnej ekipy rządzącej. A przecież był „spór o OFE”, była sprawa Pawła Mitera, która w najlepszym razie w normalnym kraju wywołałaby lawinę niedomówień, jeśli nie porównania do wschodnich samodzierżawstw [?] czy polityczne trzęsienie ziemi [jak to się stało – w innym kraju, rzecz jasna – z Blidą, po której samobójstwie co poniektórzy tutaj nie mogą otrząsnąć się do tej pory], była sprawa paktu konkurencyjności, który zaważy na naszej gospodarce stokroć bardziej, niż koszyki Kaczyńskiego [przewiduje m.in. ujednolicenie – w górę, rzecz jasna – wieku emerytalnego]… itd. itp. Z nieustającymi błazeństwami Komorowskiego w tle.

Przewagę Kaczyńskiego POMIMO tych wszystkich wydarzeń można tłumaczyć sobie dwojako: albo żenującym poziomem medialnym i tabloidyzacją przekazu, albo – niechby i tylko częściową – słusznością pewnej tezy, definiującej większość mediów polskojęzycznych jako pieski łańcuchowe tych czy owych. Możecie sobie wybrać którąś opcję. Tylko błagam – zaprzestańcie już wypisywania tekstów o samokompromitacji kogokolwiek. Istnieje nieskończenie wiele ważniejszych spraw, niż czyjkolwiek koszyk z zakupami. Jeśli takie sprawy wałkuje się w nieskończoność, to jest to albo głupota, albo służalczość, tertium non datur.

Hiperinflacja – choroba umysłu.

Coraz więcej mówi się o zagrożeniach społecznych, wynikających ze wzrostu inflacji. Jako przykład podaje się Niemcy po I wojnie światowej, które zmuszono do wypłacenia ogromnych rekompensat na rzecz aliantów, co szybko spowodowało deprecjację marki w stosunku do dolara (…) Efektem była zero stroke albo cipher stroke [gorączka zer], choroba umysłów, na którą zapadło kilka procent Niemców. Chorzy przestali rozumieć znaczenie cyfr, dopisywali do jakiejś wartości nieograniczoną liczbę zer. Zapadali na nią przede wszystkim kasjerzy, księgowi, sprzedawcy, którym wydawało się na przykład, że ich wiek to 300 mln lat albo że mają 4 tysiące dzieci. [źródło: Forbes, 04/2011, see also EN Wiki]