Zgnoić historyka.

„Bibuła” podała niusa o śmierci dra Ratajczaka. Wyrzucony z pracy za „głoszenie negacjonizmu” [o czym jeszcze niżej] z wilczym biletem, odsyłany z kwitkiem z kolejnych posad, został znaleziony martwy parę dni temu w swoim Renault Kangoo, w którym podobno przemieszkiwał od czasu, gdy po wszystkich tych wypadkach odeszła od niego żona. Prawdziwości wszystkich faktów bronić się nie podejmuję, ale kilka rzeczy zastanawia. I to mocno.

Nie jestem w stanie ocenić, czy śp. Ratajczak był negacjonistą, czy tylko – jak chcą jego zwolenncy – owych negacjonistów cytował. Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Inny artykuł [a raczej list otwarty] wspomina jednak o tym, że „kiedy starał się o inną pracę, do właścicieli firm dzwonili dziennikarze pewnej gazety, umiejętnie „przekonując” szefa, że Ratajczaka trzeba zwolnić” – co z grubsza zgadza się z metodami „apostołów holokaustu”, opisanymi przez niego samego np. tutaj.

Zresztą… więcej komentarzy nie będzie. Całą sprawę od strony śp. zainteresowanego i opisanych działań „pewnej gazety” można przejrzeć tutaj. Dzisiaj człowieka już nie ma. Znaleziono go w Renault Kangoo, w którym podobno mieszkał, i który stał pod hipermarketem od 28 maja. Co prawda niektórzy posuwają się nawet do twierdzeń, że samochód podrzucono stosunkowo niedawno, ale kto by się tam przejmował niektórymi.

QOTD.

– Ile dzieci rocznie jest obecnie odbieranych rodzicom w Szwecji?
– 20 tysięcy.

Źródło.

I mail, którego dostałem od Fundacji Rzecznik Praw Rodziców:

Witamy,

Dziękujemy za poparcie protestu przeciwko ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Dzięki temu, że na stronie rzecznikrodzicow.pl zebrało się nas aż 45 tysięcy, naszych racji wysłuchali szefowie klubów parlamentarnych, Senat i Minister Pracy. Mogliśmy zaprosić do Polski eksperta ze Szwecji, Panią Ruby Harrold-Claesson, która mówiła politykom jak ogromne szkody przyniosła rodzinom podobna ustawa prowadzona 30 lat temu w Szwecji.

Po naszych wspólnych działaniach w projekcie pojawiły się ważne, choć wciąż zbyt drobne, poprawki. Ustawa została przyjęta przez sejm 10 czerwca. Niestety nadal jest bardzo szkodliwa.

Marszałek sejmu p.o. Prezydenta ma czas do 5 lipca by ją podpisać lub zawetować.

Mamy teraz ostatnią szansę powiedzieć głośno, że nie zgadzamy się na przepisy, które traktują zwykłych rodziców jak przestępców.

Co można zrobić?

1. Napisz do marszałka Komorowskiego prośbę o weto. Możesz przesłać też zdjęcie swojej niepatologicznej rodziny. Tu znajdziecie opis akcji, wzór listu i adresy e-mail.
2. Dołącz do prośby o weto na Facebooku, najlepiej również ze zdjęciem.
3. Prześlij tego maila wszystkim krewnym i znajomym!

Wspólnie działajmy dla dobra naszych rodzin. Nikt za nas tego nie zrobi.

Pozdrawiamy serdecznie,

Tomasz i Karolina Elbanowscy w imieniu Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców
Joanna Krupska w imieniu Związku Dużych Rodzin 3+ (www.3plus.pl)

I bonus: wywiad z p. Ruby Harrold-Claesson. Idźcie i wykopujcie.

O wpływie politpoprawności na epidemię otyłości.

Umiłowani bracia i siostry, tym wpisem rozpoczynam serię demaskacyjną [nie wiem, jak długą, nie wiem, czy chęci starczy mi nawet na następny odcinek], której bohaterami będą współczesne zabobony i ich destrukcyjny wpływ na społeczeństwo. Zaczynamy. W dzisiejszym odcinku poruszymy kwestię korelacji szerzącej się politopoprawności i grubienia społeczeństwa.

Politpoprawność nakazuje nam generalnie być miłymi. Co prawda, jak każdy nowoczesny zabobon, również i ten ma swoje wyłączenia, bez których nie miałby wszak większego sensu [nie wolno być miłymi wobec np. faszystów, piratów audiowizualnych, republikanów czy pedofilów, ale np. wobec matek skrobiących czy nieprawidłowo ukształtowanych przez społeczeństwo amatorów cudzej własności jak najbardziej można i trzeba], ale owa fala miłości i tak rozlewa się dużo szerszym korytkiem, niż pozwala na to rozsądek – i naprawdę nie mam tu wyjątkowo na myśli PO.

I na przykład mamy być miłymi wobec otyłych. Pomysł sam w sobie niegłupi, nie oceniajmy po pozorach, itepe, ale – jak wiele ostatnio – został doprowadzony do absurdu. W popkulturze źle można pokazać WASPa czy inny [przepraszam za określenie] czarny charakter, ale otyłego – ależ skąd. Że obraża i robi się przykro.

Skądinąd słusznie. Tyle, że nikt nie zastanowił się, czy aby owa wszechogarniająca miłość nie usuwa jednej z mentalnych barier przeciw otyłości, jaką jest potencjalny ostracyzm społeczny. A jeśli ktoś zamierza zakwestionować ostatnie zdanie… czemu w takim razie tyle dbałości o ów pozytywny wizerunek otyłych w popkulturze, skoro rzekomo nikt o to nie dba i nikt się tym nie sugeruje? Obrona tezy o oddzielaniu przez lemingi fikcji merdiów i rzeczywistości wydaje się zajęciem karkołomnym, no ale może ktoś się podejmie. Dziękuję za uwagę.

Być może tym, co teraz zamierzam napisać, strzelę sobie w stopę pod kątem „kontrowersji” i potencjalnego flejma, ale nie mam nic do otyłych i sam nie miałbym nic przeciwko zrzuceniu paru kilo… Dziękuję za uwagę.

W następnym odcinku – o wpływie feminizmu na pedofilię.

Sceny z życia małżeńskiego.

Powstając z podłogi podczas posiadówki, wyrżnąłem łbem w róg otwartego okna. Usiadłem z powrotem na podłodze, pobladłszy nieco, a czekając na koniec projekcji Drogi Mlecznej, udałem się do Pudełka Nicości [dzięki, Wojtek!]. TŻ oczywiście momentalnie zapragnęła mi go umeblować, w dodatku meblami z Ikei, więc moja riposta była błyskawiczna:

– Zostaw mnie, będę krwawił na podłogę i zatamuję się ścierką do garnków.

Chyba przesadziłem, bo TŻ cichutko po chwili pojednawczym tonem:

– Jeśli cię to może pocieszyć, to mi robi się zastrzał…

Potrzebujemy urlopu. Niewielkiego, wystarczy pół roku.

.

Uświadomiłem sobie właśnie, że wyposażenie starszego pana, jakim jest ciężka aktówka i zegarek, wcale nie są elementem lansu. Stanowią potężny oręż w walce miejskiej.

Gdy zdarłeś gardło, próbując tłumaczyć małolatom albo roześmianym dziewczętom zasady poruszania się po chodnikach, pozostawiania chociażby pół metra dla idących z przeciwnej strony i nieocierania się o współużytkowników pawimentu, najlepszą muzyką dla uszu jest odgłos dziewczęcej skóry na biodrach, pękającej po mimowolnym oczywiście rozdarciu przy pomocy dinksa, nakręcającego mechanizm zegarka naręcznego, słyszany do wtóru młodocianych jąder, miażdżonych od ciosu bocznego profilu teczki z Ważnymi Materiałami [TM]. Starszych oczywiście nie ruszamy, zabawa musi być stuprocentowo bezpieczna, nie mamy czasu na grzebanie ciał. Ciao!

Intawiu.

W CV – średnia szkoła w zawodzie. Studia – kierunkowe, ba! nawet z „Informatyką” w nazwie. Przeprasza, że żyje i zabiera cenny czas, no ale to nie weak point, tylko personality, może coś z tego wyjdzie. Nie wyszło, nawet nie zaskrzypiały drzwi.

Pierwsze pytanie z gatunku elementarnych – pad. Drugie pytanie, również elementarne – pad. Trzecie pytanie elementarne – pad, w dodatku połączony z driftem nie dość, że błędnym, to jeszcze offtopicznym. Dobra znajomość angielskiego nie wytrzymała konfrontacji z takim chitrym pytaniem o strong end uik points [pytanie o situejszn in gris miłosiernie sobie darowałem, choć niektóre reakcje fizjologiczne godne były oktawy, jeśli nie trzynastozgłoskowca, mharharharhar] – „niestety nie przygotowałam się”. Zero, null, próżnia doskonała, horror vacui to zabobon, tabula rasa w stanie czystym do analizy, Sevres do podmiany.

Do kroćset… komu przeszkadzał fakt, że takie dziewczęta – nieśmiałe, uśmiechnięte, przesympatyczne i bez wątpienia o dobrym sercu – zamiast iść na studia, chodziły na kursy kroju i szycia, śpiewając pieśni pobożne? Że przesiadując wieczorami na blokowiskowych przyzbach, plotkowały ze starszymi paniami o arkanach wyrafinowanej, małżeńskiej miłości cielesnej? Że ich głównym zmartwieniem było wszechaspektowe zaspokojenie mężowskiej chuci, trójpolówkowy menedżment i dbanie o czystość polepy? Powyższe na pewno – jakkolwiek już bez ironii ciężkie i wymagające – z pewnością było pułapem, dającym się przeskoczyć nieprędkim w rozumie. A tak co mamy? Niekompentencję, frustrację, żal.pl i narastający feminizm. Niech to cholera weźmie, znów straciłem pół godziny.