Rozterki.

Po jednej stronie Gramps, dzięki któremu kiedyś w ogóle przeszedłem na linuksa, geany i gimp. A po drugiej… po drugiej coraz więcej. digikam, który zdaje się [zdaje się, powiadam, szczegółowej analizy brak] bić na głowę F-Spota, k3b, ktuberling dla Małej… Dzisiaj doszedł nted – wszystkomający edytor nut, potrzebujący mojego tłumaczenia. Decyzja w zasadzie podjęta, pozostaje pytanie „kiedy?”

A może by tak sprawić sobie Maca?…

Stealth.

Chaos zaczął się dokładnie o godzinie zapowiedzianej przez prezydenta Nancy’ego. W jednej chwili umilkła prawie cała łączność radiowa, a czynne radary zostały zniszczone. Nie wiadomo, ile amerykańskich samolotów znalazło się nad Polską, w każdym razie wystarczająco dużo, by nasza obrona przeciwlotnicza mogła zaliczyć kilkanaście pewnych zestrzeleń. Wywołało to konsternację amerykańskich mass mediów, bo samoloty były niewykrywalne…
– Jakim cudem zdołali tego dokonać? Strzelali na oślep? – spytałem Jankowskiego. Generał uśmiechnął się.
– Myślę, że mogę zdradzić tę tajemnicę wojskową – stwierdził. – Otóż czasami nawet zupełnie niewykrywalny dla radarów i detektorów podczerwieni samolot można wypatrzeć stojąc na dachu. Kilku amerykańskich dowódców planując naloty najwyraźniej o tym zapomniało.

Ten skądinąd sympatyczny cytat z jeszcze sympatyczniejszej „Noteki 2015” Konrada Lewandowskiego, od której, za namową Y., rozpocząłem nałogowe czytanie sf-f, skojarzył mi się w związku z podaniem niusa o opracowaniu niewykrywalnego myśliwca przez naszych – póki co względnie dalekich – sąsiadów. Chciałoby się powiedzieć „besso, trwaj, jesteś taka piękna”, bo w sytuacji braku paliwa nie będzie nawet trzeba w razie czego wchodzić na dach, czego sobie i Państwu nie życzę.

Jak ekolodzy ratowali motylki.

Gdy tylko pojawia się w pobliżu, przyciąga uwagę. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zaniesie go do domu. A tam miły gość okazuje się dzieciożercą – w ciągu 10 miesięcy zjada do 300 niemowląt, na co żaden z gospodarzy nie reaguje. Potem pasożyt zmienia się w piękną błękitną istotę – motyla, który od dawna był przedmiotem pożądania kolekcjonerów. I to ich początkowo obarczano winą za spadek liczebności modraszka ariona (Maculinea arion) w Wielkiej Brytanii. Jeszcze w XIX w. istniało 91 stanowisk tego motyla, a w roku 1950 doliczono się już tylko 25. Dość wcześnie zabrano się więc za ochronę ciepłolubnych muraw porośniętych macierzanką, na których samice modraszka składają jaja. Gąsienice, które się potem z nich wylęgają, przez pierwsze trzy tygodnie są roślinożerne. Następnie spadają na ziemię i wydzielają słodką wydzielinę, która przyciąga mrówki z rodzaju wścieklic (Myrmica). Znoszą one gąsienice do mrowiska i zostawiają je w spokoju, nie zważając na ich mordercze obyczaje. Ale mistrzostwo w sztuce manipulacji niewiele arionom pomogło. Tak samo jak i grodzenie ciepłolubnych muraw, by nie dopuścić do motyli kolekcjonerów. W 1979 r. brytyjska populacja motyla wyginęła.

Zagadkę tę rozwikłał prof. Jeremy Thomas z University of Oxford, a swoje prace podsumował w lipcu 2009 r. na łamach tygodnika „Science”. Odkrył, że gąsienice modraszka ariona były adoptowane głównie przez dwa gatunki mrówek: wścieklicę Sabuleta (Myrmica sabuleti) oraz wścieklicę uszatkę (Myrmica scabrinodis). Tyle że w gniazdach tej pierwszej przeżywalność gąsienic była 5,3 razy większa! Sprzyjająca modraszkom wścieklica jest ciepłolubna. Jeśli na murawach darń urosła nazbyt wysoko, gleba się ochładzała, M. sabuleti robiło się za zimno, a jej miejsce zajmowała M. scabrinodis. Dla modraszka ta zamiana skończyła się fatalnie – zbyt mało gąsienic przeżywało i populacja kurczyła się. Ariony mogły więc żyć tylko tam, gdzie darń była nisko ścinana. Pierwotnie pracę tę wykonywały po prostu krowy. Gdy ludzie zarzucili hodowlę bydła, rolę „kosiarek” przejęły króliki, zdziesiątkowane z kolei przez epidemię myksomatozy. Może znalazłoby się zastępstwo, gdyby nie nadgorliwość ekologów. Ponieważ ogrodzono ostatnie miejsca pobytu arionów, na murawę nie mogli przedostać się żadni roślinożercy. Darń urosła, M. sabuleti się wyniosła, a motylki wymarły.

[źródło]. Ekolodzy oczywiście niczego się nie nauczyli, niezrażeni porażką, nie wyciągnąwszy kompletnie wniosków na temat złożoności biosystemów na jednym gatunku motyla, biorą się tym razem za ochronę całej planety wierząc, że obejdzie się to bez skutków ubocznych.

Jeszcze Jeden Pożar w Agencji.

No i prosz. Umiłowane Słoneczko, Pierwszy Cenzor IVRP, Drogi Donald, Zamykający Usta Śmiejącym Się z Nas Za Granicą…

nie kandyduje. Rząd musi być jak skała, powiedział. I Tommy Lee Jones w „Ściganym”…

A niedawno etatowi outsiderzy jak zwykle byli pukani w czoło, wypisując różne przeróżne. Naczelny Antysemitnik RP też pewnie coś o tym pisał, ale pogubiłem linki. W sumie Ludzie Oświeceni znów mogą Naszych Caudillos i nas tylko wyzywać, bo cóż im pozostało, skoro słuszność do cholery znów jest po naszej stronie?

Ciekawe, jak teraz zwolennicy Słoneczka zracjonalizują sobie jego decyzję o niekandydowaniu, w której – przynajmniej wg skrótu łonetowego – słowo „niekandydowanie” oczywiście nie pada, bo i po co.

Marketing metodologii Agile.

… i wie pan, powiem teraz panu najważniejszą zaletę naszego programu. Proszę sobie wyobrazić, że on nigdy nie będzie skończony! Do tego stopnia, że nawet nasz programista nie ma bladego pojęcia, jak ten program będzie wyglądał za miesiąc!

Wpis ten ma w założeniu uzasadniać istnienie profesji wykwalifikowanego specjalisty ds. marketingu. Choć gościowi trzeba uczciwie przyznać, że faktycznie wspomniał później o doszywaniu programu na miarę klienta.

Perełka marketingowa.

Studentów marketingu, którym wbija się do głowy, że marketing to tylko poniżanie cen i korzystne oferty, zapędziłbym w ramach obowiązkowych zajęć z marketingu ogólnego i cyklu życia produktu do planszówek.

Nie gram wiele, choć kilka takich gier już widziałem. Wiemy oczywiście, że dodatki – wprowadzające nowe reguły, nowe postaci, etc. – sa znakomitym sposobem na dodanie paru recykli do krzywej życia produktu, czyli wersji podstawowej. Ale sposób robienia tego mnie wręcz zachwyca, szczególnie w przypadku relatywnie najczęściej grywanego przez nas „Carcassonne”. W każdym dodatku dochodzą nowe żetony i nowe reguły, co jest oczywiście standardem. Ale tu wydawca poszedł o krok dalej, wrzucając do dodatków np. zestaw pionków dla szóstego gracza. Albo woreczek na żetony. Albo żetony, mogące w łatwy sposób określić dorobek po „zrobieniu kółeczka” i zdublowaniu okrążenia pięćdziesięciu punktów. Wszystko to sprawia, że poza wersją podstawową mamy już trzy dodatki i wciąż chcemy więcej i więcej. Abstrahując od samej gry – marketingowa Liga Mistrzów.

… zaliczająca jednak epic fail, gdy idzie o poszerzanie rynku. Planszówki to w RPRL wciąż – przynajmniej z mojego, zupełnie bocznego spojrzenia – rynek stosunkowo hermetyczny. Poza grajkami dominuje mentalne pukanie się w głowę na widok dorosłej osoby, układającej na stole czy podłodze jakieś kartoniki. Mam wrażenie, że dla sporej części populacji planszówki wciąż kojarzą się z paskudnymi, socjalistycznymi odmóżdżaczami. opartymi w całości na „strategicznym elemencie” rzutu kostką i kryptopropagandzie alkoholowej. A wielka szkoda.

Mróz a konserwatywny liberalizm.

Nie, nie będzie tym razem o globalnym ociepleniu 🙂

Zauważyłem dużo podobieństw między temperaturami mocno poniżej zera, a ustrojem koliberalnym. Na pierwszy rzut oka sytuacja w obu przypadkach wygląda srogo, ale jeśli w obu przypadkach dysponujemy odzieżą ochronną lub grubą odzieżą zasad, nic nam się nie może stać, bo i jak? Obie sytuacje dość mocno hartują, wykańczając przy okazji patologiczne sytuacje typu panoszące się i niedobite zarazki grypy przy okołozerowych temperaturach, a w ustrojach nowożytnych… dobra, nie będę pisał, co jest ekwiwalentem, aż tak komciów spragniony nie jestem 🙂 Obie sytuacje dość skutecznie eliminują podnoszoną przez starszych kwestię pokazywania się młodzieży w miejscach publicznych w strojach niedbałych i niekompletnych. W obu sytuacjach nie ma [zasadniczo…] miejsca na jałowe dyskusje, co na siebie włożyć – trzeba ubrać się stosownie do panujących warunków; można ubrać się inaczej, ale wtedy sam jesteś sobie winien. I tak dalej, i tym podobne.