Zgnoić historyka.

„Bibuła” podała niusa o śmierci dra Ratajczaka. Wyrzucony z pracy za „głoszenie negacjonizmu” [o czym jeszcze niżej] z wilczym biletem, odsyłany z kwitkiem z kolejnych posad, został znaleziony martwy parę dni temu w swoim Renault Kangoo, w którym podobno przemieszkiwał od czasu, gdy po wszystkich tych wypadkach odeszła od niego żona. Prawdziwości wszystkich faktów bronić się nie podejmuję, ale kilka rzeczy zastanawia. I to mocno.

Nie jestem w stanie ocenić, czy śp. Ratajczak był negacjonistą, czy tylko – jak chcą jego zwolenncy – owych negacjonistów cytował. Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Inny artykuł [a raczej list otwarty] wspomina jednak o tym, że „kiedy starał się o inną pracę, do właścicieli firm dzwonili dziennikarze pewnej gazety, umiejętnie „przekonując” szefa, że Ratajczaka trzeba zwolnić” – co z grubsza zgadza się z metodami „apostołów holokaustu”, opisanymi przez niego samego np. tutaj.

Zresztą… więcej komentarzy nie będzie. Całą sprawę od strony śp. zainteresowanego i opisanych działań „pewnej gazety” można przejrzeć tutaj. Dzisiaj człowieka już nie ma. Znaleziono go w Renault Kangoo, w którym podobno mieszkał, i który stał pod hipermarketem od 28 maja. Co prawda niektórzy posuwają się nawet do twierdzeń, że samochód podrzucono stosunkowo niedawno, ale kto by się tam przejmował niektórymi.

16 myśli w temacie “Zgnoić historyka.

  1. @torero

    Nie jestem w stanie ocenić, czy śp. Ratajczak był negacjonistą, czy tylko – jak chcą jego zwolenncy – owych negacjonistów cytował.

    Rozumiem, że tekstu „Holocaust to mit?”, który podlinkowałeś parę linijek dalej, nie raczyłeś sam przeczytać? Czy może dostrzeżenie w nim stosunku autora do tych poglądów przekracza Twoje możliwości?

    Polubienie

  2. Jako zwolennik jak największej wolności słowa, nie zgadzam się z tym jak potraktowano dr Ratajczaka.

    Ratajczak jednak w swoich artykułach – tu tez podlinkowanych – wyraźnie wyciąga wnioski zaprzeczające holocaustowi. Tak więc jego tłumaczenia że tylko ‚referował’ głosy rewizjonistów holocaustu, są nieprawdą.

    Nie zgadzam się też z wątkiem spiskowym dotyczącym jego śmierci. Śmierć ta nikomu i niczemu się nie przysłużyła, oprócz właśnie tego typu spiskowych teorii, nie ma więc żadnych przesłanek, że była to śmierć związana z opublikowanymi przez Ratajczaka publikacjami.

    Polubienie

  3. Rozumiem, że tekstu „Holocaust to mit?”, który podlinkowałeś parę linijek dalej, nie raczyłeś sam przeczytać?

    Nie, nie raczyłem. Pisałem o nim tylko w kontekście metod przeciwników negacjonizmu. Częściowym uzasadnieniem mojego nieraczenia jest primo wzmianka, że mnie to nie interesuje [którą starannie pominąłeś], secundo zupełnie jakby inny temat tej notki…

    Czy może dostrzeżenie w nim stosunku autora do tych poglądów przekracza Twoje możliwości?

    Cichy, kolejny raz włazisz w szkodę, jadąc ad personam. Kolejny raz nie ogarniasz całości notki, a jedynie przypierdzielasz się do jednego zdania, nie mającego zresztą z treścią notki wiele wspólnego, próbując dyskusję zdryfować na wątki poboczne. Kolejny raz wreszcie tniesz cytaty po uważaniu i pod kątem dopasowania do swoich tez, a nie pod kątem całości wypowiedzi czy sensownej dyskusji, na co zresztą już nie raz zwracałem Ci uwagę.

    Przyjmij więc do wiadomości, że albo zaprzestaniesz tych gówniarskich zagrań i zaczniesz dyskutować jak ktoś normalny i w miarę dojrzały, albo zawołam kamerdynera. Nie mam już dłużej zamiaru odpowiadać na zaczepki w połowie z d* wzięte, a w drugiej połowie odnoszące się do jednego sformułowania spośród paru akapitów.

    Polubienie

  4. @torero

    Nie, nie raczyłem. Pisałem o nim tylko w kontekście metod przeciwników negacjonizmu.

    O których to metodach jest w tym dość długim tekście dosłownie pół zdania – ale skąd mogłeś to wiedzieć, skoro go nie czytałeś? Cóż, doceniam, że przynajmniej jesteś szczery.

    Kolejny raz nie ogarniasz całości notki, a jedynie przypierdzielasz się do jednego zdania, nie mającego zresztą z treścią notki wiele wspólnego

    I co z tego? Nie mam prawa zainteresować się tylko jedną z poruszonych kwestii? Muszę od razu polemizować z całością? Zresztą, przyganiał kocioł garnkowi: http://cichyfragles.pl/2010/05/13/ranking-prezydencki/#comm1525628

    Kolejny raz wreszcie tniesz cytaty po uważaniu i pod kątem dopasowania do swoich tez, a nie pod kątem całości wypowiedzi czy sensownej dyskusji

    Tnę cytaty stosownie do potrzeb. Nie widzę sensu w cytowaniu całego akapitu, jeśli polemizuję tylko z jednym zdaniem, które po wycięciu reszty nadal zachowuje swój sens.

    Przyjmij więc do wiadomości, że albo zaprzestaniesz tych gówniarskich zagrań i zaczniesz dyskutować jak ktoś normalny i w miarę dojrzały, albo zawołam kamerdynera.

    Co do normalności i dojrzałości – z nas dwóch to nie mi zdarzało się blokować komentarze, gdy mi się nie podobały, lub udawać, że nie słyszę lub nie rozumiem niewygodnych pytań (jak np. tutaj), czy wreszcie powoływać się na tekst, którego nie czytałem – więc pozwolę sobie odpowiedzieć na te pretensje metaforycznym wzruszeniem ramionami. Ale cytat sobie zapamiętam, jako elegancki przykład podejścia libertariańskiej ekstremy do kwestii wolności słowa.

    Polubienie

  5. Nie, nie raczyłem. Pisałem o nim tylko w kontekście metod przeciwników negacjonizmu.

    O których to metodach jest w tym dość długim tekście dosłownie pół zdania – ale skąd mogłeś to wiedzieć, skoro go nie czytałeś?

    „W rozwoju rewizjonizmu Holocaustu, po wcześniejszych wystąpieniach Paula Rassiniera (ten więzień Buchenwaldu i Dory zakwestionował jako pierwszy istnienie komór gazowych w obozach koncentracyjnych) i prof. Roberta Faurissona (za głoszenie poglądów, że oficjalna wersja eksterminacji Żydów jest nieprawdziwa “wyleciał” z pracy na Uniwersytecie w Lyonie. Potem miał sprawy sądowe i kłopoty z różnymi postępowymi “bombiarzami” – typowy to sposób rozprawiania się z rewizjonistami; doświadczył tego również autor “Wojny Hitlera” – David Irving), (…)

    Well, jak dla mnie to półtora zdania i pół akapitu, ale nie bądźmy szczególarzami…

    Kolejny raz nie ogarniasz całości notki, a jedynie przypierdzielasz się do jednego zdania, nie mającego zresztą z treścią notki wiele wspólnego

    I co z tego? Nie mam prawa zainteresować się tylko jedną z poruszonych kwestii?

    Masz prawo, oczywiście. A ja dla odmiany mam prawo podejrzewać Twoją percepcję o różne niefajne rzeczy, jeśli robisz to któryś raz z rzędu [moje zażalenia on demand], szczególnie, jeśli „interesujesz się tylko jedną z poruszonych kwestii” tak bardzo szczegółowo, że wycinasz nawet następne zdanie, które nieco zmienia odbiór cytowanego.

    Zresztą, przyganiał kocioł garnkowi: http://cichyfragles.pl/2010/05/13/ranking-prezydencki/#comm1525628

    Primo, „przygoniłem” do pierwszej cechy Twojego umiłowanego kandydata w ścisłym temacie notki. Secundo, odniosłem się również do innego kandydata.

    Kolejny raz wreszcie tniesz cytaty po uważaniu i pod kątem dopasowania do swoich tez, a nie pod kątem całości wypowiedzi czy sensownej dyskusji

    Tnę cytaty stosownie do potrzeb. Nie widzę sensu w cytowaniu całego akapitu, jeśli polemizuję tylko z jednym zdaniem, które po wycięciu reszty nadal zachowuje swój sens.

    Bezpośrednio po zdaniu „Nie jestem w stanie ocenić, czy śp. Ratajczak był negacjonistą, czy tylko – jak chcą jego zwolenncy – owych negacjonistów cytował” napisałem „Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to”. Nieszczególnie widzę więc powód do napinania się, a już TYM BARDZIEJ wytaczania uwag ad personam.

    Co do normalności i dojrzałości – z nas dwóch to nie mi zdarzało się blokować komentarze, gdy mi się nie podobały,

    W kwestii depeszy, o której pisał JKM – sorry. Jeśli DEBIL ma problemy ze zrozumieniem następującego: „Pytam poważnie. I z góry uprzedzam, że w tej notce wesołkom i niezwykle oryginalnym dowcipnisiom podziękuję z całą stanowczością, znajdźcie sobie zawczasu inne miejsce na flejmy.”, to takiego DEBILA trzeba zablokować. Wszyscy zostaliście ostrzeżeni W NOTCE, czyś Ty się człowieku urwał z komentarzy na onecie, że nie rozumiesz NAJPROSTSZEJ informacji, że NIE ŻYCZĘ sobie flejma, tylko PYTAM? Bo im dłużej z Tobą dyskutuję, tym mam większe wrażenie, że prawo do włażenia w szkodę jak bydło traktujesz jako przyrodzone prawo ludzkie wszędzie tam, gdzie możesz się wpisać bez haczenia forum.

    że nie słyszę lub nie rozumiem niewygodnych pytań (jak np. tutaj),

    A jakie pytanie w tym wątku [o Sokółce – przyp. mój] pozostało wg Ciebie bez odpowiedzi? Wątek wygasł sposobem naturalnym, więc całkiem możliwe, że coś mi umknęło, po drodze przydarzył się jeden przypadek z przepadkiem komcia [o czym zresztą pisałem], a pod sam koniec najwyraźniej nikomu po prostu nie chciało się już dyskutować. I już. Jeśli uważasz, że przed czymś tendencyjnie uciekłem – dopisz się. Notabene w wymianie zdań między nami dwoma ostatni komentarz tam pochodzi właśnie ode mnie, więc jeśli ktoś skończył dyskusję, to nie byłem nim ja.

    czy wreszcie powoływać się na tekst, którego nie czytałem

    Hurrra, przygwoździłeś mnie! Fakt, że wcześniej Ci to już wytłumaczyłem, oczywiście Ci nie przeszkadza. Nie zauważyłem zresztą, żeby takie drobiazgi kiedykolwiek Ci przeszkadzały.

    więc pozwolę sobie odpowiedzieć na te pretensje metaforycznym wzruszeniem ramionami. Ale cytat sobie zapamiętam, jako elegancki przykład podejścia libertariańskiej ekstremy do kwestii wolności słowa.

    Po pierwsze: „Free speech includes the right not to listen, if not interested” [Heinlein]. Oczywiście możesz na to w zamian odpowiedzieć, że tworzę sobie tutaj kółeczko wzajemnej adoracji, bo argumentu o brak poszanowania elementarnych zasad dyskusji zapewne merytorycznie nie przyjmiesz. Twoje prawo. Ale prawdę powiedziawszy, i don’t give a shit. Tym bardziej, że każdy zainteresowany może sobie sprawdzić, jak to kółeczko wzajemnej adoracji naprawdę wygląda.

    Po drugie: wolność słowa WG MNIE nie polega na tym, że kazdy może wejść na blogaska torero i zrobić chamówę, POMIMO próśb o jej nierobienie. NIE. Wolność słowa polega na tym, że każdy z pieniędzmi może sobie założyć własne medium, jeśli nie podoba mu się blogasek torero, i tam gadać sobie, co mu ślina na język przyniesie. Kupując np. na licytacji częstotliwość. Bez KRRiTV. Bez obawy np. widma Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Albo bez obawy, że dziennikarze „pewnej gazety” będą wydzwaniali po jego wypowiedziach do kolejnych jego pracodawców i sugerowali cokolwiek.

    Contra spem spero.

    Polubienie

  6. Well, jak dla mnie to półtora zdania i pół akapitu, ale nie bądźmy szczególarzami…

    Niech będzie, że półtora. Nadal bardzo drobny kawałek całości.

    A ja dla odmiany mam prawo podejrzewać Twoją percepcję o różne niefajne rzeczy, jeśli robisz to któryś raz z rzędu

    To podejrzewaj. Ani myślę Ci tego bronić.

    Primo, „przygoniłem” do pierwszej cechy Twojego umiłowanego kandydata w ścisłym temacie notki.

    Czepiłeś się szczegółu, literalnie dwoma słowami wspomnianego, bez większego znaczenia dla reszty wpisu, czyli zrobiłeś to samo, co ja tutaj.

    Secundo, odniosłem się również do innego kandydata.

    Które to odniesienie polegało na wspomnieniu, że uciekł z jakiegoś spotkania – nawet bez wzmianki, o co właściwie chodziło i co to w ogóle ma do rzeczy. Merytoryczne niesamowicie. Ale nie czepiajmy się szczegółów…

    Bezpośrednio po zdaniu „Nie jestem w stanie ocenić, czy śp. Ratajczak był negacjonistą, czy tylko – jak chcą jego zwolenncy – owych negacjonistów cytował” napisałem „Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to”. Nieszczególnie widzę więc powód do napinania się

    A ja widziałem, bo w jeszcze kolejnym zdaniu podlinkowałeś tekst, po lekturze którego poglądy Ratajczaka nie ulegają najmniejszej wątpliwości. Ale przepraszam, skąd miałem wiedzieć, że nie czytasz tekstów, które linkujesz? Jasnowidzem nie jestem, a wcześniej się z tym oryginalnym podejściem nie zdradziłeś.

    W kwestii depeszy, o której pisał JKM – sorry. Jeśli DEBIL ma problemy ze zrozumieniem następującego: „Pytam poważnie. I z góry uprzedzam, że w tej notce wesołkom i niezwykle oryginalnym dowcipnisiom podziękuję z całą stanowczością, znajdźcie sobie zawczasu inne miejsce na flejmy.”, to takiego DEBILA trzeba zablokować.

    Być może. Ale jeśli ktoś pisze „nie próbujcie komentować tego co tu piszę, bo zrobię krzywdę”, to jak nazwać tego kogoś i jak to się ma do uwag o dojrzałej dyskusji?

    A jakie pytanie w tym wątku [o Sokółce – przyp. mój] pozostało wg Ciebie bez odpowiedzi?

    Chociażby moje, powtarzane zresztą w różnej formie przez parę innych osób, a przez Ciebie ignorowane lub zalewane wodą, przy obchodzeniu sedna szerokim łukiem.

    Po pierwsze: „Free speech includes the right not to listen, if not interested” [Heinlein].

    Ale ja przecież jestem zainteresowany, a Ty mnie opieprzasz za to, że interesuję się nie tym, czym według Ciebie powinienem. Jeśli nie chcesz, żeby coś komentowano, to może po prostu tego nie pisz?

    Po drugie: wolność słowa WG MNIE nie polega na tym, że kazdy może wejść na blogaska torero i zrobić chamówę, POMIMO próśb o jej nierobienie.

    Rzecz w tym, że tą chamówą jest według Ciebie to, że prowadzę dyskusję nie tak, jak Ty byś chciał – a to już nader oryginalne podejście. Oczywiście masz do niego prawo, ale nie oczekuj za to oklasków.

    Polubienie

  7. Primo, „przygoniłem” do pierwszej cechy Twojego umiłowanego kandydata w ścisłym temacie notki.

    Czepiłeś się szczegółu, literalnie dwoma słowami wspomnianego, bez większego znaczenia dla reszty wpisu, czyli zrobiłeś to samo, co ja tutaj.

    Gdybym ja nie odniósł się do negacjonizmu śp. Ratajczaka [mniejsza, rzeczywistego czy urojonego], notka generalnie nie straciłaby na wymowie. Gdybyś Ty nie napisał o Komorowskim jako o „twardym konserwatyście” [ROTFL], straciłbyś podstawowy argument za głosowaniem nań, gdyż podałeś go jako pierwszy. A może Ty faktycznie inaczej układasz zdania?

    Secundo, odniosłem się również do innego kandydata.

    Które to odniesienie polegało na wspomnieniu, że uciekł z jakiegoś spotkania – nawet bez wzmianki, o co właściwie chodziło i co to w ogóle ma do rzeczy.

    Nie no, wyrwałem się faktycznie jak Filip z konopii, Twoje charakterystyki kandydatów od 5 w dół aż kipią od merytoryki…

    W kwestii depeszy, o której pisał JKM – sorry. Jeśli DEBIL ma problemy ze zrozumieniem następującego: „Pytam poważnie. I z góry uprzedzam, że w tej notce wesołkom i niezwykle oryginalnym dowcipnisiom podziękuję z całą stanowczością, znajdźcie sobie zawczasu inne miejsce na flejmy.”, to takiego DEBILA trzeba zablokować.

    Być może. Ale jeśli ktoś pisze „nie próbujcie komentować tego co tu piszę, bo zrobię krzywdę”, to jak nazwać tego kogoś i jak to się ma do uwag o dojrzałej dyskusji?

    Nijak. Miałem – płonną, jak się okazało – nadzieję, że wpis z takim disclaimerem nie zostanie odebrany jako zaproszenie do prezentacji niewątpliwie oryginalnych i przemyślanych poglądów na cośtam, tylko jako zwykłe pytanie. Wyszło jak zwykle.

    A jakie pytanie w tym wątku [o Sokółce – przyp. mój] pozostało wg Ciebie bez odpowiedzi?

    Chociażby moje, powtarzane zresztą w różnej formie przez parę innych osób, a przez Ciebie ignorowane lub zalewane wodą, przy obchodzeniu sedna szerokim łukiem.

    E no, co Ty opowiadasz, na tamto pytanie odpowiedziałem Ci parę komentarzy wcześniej, zaraz pod tym, jak mi zarzuciłeś coś innego.

    … a może dowiem się jednak, OCB?

    Po pierwsze: „Free speech includes the right not to listen, if not interested” [Heinlein].

    Ale ja przecież jestem zainteresowany, a Ty mnie opieprzasz za to, że interesuję się nie tym, czym według Ciebie powinienem. Jeśli nie chcesz, żeby coś komentowano, to może po prostu tego nie pisz?

    Jakby Ci to powiedzieć… ale ja nie jestem. Przynajmniej nie zawsze. Przynajmniej opinii, których nie odbieram jako nic ponad czepialstwo, i tych, które każdorazowo odbieram jako manifesty czegośtam. W tematach, które – dla ścisłości – traktują o czymś zupełnie innym albo które zawierają odpowiednie disclaimery.

    Podobnie, jak nie jestem zainteresowany opiniami o futbolu argentyńskim wtedy, kiedy akurat szukam drogi do najbliższego monopolowego w obcym mieście.

    Po drugie: wolność słowa WG MNIE nie polega na tym, że kazdy może wejść na blogaska torero i zrobić chamówę, POMIMO próśb o jej nierobienie.

    Rzecz w tym, że tą chamówą jest według Ciebie to, że prowadzę dyskusję nie tak, jak Ty byś chciał – a to już nader oryginalne podejście. Oczywiście masz do niego prawo, ale nie oczekuj za to oklasków.

    E tam. Jakoś dziwnym trafem ten blogasek posiada nie chwaląc się prawdopodobnie jeden z najwyższych współczynników flejmogenności i poza naprawdę sporadycznymi przypadkami nikomu nie dzieje się tu krzywda. Chyba. Jednakowoż najczęstszym odbiorcą uwag o sposobie prowadzenia wątku jesteś Ty, co również masz prawo tłumaczyć sobie dwojako. I jak znam życie, wybierzesz bramkę nr 1 tłumaczącą to tym, że wyjątkowo akurat wobec Twoich nie dających się zbić argumentów jestem zmuszony uciekać w przytyki formalne. Oczywiście masz do tego prawo, ale nie oczekuj za to oklasków.

    Polubienie

  8. Gdybym ja nie odniósł się do negacjonizmu śp. Ratajczaka [mniejsza, rzeczywistego czy urojonego], notka generalnie nie straciłaby na wymowie. Gdybyś Ty nie napisał o Komorowskim jako o „twardym konserwatyście” [ROTFL], straciłbyś podstawowy argument za głosowaniem nań, gdyż podałeś go jako pierwszy.

    Po pierwsze – nie za, tylko przeciw. Po drugie – kolejność wymienionych cech nie pokrywała się z ich ważnością, to były krótkie refleksje, nie szczegółowe analizy. Po trzecie – nawet gdyby faktycznie tamten wpis nie mógł się obejść bez wzmianki o konserwatyzmie Komorowskiego, to Twój komentarz i tak nic wspólnego z merytoryczną polemiką nie miał.

    Miałem – płonną, jak się okazało – nadzieję, że wpis z takim disclaimerem nie zostanie odebrany jako zaproszenie do prezentacji niewątpliwie oryginalnych i przemyślanych poglądów na cośtam, tylko jako zwykłe pytanie.

    Wyskoczyłeś z cytatem, który aż się prosił o złośliwy komentarz, podparłeś to disclaimerem, który jeszcze dodatkowo prowokował – i serio miałeś nadzieję, że nie wywoła to przekornej reakcji? Nie wierzę.

    E no, co Ty opowiadasz, na tamto pytanie odpowiedziałem Ci parę komentarzy wcześniej, zaraz pod tym, jak mi zarzuciłeś coś innego.

    Nie odpowiedziałeś. Uciekłeś w jakieś dywagacje obok tematu, rozwodząc się o świadkach Jehowy, Daenikenie, braku czasu na grzebanie w źródłach, rzekomym wylewaniu pomyj na naukowców itd. a kwestii zasadniczej – czy uwierzyłbyś na słowo w podobny cud w ramach innej religii – nie poruszyłeś.

    Podobnie, jak nie jestem zainteresowany opiniami o futbolu argentyńskim wtedy, kiedy akurat szukam drogi do najbliższego monopolowego w obcym mieście.

    Jasne. Ale jeśli wspominasz o futbolu argentyńskim, choćby w ramach dygresji we wpisie o monopolowych, to nie miej pretensji, że ktoś może ten temat podjąć. Masz oczywiście prawo nie podejmować dyskusji, ale atakowanie komentatora za „chamówę” jest w takiej sytuacji cokolwiek niepoważne.

    Jednakowoż najczęstszym odbiorcą uwag o sposobie prowadzenia wątku jesteś Ty

    Jako że takie uwagi odebrałem jak dotąd raptem dwa czy trzy razy, śmiem w to wątpić. Ale kto wie, może faktycznie tak jest. Odbijając jednak piłeczkę – nikt oprócz Ciebie podobnych pretensji pod moim adresem nie zgłaszał, co również możemy sobie dwojako tłumaczyć.

    Polubienie

  9. Sorry za opóźnienie, wypadło mi z pamięci…

    Miałem – płonną, jak się okazało – nadzieję, że wpis z takim disclaimerem nie zostanie odebrany jako zaproszenie do prezentacji niewątpliwie oryginalnych i przemyślanych poglądów na cośtam, tylko jako zwykłe pytanie.

    Wyskoczyłeś z cytatem, który aż się prosił o złośliwy komentarz, podparłeś to disclaimerem, który jeszcze dodatkowo prowokował – i serio miałeś nadzieję, że nie wywoła to przekornej reakcji? Nie wierzę.

    A i owszem, miałem. Bo „przekorne reakcje” na komunikaty typu „prosimy nie pluć na podłogę” przypisywałem do tej pory osobom nieco młodszym i z nieco innego podzbioru sieci. A, i wytłumacz mi, jak mam prosić o odniesienie się do cytatu bez podawania go.

    Uciekłeś w jakieś dywagacje obok tematu, rozwodząc się o świadkach Jehowy, Daenikenie, braku czasu na grzebanie w źródłach, rzekomym wylewaniu pomyj na naukowców itd. a kwestii zasadniczej – czy uwierzyłbyś na słowo w podobny cud w ramach innej religii – nie poruszyłeś.

    Prawdopodobnie nie. Primo dlatego, że WIARĘ mam jedną, secundo dlatego, że – jakkolwiek spodziewając się Twoich reakcji – zasadniczo wiara w cuda nie jest mi do niczego potrzebna. „Prawdopodobnie nie” [z dużym prawdopodobieństwem] dlatego, że wobec niczego takiego nie zdarzyło mi się stanąć. Ale to nowy, potężny temat – czy np. za cud należałoby uznać rozstąpienie się Morza Czerwonego, skoro wg niektórych badaczy był to po prostu silny wiatr, odsłaniający płyciznę, a „Pan uczynił upartymi serca Egipcjan”? Wbrew pozorom nie uważam się za kompetentnego w tej kwestii i nie jest prawdę powiedziawszy mi to potrzebne do szczęścia. Prawdopodobnie [albo na pewno] bym nie uwierzył, z przyczyn powyższych. Nawiasem mówiąc, Wy – oponenci – również nie uwierzycie w Sokółkę, również dokładnie z tego samego powodu, choć oczywiście staracie sobie to „racjonalizować” na pierdyliard sposobów.

    Polubienie

  10. @torero

    A i owszem, miałem. Bo „przekorne reakcje” na komunikaty typu „prosimy nie pluć na podłogę” przypisywałem do tej pory osobom nieco młodszym i z nieco innego podzbioru sieci.

    Komunikaty odpowiednio prowokacyjne wywołują przekorną reakcję w każdym podzbiorze.

    A, i wytłumacz mi, jak mam prosić o odniesienie się do cytatu bez podawania go.

    Ja się nie czepiam cytatu, tylko całej reszty.

    Prawdopodobnie nie. Primo dlatego, że WIARĘ mam jedną, secundo dlatego, że – jakkolwiek spodziewając się Twoich reakcji – zasadniczo wiara w cuda nie jest mi do niczego potrzebna.

    Miło, że raczyłeś w końcu konkretnie odpowiedzieć. Ale czemu w takim razie się oburzasz na ludzi, którzy nie chcą uwierzyć w „Twój” cud? Czemu oczekujesz od innych postawy, jakiej sam nie prezentujesz?

    Nawiasem mówiąc, Wy – oponenci – również nie uwierzycie w Sokółkę, również dokładnie z tego samego powodu, choć oczywiście staracie sobie to „racjonalizować” na pierdyliard sposobów.

    Nie mierz innych swoją miarą.

    Polubienie

  11. Komunikaty odpowiednio prowokacyjne wywołują przekorną reakcję w każdym podzbiorze.

    Napisałem cytat z prośbą o wyjaśnienie. Disclaimer był jasny, kto chciał, zrozumiał. A kto nie chciał, wypisuje teraz androny o „odpowiednio prowokacyjnych komunikatach”.

    Prawdopodobnie nie. Primo dlatego, że WIARĘ mam jedną, secundo dlatego, że – jakkolwiek spodziewając się Twoich reakcji – zasadniczo wiara w cuda nie jest mi do niczego potrzebna.

    Miło, że raczyłeś w końcu konkretnie odpowiedzieć. Ale czemu w takim razie się oburzasz na ludzi, którzy nie chcą uwierzyć w „Twój” cud? Czemu oczekujesz od innych postawy, jakiej sam nie prezentujesz?

    Nie oczekuję, że uwierzą. Oczekuję, że zaczną akceptować lub przynajmniej dopuszczać wyniki badań inne, niż oczekiwane odłożywszy na bok „argumentację” typu „nie, bo nie”. Nie oczekuję, żeby wierzyli na ślepo, zauważyłeś może u mnie jakiś wpis o pojawiającej się na szybach Matce Boskiej?…

    Nawiasem mówiąc, Wy – oponenci – również nie uwierzycie w Sokółkę, również dokładnie z tego samego powodu, choć oczywiście staracie sobie to „racjonalizować” na pierdyliard sposobów.

    Nie mierz innych swoją miarą.

    Uwierzycie?

    Polubienie

  12. Oczekuję, że zaczną akceptować lub przynajmniej dopuszczać wyniki badań inne, niż oczekiwane odłożywszy na bok „argumentację” typu „nie, bo nie”.

    Ależ jak najbardziej dopuszczamy, ale w przypadku Sokółki nikt tych badań na oczy nie widział, więc o czym tu w ogóle mówić?

    Nie oczekuję, żeby wierzyli na ślepo

    Mam rozumieć, że wiara na słowo bez cienia dowodu nie jest według Ciebie wiarą na ślepo?

    zauważyłeś może u mnie jakiś wpis o pojawiającej się na szybach Matce Boskiej?…

    Sugerujesz, że istnieje jakaś różnica między cudem w Sokółce i cudami na szybach? Jeśli tak, to chętnie ją poznam.

    Polubienie

  13. Ależ jak najbardziej dopuszczamy, ale w przypadku Sokółki nikt tych badań na oczy nie widział, więc o czym tu w ogóle mówić?

    Widziało. Dwóch ludzi z tytułami, którzy dotychczas oimw nie uchodziło za szarlatanów. OWSZEM, wyniki nie zostały opublikowane, ale primo świadczy to tylko o tym, że nie zostały opublikowane [zarzut o „niewidzeniu” jest w tym kontekście nadużyciem], secundo nawet zakładając „pełną konspirę”, 2 w dalszym ciągu > 0.

    Nie oczekuję, żeby wierzyli na ślepo

    Mam rozumieć, że wiara na słowo bez cienia dowodu nie jest według Ciebie wiarą na ślepo?

    Da capo senza mortem defecatam.

    zauważyłeś może u mnie jakiś wpis o pojawiającej się na szybach Matce Boskiej?…

    Sugerujesz, że istnieje jakaś różnica między cudem w Sokółce i cudami na szybach? Jeśli tak, to chętnie ją poznam.

    Sugeruję, że ztcmw żaden profesor nie wypowiadał się na temat cudów na szybach.

    Polubienie

  14. Widziało. Dwóch ludzi z tytułami

    OK, precyzuję: badań nie widział nikt poza samymi badaczami, co oczywiście na jedno wychodzi. Nauka nie polega na wierzeniu naukowcom bez zastrzeżeń, tylko dlatego, że mają tytuły. Ratajczak, od którego zaczęła się ta dyskusja, też miał tytuł.

    którzy dotychczas oimw nie uchodziło za szarlatanów.

    Dotychczas to oni za nikogo nie uchodzili, bo nikt w szerokim świecie o nich nie słyszał. Nie widzę zatem żadnego powodu, dla którego miałbym im ufać bardziej niż losowemu przechodniowi. Ba, widzę dwa dobre powody, by im ufać nawet mniej – raz, że mając rzekomo w rękach megasensację naukową, nie raczyli jej w żaden sposób udokumentować, co byłoby zachowaniem skrajnie nonsensownym, gdyby sensacja była prawdziwa; dwa, że w wywiadzie, który podlinkowałeś, zaprezentowali się jako ludzie bardzo gorliwie wierzący, więc ich wiarygodność w kwestii cudów jest cokolwiek wątpliwa.

    Sugeruję, że ztcmw żaden profesor nie wypowiadał się na temat cudów na szybach.

    Czyli gdyby jakiś powiedział „cud na szybie jest prawdziwy, moje badania to potwierdziły, ale nikt poza mną ich nie widział i nie zobaczy, bo nie” – też byś w to uwierzył? Kto by pomyślał, że tytuły naukowe tyle dla Ciebie znaczą.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s