Jak ekolodzy ratowali motylki.

Gdy tylko pojawia się w pobliżu, przyciąga uwagę. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zaniesie go do domu. A tam miły gość okazuje się dzieciożercą – w ciągu 10 miesięcy zjada do 300 niemowląt, na co żaden z gospodarzy nie reaguje. Potem pasożyt zmienia się w piękną błękitną istotę – motyla, który od dawna był przedmiotem pożądania kolekcjonerów. I to ich początkowo obarczano winą za spadek liczebności modraszka ariona (Maculinea arion) w Wielkiej Brytanii. Jeszcze w XIX w. istniało 91 stanowisk tego motyla, a w roku 1950 doliczono się już tylko 25. Dość wcześnie zabrano się więc za ochronę ciepłolubnych muraw porośniętych macierzanką, na których samice modraszka składają jaja. Gąsienice, które się potem z nich wylęgają, przez pierwsze trzy tygodnie są roślinożerne. Następnie spadają na ziemię i wydzielają słodką wydzielinę, która przyciąga mrówki z rodzaju wścieklic (Myrmica). Znoszą one gąsienice do mrowiska i zostawiają je w spokoju, nie zważając na ich mordercze obyczaje. Ale mistrzostwo w sztuce manipulacji niewiele arionom pomogło. Tak samo jak i grodzenie ciepłolubnych muraw, by nie dopuścić do motyli kolekcjonerów. W 1979 r. brytyjska populacja motyla wyginęła.

Zagadkę tę rozwikłał prof. Jeremy Thomas z University of Oxford, a swoje prace podsumował w lipcu 2009 r. na łamach tygodnika „Science”. Odkrył, że gąsienice modraszka ariona były adoptowane głównie przez dwa gatunki mrówek: wścieklicę Sabuleta (Myrmica sabuleti) oraz wścieklicę uszatkę (Myrmica scabrinodis). Tyle że w gniazdach tej pierwszej przeżywalność gąsienic była 5,3 razy większa! Sprzyjająca modraszkom wścieklica jest ciepłolubna. Jeśli na murawach darń urosła nazbyt wysoko, gleba się ochładzała, M. sabuleti robiło się za zimno, a jej miejsce zajmowała M. scabrinodis. Dla modraszka ta zamiana skończyła się fatalnie – zbyt mało gąsienic przeżywało i populacja kurczyła się. Ariony mogły więc żyć tylko tam, gdzie darń była nisko ścinana. Pierwotnie pracę tę wykonywały po prostu krowy. Gdy ludzie zarzucili hodowlę bydła, rolę „kosiarek” przejęły króliki, zdziesiątkowane z kolei przez epidemię myksomatozy. Może znalazłoby się zastępstwo, gdyby nie nadgorliwość ekologów. Ponieważ ogrodzono ostatnie miejsca pobytu arionów, na murawę nie mogli przedostać się żadni roślinożercy. Darń urosła, M. sabuleti się wyniosła, a motylki wymarły.

[źródło]. Ekolodzy oczywiście niczego się nie nauczyli, niezrażeni porażką, nie wyciągnąwszy kompletnie wniosków na temat złożoności biosystemów na jednym gatunku motyla, biorą się tym razem za ochronę całej planety wierząc, że obejdzie się to bez skutków ubocznych.

2 thoughts on “Jak ekolodzy ratowali motylki.

  1. Mają ścisłe dane z, bez kory powiem, 25 lat! Cały temat globcio byłby tylko megazabawny gdyby nie to że finansjera już się pod to podpięła, a ci naiwni pożyteczni idioci brną w to dalej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s