„Dajcie spokój ze Smoleńskiem”.

Pomijając zupełnie polityczne podteksty [a może robię błąd, nie czyniąc założenia, że to są właśnie NADteksty – ale mniejsza] chęci wyciszenia „sprawy”…

W Empiku pierwsze miejsce listy bestsellerów [przynajmniej na Rynku Głównym w Krk] zajmuje 12 rozmów o miłości – AFAIR wywiady z żonami ofiar katastrofy smoleńskiej. I choć sprzedaż książki nakręca zapewne tylko i wyłącznie interwencyjny jej skup, przygotowany oczywiście przez PiS, dowcipnych stron fejsbukowych, zgryźliwych wpisów tu i tam ani cierpliwie perswadujących jajogłowych nie stwierdzono. Zapewne wskutek niedopatrzenia.

W pierwszej iirc piętnastce jest jakaś druga książka o Smoleńsku.

24 myśli w temacie “„Dajcie spokój ze Smoleńskiem”.

  1. O to, że to całe gadanie o domaganiu się „wyciszenia Smoleńska”, jest, jak coraz więcej spraw ostatnio, głosem – jak widać – tylko jednej strony barykady. Druga nie słucha i kupuje książki.

    Polubienie

  2. No gdyby nie było drugiej strony barykady, to nie byłoby czego się domagać. 😉 Myślę też jednak, że akurat rozmowy z żonami ofiar katastrofy w formie książkowej mało komu przeszkadzają, a dobrze przeprowadzone mogą mieć wartość nawet z punktu widzenia tych, którzy gadania o męczeńskiej śmierci, pomnikach, spiskach, zamachach itd. nie mogą już słuchać.

    Polubienie

  3. Toreo, eh… to ty nie wiesz, że takie listy są czasem ustawione?
    No, dlaczego ta akurat może być prawdziwa to już ci napisał Czajna: czym innym jest kupienie książki o Kaczyńskich, a czy innym tolerowanie całej tej szopki.
    Twoja „buczczna” teza miała by więcej uzasadnienia, gdyby na tej liście była pozycja o tytule „Drugi mord Smoleński – niezbite dowody na to, że Tusk i Putin działali razem”.

    Polubienie

  4. @Czajna: nic nikomu nie przeszkadza… o ile ma się tyle pofałdowaną przestrzeń interuszną, żeby nieinteresujące treści po prostu filtrować. Lub o ile nie działa się na zlecenie wiadomych kół.

    @Sigvatr: sugerujesz może, że macki Kaczyńskiego sięgają aż do Empiku i mają wpływ na listy bestsellerów?

    Jaka moja teza???…

    Polubienie

  5. @Sigvatr: sugerujesz może, że macki Kaczyńskiego sięgają aż do Empiku i mają wpływ na listy bestsellerów?

    Bądźmy poważni. Nie, sugeruję, że sprzedawcy liczą na ludzi, którzy kupią kolejny album o byłym papieżu, czy prezydencie. Wbrew pozorom takie rzeczy się sprzedają, świadczy o tym, spora liczba podobnych publikacji na rynku.

    Jaka moja teza???…

    No to, twoja notka.

    Polubienie

  6. nic nikomu nie przeszkadza… o ile ma się tyle pofałdowaną przestrzeń interuszną, żeby nieinteresujące treści po prostu filtrować.

    Filtrować? Jak chcesz to robić oglądając np. programy informacyjne w tv? Albo subskrybując rss z newsami z kraju z dowolnego serwisu? Robię co mogę, a i tak dociera do mnie mnóstwo tego smoleńskiego badziewia.

    Poza tym może nie chodzi tylko o to, żeby o Smoleńsku nie gadać, ale też o to, by (na przykład) nie nazywać wszystkiego jak leci imieniem kiepskiego prezydenta albo żeby politycy chcieli zająć się sprawami ważnymi dla losów kraju a nie idiotyzmami w stylu sztucznej mgły?

    Polubienie

  7. Wbrew pozorom takie rzeczy się sprzedają, świadczy o tym, spora liczba podobnych publikacji na rynku.

    Należysz najwyraźniej do grupy ludzi, którzy pod moją opinią podpiszą się tylko wtedy, gdy ujmą ją własnymi słowami 🙂

    Jaka moja teza???…

    No to, twoja notka.

    Nie ogarniam po prostu użycia w tym kontekście* przymiotnika „buczczny”.

    * inteligentny wtręt, żeby nie było, żem matoł i nie ogarniam w ogóle… 🙂

    Polubienie

  8. Należysz najwyraźniej do grupy ludzi, którzy pod moją opinią podpiszą się tylko wtedy, gdy ujmą ją własnymi słowami 🙂

    No właśnie niedokońca, przeczytaj raz jeszcze moje powyższe posty (i Czajnego). Obawiam się, że nie potrafię tego inaczej wyjaśnić niż tak, jak to już zrobiłem.

    Nie ogarniam po prostu użycia w tym kontekście* przymiotnika „buczczny”.

    Zamień ją sobie na „odkrywcza”, „śmiała”, czy co tam chcesz. Ogólnie nie musisz się nim przejmować, tak sobie lekko ironizowałem. Mam nadzieję, że się nie obrazisz.

    Polubienie

  9. @pecet: nigdzie nie twierdziłem, że tematyka Smoleńska mnie męczy [choć – a może raczej: dlatego, że – staram się jej unikać]. A jeśli Twoje „jakoś sam nie mogłeś się powstrzymać” wypływa z tytułu mojej notki, Twojej uwadze polecam cudzysłowy, nadające mu charakter cytatu.

    @Sigvatr:

    No właśnie niedokońca, przeczytaj raz jeszcze moje powyższe posty (i Czajnego).

    „Czajny” FYI IMHO.

    Obawiam się, że nie potrafię tego inaczej wyjaśnić niż tak, jak to już zrobiłem.

    Podzielam Twoje obawy.

    Nie ogarniam po prostu użycia w tym kontekście* przymiotnika „buczczny”.

    Zamień ją sobie na „odkrywcza”, „śmiała”, czy co tam chcesz.

    Innymi słowy proponujesz mi zamianę wyrazu nie znaczącego kompletnie nic na inny, jaki tylko przyjdzie mi do głowy. Studiujesz może lingwistykę kognitywną?

    Ogólnie nie musisz się nim przejmować, tak sobie lekko ironizowałem. Mam nadzieję, że się nie obrazisz.

    Zaś by tam.

    Polubienie

  10. @Czajny 😉

    Filtrować? Jak chcesz to robić oglądając np. programy informacyjne w tv? Albo subskrybując rss z newsami z kraju z dowolnego serwisu? Robię co mogę, a i tak dociera do mnie mnóstwo tego smoleńskiego badziewia.

    Za mało robisz 😉 Dieta niskoinformacyjna, ot co. Wywal ogólnoinformacyjne RSSy. Zacznij od Bacha. Albo napisz sobie skrypt do greasemonkey wycinający wszystko ze Smoleńs* [sam myślałem dawno temu o czymś takim do Palikot* – po czym odpuściłem zupełnie media. Wyszło szybciej i zdrowiej.]

    Poza tym może nie chodzi tylko o to, żeby o Smoleńsku nie gadać, ale też o to, by (na przykład) nie nazywać wszystkiego jak leci imieniem kiepskiego prezydenta albo żeby politycy chcieli zająć się sprawami ważnymi dla losów kraju a nie idiotyzmami w stylu sztucznej mgły?

    Ouch. Pomijając meritum… sugerując, że kłótnie o Smoleńsku stanowią jedyną przeszkodę dla merytorycznej dyskusji o Polsce, dajesz doprawdy dowód myślenia nader życzeniowego. Parafrazując, „gdyby Smoleńska nie było, należałoby go wymyślić”. Tak, jak wymyślono dopalacze, Palikota i jakieś 90% rodzimych „breaking newsów”.

    Polubienie

  11. Wywal ogólnoinformacyjne RSSy.

    Nie chcę. Właśnie o to chodzi – żeby pozbyć się Smoleńska, muszę pozbyć się informacji z pewnej dziedziny.

    Albo napisz sobie skrypt do greasemonkey wycinający wszystko ze Smoleńs*

    Tak, oto rozwiązanie dla przeciętnego Kowalskiego. 😛 Przy tym średnio sprawdzi się w przypadku Google Readera, szczególnie używanego za pomocą androidowej aplikacji.

    Ouch. sugerując, że kłótnie o Smoleńsku stanowią jedyną przeszkodę dla merytorycznej dyskusji o Polsce, dajesz doprawdy dowód myślenia nader życzeniowego. Parafrazując, „gdyby Smoleńska nie było, należałoby go wymyślić”. Tak, jak wymyślono dopalacze, Palikota i jakieś 90% rodzimych „breaking newsów”.

    Wcale nie sugeruję, że jedyną. Ale poważną, wyjątkowo długotrwałą i skuteczną.

    Polubienie

  12. Pomijając wszystko inne – ile egzemplarzy trzeba sprzedać, żeby zająć to pierwsze miejsce w Empiku? Tysiąc, dwa? Przyjmijmy nawet, że jest to superbestseller, czyli 10-20 tysięcy. Jaki to odsetek Polaków? Żaden, nawet nie promil. Co to zatem mówi o poglądach społeczeństwa na temat Smoleńska, nawet przyjmując bardzo wątpliwe założenie, że zakup książki (która nawet nie dotyczy bezpośrednio katastrofy) jednoznacznie tych poglądów dowodzi? Nic.

    Polubienie

  13. E no, chyba ostro zaniżasz.

    http://www.wiadomosci24.pl/artykul/sekretporaztrzecizrzedubestselleremempiku122364.html

    „Nakład „Sekretu” wyniósł ponad 240 tysięcy egz (…)”

    Dzieląc niechby i przez pół, ale doliczając współczytelników i pożyczki, odnosząc to do ogółu ludu czytającego [nie ludu w ogóle], wreszcie uwzględniając fakt, że czytelnicy tejże są ledwie podzbiorem zainteresowanych Smoleńskiem w ogólności… liczby nie wychodzą wcale takie małe, jak chciałbyś to widzieć.

    @Czajna:

    Albo napisz sobie skrypt do greasemonkey wycinający wszystko ze Smoleńs*

    Tak, oto rozwiązanie dla przeciętnego Kowalskiego. 😛

    A Ty znów w roli poczciwego lewaka, z braku lepszych zajęć martwiącego się nie swoimi problemami 🙂 ATSD mignął mi nius [na łonecie, a jakże] o rewelacyjnym pomyśle kogośtam, wycinającym Smoleńsk właśnie.

    Zresztą… da się. Parę miesięcy temu naród wycinał masowo nkowego śledzika tą samą metodą i dało się [przy nieuniknionych w takich razach gusłach typu „wklej kod ‚5p13rD4L4j 5l3d21U’, a śledzik zniknie”…].

    Przy tym średnio sprawdzi się w przypadku Google Readera, szczególnie używanego za pomocą androidowej aplikacji.

    A gdzieniegdzie Ci się aby nie poprzewracało?… Żeby RSSy czytać komórką… o tempora, o mores… 😉

    Ouch. sugerując, że kłótnie o Smoleńsku stanowią jedyną przeszkodę dla merytorycznej dyskusji o Polsce, dajesz doprawdy dowód myślenia nader życzeniowego. Parafrazując, „gdyby Smoleńska nie było, należałoby go wymyślić”. Tak, jak wymyślono dopalacze, Palikota i jakieś 90% rodzimych „breaking newsów”.

    Wcale nie sugeruję, że jedyną. Ale poważną, wyjątkowo długotrwałą i skuteczną.

    Owszem. Ale w sytuacji, gdzie raczej nie obserwuję [poza blogaskiem Kol. fox77] apeli o szersze spojrzenie i przestanie zajmowania się innymi pierdołami, wrodzone i starannie hołubione poczucie paranoi każe mi sądzić, że napór na zmniejszenie smoleńszczyzny jest… że średnio spontaniczny jest.

    Polubienie

  14. Nakład to jedno, a sprzedaż w ciągu tygodnia czy miesiąca (nie pamiętam, jakiego okresu dotyczą te rankingi Empiku) to zupełnie co innego. A nawet gdyby przyjąć nie wiem jak przychylne Twojej tezie szacunki, to i tak znacząco powyżej 1% nie wyciśniesz, więc nie sil się na wyciąganie wniosków na tak kruchej podstawie.

    Polubienie

  15. OK, policzmy…

    Załóżmy sprzedaż na poziomie 50k egz. Zważywszy, że „Sekret” AFAIK 3x był na 1. miejscu, a ta książka dopiero pierwszy raz, pięciokrotne zaniżenie sprzedaży wydaje się być mniej więcej w porządku – danych o nakładzie „12” nie znalazłem. Jakąś wielkość musiałem przyjąć – pięciokrotnie mniejsza od rekordzisty sprzedaż [240k „Sekretu” – nie licząc dodruku – sprzedało się całe] wydaje się być założeniem ostrożnym.

    Wg badania Empiku [http://www.empik.com/kto-kupuje-i-czyta-ksiazki-w-polsce-aktualnosci-empikultura,23381,a] książki kupuje – choć tutaj odsetek jest różny w zależności od przedziału, przyjmijmy równą miarę – ok. 10% populacji.

    Polskę zamieszkuje ok. 38 mln ludzi [obecnie pewnie znacznie mniej, ale mam gest]. Z tego w wieku produkcyjnym jest ok. 63% [http://www.wspolnota-polska.org.pl/index.php?id=ludog], co daje ok. 24m osób z niezerową siłą nabywczą.

    Owe 10% kupujących książki z tej liczby to ok. 2,4m osób.

    50k to [znów dla równego rachunku i znów na Twoją korzyść] 2% z 2.5m. Z grubsza oznacza to, że co pięćdziesiąty kupujący W OGÓLE książki [a nie co setny, jak chciałbyś to widzieć] kupił tę książkę. Ale idźmy dalej.

    Książkę tę kupiło [prawdopodobnie więcej, niż] 2% kupujących książki w ogóle. Owe 2% to odsetek spośród kupujących książki w ogóle. Zważywszy, że owe 2.5m uwzględnia studentów z ich skryptami, fachowców, hobbystów, rodziców, czytelników kryminałów, wreszcie ludzi zainteresowanych tematem, ale niekoniecznie w tej formie, itp. ośmielę się stwierdzić, że „populacja generalna” kupujących i mogących sobie pozwolić [ze względów czasowych i finansowych] na zakup i przeczytanie pozycji z, nazwijmy to, literatury faktu, wynosi z tego powiedzmy 10%, czyli 250k.

    I nagle okazuje się, że w ścisłej „adekwatnej grupie docelowej” [ludzi, którzy kupują i czytają tego typu literaturę] książkę tę mogło kupić ok. 20% osób z „docelowego targetu”.

    A owe 20% są to tylko ludzie w jakiś sposób „najbardziej zdeterminowani” w zainteresowaniu tematem.

    * * *

    Jeśli masz jakieś inne wyliczenia, przedstaw je. Albo nie trolluj.

    Polubienie

  16. Proponuję, Torero, byś się jednak najpierw dowiedział, czy to była lista bestsellerów całego Empiku, czy tylko jednego salonu (o ile mnie pamięć nie myli, a może, to takie właśnie eksponuje się przy stolikach) i ile czasu tam te „12 rozmów…” było, a dopiero potem brał się za wyliczenia. 😉

    Poza tym powinieneś liczyć nie 10% z 24 milionów, tylko 41%, bowiem tyle kupiło w ciągu półrocza chociaż jedną książkę, jak wynika z leadu tekstu, do którego linkowałeś.

    Polubienie

  17. Cóż… w tej formie było to wystawione i na Rynku, i na Zakopiance. Dzisiaj. Wydawnictwo chwali się okresem dwutygodniowym, ale nie udało mi się znaleźć, z kiedy jest notka, więc wysoce prawdopodobne, że trwa do już dłużej – a zupełnie nieprawdopodobne, żeby chwalili się jednym salonem.

    Nie pisałem o książkach eksponowanych na stolikach, tylko o regałach z rankingiem bestsellerów.

    Książka miała premierę SZÓSTEGO KWIETNIA 2011, więc żadną miarą nie jest to pół roku. Ale zgoda, weźmy Twoje 42%… i podzielmy to przez 6 [znów mam gest, wg stanu na dzisiaj nie minął przecież nawet miesiąc]. Dostajemy nie 10%, a 7%. Czyli nie 250k, a 175k. I nie 20%, tylko 28%. Dziękuję 🙂

    Proponuję, żebyś sam sprawdził, a dopiero potem brał się za insynuacje 😉

    Polubienie

  18. Cóż… w tej formie było to wystawione i na Rynku, i na Zakopiance. Dzisiaj. Wydawnictwo chwali się okresem dwutygodniowym, ale nie udało mi się znaleźć, z kiedy jest notka, więc wysoce prawdopodobne, że trwa do już dłużej – a zupełnie nieprawdopodobne, żeby chwalili się jednym salonem. (…) Książka miała premierę SZÓSTEGO KWIETNIA 2011

    Ok. Tylko w takim razie weź pod uwagę, że różnica między trzema tygodniami a dwoma latami (tyle potrzebował „Sekret” na osiągnięcie swoich 240 tys. egzemplarzy nakładu) jest, khem, jakby większa niż pięciokrotna. Szczególnie, że po drodze nie było nawet jednego Bożego Narodzenia.

    Teraz ja zaproponuję proste obliczenia (oczywiście też w zaokrągleniu). Dwa lata to 730 dni (i tak zaniżam, bo te 240 tysięcy to w nieco więcej niż dwa lata, z trzema Gwiazdkami po drodze). Od 6 kwietnia minęło dni 22. 730/22 = 33,1. 240 000/33 = 7272. 175 000/7300 = 0,04. 4, nie 28%. A poza świętami trzeba by jeszcze wziąć poprawkę na to, że „12 rozmów…” to nie jest światowy bestseller, za którym idzie duża akcja reklamowa. Dziękuję. 🙂

    Nie pisałem o książkach eksponowanych na stolikach, tylko o regałach z rankingiem bestsellerów.

    Wszystko jedno, o to mi chodziło. 😉

    Polubienie

  19. OK. Nawet gdybym w łaskawości swojej zaakceptował Twoje obliczenia [niby czemu, skoro Ty nie akceptujesz moich? :)], to i tak 4% z „docelowego targetu” to i tak bardzo dużo, wziąwszy pod uwagę, że – poza oczywistymi „przeciwnikami politycznymi” – obejmuje on np. fanbojów Kapuścińskiego, ludzi, który chcieliby, ale już nie mogą [czyt. którzy przekroczyli już budżet – 40 zeta za książkę to jednak nie w kij dmuchał, szczególnie dla „starych, tępych, ze wsi i małych miasteczek”] czy wreszcie tradycyjnie milczącą większość, nastawioną do tematu nie tyle negatywnie, co umiarkowanie obojętnie [czyli np. mnie]. Po prostu po raz kolejny potwierdza się prawda, że historię czy opinię publiczną [w tym przypadku „zniechęcony Smoleńskiem głos ludu”] tworzą jednostki, których zdanie nie ma wiele [albo wręcz nic] wspólnego ze zdaniem ogółu.

    Nie pisałem o książkach eksponowanych na stolikach, tylko o regałach z rankingiem bestsellerów.

    Wszystko jedno, o to mi chodziło. 😉

    Nie. To jest różnica. Na ile się orientuję, ranking to ranking, a regały to specjalne miejsca promocyjne, coś jak regały w hipermarketach na linii wzroku. Pure f*unny merchandising.

    Polubienie

  20. Załóżmy sprzedaż na poziomie 50k egz. Zważywszy, że „Sekret” AFAIK 3x był na 1. miejscu, a ta książka dopiero pierwszy raz, pięciokrotne zaniżenie sprzedaży wydaje się być mniej więcej w porządku

    Nie, nie wydaje się. „Sekret” nie osiągnął swojego wyniku w dwa tygodnie, 50k egzemplarzy w tak krótkim czasie oznaczałoby absolutny megahit, jak na nasze warunki. 10k to już naprawdę bardzo, bardzo optymistyczny szacunek.

    Polskę zamieszkuje ok. 38 mln ludzi [obecnie pewnie znacznie mniej, ale mam gest]. Z tego w wieku produkcyjnym jest ok. 63% [http://www.wspolnota-polska.org.pl/index.php?id=ludog], co daje ok. 24m osób z niezerową siłą nabywczą.

    Od kiedy to tylko osoby w wieku produkcyjnym mają siłę nabywczą? Młodzież dostaje kieszonkowe, starsi mają emerytury i oszczędności, książkę można kupić w prezencie i tak dalej. Sens ma tylko wykreślenie dzieci, które z pewnością takich książek nie czytają, czyli jakichś 10%.

    Książkę tę kupiło [prawdopodobnie więcej, niż] 2% kupujących książki w ogóle. Owe 2% to odsetek spośród kupujących książki w ogóle. Zważywszy, że owe 2.5m uwzględnia studentów z ich skryptami, fachowców, hobbystów, rodziców, czytelników kryminałów, wreszcie ludzi zainteresowanych tematem, ale niekoniecznie w tej formie, itp. ośmielę się stwierdzić, że „populacja generalna” kupujących i mogących sobie pozwolić [ze względów czasowych i finansowych] na zakup i przeczytanie pozycji z, nazwijmy to, literatury faktu, wynosi z tego powiedzmy 10%, czyli 250k.

    To już jest czyste gdybanie, zresztą bardzo mocno naciągane – same tylko targi książki w Krakowie przyciągają ponad 30k odwiedzających, czyli według Twojego szacunku dobre 12% czytających z całego kraju, gdy Kraków zamieszkuje 2% Polaków.

    I nagle okazuje się, że w ścisłej „adekwatnej grupie docelowej” [ludzi, którzy kupują i czytają tego typu literaturę] książkę tę mogło kupić ok. 20% osób z „docelowego targetu”.

    Przy założeniu, że książka była megahitem, kupowali ją tylko pracujący, a target zmniejszymy o jedno zero, bo tak Ci się wydaje. Bez tych założeń wyjdzie jakieś 0,3%, a jeśli nawet zgodzimy się na to jedno zero mniej w targecie, to 3%, ciągle przy bardzo optymistycznym szacunku 10k egzemplarzy. A cały czas mówimy o książce, która nawet nie dotyczy bezpośrednio katastrofy, tylko opowiada o ludziach, którzy w niej zginęli. Założenie, że zainteresowanie życiem rodzinnym Szmajdzińskiego czy Protasiuka jest równoznaczne z poparciem dla ciągłego wałkowania katastrofy w mediach, wydaje mi się jeszcze bardziej naciągane niż Twoje wyliczenia.

    Polubienie

  21. to i tak 4% z „docelowego targetu” to i tak bardzo dużo […] Po prostu po raz kolejny potwierdza się prawda, że historię czy opinię publiczną [w tym przypadku „zniechęcony Smoleńskiem głos ludu”] tworzą jednostki, których zdanie nie ma wiele [albo wręcz nic] wspólnego ze zdaniem ogółu.

    Nie no, zmniejszyłem Twoje szacunki pięcio-siedmiokrotnie (a Cichy ma rację, że należałoby je być może zmniejszyć nawet bardziej), a Ty nie widzisz najmniejszej potrzeby zmieniania postawionej na podstawie tych szacunków tezy? Oh well 😉

    Nie. To jest różnica. Na ile się orientuję, ranking to ranking, a regały to specjalne miejsca promocyjne, coś jak regały w hipermarketach na linii wzroku. Pure f*unny merchandising.

    No wiem, kurczę (za miejsce na stoliku płaci się całkiem spore pieniądze), po prostu nie pamiętałem, na jakim meblu wystawiają te bestsellery. 😉

    Polubienie

  22. @Czajna: gdybyś NIE zmniejszył, zacząłbym podejrzewać Cię o lekceważenie tej notki – obrony tezy o zainteresowaniu 1/3 targetu na trzeźwo raczej się nie podejmuję 😉 Ale i tak nie ma czego bronić, bo dyskusja o rzeczach niemierzalnych sprowadza się z Wami do tego, że i tak z tych samych danych każdy wyciąga takie wnioski, jakie chce 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s