Hello, 47.

Zaraza, no. Od circa trzech dni z tyłu głowy pojawiło mi się… coś. Coś, jak wysuszenie skóry albo jej obtarcie, 1cmx5cm. Cholernie piecze, przy polewaniu Amolem „odczuwam dyskomfort”. I kompletnie nie wiem, z czego to mi się zrobiło. Rośnie mi kod paskowy?…

Delikatnie skrobiąc paznokciem biznesową pozłotkę.

State-of-the-art PowerPoint presentation. Wydruk strony tytułowej [w kolorze, a jakże] pyszni się dumnym stwierdzeniem „Zostaliśmy Partnerem Biznesowym firmy Microsoft”. A pod spodem odręczny, długopiśny dopisek „(Majkrosoft)”.

Podczas sobotniego piffa ze znajomym przypomniałem ogłoszenie o pracę: Duża, dynamiczna firma z branży komputerowej poszukuje programisty z własnym komputerem.

Księgowość w wersji techno.

Merdia plotą cośtam o „tragicznym bilansie” Love Parade. Hm. W szkole uczyli mnie, że żeby można było w ogóle mówić o bilansie, suma plusów winna być przede wszystkim równa sumie minusów. Skoro więc zginęło 19 osób, to… widać ziewnikarze mają swoje źródła, żeby z niezachwianą pewnością używać określenia „bilans”, czyżby sporządzanie relacji nie zajmowało im całego czasu? Choć w zasadzie po takim melanżu, jako jeden z niewielu naprawdę zasługującym na określenie „epicki”, o zgodności sum bilansowych można domniemywać w ciemno. A nawet z dużym prawdopodobieństwem wnioskować o dużej nadwyżce sumy po stronie aktywów. Ale o tym, kto, kiedy i z kim, przeczytać będzie można w informacji dodatkowej, udostępnianej przez pobliskie oddziały położnicze [hermetyczny dowcip księgowy, hahahaha!…].

Kim pan jest, panie S.?

– Na naszych drogach jest za dużo cwaniactwa. Zbyt wiele jest także brawury i tłumaczenia się na zasadzie „Jeżdzę szybko, ale bezpiecznie” – bo w przypadku Polski te dwa pojęcia wykluczają się – mówi bez ogródek Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. [źródło]

Panie Sokołowski, uważa się Pan za lepszego kierowcę od Sobiesława Zasady? Bo rzeczony w wydanej dawno temu książce pt. „Szybkość bezpieczna” zamieścił rysunek Kobylińskiego: luźnego faceta mknącego sportową furą z wiatrem we włosach i komarami na zębach, a obok dziadunia, kurczowo ściskającego kierownicę swojego gruchota, jadącego jakieś dwa razy wolniej. A obok podpis: „Obaj jadą bezpiecznie”. Uważa się pan za lepszego kierowcę, panie Sokołowski?

QOTD.

Musimy usilnie się starać, nie pokazywać dzieciom zażenowania i wstydu. W słowie „prezydent” czy w sformułowaniu „głowa państwa” nie ma niczego krępującego, to normalna funkcja przyjęta przez społeczeństwo, i objęcie przez człowieka takiego stanowiska jest przejawem zgodnych z prawem ludzkich zachowań.

Podobnie i treść słowa „Komorowski”, będąca naturalnym nazwiskiem, nie powinna powodować skrępowania i nie musimy przy naszych dzieciach wstydzić się je wymawiać. Z kolei gdy dziecko wypowie je przy nas, w żadnym wypadku nie powinniśmy udawać, że niczego nie słyszeliśmy. Zupełnie niedopuszczalne jest karcenie za to malca lub strofowanie, że tak się nie mówi, bo to jest „brzydko”. Normalna, nieskrępowana reakcja i bezpruderyjne wyjaśnienie, oczywiście stosowne do wieku, to najlepsza metoda. Dziecko z pewnością wszystko zrozumie, a my nie będziemy już odczuwać zażenowania, ilekroć na ekranie telewizora pojawi się sylwetka prezydenta.

Źródło: Jak rozmawiać z dziećmi o objęciu przez Komorowskiego funkcji prezydenta.