Wiem, że nic nie wiem.

Zmiana algo, GM najwyraźniej przerwało mój spadek w dół [ostatnio 9. pozycja], wbijając mnie na trzecią. Dowcip – marny – polega na tym, że nie robiłem w tej kwestii w zasadzie nic [nie licząc implementacji porad k_U_tka, które raczej nie miały jeszcze szansy mieć wpływu]. Skutek uboczny – jeśli sytuacja się daj Boże utrzyma, chwilowo nie będę pod nożem do bulenia seowcom 1.5k za miesiąc, choć mam złe przeczucia, że co się odwlecze, to nie uciecze. Fakt, że rzeczywistość mnie przerasta, notuję już tylko i wyłącznie z kronikarskiego obowiązku, nie dziwiąc się temu nic a nic.

* * *

Wczora z wieczora zdemolowałem sobie torebkę stawową w kolanie, lelawo dźwigając się z dywanu podczas zabawy z dziećmi. W nocy 3x budziłem się z bólu. Dzisiaj – w kolejce w sklepie słyszę opowieść dziewczęcia, serwowaną swojemu patnerowi rzyciowemu, jak to Renata z Krzyśkiem nie przyjdą. Bo obaj leżą z jakimiś urazami w jakimś szpitalu or sth. Bo wczoraj szli na spacerek za rączki, Krzysiek tak nieszczęśliwie podstawił nogę, że Renata się wyglebiła, a on nie zdążył stanąć i wyglebił się o nią. Jak mawiają to nasi bracia Czesi to, że jestem zwolennikiem teorii spiskowych nie oznacza, że cały świat nie sprzysiągł się przeciwko mnie.

* * *

Jutro będzie futro. I ostateczne pożegnanie z ośmioletnim wycinkiem życia. I wengi wengi ludzi w autobusach. I najwyższy czas na reklamację nadąsanego fatherboarda, którego nawet nie zdążyłem podkręcić. A tak sobie obiecywałem, że jutro nie ruszam się na krok z chałupy. Znów się okłamałem.

* * *

Znalezione nie kradzione: Bibuła – pismo niezależne. Zaciekawi tych, co zawsze, zwiśnie tym, co zwykle.

Z porannej prasóweczki.

W poczekalni psychoanalityka siedzi kapitalista i socjalista. Kapitalista zapłacił i zaraz wejdzie, ale wścieka się, że socjalista wejdzie za darmo. Socjalista nie płacił, ale wścieka się, że musi poczekać, bo kapitaliście pozwolono zapłacić za wejście wcześniej. A psychoanalityk zaciera ręce, że dzięki temu nie zabraknie mu nerwowo chorych pacjentów.

Ignacy Krasicki o tarczy antyrakietowej.

Zajączek jeden młody
Korzystając z swobody,
Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie,
Z każdym w zgodzie.
A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły,
Bardzo go inne zwierzęta lubiły.
I on też, używając wszystkiego z weselem,
Wszystkich był przyjacielem.
Raz, gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące,
Słyszy przerażające
Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie.
Stanął… Słucha… Dziwuje się…
A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi,
Zając w nogi.
Spojrzy się poza siebie: aż tu psy i strzelce!
Strwożon wielce,
Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił.
Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił
„Weź mnie na grzbiet i unieś!” Koń na to: „Nie mogę,
ale od innych pewną będziesz miał załogę”
Jakoż wół się nadarzył. „Ratuj, przyjacielu!”
Wół na to: „Takich jak ja zapewne niewielu
Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie,
Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię.
A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże”
Kozieł: „Żal mi cię, niebożę!
Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi;
Oto wełniasta owca niedaleko chodzi,
Będzie ci miętko siedzieć” Owca rzecze:
„Ja nie przeczę,
Ale choć uniosę pomiędzy manowce,
Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę;
Udaj się do cielęcia, które się tu pasie „.
„Jak ja ciebie mam wziąć na się,
Kiedy starsi nie wzięli?” – cielę na to rzekło
I uciekło.
Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,
Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

Gdy Tuska więc wyruchał przewrotny Obama,
Wśród sojuszników Polska pozostała sama.

Ignacy Krasicki, „Przyjaciele”

Zaczęło się od Blondie…

zaczęła się dziś wieczorem gibać do ‚Call me’. No to ja, chcąc podtrzymać nastrój, puściłem ‚You’re my heart, you’re my soul’. No to, żem palant, profan, plafon, Porfirion i dyletant, i na dowód puściła jakiegoś Stinga, że niby ho ho. Na to ja, żeby nie ściemniała, i dałem na full ‚Boys boys boys’ – utwierzycie, że dzisiaj dopiero pierwszy raz w życiu zobaczyłem teledysk z przyległościami? Ongiś widać byłem nieskażonym miłośnikiem piękna muzyki w czystej formie, nie zwracającym uwagi na didaskalia… No to TŻ cośtam, zapomniałem, ale to już nieważne.

Sabrina S. wylądowałaby tu o mały figiel, ale w ostatniej chwili przestraszyłem się oskarżenia o deprawację nieletnich i nie tylko. Tak więc rączki na kołderce, moi kochani, dzisiaj Joggerowa Wytwórnia Sucharów presents, nieustająco proudly, melodyjną, żeby nie rzec jazzową, Alicję C. ze sprytnie ulokowanym na 2:08 product placementem Alka-Seltzer, żeby nikt się nie zżymał, że w umieszczeniu tego klipu kieruje mną czysta ludyczność bez walorów edukacyjnych. Enjoy.

Bo nie o to chodzi, by złapać króliczka, lecz by gonić go. Zapiski wieczorne.

Ciekawe, że nawet jeśli dowód Wilesa [Wielkiego Twierdzenia Fermata – przyp. torero] istotnie jest bezbłędny, to i tak – jak zauważa D.J. Velleman – niezupełnie zostaje wykluczona możliwość… znalezienia kontrprzykładu.

źródło: Witold Sadowski, Femme Fatale, Prószyński i s-ka, Warszawa 2000. Wyimek miażdży. A jeszcze bardziej miażdży akronim, najadekwatniejszy z adekwatnych dla zagadnienia opierającego się dowodowi przez 300 lat. Bo margines był za mały.

Dyskretny urok headline’ów.

Próbowałem zrobić abstrakt, ale nie wyszło, więc wyjątkowo będzie prawie cały nius. Z Onetu.

(…) Oto komentarze dzisiejszej prasy.
„Przegląd Sportowy”: dwa medale z jednej szansy

Od sukcesów można dostać zawrotów głowy. Tylko w dwa, z dziewięciu dni rywalizacji nasi lekkoatleci nie zdobyli w Berlinie medalu.

„Sport”: występ biało-czerwonych w Berlinie jedyny i niepowtarzalny

Ta impreza przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Nastała pogoda dla polskich lekkoatletów. Przed MŚ działacze mówili o trzech medalach. Po cichu liczyliśmy na sześć. Rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania.

„Gazeta Wyborcza”: chaos na medal

Właściwie, to nie wiadomo, dlaczego Polacy na MŚ w Berlinie zdobyli aż osiem medali i zakończyli imprezę na piątym miejscu. – Jedna szansa – dwa medale – jak stwierdził szef szkolenia Jacek Zamecznik.

„Dziennik”: nagle zostaliśmy lekkoatletyczną potęgą?

Jednak aż tak dobrze nie jest. Osiem medali i rekord świata to wynik zdecydowanie ponad stan. Nie mieliśmy żadnych podstaw do tego, żeby oczekiwać takiego sukcesu. Nikt nawet nie udaje, że jest inaczej.

„Rzeczpospolita”: mistrzostwa piękne do końca

Osiem medali, piąte miejsce w klasyfikacji państw. Przed Niemcami, gdyby ktoś pytał. Mistrzostwa były dla nas piękne do końca. To mocne argumenty w rozmowach o pieniądzach i nowym stadionie lekkoatletycznym w Warszawie.

„Dziennik Polski”: wielcy biało-czerwoni

Wysoko powiewała polska flaga podczas MŚ w Berlinie. Na Stadionie Olimpijskim zdobyliśmy aż osiem medali – najwięcej w historii.

Polecenie do tekstu: proszę wskazać dwa tytuły / leady, zatruwające całościowy odbiór było nie było najwspanialszych do tej pory MŚ. Z dedykacją za inspirację dla blogaska Klient nasz pan, który stoi wręcz samymi takimi przykładami, choć akurat ten wypatrzyłem nie chwaląc się osobiście.

Z prac rządu PO/PSL.

Tym razem: projekt przechodzenia na emeryturę po ukończeniu 67. roku życia. A potem znów pozwoli się gadać ludkom, że mężczyźni powinni pracować dłużej, bo kobiety mają na głowie dom [słusznie zresztą], i podniesie się wiek emerytalny mężczyzn… a potem znów spuści się feministki, że kobiety chcą pracować tyle samo, bo później mają niższą emeryturę… a potem znów ludków… i hasta la victoria, siempre.

Heisenberg wiecznie żywy…

… i jak widać wciąż daje radę. Żydom z firmy Nucleix udało się wykazać możliwość fałszerstwa DNA w kryminalistyce. Art wspomina o możliwości pojawienia się „genetycznych paparazzi, polujących na DNA celebrytów”. Ale będzie jazda… z jednej strony za parę lat będziemy mieć pewnie znów jakiegoś OJ Simpsona, który z pomocą wynajętych adwokatów będzie próbował zakpić z wymiaru sprawiedliwości, z drugiej – owych „genetycznych paparazzi”, którzy niczym niegdysiejsza łyżwiarka iirc enerdowska będą próbowali oskarżyć rywali do szklanego żłobka. A rzeczywistość w dalszym ciągu pozostanie nieoznaczona. I to w niej lubię.

W zależności od punktu siedzenia.

Firefox zdobywa coraz większy udział rynku? Znakomicie, należy się do tego przyłożyć w miarę możliwości, trzeba promować FLOSS, pokazać MS, kto tu rzondzi i przyczynić się do zwycięstwa dobrej sprawy i standardów.

Linux nie może dziwnym trafem kolejny rok zawojować świata? Pfrrrr, a kto powiedział, że komukolwiek na tym zależy, że tego chcemy? To jest celowe działanie, bo my tego nie chcemy, zwiększona userbase to tylko i wyłącznie kłopoty, a Linux przestałby być wtedy elitarny. Weź człowieku odpuść, bo gdybyśmy chcieli, to byśmy 80% rynku jedną ręką po jednym głębszym, ale dziś nie mamy czasu. Może jutro.

… jest to zresztą kolejne potwierdzenie prawdy życiowej, aspirującej do miana objawionych [może czas na strategię życia a’la Koval?…] „Ludzie muszą mieć rację”.