Cażdy cowboy…

… ma colty, conia i capelusz. Pewien wpis skatalizował tylko nieuniknione i na drodze do cowboystwa wczora z wieczora cupiłem capelusz. Plus alef 3 do lansu, alef piętnaście do oryginalności [szczególnie, że capelusz nie z tych chłoptasiowych a’la tefauen, tylko clasyczny], no i będzie w czym pokazać się dzisiaj na wywiadówce Forka 😛 Z nie tyle wad, ile niedogodności – trzeba pamiętać o zdejmowaniu go przy ukłonach [choć to akurat mały problem, mam zaczątki wprawy z cyclistówką (NMSP)], no i generalnie trzeba się przyzwyczaić. U mnie brak przyzwyczajenia objawia się np. faktem uporczywego zsuwania go na linię brwi – z noszonym wyżej i minimalnym niechby odchyleniem obwodu ronda od poziomu czuję się jak swój starszy brat. W wierze… 🙂

3 myśli w temacie “Cażdy cowboy…

  1. Cóż, alef większy pokonuje alef mniejszy 😛 Za wyjątkiem Oberalefu, wynalezionego przez nas jeszcze w małej podstawówce: nazywał się on [a raczej On] „Nieskończona Liczba Świata” 😀

    A w pewnych okolicznościach niepotrzebna jest nawet tak ekstremalnie mała liczebność lansczynników… wystarczy ponoć być wysokim i mieć gadane. Sprawdzone… poprzez zaprzeczenie; osobiście niestety mam tylko gadane, a i to nie zawsze :/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s