Łyżwa, mulat i krawiec.

No i prosz. Biedna matka [zwracam uwagę, że wg łonetu jest to wpadka… Łyżwińskiej!], która nie miała środków do życia, stanie przed sądem jako tym razem oskarżona o branie nieswojej kasy. Z Łyżwą i Mulatem, a jakże. I o ile kobietom wyzwolonym [przez kogo i od czego?…] udało przekonać się część społeczeństwa, że kobieta, która dla zarobku nadstawia cztery litery, nie jest wiadomo kim [ktoś tu się za bardzo naoglądał Pretty Woman, aż z dziewczęcych snów nic nie wyszło i Richarda Gere zastąpił bóg feminizmu…], tylko… właściwie niewiadomo kim, to teraz pójdzie im już trochę trudniej. Ciekawe, co tym razem wymyśli się dla wykształciuchów, żeby im wmówić, że ktoś zmuszony biedą do nadstawiania i brania nie swojej kasy to wciąż kryształowo uczciwy człowiek. Tak, wiem, to na razie tylko podejrzenia. Ale naprawdę bardzo chciałbym na sali sądowej usłyszeć Staszewską Celinę, pasowałaby jak ulał.

Offtopy wigilijne.

Ryby i grzyby. Z ryb robimy zupę ryb, z grzybów – zupę grzybową. My, Polacy, nie przepadamy za unifikacją, niezależnie od tego, czy tyczy się ona polityki, czy kulinariów. Nie można po prostu zrobić zupy rybowej albo zupy grzybnej? Naprawdę współczuję obcokrajowcom i nie przekonuje mnie tłumaczenie, że w l.poj. to inny rodzaj – zupę robi się z jednej ryby / grzyba, czy wielu? A już jutro – Międzynarodowy Dzień Spekulanta Walutowego .

RAZ o Palikocie.

Może zaskoczyło to tylko mnie, bo poza bondami tiwi nie oglądam już w ogóle, a net jakoś dziwnie poskąpił mi o tym informacji. Link. Link w zasadzie niepotrzebny, bo z gatunku „przeciwnicy wiedzą swoje, a zwolennicy uznają to za kolejny przejaw szarmu i klasy, a w ogóle to tylko pada deszcz”.

Konkurs.

Prywatne Samozwańcze Raboratolium Grzebania w Słowach im. Juliana Tuwima ogłasza konkurs z kiepską nagrodą [+10 do Lansu Słowotwórcy u Pana na Tym Blogu]. Pytanie konkursowe:

Przeciwieństwo pionków?

Termin nadsyłania rozwiązań upływa nie wiadomo kiedy.

Polska siła.

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Jeśli jakiś innostraniec zacznie sprzedawać Wam pożałowania godne „łamańce językowe” [buahahahahaha!…] typu She sells the sea shells on the sea shore albo coś z drewnem [nie pamiętam], to stół z potrzaskanymi nogami, chrząszcza albo Choszczno, soczewicę, koło, miele i młyn możecie mu sprzedać dla podtrzymania iluzji, że jest w stanie dać radę powiedzieć w naszym pięknym języku choć jedno słowo po pięciu latach wytężonej nauki. A jeśli zależy Wam na natychmiastowym wdeptaniu przeciwnika w grunt bez żadnej taryfy ulgowej i zatańczeniu na jego grobie, z anielskim uśmiechem [wszak konwencja zobowiązuje] poproście go o powtórzenie poniższych słówek wiązanych:

Reanimowany neadertalczyk usatysfakcjonował rozentuzjazmowanego paleontologa.

A jeśli jakimś cudem po tym uda mu się jeszcze zachować twarz, wyrecytujcie mu kawałeczek naszej rodzimej poezji:

Przez gwiezdne niebo jak przez durszlak
noc sieje źdźbła mdłe blasków ostrych.
Gwóźdź Kacper mknie przez twardych dróg szlak
i idą za nim słupy wiorst pstre.

Pierwszy cytat to ponoć jakiś test na spikerów Polskiego Radia, drugi to pierwsza zwrotka wierszyka zapamiętanego z Księgi Parodii. Może komuś się przyda. Enjoy.