Torero opowiada dowcip.

W oryginale leciało to tak:

Mężczyźni rozmnażają się przez podział. Jeśli nie podzielą się pieniędzmi z żoną, nici z rozmnażania.

Dzisiaj brylowałem na salonach wersją:

Mężczyźni rozmnażają się przez pączkowanie. Jeśli nie podzielą się pieniędzmi z żoną, nici z rozmnażania.

Cholera jasna, mam sprawę z samymi kretynami. Nikt się nie roześmiał, no co za banda osłów. A ja zorientowałem się w meritum po jakichś dwóch godzinach.

Zimny wychów potomstwa, cz. LV – Kołtuństwo i zacofaństwo.

Dziecię obejrzało „Byli sobie wynalazcy”. Na mój pohybel.

Nie minęło parę dni, a przyszło do mnie z pytaniem, czemu Kościół chciał spalić Galileusza na stosie. Zaprzeczyłem pobieżnie, po czym odesłałem do literatury fachowej z cichą nadzieją, że Dziecię odbije się od słownictwa. Nie odbija się, jeno przychodzi co pięć minut z prośbą o wyjaśnienia. Wiedźminka jedna.

Dzisiaj wybierali w klasie lektury do czytania fragmentów zeń na konkurs czytelniczy. Wychowawczyni nie wykazała zrozumienia, odesłała mi Dziecię na drzewo i zaproponowała czytanie jakichś bajek.

Dziecię chciało przygotować na konkurs czytelniczy fragment „Czarnych kart Kościoła” Vittorio Messoriego. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, jest w pierwszej klasie podstawówki.

O niebezpieczeństwach zawodu twórcy.

„Dziennik Łódzki”: Znany seksuolog profesor Lew Starowicz wydał opinię w sprawie prac kontrowersyjnego łódzkiego malarza Krzysztofa Kuszeja. Jak dowiedzieliśmy się w łódzkiej prokuraturze, jest ona druzgocąca. Starowicz stwierdził, że na obrazach artysty są treści pornograficzne z udziałem małoletnich poniżej 15. roku życia. (…) Artysta nie przyznaje się do winy. Tuż po tym, jak sprawa stała się głośna, tłumaczył, że jego intencją była walka z pedofilią wśród księży. [źródło]

No masz! A miało być tak pięknie… świecznik wiodącego polskiego artysty, nimb kontrowersyjności, chodzenie o lepsze z kozyrami, wywiady w kafejkach przy Czerskiej, wersalka u Powiatowego. ROTFLMAO, oto do czego może doprowadzić brak wyczucia popytu. Co prawda teraz szykuje się nimb męczennika o wolność sztuki, ale nie takim kosztem! Ciekawe tylko, czy osadzeni filozofowie od bytu i jesieni średniowiecza z taką samą atencją traktują artystów, jak i zwykłych, kehm… rzemieślników.

Koszmar minionego lata.

Siadam do powtórnego obejrzenia. Bo o ile horror z tego co najwyżej średni [żeby nie powiedzieć żaden], o tyle bezwzględnie warto obejrzeć go dla dwóch kwestii: obermgławicowo przeuroczej Jennifer Love Hewitt [oświadczam jednocześnie stanowczo i arbitralnie, iż wszelkie męskie opinie odmienne będą tutaj traktowane na równi z coming-outem] oraz scenom „x months later”, czyli anatomii rozpadu młodzieńczych przyjaźni, gdy nagle okazuje się, że ludziom, z którymi zjadło, zda się, beczkę soli, nie ma się nagle literalnie nic do powiedzenia. Scena dobijająca swym realizmem i smutkiem – przynajmniej mnie, przynajmniej z mojej autopsji. Przy czym o ile przy pierwszym upieram się bezwarunkowo, o tyle drugie właśnie będę weryfikował, gdyż może się okazać, że aktualnie odbieram to zupełnie inaczej. Dobranoc!

QOTD.

Ludzie boją się realizacji większych i bardziej ambitnych projektów chcąc zminimalizować ryzyko, czasem nawet nie zdają sobie sprawy, że ich ryzykiem może być również to, że konkurencja nie będzie się bała i zdobędzie przewagę. [dargoth]