Czerwone paranoje.

Niby absolutnie nic nowego, a jednak takie ujęcie tematu rozczłonkowało mnie na atomy:

„To jest po prostu nieuczciwe” – twierdzi Johnny Olsson z Byggnads w „Oestran Lokaltidningen”. „Polacy zarabiają 80 koron za godzinę, podczas gdy stawki w naszej branży kształtują się od 145 do 170 koron za godzinę. Żądamy, aby dostawali przynajmniej 150 koron” – podkreśla przedstawiciel Byggnads.

A ordynarni Polacy po prostu nie chcą. Źródło. I dlatego jak pies do jeża podchodzę do czerwonych dobroczyńcow ludzkości, chcących uszczęśliwiać mnie na siłę.

9 myśli w temacie “Czerwone paranoje.

  1. Kiedyś pisał o tym Riddle, ale nie mogę znaleźć, toteż napiszę w skrócie o co mi chodzi.

    Otóż jestem łebmajsterem. xHTML, CSS, PHP, MySQL, JS, ajaksy, sraksy i co tam jeszcze klient tylko sobie zażyczy. Zasadniczo jest to moje źródło utrzymania – zatem śpiewam klientom takowe stawki, aby mi starczyło na chlebek i masełko.

    Toteż możesz sobie wyobrazić, jakiej kurwicy dostaje, kiedy się okazuje, że jakiś nastoletni pryszczers na utrzymaniu rodziców zabiera mi robotę – bo on to samo co ja robi 2-3 razy taniej, w końcu o rachunki, żarcie i parę innych rzeczy martwić się nie musi.

    Uprzedzając odpowiedź – nie, nie muszę być webmasterem.

    Polubienie

  2. @Bartini: wyobraź sobie tedy, że jesteśmy w b. podobnej sytuacji. Co prawda ja nie z webmasterką [przynajmniej nie głównie], ale zawsze.

    Nie konkuruję ceną i na ogół mówię to klientom wprost. Dawno temu jedna kobitka spuściła mnie na drzewo, bo kuzyn kolegi zrobi jej to za półdarmo. A ja byłem za drogi. Zrobił. Po pół roku przyszła sama. Że tamten wykorzystał i porzucił – zrobił stronę, a teraz nie odbiera komórki, nie chce robić mu się apgrejdów, dodawać materiałów, etc.

    Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi – witamy na wolnym rynku, dude. Tak, MNIE TEŻ TO DRZAŹNI, że na rynku mamy konkurencję, która robi za półdarmo. Cokolwiek, w tej chwili nieważne, co. Też chciałbym, żeby ceny minimalne za nasze usługi były ustalane ustawowo. Ale nie są. Trzeba nauczyć się z tym żyć.

    A najlepiej byłoby, gdybym miał monopol.

    Zresztą klienci tnący koszty to tylko część rynku. Spora część, szczególnie, gdy nie da się znormalizować przedmiotu oferty, nie przykłada aż takiej wagi do kosztów, byleby np. trafić w gust czy potrzeby [przyczynek do wątku: http://skocz.pl/darbk%5D. A nawet, jeśli ktoś skusi się na najtańszego, odbija się to prędzej czy później na nim samym – na jakości wyrobu finalnego, obsługi, doświadczeniu i paru innych rzeczach. I dzięki takiemu miszczowi i jego miszczowskiej robocie będzie postrzegany przez klientów jak prostak. A nawet jeśli nie – jeśli miś dumpingowy rzetelnie wykona swoją robotę – to niedługo będziesz się martwił tańszą konkurencją. Bo miś dumpingowy obrośnie w piórka, zacznie przebierać w zleceniach albo prozaicznie założy rodzinę i będzie potrzebował na chleb z masłem. I będzie jednego chłopca dumpingowca mniej.

    Konkurować można – nie piszę tego jako mędrek po szkole, tylko jako praktyk – nie tylko ceną. A szczególnie pole do konkurencji innymi elementami marketingowymi otwiera się w usługach „nowej ekonomii”. Oczywiście, jeśli za wizytówkę policzysz klientowi 10k pln, to rozejrzy się za alternatywami. Ale jeśli klienci będą kojarzyć Twoją markę, dyspozycyjność, portfolio, terminowość, jeśli dasz im odczuć, że nie jesteś właśnie owym obdartym studentem, to możesz im powiedzieć spokojnie, że nie będziesz robił za czapkę gruszek. A oni przyjdą do Ciebie tym bardziej. Oczywiście nie zawsze. Z chęcią kupienia u Ciebie towaru ekskluzywnego.

    Polubienie

  3. Bartini: Klienta nie powinno obchodzić, że Ty chcesz żeby Ci na chlebek i masełko starczyło. On chce jak najtaniej i najlepiej miec wykonaną usługę. I w tym „najlepiej” tkwi Twoja przewada nad pryszczersem (którym, nie ukrywajmy, sam kiedyś byłeś zapewne). Doświadczenie, jakośc etc.
    Sam robisz dokładnie to samo choćby szukając online najtańszego sklepu z laptopem – czy obchodzi Cię że lokalnemu sklepikarzowi nie starczy na chlebek i masełko, bo nie może konkurować ze sklepem online? Lokalny sklepikarz za to może doradzić pani Czesi która się totalnie nie zna, albo zaoferować jej zainstalowanie dodatkowego softu albo support albo cokolwiek.
    W wielu przypadkach liczy się coś więcej niż cena, więc dla mnie gadanie o psuciu rynku itp. są w ogromnej liczbie przypadków (wiadomo, zawsze są wyjątki od reguły) zwyczajnym biciem piany.

    Polubienie

  4. @torero: W pewnym sensie zgoda, z tym po przeżyciach z ostatnim zlecenio/praco-dawcą, nie do końca. Możliwe że była to kwestia charakteru mojego zatrudnienia, ale po przejściu na wolnego strzelca, poza jednym klientem – który wzorcowo odpowiada twojemu ostatniemu akapitowi – nie widzę większej różnicy.

    @Cachotterie: Tak żeby było jasne – jako pryszczers nie robiłem stron internetowych zarobkowo 😉

    Polubienie

  5. Bartini: jeśli Cię to pocieszy, to z ochnastu pierdylionów maili, które wysłaliśmy jako adresaci z zapytań ofertowych typu „undisclosed-recipients” nie udało nam się złapać ani jednego klienta. Ani jed-ne-go. Na tego typu maile odpisujemy już tylko raczej z przyzwoitości. A jakoś zyjemy 🙂

    Polubienie

  6. Też chciałbym, żeby ceny minimalne za nasze usługi były ustalane ustawowo.

    Do jakich to radykalnych wyznań prowadzą prawicowców dyskusje z Bartinim. 😉

    Nie widzę problemu w tym, że gimnazjalista robi to samo co ja i chce za to mniej pieniędzy. Może w takim razie powinienem założyć firmę, która będzie zbierała zlecenia stron, ja będę projektował, a gimnazjaliści kodowali? Takie rozwiązanie jest naturalne w innych dziedzinach wytwórstwa.

    Jeśli można się nauczyć tworzyć strony www w pół roku, to nigdy nie będzie coś, czym można zajmować się przez resztę życia. Szczególnie, że doświadczenie wiele nie wniesie do strony-wizytówki.

    Polubienie

  7. No sorry. Albo komuna, albo wolny rynek. Gimusie są tańsi, to wygrywają na rynku. To tak, jakbyś atakował przemysłowców za to, że odebrali pracę rzemieślnikom. Bo rzemieślnik miał większe koszty pracy i potrzeby niż robotnik i chciał mieć na chlebek i masełko. A robotnikom wystarczał chlebek. „Lapaj złodzieja”?

    Polubienie

  8. Pryszczaty nie da supportu, nie wystawi faktury itd. Na takie usługi też jest zapotrzebowanie i trzeba się z tym pogodzić. To jest de facto powrót do dobrych tradycji kapitalizmu, kiedy np. w sklepie zatrudniano za parę groszy małolata żeby np. zamiatał podłogę. Teraz nie wolno, bo „dzieci nie wolno zatrudniać”, no chyba że dziecko pracuje klawiaturą, wtedy socjalizm go nie dopadnie bo w tym przypadku się nie opłaca szukać zbrodzienia. Że socjalizmowi na drugie niekonsekwencja powtarzam od zawsze.

    A sama notka pokazuje, zresztą jak zwykle, że dla związkowca wrogiem gorszym od kapitalisty-wyzyskiwacza jest tylko tańszy pracownik, albo nie daj łamistrajk.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s