Ścinki.

Przeczytana Struktura Michała Protasiuka. Kupiona w zasadzie w przelocie w empiku, okazała się być nadzwyczaj ciekawym kawałkiem… nie do końca orientuję się w dzisiejszych gatunkach literackich… thrillera korporacyjnego?… cyberpunku?… Nie wiem, czego. Ale książka niezgorsza, momentami łudząco przypomina razowy Pieprzony los kataryniarza, choć momentami spod wartkiej i pełnej zwrotów akcji fabuły wystaje lekka nieporadność narracyjna, owocująca nieszczególnie dramatycznym finałem. Ale nie wystaje aż tak bardzo i książka wydaje mi się generalnie godna polecenia, szczególnie osobom zafascynowanym podjęciem pracy w międzynarodowej korporacji o światowym zasięgu.

* * *

Przeczytany któryś z serii Kotów, który cośtam. Takie wiśniowe paperbacki, dodawane iirc swego czasu do jakiejś gazetki. I od razu: szkoda na to Waszego czasu, Waszych pieniędzy i Waszego zainteresowania. Główny bohater żyje z kotami, chodzi tu i ówdzie, robi to i owo, załatwia pięćset spraw naraz, wypowiada się obowiązkowo politpoprawnie, proekologicznie i jeszcze jakoś pro, w intermediach Deus ex machina pojawiają się zewłoki, bohater dalej chodzi gdziekolwiek, dzielnie zmagając się z dramatyczną narracją, koty odkrywają to i owo, znów pojawia się jakiś zewłok, bohater dalej chodzi gdziekolwiek, głaszcze kota, znów pojawia się zewłok, bohater dalej coś załatwia, na koniec dwoma akapitami streszcza – przepraszam za rozbuchane słownictwo – intrygę, a potem znów gdzieś idzie coś załatwić. Pojawiają się koty.

* * *

W naszym mieszkaniu ni stąd, ni zowąd pojawiły się skrzypce. Z nudów od czasu do czasu zaczynam sobie na nich przygrywać. Nauczyłem się już nieco trafiać w struny i wstręt do tego instrumentu, starannie hołubiony od najmłodszych lat, niezauważalnie się rozpłynął. Wychodzi na to, że poza nauką jazdy na łyżwach [nieprawdopodobną wręcz duma napawa mnie fakt, iż sińce powstają już głównie wskutek prób doskonalenia techniki jazdy, a nie wskutek siłowego odrywania się od bandy] jestem jeszcze w jesieni życia w stanie nauczyć się czegokolwiek. Cholernie fajne uczucie. Zacięcie Progenitury, dla której i wskutek której czteromiesięcznych próśb owe skrzypce zjawiły się w mieszkaniu, jakby zmalało. Nie wykluczam destrukcyjnego wpływu moich prób nauki.

* * *

Płyt Nigela K., którym z racji odpowiedzialnego rodzicielstwa, poszerzania zainteresowań i paru innych racji wypadło mi się zainteresować – nie ma i nie będzie. Bo nakład się wyczerpał i nikomu się nie chce wznawiać; fakt nazwiska, zaprzeszłych nakładów i paru płyt z metali szlachetnych zdaje się na nikim nie robić wrażenia. Szkurde, kogo oni zatrudniają w tych wydawnictwach w działach sprzedaży? Socjologów czy absolwentów wiertnictwa?

* * *

Sprawy się pchają. Jest niezgorzej No tom się pochwalił, fsck. Każdą ilość czasu gwałtownie kupię.

2 myśli w temacie “Ścinki.

  1. Wstręt do bezprogowych instrumentów minął mi wraz z zaznajomieniem się basem bezprogowym, aczkolwiek kontrabas (zwłaszcza ze smyczkiem) to jest to, skrzypce są za bardzo histeryczne. 😉

    Co do płyt – obieg wtórny, nie lubisz/nie uważasz?

    Polubienie

  2. No no no, przyjacielu! jestem z Ciebie dumny 😉 (to a’propos akapitu o uczeniu się) Odkryłeś właśnie powód dla którego uczyłem się jeżdzić na tym dziwnym urządzeniu które ma połowę mniej kółek niż zwykle miałyby podebne urządzenia. Tyle że w moim przypadku nauka gry na czymkolwiek nie wchodziła w rachubę, bo kiedyś jakiemuś mojemu przodkowi słoń na ucho był nadepnął i przez ten fakt dziedzicznie moje talenty muzyczne są zerowe.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s