Cenzura na joggerze.

Powinna być. Ale ja nie o tym.

Od początku grudnia [czyli przez 20 dni] zamarzło w Polsce 47 osób.

AH1N1 [wg Wikipedii, stan na 2.XII], obecne jakoś iirc od września [czyli przez circa 110 dni], zabiło 73 osoby.

Szczepionki na zamarznięcia nadal brak. Rząd nie robi nic w tej sprawie.

Przedstawiciele przemysłu i rozsądni ludzie, optujący za rozwiązaniem problemu globalnego oziębienia, wyzywani są od oszołomów.

54 myśli w temacie “Cenzura na joggerze.

  1. Czytałem. 🙂 Przykra niespodzianka, ale dowodzi to również tego, że pomyłki, nawet i bardzo wstydliwe, są w końcu wychwytywane, korygowane i ujawniane, a nie zamiatane pod dywan, jak się „sceptykom” wydaje. Trzeba też podkreślić, że błąd ten nie podważa w żaden sposób ani tego, że ocieplenie ma miejsce, ani tego, że odpowiada za nie człowiek, ani nawet tego, że jego skutki będą bardzo nieprzyjemne. Choć owszem, akurat jedna bardzo dotkliwa konsekwencja stała się dużo mniej groźna (a raczej: przesunięta w czasie).

    Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że dla wielu będzie to dowód na to, że badania nad klimatem są marnej jakości, że ich wyniki są w najlepszym wypadku niepewne i w związku z tym należy czekać z decyzjami. W tym momencie warto podkreślić, że o ile błąd dotyczący szybkości topnienia himalajskich lodowców ma kilka lat, o tyle badania nad obecnym globalnym ociepleniem i jego przyczynami mają już kilkadziesiąt lat. przy czym właściwości absorpcyjne dwutlenku węgla znane są od połowy XIX wieku. W tym czasie nie tylko nie udało się obalić teorii o antropogenicznym globalnym ociepleniu, ale rosło (i nadal rośnie) przekonanie (oparte o wyniki kolejnych badań) o jej słuszności. Stało się tak pomimo tego, że (znów – wbrew temu, co wydaje się „sceptykom”), pieniędzy na badania mające podważyć istniejący konsensus klimatologów wcale nie brakuje – mają je zarówno koncerny energetyczne, jak i państwa żyjące ze sprzedaży ropy i gazu. Tu mogę przytoczyć artykulik z NYT z 1998 roku (cztery miesiące po przyjęciu Protokołu z Kioto): http://www.nytimes.com/1998/04/26/us/industrial-group-plans-to-battle-climate-treaty.html.

    Polubienie

  2. OK, zacznijmy więc… od początku 😀 😀

    😉

    Zdaje mi się, że pisałem Ci już wielokrotnie, że przynajmniej ja samego GO nie kwestionuję, przynajmniej nie ostentacyjnie. To, co pisałem, było pisane w tonie na tyle lekkim, iż wydawało mi się, że tak to właśnie odbierasz, choć z drugiej strony widzę, że przy najlepszych chęciach najwięksi apostołowie GO wciąż mówią tylko o prawdopodobieństwie [faktycznie dużych – przynajmniej na razie, dopóki znów jakieś badania nie wywrócą się gdzieś do góry kołami], a i wszystkie zarzuty przeciwników GO widzę i naprawdę nie sądzę, żeby wszystkie dało się zbyć wzruszeniem ramion.

    Ale tak naprawdę nie o to chodzi.

    Po pierwsze, historia nie zna ŻADNEGO przykładu skutecznego globalnego działania międzynarodowego na taką skalę – z punktu widzenia ekonomicznego. W przeciwieństwie do działań na skalę lokalną, podejmowanych przez mikrospołeczeności, jednostki lub w najlepszym razie państwa. Do moich przykładów, które najwyraźniej nie przekonują Cię, BO NIE, dorzucę jeszcze Strategię Lizbońską i wszystkie plany pięcio-, dziesięcio- i ochnastoletnie.

    To po prostu NIE ZADZIAŁA, albowiem NIE MA PRAWA zadziałać. Albo zadziała po trupach. Pomijając dość dobrze udokumentowaną socjologię takich przypadków [dość wspomnieć Petera, Parkinsona – i Murphy’ego ;)], mamy jeszcze cholerne konflikty interesów [co było widać choćby niedawno], łapówkarstwo proporcjonalne do skali „projektu” [bo niby dlaczego nie?…] i zwykłą niekompetencję. Pisanie o rzeszach wstrzymanych badań naukowych nie wzięło się zresztą z chęci retorerorycznego „showoffu” – bo ten szmal naprawdę skądś trzeba będzie wziąć. Weź proszę nie osłabiaj mnie i nie pisz, że Big Oil zapłaci; jeśli im spadnie dywidenda, wówczas stracą akcjonariusze i cała masa przyszłych emerytów, nafciarstwu spadnie rentowność, kapitały się wycofają i ceny ropy pójdą w górę. Na przykład. Pogłoski o zmartwychwstaniu Keynesa są nadal mocno przesadzone i warto pamiętać, że jak się coś popycha, to inne tym samym się wypycha.

    Inicjatywa prywatna jakoś da radę. Może to odbędzie się ewolucyjnie, może rewolucyjnie – nie wiem. Ale da radę. Kto wie, co wymyśli jeśli nie jakiś Hindus, to niechby i rząd indyjski? Zresztą – cokolwiek wymyśli, będzie to tańsze. Jak nie wymyśli… cóż, lajf. Ale też wyjdzie to nas taniej. Zupełnym nawiasem mówiąc, demografia upomni się w Europce o swoje tak czy siak – jeśli nie w wyniku GO, to w efekcie naturalnych dysproporcji piramid wiekowych muzułmanów i białych chociażby.

    Po drugie, to jest porywanie się z motyką na słońce. A może raczej: porywanie się z detonatorem na bombę atomową. Ledwo co Chinole zaczęli babrać się przy chmurach, a globalni już z tryumfem oznajmiają, że zaczynają eksperymenty przy klimacie. Imponujące, przyznam. Tyle tylko, że tego typu systemy WCIĄŻ są czarną skrzynką, która na złość różnym Gore’om NIE CHCE reagować deterministycznie. Czy może raczej: reaguje deterministycznie w oparciu o nie do końca poznane kryteria. Notka o motylkach zaraz powinna się pojawić. Jeśli ingerencje na skalę mikro powodują takie nieprzewidziane perturbacje, to w obliczu zabaw Gore’a i ekologów małpa z brzytwą powinna zostać alegorią fuzji banku i towarzystwa ubezpieczeniowego…

    Konia z rzędem temu, kto momencie wynalezienia maszyny parowej był w stanie określić wszystkie konsekwencje „pary, co z kotła rurami do tłoków” – również te społeczne. Świat jest [wciąż czy z definicji?…] zbyt złożony, żeby ktokolwiek mógł, na pohybel nam wszystkim, majstrować przy tak nieprawdopodobnie złożonym systemie i jak ostatni b* nie zaprzątać sobie nawet głowy konsekwencjami.

    Logiczną konsekwencją powyższego jest również konstatacja, że również zmiany antropogeniczne są nieprzewidywalne. BO SĄ! Dlatego też tak ważne staje się utrzymywanie w ludziach zdolności adaptacyjnych [czy pisałem już, że jako microopus magnum 😉 planuję notkę o roli ryzyka w świecie?], a nie „ratowanie świata” w perspektywie parudziesięcioletniej, czego skutki mogą być dowolne. Również odwrotne. Czy ktokolwiek prowadził kompleksowe badania, jakie gatunki uśmierci oziębianie klimatu? Chociażby. Operacje na taką skalę są po prostu świadectwem monstrualnego zadufania [wersja dla ateistów] czy pychy [wersja dla wierzących]. Cholernie niebezpiecznym świadectwem, należałoby dodać.

    A logiczną konsekwencją dwóch powyższych jest konstatacja, że nie da się zadekretować przyszłości ani – wbrew Fukuyamie – ogłosić „końca historii”. Ryzyko i zmieniające się warunki towarzyszyć nam będą ad mortem defecatam, a nawet, gdybyśmy teoretycznie poustawiali wszystko, co da się poustawiać, to i tak, jak śpiewał śp. Jan Kaczmarek:
    „pozostaną po nas cienie,
    gdy nieznany nam szaleniec
    po pijaku znowu oprze się o spust”.

    *

    Podatków wbrew pozorom nie uważam za totalitaryzm. Za takowy uważam primo nadawanie ich po uważaniu, secundo – niedotrzymwanie umów i żadnych zasad w ogólności.

    To, co rząd dał, rząd może również zabrać. A zasady dają ustrój, w którym może i jest ciężej, ale za to działasz w warunkach pewnych, dających Ci szerszą perspektywę i pozwalających na dużo dalszy horyzont planistyczny. Jak ma się teraz czuć ktoś, kto 3 lata temu zainwestował w kasyna? Idę o zakład, że podobny los spotka niedawnych bądź przyszłych absolwentów szkół strażackich, policyjnych, górniczych, którzy podejmowali naukę m.in. ze względu na krótką wysługę… A jeśli nie przekonuje Cię ich los, pomyśl o swojej emeryturze.

    Wybór między „nazywaniem wszystkiego totalitaryzmami” a „reagowaniem na potrzeby chwili i wyzwania społeczne” to wybór między mrówką a konikiem polnym. Wybór mrówki oczywiście jest mało atrakcyjniejszy i budzi śmiech. A dodatkowo prowokuje niestandardowe rozszerzenia, np. to: http://pokazywarka.pl/konikpolny/ Po prostu chciałbym budować cokolwiek na skale, nie na piasku. To wszystko.

    Polubienie

  3. Cały tekst przepadł gdzieś w kasetach, niestety. Pamiętam fragmenty tyle, że piosenka była o Jimmy’m Johnie, który „jest chłopak równy, chociaż bardzo małomówny” i właśnie coś o wyścigu zbrojeń precyzyjnych rakiet, które „mogą trafić w lewy górny róg mych drzwi”. Cytat był bodajże ostatnią zwrotką. Więcej chyba już nic 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s