Jak kupowałem firmę.

Nie tak zupełnie dawno temu kolega podrzucił pomysł – i to całkiem na trzeźwo – kupienia sobie firmy.

Zupełnie wstępnie ocena sytuacji nie wyglądała najgorzej – niegłupia [choć również i nie topowa] technologia, niekiepski, opatentowany produkt, wymagający tylko paru drobnych dodatków, do którego należało dołożyć naprawdę porządny marketing [dotychczasowy pod względem intensywności przypominał Saharę pod względem ekspansji lasów deszczowych], plus właściciele chętni do rozmów – i za kwartał trzeba byłoby zamknąć joggera, bo rauty z prezydentami i szefami Intela i AMD zabierałyby mi wszystek wolny czas 🙂

Rozmawiałem z facetem jakiś miesiąc temu. Trzy razy, z czego dwa razy przypominająco. Podawszy maila i nr telefonu. Facet był zainteresowany – tym bardziej, że sam wielokrotnie podkreślał, że wychodzą z biznesu, bo im się to przestaje opłacać [dziwię się, że z zerową komunikacją ze światem opłacało im się to kiedykolwiek…]. Miał tylko skontaktować się ze wspólnikiem i oddzwonić. Nie zadzwonił do tej pory.

Pieprzyć moje niezrozumienie filarów tego świata, przewracam się na prozie życia. Facet zwija niedochodowy interes. Na horyzoncie pojawia się frajer, który nie dość, że chce mu zdjąć z głowy cały ten majdan, to jeszcze zapłacić jakąś kasę za towar, który i tak trzeba byłoby albo wrzucić w koszty, albo jakoś upłynnić. Forsa leży na ulicy. A jemu nawet nie chciało się schylić.

Nie ogarniam tego, naprawdę tego nie ogarniam.

11 myśli w temacie “Jak kupowałem firmę.

  1. Nie, socjalistycznego braku edukacji w dziedzinie podsiębiorczości 🙂

    A, właśnie. „Podsiębiorca”. Dlaczego to słowo nie zrobiło kariery w naszym roszczeniowym kraju? 🙂

    Polubienie

  2. Uważasz, że ludzie są idiotami i na dodatek trzeba ich z tego idiotyzmu leczyć na siłę poprzez państwową edukację? Chcesz, żeby sami nigdy nie wiedzieli, że opłaca się sprzedać niedochodowy interes dopóki państwo im tego nie powie? 😛 😉

    Co do przedsiębiorcy, to jest to skutek ekspansji imperialistycznego języka Yankesów, która doprowadziła do wyparcia z polszczyzny rodzimego słowa i zastąpienia go biznesmenem. 😉

    Polubienie

  3. E tam ignorancja finansowa, zwykła ludzka głupota i niesolidność. Albo lepszego kupca znalazł. 😉

    Hm, google nie bardzo potrafi mi pomóc w zrozumieniu terminu „podsiębiorca”, więc nie czuję się zawstydzony, że go nie znam. 😉

    Polubienie

  4. „Podsiębiorca” – alternatywna nazwa przedsiębiorcy, lepiej oddająca powszechne o nim wyobrażenie, przynajmniej w PL [„bierze pod się”].

    Że mnie nikt nie indeksuje? Może w końcu uwierzysz, że istnieją globalne spiski…

    … przepraszam Cię na chwilę, muszę poustawiać kilka opcji na swoim koncie 😉

    Polubienie

  5. Spisek ma nawet swoją sygnaturkę w kodzie: <meta name=”robots” content=”noindex, nofollow”>, po odszyfrowaniu to na pewno znaczy „Socjalizm albo śmierć” lub też „Precz z liberalną zarazą”! 😀

    …Ja to mam celowo ustawione. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s