Zimny wychów potomstwa, cz. XI – retorem tatuś nie będzie.

Poszliśmy do hipermarketu. Rozrabia, jak nie wiem, co. Po kwadransie nie zdzierżyłem, złapałem za wszarz, kucnąłem na wysokości Jej wzroku, przysunąłem swoje oblicze do Jej buzi na jakieś 10 cm i, jak to opisują w książkach, cedzę przez zaciśnięte zęby ojcowską reprymendę. Nagle dziecko w ryk.

– Dziecko – mówię trochę zbity z tropu – nie masz się co mazać, przecież nie krzyczę na ciebie, tylko spokojnie mówię [i faktycznie, mówiłem wbrew pozorom spokojnie], wiem, że się nudzisz, ale musisz jeszcze trochę wytrzymać, więc uspokój się z łaski swojej i wytrzymaj jeszcze parę minut, zaraz wychodzimy.
– Ale ja nie płaczę dlatego, że na mnie krzyczysz.
– A dlaczego?
– Bo mnie oplułeś!

Sitko do cedzenia przez zęby miało najwyraźniej za duże oczka…

4 myśli w temacie “Zimny wychów potomstwa, cz. XI – retorem tatuś nie będzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s