Z prac rządu i nie tylko.

TK uznał parę dni temu za niekonstytucyjne przepisy przewidujące penalizację znieważania narodu polskiego, motywując to wolnością badań naukowych i czymś tam jeszcze. Na uznanie za niekonstytucyjną penalizacji znieważania innych narodów [kłamstwo oświęcimskie nadal będzie karane] brakło najwyraźniej sędziom TK czasu; pełen optymizmu oczekuję, że to niedopatrzenie zostanie naprawione tak szybko, jak to możliwe.

* * *

Rząd się rozpędza. Z braku cojones do zajęcia się gospodarką [choć może to i lepiej…] postanowił zająć się masowym problemem katowanych dzieci. Karane mają być wszystkie naruszające godność zachowania wobec dzieci. A więc zarówno przemoc fizyczna, jak i psychiczne maltretowanie czy zaniedbywanie ich potrzeb życiowych. Szybsza ma być interwencja w sytuacjach kryzysowych. Projekt zakłada m.in., że pracownik socjalny będzie miał prawo nawet do zabrania dziecka z domu, w którym – jak podejrzewa – dzieje się coś złego. [źródło, podkreślenia moje]. Najwyraźniej dla ustawodawcy maltretowanie dziecka mogłoby okazać się zbyt trudne do udowodnienia, więc należało jeszcze dorzucić zaniedbywanie ich potrzeb życiowych i maltretowanie psychiczne. A właśnie! Skoro karalne będzie maltretowanie psychiczne, ciekaw jestem, kiedy doczekamy się penalizacji zachowań bab w dziekanatach i wiecznie niezadowolonych żon. Mówię poważnie.

61 myśli w temacie “Z prac rządu i nie tylko.

  1. Syn (6 lat) kolegi dostał histerii w przedszkolu jak ksiądz/katecheta powiedział że pójdzie do piekła (wieczny ogień i te sprawy…) – dla mnie to też maltretowanie ! Dla mnie dzieci – nie pracują, nie służą w wojsku, nie podejmują praktyk religijnych. Religa może być nauczana w szkole ale jako przedmiot informacyjny: że są buddyści, chrześcijanie, muzułmanie, skąd się bierze potrzeba boga – to bardziej ekumeniczne i niszczy brak tolerancji wynikający z niewiedzy. Dowodów chyba nie trzeba…

    Polubienie

  2. @Dandys: To przecież forma zastraszania/manipulacji. Jaka jest różnica? A) „Jak będziesz niegrzeczny, będziesz stał w kącie” B) „Jak będziesz niegrzeczny, zje cię wilk.” C) „Jak nie ubierzesz butów, zostajesz sam w domu.” Dzieci mają wyobrażonych przyjaciół itp… – nie rozróżniają prawda/fikcja. Dygresja – przykład C) to manipulacja poczuciem przynależności…

    Polubienie

  3. Ach więc, to nie o religię chodzi, a o zwyczajne bezstresowe wychowanie. ;]

    Nie trzeba wtłaczać, można normalnie opowiedzieć. Numer polega na tym, że ani religia, ani matematyka nie musi być nikomu wtłaczana na przymus. Nie trzeba wcale straszyć piekłem albo kopaniem rowów. 😉

    Polubienie

  4. @jpc: „…zwyczajne bezstresowe wychowanie…” – na jakiej podstawie doszedłeś do takiego wniosku? Stres jest elementem środowiska – takiego dzieciaka prędzej czy później szlag trafi. Mnie chodzi o to że ułamków uczy się na początku, potem równania, potem trygonometia, na studiach różniczki itp. Dlaczego małemu dziecku „wtłacza” się abstrakcyjne pojęcie „boga”? Z tego samego powodu 7 latkowi nie wyjaśnisz równania kwadratowego…i potem zrozumiesz czym jest stres (to uczucie, że/bo robisz coś czego nie rozumiesz) 😀

    Polubienie

  5. 1. TK zajmuje się oceną konstytucyjności przepisów, które zostały zaskarżone, a nie wszystkich przepisów, jakie mu się spodoba wziąć pod lupę. RPO zapowiedział, że po tym orzeczeniu zaskarży też przepis penalizujący kłamstwo oświęcimskie, więc można się spodziewać kolejnego wyroku za jakiś czas. Wtedy będą jakieś podstawy do oceny postawy sędziów. Teraz to głupie bicie piany.

    2. Co do gospodarki. No ja nie wiem, co uważasz za zajmowanie się gospodarką, ale PiS-owi jakoś zabrakło /cojones/, żeby wprowadzić dwie nowe stawki podatku dochodowego (a mieli w programie przedwyborczym) czy realnie ograniczyć deficyt, że o największych od zmiany ustroju nakładach na budowę dróg i wreszcie realnym wzroście nakładów na naukę nie wspomnę. Może to nie jest żadna rewelacja, ani rewolucja, ale jednak więcej, niż przez 2,5 roku rządów poprzedniej ekipy. Jeśli faktycznie będzie też głosowana nowa ustawa emerytalna (znacznie ograniczająca liczbę osób uprawnionych do wcześniejszych emerytur), to to już będzie coś, na co nie miał odwagi żaden rząd po zmianie ustroju.

    3. Nie wiesz, że istnieje coś takiego jak maltretowanie psychiczne (pytanie o baby w dziekanatach i niezadowolone żony na to by wskazywało)? Czy może Twoim zdaniem każdy rodzic powinien mieć prawo do psychicznego maltretowania swojego dziecka?

    Polubienie

  6. error777: Jako siedmiolatek uczyłem się w nieziemsko abstrakcyjnego programowania w BASICu. Nie wiem czym jest stres jako uczucie, że robie coś, czego nie rozumiem. Gorzej, jak rozumiem, a widze, że to nie ma sensu.

    Ciebie też rozumiem. Jeśli uznamy Boga za li tylko abstrakcyjne pojęcie, taki wytwór filozoficzny, z tych bardziej wydumanych, to faktycznie nie bardzo jest co o nim opowiadać siedmiolatkom. Ale jeśli Bóg to sposób życia, a dogmaty o Trójcy i Niepokalanej nie są istotą Chrześcijaństwa, to lepiej chyba zacząć wcześniej niż później. 🙂

    Polubienie

  7. Czajna: Ale po co specjalna ochrona, jeśli nie tylko po to, żeby było widać, że coś się robi? Tak jak zawsze w szkole: kuratorium pracuje nad rozwiązaniem problemu. Gówno, a nie pracuje, bo problem będzie i koniec.

    Nie ma się co oszukiwać, wynaturzenia będą się zdarzać, bo tak już ludzie mają. Wypełniają całą dostępną przestrzeń (również nie-)intelektualną. Pomóc ofiarom można, ale nie kolejnymi przepisami, tylko większym zainteresowaniem. Jak to jest, że nigdy nikt nic nie podejrzewa? A może tak, że za niepoinformowanie o przestępstwie grozi kara? I skąd do jasnej cholery biorą się te pseudo-kobiety, które nie potrafią ochronić własnych dzieci?

    Polubienie

  8. „Standardowo” dziecko dopiero około 7 roku życia nabiera poczucia stałości liczby, więc faktycznie ciężko byłoby go wtedy uczyć nie wiadomo jak zaawansowanej matematyki. Natomiast tak jak nie widzę powodu, by nie uczyć go prostszej matematyki, tak nie widzę przeszkód w nauczaniu prostej teologii (bądź prawd wiary, czy jak to tam należałoby nazwać 😉 ). Nikt nie powiedział, że dziecko musi od razu rozumieć przedmiot swojej wiary równie dobrze, jak członkowie kolegium kardynalskiego.

    Polubienie

  9. Jpc -> Może po to, żeby jak ktoś się już zainteresuje, to była możliwość udzielenia pomocy? W Polsce np. nie ma w zasadzie żadnej podstawy prawnej, która pozwalałaby chronić osobę prześladowaną przez np. chorobliwie zakochanego. Ponoć 10% zabójstw jest poprzedzonych nękaniem, ale w Polsce nie ma żadnego sposobu, by ofiarę nękania chronić. Jeśli rządowi przyjdzie do głowy naprawić tę lukę prawną, to też powiecie, że to zasłona dymna? Nawet jeśli, to przynajmniej pożyteczna.

    Polubienie

  10. @jpc: „..widze, że to nie ma sensu..” rozumienie to potrzeba ujęcia w racjonalne kwestie. W takim sensie można traktować Boga jak filozofię życia – co by dawała racjonalną odpowiedż „po co żyję?”. Nie znajduję różnicy między słowami Jezusa „czyńcie tak, jak chcecie aby i wam czyniono” a imperatywem kategorycznym Kanta „Postępuj zawsze według takiej maksymy, abyś mógł zarazem chcieć, by stała się ona podstawą powszechnego prawodawstwa”. Dla mnie oba te cytaty mówią o tym samym mechaniźmie. I tego warto nauczać – ale po co obrzędy, modlitwy, dogmaty itp? Z pukntu widzenia ekonomii religiia zaspokaja potrzebę racjonalizacji celu życia – to usługa, a kościół to zwykła firma – operator usługi 😀

    Polubienie

  11. @Czajna: „..mieć prawo do psychicznego maltretowania swojego dziecka..” a co z prawem do posiadania dziecka? Żeby wyjechać na drogę publiczną samochodem – musisz przejść egzamin na prawo jazdy – żeby poznać zasady (nie stanowić zagrożenia). Warto wprowadzić egamin na „prawo rodzicielstwa”… przecież wpuszczasz do ruchu nowego człowieka. Nie? Z drugiej strony jak można „stracić prawa rodzicielskie” – jak się ich „nie nabyło”? Nawet kościół ma przecież „kurs przedmałżeński” 😀

    Polubienie

  12. error777: Pytanie czy czegoś takiego można faktycznie ,,nauczyć’‘. Matematyki, fizyki i wszystkiego innego większość ludzi uczy się dla zysku. Filozofii życiowej nie da się uczyć dla zysku, bo wszystkie filozofie czegoś warte polegają na tym, żeby zrezygnować z własnego zysku. Modlitwy i obrzędy też są dla ludzi (bo przecież nie dla Boga). Ku pomocy w rezygnowaniu.

    O ile wszystko da się rozpatrywać w kategoriach ekonomicznych, o tyle nie zawsze prowadzi to do rozsądnych wniosków. Pamiętajmy, że skądinąd uznani naukowcy próbowali określić ilość informacji w historii lub biologii metodami Shannona.

    Polubienie

  13. @Czajna: A czy powołanie do życia dziecka w rodzinie np. z alkoholizmem to nie jest naruszenie praw człowieka (dziecka: już nie-embrionu)? Skoro alkoholizm to choroba – to miej dziecko jak się wyleczysz… Rodzic to funkcja społeczna/zawodowa jak kierowca/urzędnik/robotnik… ludzie z padaczką nie mogą zostać kierowcami (ze względów zdrowotnych – nie z braku kwalifikacji)… wiele jest podobnych analogii/patologii.

    Polubienie

  14. @jpc: ..uczyć się dla zysku jakości życia, dla zysku społeczeństwa – to też mój zysk ale pośredni i długofalowy ~20lat (dzieci to najlepsza inwestycja na starość) – podobna filozofia działa w open-source…dla niektórych to nawet model biznesowy 😀

    Polubienie

  15. Error, Ty tak serio jesteś za zezwoleniami na dziecko, czy tylko mnie prowokujesz?

    Jeszcze odpowiadając na pytanie:

    „A czy powołanie do życia dziecka w rodzinie np. z alkoholizmem to nie jest naruszenie praw człowieka (dziecka: już nie-embrionu)?”

    Nie można naruszyć praw dziecka, którego jeszcze nie ma. Natomiast jeśli po urodzeniu dziecka rodzice nie będą w stanie się nim zająć (np. wskutek alkoholizmu), to można im odebrać albo ograniczyć prawa rodzicielskie.

    Polubienie

  16. Czepiasz się słówek. Wiadomo, że „posiadanie dziecka” to nie to samo, co „posiadanie telewizora”, ale w języku funkcjonuje takie określenie i nie widzę powodów, żeby z niego rezygnować.

    Polubienie

  17. @Czajna:

    1. O to, że przepis o „kłamstwie oświęcimskim” okaże się nie do ruszenia w przeciągu powiedzmy roku [żeby nie zwalać na opóźnienia legislacyjne], jestem gotów się z Tobą założyć… podaj rozsądną stawkę. Wchodzisz?

    2. Pokaż mi realne uproszczenie procedur i obniżkę podatków. Bo może nie jestem na bieżąco, ale ostatnia [jakaś…] obniżka podatków to popłuczyny po rządach PiSu właśnie.

    3. Wiem, że istnieje coś takiego jak maltretowanie psychiczne. I dlatego czekam z utęsknieniem na akcje legislacyjne w powyższych kierunkach. Poważnie. Bądźmy konsekwentni. Jeśli żona w domu robi awantury, odesłać na obóz reedukacyjny i odebrać prawa rodzicielskie. I wygonić z mieszkania. Poważnie.

    Po publikacji w HM tekstu dot. kabaretu damsko – męskiego nie chciało już mi się nawet czytać diagnoz psychicznych na swój temat za tekst, gdzie napisałem, że dosadny klaps, lanie czy walnięcie pięścią w stół bywa czasem dużo lepsze od ciągnących się tygodniami fochów i kwasów. Minęło parę m-cy i okazuje się, że jestem w ogóle zoologicznym ultrasem, bo w pojęciu „nowoczesnej rodziny” nie mieści się już nawet awantura, bo pewnie parę awantur z rzędu zacznie się podciągać pod ten paragraf.

    Naprawdę nie rozdzierałem szat nad „niszczeniem rodziny”, ale gdy widzę, że w świetle „myślenia” tych Żółwich Głów w zasadzie każda sprzeczka czy awantura może stanowić dla chcącego pretekst do zgnojenia [bo inaczej nazwać się tego nie da] współmałżonka w majestacie prawa, a z braku możliwości awantury pozostaje już chyba TYLKO rozwód… zaczynam zmieniać zdanie.

    @err777: nie sądzę, żeby wzmianka o piekle mogła rozhisteryzować moją córkę [trochę młodszą], co dowodzi tego, że jesteśmy osobniczo zmienni. A równanie jakichkolwiek metod wychowawczych [z „maltretowaniem” włącznie, poza skrajnymi przypadkami] nie jest niczym więcej, tylko urawniłowką, która jeszcze nigdy nikomu niczego dobrego nie przyniosła.

    Polubienie

  18. @Czajna: na serio… sam dorastałem „w takiej” rodzinie. Nie oceniam tego w kategoriach dobrze/źle… bo „jakoś” żyję… tylko w kategorii „komu to potrzebne było” – i mam pretensje (bo mam prawo – nie?). Alkoholizm (jako sytuację) w rodzinie widać gołym okiem. Po co odbierać dziecko (skutek) skoro można interweniować wcześniej w inny sposób (nie mam na myśli aborcji). Poza mną – „problem” ma też wymiar ekonomiczny i w ten sposób dotyka wszystkich – leczenie psychiki, zespoły DDA itp… a pan płaci i pani płaci.

    Polubienie

  19. @err: a, i jeszcze jedno. Nie ma żadnej gwarancji, że „departament wychowania” nie popełniłby gdzieś po drodze błędu, który zostałby powielony w milionach rodzin; przy dotychczasowym systemie ewentualne błędy dotykają pojedyncze osoby. Niedawno dopiero obalony mit o zbawiennym wpływie szpinaku na rozwój młodego organizmu to pierwszy przykład z brzegu.

    Polubienie

  20. @torero: Ludzie mają przede wszystkim problem ze sobą – wyrażaniem własnych emocji (te fochy/kwasy itp…). Wchodząc w związki dokonują wyboru świadomie lub nieświadomie – potem „produkują” potomków i przekazują „siebie” jako wzór dla dziecka… i proces się powtarza. Zadziwia mnie proces przenoszenia odpowiedzialności za siebie na państwo i prawo. Niedługo będę akcje z breloczkiem „Jestem rodzicem. Nie leję.” (analogia „Jestem kierowcą.Nie piję”)…Departament wychowania uczy tylko jak działa ta czy inna komórka ciała… a co z psychiką? Kto/jak/gdzie naucza bycia człowiekiem?

    Polubienie

  21. > Zadziwia mnie proces przenoszenia odpowiedzialności za siebie na państwo i prawo. Niedługo będę akcje z breloczkiem „Jestem rodzicem. Nie leję.” (analogia „Jestem kierowcą.Nie piję”)..

    O właśnie! Jeśli mamy „państwowy system emerytalny”, rodzice mają mniejszą motywację do wychowania. Jeśli państwo na milion sposobów „pomaga najuboższym”, najubożsi są mniej zmotywowani do wyrwania się ze swojego ubóstwa. Jeśli człowiek staje się mniej odpowiedzialny za swoje dziecko [bo „wszystkie dzieci nasze są”], wówczas…

    Polubienie

  22. 1. Jeśli masz rację, następne piwo pijemy w Krakowie. Jeśli TK przepis uwali (czego nie jestem pewien), Ty przyjeżdżasz do Poznania. 😛 To pod warunkiem, że Kochanowski faktycznie skieruje sprawę do TK.
    2. No cóż, ja mówiłem naturalnie o projekcie przyszłorocznego budżetu i związanej z nim zmianie stawek i progów podatku dochodowego. Może trochę na wyrost, ale skoro rząd przyjął już założenia budżetowe i z pompą je ogłosił, to zakładam (naiwnie?), że dotrzymają.
    3. Hm, to bronisz prawa do awantur, czy jednak nie? Bo z jednej strony żony byś na obóz wysyłał, a z drugiej strony awantura, klapsy itp. jawią Ci się jako jedyne (?!) metody rozwiązywania konfliktów w rodzinie.

    Polubienie

  23. Kiedyś nie było systemu emerytalnego, a rodzice jakoś nie powstrzymywali się od np. picia czy bicia dzieci. 😉

    Error -> IMHO „prawo jazdy” na dziecko to wylewanie tegoż dziecka z kąpielą, w dodatku zupełnie nierealne do przeprowadzenia – każdą parę miałoby się sprawdzać tak jak potencjalnych rodziców adopcyjnych? Już nie mówię, że to np. oznaczałoby faktyczny zakaz uprawiania seksu przed ślubem (kto pozwoli na dziecko parze bez ślubu?) bądź nakaz stosowania środków antykoncepcyjnych (i to tych najskuteczniejszych) – jedno i drugie absurdalne i naruszające wolność człowieka.

    Polubienie

  24. Czajna: „awantura” jest często naturalna i najprostszą metodą rozładowania napięcia i często wyjaśnienia spraw. Często jest tak, że partnerzy się dogadują dopiero jak wykrzyczą sobie wzajemne zarzuty. Jeżeli nikt nie jest przy tym zraniony (fizycznie, czy psychicznie), a problem jest rozwiązany, to czy to nie lepsze niż udawanie, że problemu nie ma?
    Tak się składa, że ludzka psychika i emocje to skomplikowane i zawodne mechanizmy — rzadko kiedy działają bez zarzutu… co więcej, nie wiem czy da się zdefiniować jak by miało wyglądać „idealne działanie”. Umiarkowana agresja jest też też formą komunikacji. Trzeba tylko umieć nad nią panować. W praktyce lepiej będzie jak dzieciaka włażącego na czerwonym świetle prawie pod koła samochodu ktoś zbluzga i może zdzieli po uchu (bez tego dziecko może nie zauważyć, że cudem uniknęło śmierci i niczego się nie nauczy) niż jeśli wszyscy zignorują sprawę.
    Brutalna przemoc to co innego, ale walcząc z nią nie można popadać w paranoję i robić zbrodnię z każdego klapsa, czy z każdej domowej awantury.

    Polubienie

  25. @torero: „państwowy system emerytalny” to iluzja którą musi tworzyć państwo aby istnieć (a powinno głownie łapać bandytów itp.). Przed wojnami (I i II) chyba nie było takiego „tworu” – deal był prosty – ja utrzymuję dzieci, a dzieci utrzymują mnie (więcej dzieci większa kasa)- a jak nie mam dzieci to żyję z tego co naskładam. Obecnie to państwo „wcina” się tutaj z „umową społeczną” itp. zamiast pomagać rozwijać więź pokoleniową… tworzy konflikt pokoleniowy. Mogę powiedzieć „ja się tu nie pchałem”, jeżeli moi rodzice nie potrafią wpływać na „państwo” jak mogą nauczyć tego mnie?

    Polubienie

  26. Jajcuś, ale gdzie ja napisałem coś co by temu zaprzeczało? Nie uważam, żeby rodzinne „awantury” miały cokolwiek wspólnego ze znęcaniem się (przynajmniej jeśli wykluczyć pewne skrajności) i uważam, że łączenie tych dwóch spraw to niezrozumienie albo jednego albo drugiego. To, że próbuję zrozumieć, o co tak właściwie chodzi Torero, to co innego. A że nie uważam, by awantura była jedynym sposobem załatwiania sporu, to chyba nie znaczy, że te inne sposoby uważam za uniwersalne, zaś kłótnie za absolutnie niedopuszczalne?

    Polubienie

  27. @jajcuś: hmm… a dlaczego nie zapisać dziecka lub siebie na kurs np. samorozwoju… forma właściwego komunikowania własnych potrzeb to także umiejętność… tak jak angielski czy matma.

    Polubienie

  28. error777: I myślisz, że taki kurs wszystko załatwi? Wtedy, gdy dziecko stwierdzi, że „nie będzie chodzić na żaden głupi kurs, bo nie!” też? 😉

    Co do państwowego systemu emerytalnego… też uważam, że powoduje więcej szkody niż pożytku. Na emerytury moich rodziców zarabiają obcy ludzie, a ja zarabiam na emerytury obcych ludzi. Więc nikomu nie zależy. Rodzicom nie zależy, żeby mieć dzieci (pomijając aspekty nieekonomiczne, to każde kolejne to tylko koszt), Przyszłość rodziców w niewielkim stopniu zależy od tego, czy dzieci będą miały do nich szacunek. Zamiast naturalnych uczuć (troska o rodzinę) i zobowiązań (rodzice mnie wychowali, należy im się coś za to) wprowadzono sztuczne regulacje (Oddaj część swojej pensji, damy ją obcym potrzebującym. Jak Ty będziesz potrzebował, to może też dostaniesz część tego, co zabierzemy innym). Sztuczne regulacje mają to do siebie, że ludzie je z często czystym sumienie obchodzą i spotyka się to ze społeczną akceptacją. W świecie, gdzie życie staruszków zależy od dobrej woli ich dzieci inaczej ludzie patrzyli by na dzieci nie utrzymujące rodziców (o ile rodzice sobie zasłużyli) niż teraz patrzą na ludzi unikających płacenia ZUS (czyli żałujące swoich pieniędzy na utrzymanie obcych ludzi).
    Jakiś poziom opieki ze strony państwa może mieć sens (chociaż raczej w postaci organizacji powszechnych prywatnych ubezpieczeń i niezbędnej kontroli nad nimi), ale państwowa opieka nie powinna mieć większego znaczenia niż zobowiązania rodzinne, bo to powoduje powszechne wypaczenia.

    Polubienie

  29. @Czajna: informuję Cię więc, że akapit o wsadzaniu żon do pudła za awantury miał [miał mieć] charakter prześmiewczy. To, że coś takiego nie zostanie zrealizowane, dowodzi tylko „uznaniowości” i ideologiczności paragrafów o „molestowanie psychiczne” czy jak się tam ta cholera nazywa. To [poza jakimiś chorymi wyjątkami] próba penalizowania zjawisk, które jeszcze niedawno określało się mianem upierdliwego szefa czy ględzącej [żeby nie powiedzieć nieładnie] żony. Nikt nie uznawał tego za miłe, przyjemne ani wdzięczne – ale ludzie jakoś próbowali z tym żyć. A potem przyszli „obrońcy” i wszystko jak zwykle stanęło na głowie.

    Polubienie

  30. error777: rozumiem że twoim zdaniem ludzie (nie ze swej winy) bezdzietni, mogą w momencie gdy już nie są w stanie pracować powinni zdechnąć z głodu?

    Szacunek (i wsparcie) dziecka zależy nie od tego że się je wychowywało, ale jak wychowywało. I nie chodzi tu o wpajanie szacunku, ale raczej o taki sposób wychowywania, żeby wychowanek był za nie wdzięczny rodzicom.

    Sam fakt wychowywania i utrzymywania to nie jest żadna przesłanka do tego że dziecko powinno być za to wdzięczne rodzicom. To rodzice spłodzili dziecko i w ten sposób wzięli na siebie odpowiedzialność, ono, obrazowo mówiąc się na świat nie pchało.

    Polubienie

  31. @AdamK: „…gdy już nie są w stanie pracować powinni zdechnąć z głodu…” w dosłownym sensie… tak. Rzecz jednak w tym co rozumiesz przez „pracować”. Wszystko rozbija się o stosunek do starości i śmierci. W dawnych społeczeństwach istniała tzw. „starszyzna”, która „pracowała” dla społeczności przez udzielanie swojego doświadczenia życiowego, każda poważniejsza decyzja przechodziła przez „starszyznę” – były rodziny wielopokoleniowe itp… Obecne społeczeństwa zbudowały inna strukturę – w której człowiek starszy jest niepotrzebny – jako bezdzietny możesz wykupić sobie miejsce w tzw. „domu starców”. Z biologicznego punktu widzenia śmierć to rodzaj mechanizmu ekonomicznego w ekosystemie… system odłącza niepotrzebne procesy… tak działa natura (najmniejsza energia).

    Polubienie

  32. @error777: no widzisz, więc ani aktualny, ani system’starszyzny’ nie jest więc systemem ‘naturalnym’. System starszyzny był niekiepski, tyle że ciężko było się do niej dostać. Emerytura jest systemem lepszym bo dostępnym dla prawie każdego.

    Polubienie

  33. AdamK: Niestety, w obecnej postaci emerytury są po prostu niesprawiedliwe — ci co pracują pracują na tych, co nie pracują. Bezdzietni nie muszą „zdechnąć z głodu”, jeśli w inny sposób zabezpieczyli sobie przyszłość. Np. oszczędzając, czy zapewniając sobie wdzięczność innych, którzy im w trudnej sytuacji pomogą. W idealnym świecie nikt nie powinien dostawać niczego za darmo, jeśli sam się nie postarał, „bo się należy” w imię „sprawiedliwości społecznej”. Niestety, świat nie jest idealny i zbyt dużo ludzi jest nieodpowiedzialnych i oczekuje się że nawet nieodpowiedzialni zawsze zasługują na pomoc. Więc może niech jakieś minimum dla niezaradnych zostanie. Ale to ma być minimum (i niech nikt potem nie płacze, że ledwo wiąże koniec z końcem za to co państwo mu daje) — tak, żeby ludziom wciąż się opłacało pracować i dbać o swoją przyszłość.

    Polubienie

  34. @AdamK: tylko że każdy ma „naturalną” starszyznę w rodzinie… niech jeżeli zarabiam 3000 to 1000 idzie na ZUS. Jeżeli z 1000 podzielę na 500 – dziadki, 300 – rodzice, 200 – ja (moje zdrowie)… to zbuduję „naturalną” piramidę finansową – i dzieci będzie więcej i lepiej „wychowanych” – ZUS nie jest potrzebny… tylko odpowiedzialność za rodzinę jest wymagana.

    Polubienie

  35. Jajcuś: w tej chwili, twoja składka emerytalna jest przeznaczona tylko i wyłącznie na twoją przyszłą emeryturę. Spadek po komunie, finansowany jest też przez nas, lecz z budżetu. Niestety spadek ten mamy i musimy z nim żyć, zresztą to nie jest wina komuny, w 45 (a właściwie w 50) trzeba było skądś te emerytury wziąć. Tak więć to tak naprawdę spadek po WWII, pretensje możesz mieć do Hitlera.

    Polubienie

  36. AdamK: Chciałbym, żeby tak było… ale póki tymi pieniędzmi zarządza ZUS i sejm (majstrują nawet przy środkach zgromadzonych w drugim filarze) to bardzo w to wątpię.
    Zgadzam się jednak, że największym problemem jest ten spadek po starym systemie. No cóż, gdy „stary system” powstawał, to nie wydawał się groźny dla gospodarki, bo emeryci długo nie żyli, jak w ogóle do emerytury dożyli… A jak raz się ludziom dało jakiś przywilej, to później trudno odebrać.

    Polubienie

  37. @error777: fakt, fajnie by tak było. Świat i ludzie niestety nie są idealni, więc idealne rozwiązania się nie sprawdzają. Bo np. (nie żebym Ci źle życzył) umierasz w wypadku samochodowym wraz z żoną i dziećmi. Twoi Dziadkowie i rodzice zostają bez środków do życia. No chyba że że będą mieli innych potomków – ale w ten sposób przymuszasz ich do posiadania wielu dzieci – a tego nie każdy chce. Są ludzie którzy nie chcą mieć wcale (albo nie mogą) mieć dzieci. To ich prawo. W aktualnym systemie każdy, niezależnie od ilości dzieci, ich przeżywalności, będzie miał emeryturę.

    @jajcuś: ZUS nie zarządza pieniędzmi. On je tylko przechowuje (ewentualnie inwestuje w obligacje, aby ie straciły na wartości). Zresztą ja nigdy nie twierdziłem że ZUS jest niezbędny, można by było całe te środki przerzucić do drugiego filaru. Jakiekolwiek zarządzanie jest w drugim filarze. Jeśli chodzi o dobieranie się do niego – po prostu została do rozwiązania kwestia jak wypłacać emerytury drugiego fialru, i tu jest dyskusja.

    Polubienie

  38. Jajcuś: w "starym systemie" też każdy jest czyimś dzieckiem, rodzicem, dziadkiem... pieniądze powinny krążyć lokalnie - w ramach rodziny (w średniowieczu i Egipcie nie było ZUS) - powiedz teraz urzędnikom ZUS że są niepotrzebni... to cię zatłuką (to jest pewnego rodzaju mafia)
    AdamK: idealnie… tak tylko dlaczego nie mam wyboru? jest wiele możliwości – niech np. Owsiak prowadzi „niby-ZUS” i po 5zł na miesiąc od obywatela – utrzymuje tych co nie chcą mieć dzieci (lub dzieci im umarły w wypadku) – a chcę mieć pieniądze (to też jest wybór) itp…

    Polubienie

  39. error777: masz wybór. Skrzyknij ludzi którzy myślą tak jak ty i przeprowadź obywatelską inicjatywę ustawodawczą.

    No, a tak poważniej: wszystkim na raz dogodzić się nie da. Dlatego wybrano system który ‘dogadza’ jak największej grupie.

    Polubienie

  40. @AdamK: gdzieś czytałęm że wychowanie dziecka to 300tys. zł przez 25lat… jeżeli nie chcę mieć dziecka to odkładam tą kasę na prywatne konto – na starość… (moje prawo) nie?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s