.

Glikogen czyta glukozie definicję substancji pomagających w przetwarzaniu w świetle ustawy o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia [Dz.U. z 2001r., nr 63, poz. 364]:

– Posłuchaj – mówi z przejęciem. – „Substancje pomagające w przetwarzaniu to substancje, które nie są same spożywane jako składniki żywności, celowo stosowane w przetwarzaniu surowców, żywności lub ich składników dla osiągnięcia zamierzonego celu w procesie produkcji, które mogą spowodować niezamierzone, lecz technicznie nieuniknione występowanie ich pozostałości lub ich pochodnych w procesie końcowym, które nie zagrażają zdrowiu oraz nie wywierają wpływu technologicznego na gotowy produkt”!
– Mów do mnie krótkimi zdaniami – krzywi się glukoza. – Ja jestem prosty cukier.

Ścinki mocno poporodowe.

ŻYJĘ!

* * *

Ale coraz mniej chce mi się pisać.

* * *

Przeczytany Filatelista Wojtysia. Książka tyleż genialna, co grafomańska, podobna w ten sposób do Ciała obcego Ziemkiewicza; o ile jednak tam linia demarkacyjna między stuprocentową chałturą a stuprocentowym geniuszem zależy na dobrą sprawę tylko od nastawienia odbiorcy, o tyle tutaj wytycza się ona namacalnie, w zasadzie dokładnie w połowie książki. Pierwsza część to wszystko, co uwielbiam w literaturze niskiej, płaskiej, lekkiej, łatwej i przyjemnej: klimat, klimat, jeszcze raz klimat, niezgorsza narracja, intryga [choć prawdę powiedziawszy bokiem zaczyna wychodzić mi nurt książek, małpujących Kodu da Vinci pomysł oparcia plotu o stary rekwizyt – zapomniany dokument, spisek franciszkanów, testament Cezanne’a, szyfr Szekspira, gacie Rembrandta…], zgrabnie opisany moment, sporo przyswajalnych miniwykładów, koniecznych dla zrozumienia ocb. I nawet nie przeszkadza za bardzo przemycany na marginesach wyzwolony feminizm; w zasadzie to taki feminizm mógłbym nawet polubić. A potem estetyka się zmienia i ze zgrabnego thrillera robi się jakiś pokręcony bełkot pseudofilizoficzny z „Wybiórczą” w tle. Jakaś przygana ideologii totalitarnych, wrzucająca do tego samego wora hitleryzm i w zasadzie normalny patriotyzm, jakiś spacer po mitologiach, gdzie przez co najmniej parędziesiąt stron akcji i napięcia jest raptem tyle, że „Panorama Firm” to przy tym Hitchcock, zakończenie, największą ulgę przynoszące chyba autorowi, a to wszystko – w gęstym sosie filozoficzno – historiozoficzno – etyczno – semantycznym, zapewne sympatycznym w innych okolicznościach literackich, ale nie w thrillerze! Ale mimo tego książki odradzić nie mogę – pierwsza część to kawał solidnej prozy [dla PT Lurkerów niepotrzebna dygresja: moje pojęcie solidnej prozy defniniuję częściowo tu, o] i w zasadzie książkę mimo części drugiej warto przeczytać. Chyba.

* * *

Przeczytane I kto tu dymi? JKM-a. Autora znamy i szanujemy, więc będę się streszczał. Przyznam się szczerze, że iirc nie nabyłem nigdy żadnego jego zbioru felietonów poza tym – błąd; właśnie w takich krótkich formach pewne rzeczy widać najostrzej. Książka ofc świetna i warta polecenia, choć na fofnadziesiąt felietonów znalazłem jeden ewidentnie bzdurny.

* * *

Zanabyte Inne pieśni Dukaja. Bo dano mi do zrozumienia, że czytuję literaturę plebejską. Wejdź na wyższy poziom, mówili. Zapoznaj się z demiurgiem słowa, mówili. Poczytaj coś ambitniejszego, mówili. No to poczytamy coś ambitniejszego.

* * *

Zanabyta Nokia E71. I powiem tak: jako telefon do moich specyficznych zastosowań [malutki notatnik i terminarz z funkcją dzwonienia i wardrivingu ;)] sprawdza się rewelacyjnie [o ile można tak mówić o czymś, co ma się ledwo parę dni]. Implementacja mojego nie do końca kanonicznego GTD idzie bardzo ładnie, obejdzie się nawet [chyba…] bez kupowania do niej dedykowanego PIMa. Fabrycznie załadowana bateria wytrzymuje przy w miarę normalnym obciążeniu smarta [z fona nie korzystam, bo jeszcze niezdjęty simlock] od czwartku i nic nie wskazuje na jej nagłą niespodziewaną śmierć. A pierwsze w życiu przeglądanie inetu w łazience w okolicznościach, hmmm… prywatnych, jest doznaniem… niezapomnianym. Tak, to dobre słowo. Niezapomnianym.

* * *

Przeczytany Nikt Magdaleny Kozak. Trzecia część Nocarza i Renegata, nie odstająca średnio od dwóch poprzednich części, czyli prezentująca zacny, wysoki poziom polskiego Blade’a [a może polskich Patroli? A może to Patrole są rosyjskim Nocarzem?]. Średnia wychodzi normalnie, bo raczej spodziewane zakończenie niweluje kilka wcześniejszych przepysznych scen, w tym konfrontację Vespera z Alacerem, schlebiającą – a jakże [mam nadzieję, że nie spoiluję…] – najniższym instynktom czytelniczym. Ale, jak wspomniałem, średnia wychodzi bardzo wysoka.

* * *

Przeczytana reszta Patroli. Jak pani Kozak, Łukjanienko również niczym nie zaskakuje; trzyma wysoką formę, choć mam wrażenie, że dwie ostatnie części są leciutko bardziej humorystyczne od poprzednich. Pod wpływem obejrzałem ponownie Straż nocną i jednak muszę przyznać, że konfrontacji z książką nie wytrzymuje za bardzo. Ale i czytać, i oglądać się da. Choć czytać – dużo bardziej.

* * *

n-k sposób obrony przed SQL injection [?]: wyrżnąć wszystko, pisane w liścikach w nawiasach kwadratowych. Zorientowałem się, kiedy czwarty mój liścik doszedł z zupełnie spaczoną treścią.

Byt określa świadomość.

Słyszeliście być może o metodzie efektywnego snu – w ciągu doby można spać łącznie tylko 3h i pozostawać wyspanym. Wystarczy tylko iirc na każde 3.5 godziny aktywności 0.5 godziny przeznaczać na spanie. I tak całą dobę. Otóż coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wynalazca tej metody był bez wątpienia freelancerem z malutkim dzieckiem. Dobranoc. Chrrrr…

Snapshot.

Nielitościwie nam panujący chleją, ćpają, pokazują publicznie biust, odpoczywają w chaszczach po imprezach i leją swoje żony za granicą. Elektorat lewicowy w większości to ludzie uważający, że im mniej państwa, tym lepiej dla gospodarki, w większości popierający karę śmierci i [iirc] zdecydowanie sprzeciwiający się aborcji. Za wice robi człek od kilku lat przebywający na emigracji wewnętrznej. To kompilacja dopiero połowy dzisiejszych „Wiadomości” i ostatnich niusów, ale ja nie mam już siły na nic więcej. Przepona mnie boli.

Zimny wychów potomstwa, cz. XVI – jak kręgi na wodzie.

Dziecię, korzystając z okazji choroby i snu PT Opiekunów, zdemolowała pokój; powyciągała, co się dało, i wzdłuż całego pokoju zrobiła Mur Berliński. Podszedłem do tego jak zwykle modelowo spokojnie, zadałem tylko pytanie, po co podzieliła ten pokój na dwie części.

– Nie na dwie – odparła Progeniutura urażonym tonem. – Na trzy. Pierwsza to wasza część, druga to moje biuro księgowe, a trzecia to kącik niepodległości.