Jak kupowałem firmę.

Nie tak zupełnie dawno temu kolega podrzucił pomysł – i to całkiem na trzeźwo – kupienia sobie firmy.

Zupełnie wstępnie ocena sytuacji nie wyglądała najgorzej – niegłupia [choć również i nie topowa] technologia, niekiepski, opatentowany produkt, wymagający tylko paru drobnych dodatków, do którego należało dołożyć naprawdę porządny marketing [dotychczasowy pod względem intensywności przypominał Saharę pod względem ekspansji lasów deszczowych], plus właściciele chętni do rozmów – i za kwartał trzeba byłoby zamknąć joggera, bo rauty z prezydentami i szefami Intela i AMD zabierałyby mi wszystek wolny czas 🙂

Rozmawiałem z facetem jakiś miesiąc temu. Trzy razy, z czego dwa razy przypominająco. Podawszy maila i nr telefonu. Facet był zainteresowany – tym bardziej, że sam wielokrotnie podkreślał, że wychodzą z biznesu, bo im się to przestaje opłacać [dziwię się, że z zerową komunikacją ze światem opłacało im się to kiedykolwiek…]. Miał tylko skontaktować się ze wspólnikiem i oddzwonić. Nie zadzwonił do tej pory.

Pieprzyć moje niezrozumienie filarów tego świata, przewracam się na prozie życia. Facet zwija niedochodowy interes. Na horyzoncie pojawia się frajer, który nie dość, że chce mu zdjąć z głowy cały ten majdan, to jeszcze zapłacić jakąś kasę za towar, który i tak trzeba byłoby albo wrzucić w koszty, albo jakoś upłynnić. Forsa leży na ulicy. A jemu nawet nie chciało się schylić.

Nie ogarniam tego, naprawdę tego nie ogarniam.

Breaking IT news: linux dalej nie jest dla ludzi.

Zachciało mi się zainstalować na laptoku Debiana. Bo nie miałem jeszcze Debiana, bo to kolejny etap realizacji mojej koncepcji przenośnego terminala genealogicznego, bo chcę zobaczyć od dawna nieoglądane KDE, bo tak. Ustawianie sieci [niekanoniczne, nawiasem mówiąc; networkmanager niezależnie od ‚flavoru’ to dalej programistyczne pieseshit i nie chce u mnie działać niezależnie od pory dnia, distra, sprzętu czy poparcia dla euro, pomógł dopiero niezawodny myk, który dodatkowo trzeba będzie zmodyfikować, bo do laptopów nie nadaje się zupełnie] zajęło mi ok. siedmiu godzin. Winny był brak firmware’u dla sieciówki [w czym pomogła spółka dmesg‚a i wielkiego G, bo komunikat o przyczynach niebanglania *wykrytej* zawczasu karty, wyrzucany na ekran, byłby poniżej godności Panów Devów] i parę pomniejszych litrówek, no ale to ostatnie zapisuję ofc na swoje konto. W kolejce czeka Huawei na USB – rozwiązałem sobie przy okazji kwestię urlopu…

Ludzie nie zmieniają się. Inżynierowie dalej zachodzą pewnie w głowę nad tajemnicą – relatywnego, rzecz jasna – sukcesu Ubuntu.

Kolega, nie mający szczególnego pojęcia o komputerach [naprawdę, musiałem kiedyś otwierać mu plik OpenOffice’a] samodzielnie złożył podpiętą do netu bezprzewodową sieć dwóch maczków z drukarką w ciągu trzech godzin.

„Ludzie się zmieniają”…

I przyprowadzili je [oślę – przyp. torero] do Jezusa, a zarzuciwszy na nie swe płaszcze, wsadzili na nie Jezusa. Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zbocza Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno:
„Błogosławiony Król,
który przychodzi w imię Pańskie.
Pokój w niebie
i chwała na wysokościach”.

Mija niecały tydzień.

Piłat więc kazał zwołać arcykapłanów, członków Wysokiej Rady oraz lud i rzekł do nich: Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie. Ani też Herod, bo odesłał Go do nas; a oto nie popełnił On nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię. A był obowiązany uwalniać im jednego na święta. Zawołali więc wszyscy razem: Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza. Był on wtrącony do więzienia za jakiś rozruch powstały w mieście i za zabójstwo. Piłat, chcąc uwolnić Jezusa, ponownie przemówił do nich. Lecz oni wołali: Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go. Zapytał ich po raz trzeci: Cóż On złego uczynił? Nie znalazłem w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię. Lecz oni nalegali z wielkim wrzaskiem, domagając się, aby Go ukrzyżowano; i wzmagały się ich krzyki. Piłat więc zawyrokował, żeby ich żądanie zostało spełnione. Uwolnił im tego, którego się domagali, a który za rozruch i zabójstwo był wtrącony do więzienia; Jezusa zaś zdał na ich wolę.

Coś się zmieniło w stałości ludzkich opinii i rozeznania świata przez dwa tysiące lat? Doprawdy, nie zauważyłem.