19 myśli w temacie “Tak kończy socjalizm.

  1. Heh, biorąc pod uwagę, że news ma długość krótkiego akapitu i napisany jest chyba na podstawie depeszy AP, to możliwości weryfikacji są niewielkie. Nawet nie wiadomo dobrze, o którą spółkę kolejową chodzi…

    Polubienie

  2. Nadal szukam instytucji jewropejskiej, która zajmie się moim przypadkiem dyskryminacji, kiedy to jako mężczyzna zarabiam mniej i na gorszych warunkach od kobiety z niższymi kwalifikacjami.

    Sądzisz że to się łapie na jakieś odszkodowanie? Chociaż notkę w „Wyborczej”?

    Polubienie

  3. Piękny przykład nadinterpretacji przez pismaka. W oryginale zapewne mowa o jednej spółce (wnioskuję po początku artykułu), w dodatku takiej – delikatnie mówiąc – niezbyt prosperującej (20 mld długów, brak inwestycji nie dziwi). I w tym wszystkim łącznie 6 mln odszkodowań, z czego 3 menadżerki wzięły po 850k każda.

    Za to na koniec pismak z dumą grzmi: „Dziś państwowe firmy wydają więcej na odszkodowania niż na inwestycje.” Znaczy jedna, zadłużona firma, ale na potrzeby newsa trochę się rozmnożyła. A Ty dopisujesz sobie do tego zmanipulowanego newsa socjalizm. I tak powstaje plotka.

    Polubienie

  4. > A Ty dopisujesz sobie do tego zmanipulowanego newsa socjalizm. I tak powstaje plotka.

    Odszkodowania tego typu to jest socjalizm. A w pierwszy zdaniu używasz słowa „zapewne”. Właśnie TAK rodzą się plotki.

    Polubienie

  5. Przemex: A mógłym prosić o poważne i logiczne wytłumaczenie, jak z odszkodowania przechodzisz do socjalizmu ? Bo AFAIK pozwy tego typu są prywatne, nie systemowe, egzekwowanie własnych praw też nijak mi się z socjalizmem nie kojarzy…

    Co do użycia „zapewne” – ja po prostu podkreślam, że nie mam pewności, bo opieram się na wątpliwej jakości newsie (źródło podałem), a do oryginału ani pismak z rzepy, ani autor wpisu nie raczyli podlinkować.

    Ale skoro mowa o socjalizmie i piszą o tym w Prawicowych Źródłach, to na pewno jest to Prawda Objawiona.

    Polubienie

  6. Guyz… odbiegacie od tematu, jakim jest to, że w dzisiejszych czasach wystarczy być czarnym, pedałem, lub ży*em, żeby każdego móc w dowolny sposób oskarżać o dyskryminacje. Co gorsza nie ma od tego ucieczki. Nie lubią cie, to zostaniesz oskarżony i nie masz nawet szans na jakąkolwiek obronę w imię tak zwanej „tolerancji”, psia jej mać; nawet jeśli argumenty są z dupy wzięte to nie masz szans z nimi dyskutować. A może właśnie dlatego.
    Antyse**tą od jakiegoś czasu nie jest ten kto jest przeciw ży*om lub ich nie lubi tylko ten kogo ONI nie lubia lub kto im jest niewygodny.
    To jak G*eenpeace dla którego celem nie jest szczytna ekologiczna idea lecz wysokość salda fundacji. Z pedziami może być dość podobnie.

    Jak ktoś kiedyś rzekł: feministki są największymi wrogami kobiet. Tak samo jest z „nowojorskimi ży*ami” którzy są największymi wrogami tych normalnych, zwyłych, religijnych Ży*ów.

    Polubienie

  7. @rozie: miałem odpisać, ale Yen mnie w zasadzie ubiegł.

    A socjalizm – bo próba zadekretowania en masse, co kogo może obrażać, z jakimkolwiek przejawem wolności nie ma nic wspólnego. Wszelkie „procesy antydyskryminacyjne” po pierwsze mają gdzieś prawo własności [nie podoba się robota? na świecie jest cała masa podobnej, idź sobie precz – a nie skarż właściciela z jego PRYWATNEGO majątku za reguły, które on ustala na JEGO WŁASNYM podwórku], po drugie – nie przyjmują do wiadomości istnienia rynkowych mechanizmów antydyskryminacyjnych*, a po trzecie – przy ustalaniu kryteriów „dyskryminacji” ZAWSZE muszą dojść do głosu czynniki polityczne bądź ideologiczne. Jeśli to nie socjalizm / totalizm, to ja jestem chińska mandarynka.

    Już M. Friedman pisał kiedyś, że na wolnym rynku dyskryminujący przegrywa. Jeśli np. nie będę chciał ze względu na kolor skóry [tylko] zatrudnić nawet za niższą stawkę Murzyna, zrobi to konkurencja. Jeśli nie ma akurat monopolu, wówczas konkurencja wygryzie mnie z rynku niższymi kosztami pracy i w ten sposób rasizm przegra bez konieczności ingerencji państwa. A jeśli Murzyn pracuje za takie same pieniądze, to o czym mowa? Po to jest wolność gospodarcza, żebym mógł sobie zatrudnić tego, kogo mi się podoba. Wtedy najprawdopodobniej zadecydują kwalifikacje.

    Zupełnie oddzielną sprawą jest to, że knebel politpoprawności uniemożliwia głośne powiedzenie tego, że „stereotypy rasowe” – wbrew deklaracjom tolerantnych – mają się dobrze i pomagają czasem przetrwać. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza oraz ma cojones del hierro i parę wolnych złotych, w komentarzu na http://bartini.jogger.pl/2009/03/24/asymetria-stosowana/ zamieściłem pewną informację handlową – być może jest jeszcze aktualna; wiecie, gdzie mnie szukać.

    Polubienie

  8. torero: Wydaje mi się, że pozwy są indywidualne, a w prawie nie ma zapisów, kto może być ofiarą dyskryminacji itd. Co do własności i tego, gdzie jakie prawa obowiązują – popadasz w anarchizm. Bo od tego, co napisałeś, krótka droga do tego, by taksówkarz mógł zastrzelić (we własnej taksówce!) pasażera, czy właściciel centrum handlowego mógł robić cokolwiek z wchodzącymi doń klientami. A umowa o pracę zapewne nie obejmowała molestowania seksulanego, czy tolerowania wyzwisk. Zatem nadrzędne akty prawne obowiazują. I – szczerze mówiąc – ciężko jest (powinno być móc) udowodnić, że dyskryminacja faktycznie ma miejsce. Zwykle w firmach – zwł. większych – na stanowiskach obowiązują widełki płacowe. Dopóki wynagrodzenie się w nich zawiera – no problem.

    Polubienie

  9. „A socjalizm – bo próba zadekretowania en masse, co kogo może obrażać, z jakimkolwiek przejawem wolności nie ma nic wspólnego.”
    Myślę, że już najwyższy czas ustalić, że tego rodzaju stwierdzenie czyni dalszą dyskusję bezprzedmiotową – w duchu prawa Godwina. :]

    Polubienie

  10. @rozie: imputujesz mi coś, czego nigdzie nie napisałem. Bo wbrew pozorm naprawdę daleka droga jest od wyboru miejsca pracy czy miejsca robienia zakupów do ciężkiego naruszenia „złotej zasady liberalnej” chociażby – a w podanych przez Ciebie przypadkach zasada ta naruszana jest w sposób najdosłowniejszy z dosłownych 🙂

    @biały: nie wyjeżdżaj mi tu z Godwinem, bo odpowiem Ci zarzutem o brak argumentów z Twojej strony. Jeśli nie podoba Ci się moje ostatnie zdanie [nie wiem notabene, w którym miejscu…], to rozwiąż mi proszę następujące kazusy; cóż z tego, że – być może – teoretyczne…

    1. „Jeśli naostrzysz, Jadziu, ołówek, to dziesiątego dostaniesz stówę” – czy jeśli Jadzia się godzi, przyjmuje stówę, zadowolona jest i wogle, a kiedy po dwóch latach ma dość stów, pierścionków i nagle wytacza działa o molestowanie, czy to ma sens? Czy – jeśli jesteś za karaniem takiego samca alfa – postulujesz również zwrot nienależycie pobranych świadczeń? Zwracam uwagę, że penalizacja takiego układu DYSKRYMINUJE kobiety, chcące po prostu utorować sobie drogę do awansu i faworów poprzez łóżko szefa!

    2. Jesteś zatrudniony na stanowisku np. szeregowego sprzedawcy. Zarabiasz 1000 zł i jeszcze szef mówi na Ciebie „do roboty, ch***”. Padaka, dyskryminacja, srututucja i wilkołacja. A teraz wyobraź sobie, że przy tych samych warunkach, bez kwalifikacji, szef dalej nazywa Cię tak, jak Cię nazywa, ale zarabiasz powiedzmy 7000 zł. Czy uważasz, że każdy na Twoim miejscu w drugim przypadku popędzi ze skargą o dyskryminację? Jeśli nie – czy nie oznacza to aby, że część osób „sprzedała część swojej godności” za 6000 PLN? A jeśli tak – czy nie dowodzi to aby słuszności tezy, o którą się oburzasz?

    Polubienie

  11. Już wyjaśniam „mojego Godwina”. W ogóle nie czepiałem się kwestii regulacji prawnych, nie widzę potrzeby, by włączać się do tej dyskusji. Natomiast moim zdaniem nie ma sensu dyskusja o jakiejkolwiek polityce z osobą, która używa argumentu „to socjalizm, bo to nie wolność”. Niezależnie od tego, czy to istotnie jest zniewolenie, użycie podobnego sformułowania świadczy o krańcowej ignorancji, w zasadzie wykluczającej jakąkolwiek racjonalną wymianę argumentów. Znaczy: do książek! :]

    Polubienie

  12. torero: Jeśli piszesz „właściciela z jego PRYWATNEGO majątku za reguły, które on ustala na JEGO WŁASNYM podwórku” to wynika z tego – przynajmniej dla mnie – że naruszenie złotej zasady liberalnej też dopuszczasz. Poza tym, wolność molestowanej sekretarki jest – w świetle ww. zasady – jak najbardziej jest naruszana.

    Owszem, prawa pracowników wymyśliły związki zawodowe (czyli tzw. lewacy, posługując się Twoją nomenklaturą), ale jak najbardziej służą one wspieraniu złotej zasady liberalizmu. Po prostu to, czego nie ma w umowie o pracę/zakresie obowiązków, nie powinno mieć miejsca. Zwł. jeśli stoi w sprzeczności z wyższymi aktami prawnymi.

    Zrób JAWNY zapis w umowie, że pracownik godzi się na nazywanie go „czarnuchem”, sekretarka na tolerowanie klepania po tyłku (albo w ogóle sypianie z szefem w zakres obowiązków jej wpisz – wolno, przynajmniej u nas w kraju) i po problemie. Trochę pewnie pensja wzrośnie, ale mamy prawdziwą wolność, a nie hipokryzję.

    Polubienie

  13. @rozie: Z wolnością molestowanej sekretarki różnie bywa – bo najczęściej tylko ona i ew. molestujący wie jak to było. Hipotetyczne zakładam, że szefu maca pierwszy raz sekretarkę po tyłku. I dla mnie sprawa jest prosta, kobita daje po pysku kolesiowi i od razu się zwalnia po czym robi już ex-szefowi odpowiednią famę na mieście oraz/lub o ile ma męża informuje go o zaszłym zdarzeniu, a ten jasno tłumaczy szefowi gdzie może sobie tą łapę wsadzić i dlaczego tam gdzie jest najciemniej. Ma prawo oczywiście zrobić inaczej, bo są różne sytuacje życiowe i różni ludzie. Zasadniczo jednak obita morda i konieczność znalezienia nowej pracownicy mogą skutecznie zatrzymać lepkie łapska.

    Warto zwrócić też uwagę, że na postępowym zachodzie komplement dot. ładnego wyglądu kobiety jest traktowany jako molestowanie. Inna sprawa że w US of A, mężczyźni boją się zostawać w pomieszczeniach z jedną kobietą, bo laska w pewnym momencie zaczyna się drzeć że jest molestowana, łapie faceta na jakąś jednoznaczną pozę, wpadają ludzie i koleś jest ugotowany.
    I jakoś kurna nigdy nie słyszałem o procesie, żeby to facet pozwał jakąś babkę o molestowanie. Never ever.

    „Owszem, prawa pracowników wymyśliły związki zawodowe […] ale jak najbardziej służą one wspieraniu złotej zasady liberalizmu.”
    Nie do końca, co kiedyś klarował mi już torero jak jeszcze byłem totalnym lewakiem 😉 Z jednej strony to bat na cwaniaczków, którzy przy braku takich praw konstuowaliby umowy niemal niewolnicze (i mimo wszystko nie czuje tej bajki, że nikt by nie chciał u nich pracować – ktoś na pewno się znajdzie i to nie tylko masochiści), a z drugiej strony czasami krępują ręce uczciwym pracodawcom, ze względu na „betonowość” umowy o pracę.

    Polubienie

  14. > Natomiast moim zdaniem nie ma sensu dyskusja o jakiejkolwiek polityce z osobą, która używa argumentu „to socjalizm, bo to nie wolność”.

    Wyrwałeś to z kontekstu i się czepiasz. Faktycznie socjalizm to zaprzeczenie wolności z czego nie wynika jednakoż że gdzie nie ma socjalizmu jest wolność oraz nie definiuje co to jest wolność.

    > A mógłym prosić o poważne i logiczne wytłumaczenie, jak z odszkodowania przechodzisz do socjalizmu

    Rozie, przede wszystkim po zalinkowaniu do idiotopedii powinienem zakończyć dyskusję ale niech tam:
    hint: z czyjej kasy będą wypłacane takie odszkodowania w przypadku państwowej firmy?

    Polubienie

  15. Przemex: Nie ma znaczenia, z czyjej kasy (powinni obciążać sprawcę). Zgadzam się, że przedsiębiorstwa państwowe to zło, ale pewne sektory ciężko sprywatyzować (medycyna, straż pożarna, policja, wojsko, koleje itp.), jeśli mają spełniać swoją rolę. OTOH w UK kolej była prywatyzowana, chyba najbardziej w Europie – tak kojarzę (szybki gógl potwierdza).

    Polubienie

  16. Są różne stopnie prywatyzacji, praktyka pokazuje, że do pewnego (bardzo dużego) stopnia wszystkie wymienione przez Ciebie sektory funkcjonują lepiej. Ale to też w dużej mierze kwestia ogólnej sprawności prawa, w Polsce prawo jest (s)konstruowane tak (mniejsza o przyczyny), że najkorzystniej wychodzą na nim kanciarze więc jako zwolennik własności prywatnej obecnej ekipie rządowej najchętniej w ogóle bym zabronił prywatyzować cokolwiek.

    No ale nie jest przypadkiem, że właśnie w państwowych firmach tego typu procesów sądowych jest najwięcej. Także dlatego, że oskarżonemu (państwu) nieszczególnie zależy na obronie, jak by co ma z czego zapłacić.

    Polubienie

  17. No ale ja o bardzo dużym stopniu właśnie piszę, bo taki jest potrzebny. Zwłaszcza w miastach. Nie wystarczy OSP, potrzebny wóz z drabiną na ileś pięter, do wypadku drogowego kolesie z toporkami też się średnio nadadzą. A to kosztuje. Tak samo kosztuje utrzymanie pogotowia, które jednak w miarę krótkim czasie podjedzie, w razie potrzeby zreanimuje itd. No a szpitale… Proste złamania to nie problem, ale istnieją choroby/wypadki, przy których prywatnie nie bardzo przeciętny Polak (i nie tylko) ma szansę się wypłacić.

    Z koleją jest podobnie. Fajnie się gada o prywatyzacji, jak istnieje infrastruktura. Tymczasem budowa linii to też jakby część utrzymania przedsiębiorstwa. Ile km torów wybudowano z niepaństwowych pieniędzy w kraju? Czemu gęstość linii kolejowych pokrywa się z granicami zaborów?
    No właśnie. Pewne rzeczy są opłacalne (albo w ogóle możliwe) jedynie przy odpowiednio dużej skali.

    Co do ekip, to jak dla mnie one się niespecjalnie różnią.

    A co do zarządzania majątkiem państwowym, odpowiedzialności przez zarządzającego, nadużyć itd. – owszem, problem istnieje. Jednak nadal uważam, że prawo i odszkodowania są OK, tylko procesy powinny być wymierzone przeciw faktycznie znieważającym/molestującym, a nie przeciw firmie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s