60% znajomości.

Właśnie taki odsetek lepszych prac, jak twierdzą szpiedzy cesarza, dostawanych jest, wedle stwierdzenia pani z UP – po znajomości.

Się zastanawiam się, dlaczego. Ciepła posadka dla znajomego ma, owszem, pewne zalety. Do pewnego stopnia gwarantuje uczciwość, protegujący może zyskać „oczy i uszy” w ekipie… I na tym zalety zatrudniania znajomego w zasadzie się kończą.

Zatrudniony znajomy to źródło potencjalnych konfliktów w zespole, brak lub utrudniona możliwość opieprzenia tegoż, o zwolnieniu nie wspominając, na ogół kwalifikacje tegoż też wyglądają różnie w porównaniu ze specjalistą, ściągniętym z rynku… W sumie dla firmy, mającej zamiar rozwijać się, to korzyść bardzo problematyczna.

Tak duży odsetek zatrudniania po znajomości może mieć kilka przyczyn, z których żadna mi się nie podoba. Albo prymitywne chciejstwo, nietamowane żadną kontrolą antynepotyczną, albo brak świadomości ograniczenia perspektyw wzrostu w ten sposób. Albo świadczy to o tak dobrej wycenie rynkowej zwykłej, ludzkiej uczciwości, co z kolei nieszczególnie świadczy o społeczeństwie jako całości. I tak, jak wspomniałem, nie podoba mi się żadne z tych wytłumaczeń.

11 myśli w temacie “60% znajomości.

  1. Chyba zapomniałeś o najważniejszym: o znajomym coś wiesz. Możesz wiedzieć co on umie, czy się z nim można dogadać, czy jest punktualny itd. To dużo lepsze niż zatrudnianie kogoś z zewnątrz w „ciemno”. Bo to, że ktoś umie się sprzedać w CV i na rozmowie, nie znaczy, że taki będzie na co dzień.

    Największy problem polega na tym, że znajomych zwykle się zatrudnia „bo znajomym się nie odmawia”, a nie dlatego, że ich się zna i się wie czego są warci.

    Z argumentów na ‚nie’ można jeszcze wspomnieć o tym, że prywatne konflikty mogą psuć relacje w pracy (aż do konieczności pożegnania sprawdzonego fachowca z tego powodu) i w drugą stronę.

    Polubienie

  2. Możesz wiedzieć co on umie, czy się z nim można dogadać, czy jest punktualny itd.

    Mamy co najmniej dwóch klientów, którzy właśnie z płaczem uciekli od superkompetentnych znajomych 🙂

    Polubienie

  3. Odleciałeś torero, opisałeś piękny przykład pozytywnego nepotyzmu. Zresztą jako korwinista powinieneś rozumieć że chcącemu nie dzieje się krzywda, nei?

    A tego zdania
    „Albo świadczy to o tak dobrej wycenie rynkowej zwykłej, ludzkiej uczciwości, co z kolei nieszczególnie świadczy o społeczeństwie jako całości.”
    nie rozumiem w ogóle. Może po prostu społeczeństwo nie ufa pośrednikom, zwłaszcza że w tym przypadku chodzi o jakże wartościowego, sprawdzonego i godnego zaufania pośrednika III RP. 😉

    Polubienie

  4. „Właśnie taki odsetek lepszych prac, jak twierdzą szpiedzy cesarza, dostawanych jest, wedle stwierdzenia pani z UP – po znajomości”
    To via UP można sobie załatwić lepszą pracę ?

    Co pracy ze znajomymi, w dwóch ostatnich firmach system rekomendacji był dość mocno rozwinięty (choć nie sformalizowany), mój były szef każdorazowo jak potrzebował do pracy jakiegoś pracownika, puszczał maila z info że szukamy kogoś o takich i takich kwalifikacjach, do takiej a takiej pracy. I czy mogą kogoś polecić, zaufanego, zdrowego (taki który co 2-3 dni nie będzie chodził na L4), fakt to nie były jakieś strasznie wymagające stanowiska, ogólnie średnio inteligentny cytaty i pisaty powinien sobie dać radę. osoby które zostały przyjęte, znajomi innych pracowników danej firmy sprawdzały się. Co miało też przełożenie na ich dalszą rekomendację, np w ramach wewnętrznej zmiany stanowisk, czy też działów.

    Sam parę razy skorzystałem na tym że ktoś mnie polecił, bo dobrze mu się ze mną pracowało i to pamięta i z czystym sumieniem mnie rekomendował do pracy/współpracy. Czy to sprawiedliwe, pewnie nie, ale wielokrotnie szefowie chcą sobie zaoszczędzić zachodu przy rekrutacji, przesłuchiwaniu wielu osób, wybieraniu, a potem okazuje się że komuś nie pasuje kasa czy zakres obowiązków.
    Z moich doświadczeń w przypadku typowo rekomendowanych prac lub tez na zasadzie ktoś mnie informuje zgłos się do Kolwaskiego bo potrzebuje ludzi do …. wynika że zazwyczaj zakres obowiązków zgadza się z tym który faktycznie będzie wykonywany po podpisaniu umowy. To samo z kasą, odpadają pytania typu ile chcesz zarabiać, a pada, słuchaj na tym stanowisku płacimy tyle i tyle, jak Ci pasuje to możesz zaczynać od jutra.

    Działa to zarówno w wielkich korporacjach, jak też w mniejszych rodzinnych firmach i chyba proceder ma się dobrze …

    Polubienie

  5. U mnie w firmie też działa program rekomendacji kandydatów, ale daleko mu do załatwiania komuś pracy. Jedyne co możesz zrobić, to wysłać CV znajomego do HRów – potem i tak musi przejść cały proces rekrutacyjny.

    Polubienie

  6. w miejscach o których pisałem tez to działało mniej więcej tak samo jak piszesz. Bo załatwianiem tego nie można nazwać, własnie raczej przesłaniem CV z rekomendacją, ze człowiek uczciwy i kwasu nie zrobi, no a wiadomo jak się nie nadawał to i tak takiego nikt nie przyjmie 🙂

    Polubienie

  7. Dokładnie tak. Firma przecież płaci kupę kasy różnym agencjom rekrutującym, by szukali chętnych. Jak pracownik znajdzie odpowiedniego kandydata to dla firmy czysty zysk. Zresztą u mnie za zarekomendowanie kandydata, który przejdzie cały proces i zostanie zatrudniony dostaje się trochę kasy.

    Polubienie

  8. taki system płacenia za rekomendację był swego czasu w łódzkim Philipsie (teraz Infosys) branża BPO i Merlonim (tu produkcja na taśmie). Choć przyznam szczerze że gdyby zalezalo to od mojej osobyto chyba system nagradzania za rekomendację byłby nieco inny iż zapis wprost „przyprowadz kolegę jak go zatrudnimy to dostaniesz kasę). Ludzie dla marnych 200 zł są wstanie wiele zrobić, niekoniecznie polecić z czystym sumieniem kogoś. Znam firmę w której system rekomendacji funkcjonuje (bez kasy) duza rotacja pracowników, więc i duże zapotrzebowanie na nowych. Minusem takiego polecania jest to, że przy okazji taki nowy dostaje w pakiecie nieco wiedzy jak się obijać, wiedzy którą przychodząc z zewnątrz bez polecenia długo by zdobywał. Bo jak się okazuje naiwnym jest sądzenie, że ludzie do pracy przychodzą pracować 🙂

    Polubienie

  9. Bo jak się okazuje naiwnym jest sądzenie, że ludzie do pracy przychodzą pracować 🙂

    A jak myślisz dlaczego w „demokracji ludowej” nie było firm czy przedsiębiorstw lecz „zakłady pracy”? 😉 Tam nic nie produkowano, bo produkcja to był skutek uboczny, socjalistyczne firmy przede wszystkim miały dawać pracę. A że III RP mocno od PRL się nie różni to i taki etos pracy pozostał.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s