Z prac rządu i nie tylko.

TK uznał parę dni temu za niekonstytucyjne przepisy przewidujące penalizację znieważania narodu polskiego, motywując to wolnością badań naukowych i czymś tam jeszcze. Na uznanie za niekonstytucyjną penalizacji znieważania innych narodów [kłamstwo oświęcimskie nadal będzie karane] brakło najwyraźniej sędziom TK czasu; pełen optymizmu oczekuję, że to niedopatrzenie zostanie naprawione tak szybko, jak to możliwe.

* * *

Rząd się rozpędza. Z braku cojones do zajęcia się gospodarką [choć może to i lepiej…] postanowił zająć się masowym problemem katowanych dzieci. Karane mają być wszystkie naruszające godność zachowania wobec dzieci. A więc zarówno przemoc fizyczna, jak i psychiczne maltretowanie czy zaniedbywanie ich potrzeb życiowych. Szybsza ma być interwencja w sytuacjach kryzysowych. Projekt zakłada m.in., że pracownik socjalny będzie miał prawo nawet do zabrania dziecka z domu, w którym – jak podejrzewa – dzieje się coś złego. [źródło, podkreślenia moje]. Najwyraźniej dla ustawodawcy maltretowanie dziecka mogłoby okazać się zbyt trudne do udowodnienia, więc należało jeszcze dorzucić zaniedbywanie ich potrzeb życiowych i maltretowanie psychiczne. A właśnie! Skoro karalne będzie maltretowanie psychiczne, ciekaw jestem, kiedy doczekamy się penalizacji zachowań bab w dziekanatach i wiecznie niezadowolonych żon. Mówię poważnie.

61 myśli w temacie “Z prac rządu i nie tylko.

  1. @error777: a ja czytałem że milion, ale co z tego? Masz dzieci? Odkładasz? A ci co je mają – jak ich dzieci nie daj boże okażą się wyrodne albo po prostu umrą, to ich rodzice mają z tego powodu zapieprzać aż do śmierci?

    Polubienie

  2. @AdamK: „..nie daj boże okażą się wyrodne ..” ryzyko i wybór to elementy życia… wsiadając rano do samochodu myślisz że to twoja „ostatnia droga”?

    Polubienie

  3. @error777: nie i dlatego są obowiązkowe ubezpieczenia OC, tak aby ofiara wypadku miała pewność odszkodowania. NA tej samej zasadzie działa emerytura – dzieki niej jesteś uzależniony tylko i wyłącznie od swojej pracy.

    Polubienie

  4. @AdamK: w jaki sposób OC… OCali cię od kalectwa lub śmierci? Mi chodzi o to że przywołujesz argument – że wybierasz dziecko,a dziecko okaże się wyrodne (może za 20lat – ale to zależy od jakości Twojego rodzicielstwa). Jak wybierasz jazdę samochodem, możesz umrzeć na następnym skrzyżowaniu (lub nie jeżeli potrafisz przewidzieć – mieć ograniczone zaufanie – to jakość Twojego bycia kierowcą ma znaczenie). Mówiąc wprost co robisz aby być lepszym kierowcą/rodzicem/człowiekiem – ryzyko możesz zmniejszyć. Większość nie robi nic…

    Polubienie

  5. @AdamK: „..dzieki niej jesteś uzależniony tylko i wyłącznie od swojej pracy..” To fakt. Jeżeli pojęcie „pracy” rozszerzysz o działalność taką jak wychowanie dzieci i doradzanie dzieciom – to jest drugi niematerialny (niefinansowy) aspekt pracy związanej z budowaniem relacji międzyludzkich. Jak już dostaniesz to odszkodowanie – to wyobraź sobie że mieszkasz sam (bo żona poszła sobie) na wózku na 5 piętrze. Trudno mi sobie wyobrazić życie samotnego emeryta… może wynajmie sobie wnuki (taka usługa w przyszłości)?

    Polubienie

  6. @Czajna: jeśli jest jakakolwiek różnica, to jest ona wyłącznie imho ilościowa, nie jakościowa. To raz. Dwa, że to jest właśnie pogłębianie sytuacji, o której pisał err, polegającej na uzależnieniu od państwa, które ma za nas myśleć, podejmować decyzje i wyciągać za uszy z najgorszego syfu, w który wpakowaliśmy się wskutek braku myślenia, lekceważenia pewnych reguł czy bardzo sporadycznie – fakt – najzwyklejszego pecha. Organicznie nie jestem w stanie po prostu uwierzyć w to, że ktoś po ślubie jest w stanie zmienić się w bydlaka katującego swoją rodzinę. Owszem, ludzie się zmieniają, małżeństwa też mają lepsze i gorsze dni. Mogę uwierzyć, że mąż w nerwach zlał swoją żonę parę razy, mogę uwierzyć, że paręnaście razy oberwało się dziecku, że paręnaście razy poleciały talerze, ale nie w to, że zachowań już stricte psychopatycznych czy kryminalnych nie było widać wcześniej. No ale do tego trzeba trochę przed ślubem pochodzić, zamiast od razu się kłaść, można posłuchać starszych i zrobić kilka innych rzeczy, które ni cholery nie chcą wpasować się w profil widza… no, stacji wymieniał nie będę. W kwestii szefa… do kroćset, ludzie kiedyś emigrowali za chlebem nie tanimi liniami lotniczymi, ale w „trochę” gorszych warunkach i jakoś się dało. Reasumując: wyrwać się można z każdego bagna, trzeba tylko chcieć. A uchwalanie takiego prawa i wszczepianie ludziom przekonania, że „są pod ochroną”, tylko jeszcze bardziej oduczy ich myślenia i odpowiedzialności za własne życie. Cóż, feudalizm skasowaliśmy, ale może ktoś właśnie uznał, że ta kasacja to nie był najlepszy pomysł?…

    Last but not least: ten argument jeszcze nie padł, ale wszyscy komentatorzy z prawej strony podkreślają, że w zasadzie system prawny do karania sadystów [nawet tych domowych] istnieje, tylko nie jest egzekwowany. Jaki więc sens ma wprowadzanie nowych przepisów poza tym, że na obywatela będzie po prostu jeszcze więcej haków, bo policja pewnie tradycyjnie będzie mieć to wszystko tam, gdzie miała to dotychczas?

    Polubienie

  7. Taa, jasne, różnica ilościowa. Wszystkie maltretowane psychicznie czy fizycznie kobiety i dzieci (w końcu to ich mają dotyczyć przepisy, od których się zaczęło, a przypomnę, że rodziców się nie wybiera) są same sobie winne, więc nie należy im się żadna pomoc – pięknie. Pewnie uważasz też, że dziewczyny na randce i prostytutki nie da się zgwałcić.

    A z tym emigrowaniem za chlebem to już w ogóle pojechałeś. Co ma w ogóle piernik do wiatraka?

    Polubienie

  8. A tym wpisem to mnie lekko zdenerwowałeś. Nie dlatego, że uważasz inaczej, ale dlatego, że każesz mi udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

    Primo, nie pisałem, że tym ludziom nie należy się żadna pomoc. Pisałem o ustawodawstwie i pomocy państwowej. Poza nimi są domy samotnej matki, znajomi, wreszcie w końcu rodzina [np. bracia, którzy mogą dać w dziób takiemu mężowi] i pewnie multum innych organizacji i osób. Brak pomocy państwowej to w żadnym razie brak opieki w ogóle, Panie Etatysto.

    btw. Ich prawo do otrzymania pomocy oznacza mój obowiązek dopłacania do kogoś, kto np. nie raczył pomyśleć przed małżeństwem. Albo obowiązek dopłacania do dziecka, które – owszem, pewnie nie ze swojej winy – pije, pali, klnie, się szlaja i ogólnie nie rokuje nadziei. Zanim napiszesz coś nt. chrześcijańskiego miłosierdzia, racz zauważyć subtelną różnicę między „obowiązkiem pomocy” a „chęcią pomocy”. Niespecjalnie przekonuje mnie to, że tej chęci nie starczy dla wszystkich – po pierwsze dlatego, że pomocy państwowej też nie starczy, a po drugie dlatego, że „opieka” państwowa ruguje dobroczynność i wrażliwość prywatną, czego chyba uzasadniać nie muszę?…

    Secundo, tekstu o niemożności zgwałcenia dziewczyny na randce po Tobie się nie spodziewałem.

    O emigracji za chlebem pisałem, chcąc pójść [fakt, chyba za bardzo] na skróty w sporze o pokrewny mobbing: – upierdliwego szefa można pożegnać, – nie, nie można, bo czasem mała wioska itp. – ależ oczywiście można, bo dawniej… etc., etc.

    Może to nie pasuje trochę na 0.poziom, ale co tam… mobbing znam po pierwsze poniekąd z autopsji, a po drugie z rozgrywanego właśnie niedaleko przypadku i widzę dokładnie takie efekty, o których piszę; po prostu żal d*** ściska. Iluzje możliwości odwołania się do sądów pracy, kiedy jesteś na ostatniem szczebelku drabiny… brak świadomości, że zszargane referencje pomimo ew. wygranego procesu mogą skutecznie upieprzyć człowieka na resztę kariery… Gadanie o zmianie miejsca pracy na wiele się jak widać nie zdaje, więc pewnie zamiast zmiany miejsca pracy skończy się próbą wyskoku wyżej tyłka ze skutkiem znanym każdemu, kto o rynku pracy wie więcej, niż z reportaży telewizyjnych.

    W zasadzie wszystko można dość brutalnie sprowadzić do zasady „umiesz liczyć – licz na siebie”. Państwo zrobi [o ile…] co do niego należy w ramach paragrafów i tyle – a żyć dalej trzeba z opinią… różną. Może ktoś tak lubi, ale to jeszcze nie powód, żeby wychowywać tak całe pokolenia.

    Polubienie

  9. Wybacz, chyba faktycznie się zagalopowałem*, przepraszam. Ale też się trochę zirytowałem, bo kawał Twojego poprzedniego komentarza (jeśli nie cały) był nie na temat. Przypominam bowiem, że dyskusja dotyczyła psychicznego znęcania się nad dziećmi, a nie mobbingu czy bitych żon. Zresztą w ogóle takie dyskusje są wyjątkowo wkurzające, bo „kolibry” prawie zawsze sprowadzają je do tego, że problem nie istnieje, a nawet jeśli istnieje, to państwo nie powinno się mieszać, bo jak się miesza, to np. kobiety przestają rozpoznawać facetów, którzy będą ich bić po ślubie. I po raz kolejny trzeba się spierać, czy państwo powinno robić coś więcej niż utrzymywać armię i ścigać złodziei (przy czym jak mąż okrada żonę, to pewnie już tylko rodzina kobiety powinna interweniować, np. okradając męża, tak jak bijącemu mężowi może przyłożyć brat, zamiast wzywać policję).

    „Państwo zrobi [o ile…] co do niego należy w ramach paragrafów i tyle – a żyć dalej trzeba z opinią… różną.”

    Państwo daje w tym wypadku pewną możliwość. I buduje powoli świadomość tego, że pewne zachowania są niedopuszczalne. Być może za czas jakiś owa „różna” opinia będzie już inna-lepsza. Tak jak inaczej patrzy się już na kobiety zgwałcone na randce, choć nadal o niejeden powie (nie piję tu do Ciebie), że puszczalska sama się prosiła. I co? Czy to argument za niekaraniem randkowych gwałcicieli? Ale zgwałcona tak samo ma wybór, na policję iść nie musi i terapeuci często to doradzają.

    „po drugie dlatego, że „opieka” państwowa ruguje dobroczynność i wrażliwość prywatną, czego chyba uzasadniać nie muszę?…”

    Musisz. Ten dogmat to bzdura, bo, primo, w czasach gdy państwo się tym nie zajmowało, poziom dobroczynności nie był wcale wyższy, secundo, że na każdym kroku widzę przykłady działalności ludzi, którym państwo wrażliwości jakoś nie stępiło. Obawiam się jednak, że w tak zasadniczych kwestiach nie mamy szans dojść do powodzenia.

    *Aczkolwiek w przypadku ciężarnej nastolatki spod Lublina, za którą ksiądz ganiał, żeby nie mogła dokonać aborcji, wątpliwości co do tego, czy została zgwałcona, czy nie, wynikały właśnie z tego, że podejrzany o gwałt był jej chłopakiem. A pamiętam, jak się oburzałeś, że Wyborcza napisała o gwałcie. Stąd to skojarzenie.

    Polubienie

  10. I jeszcze w kwestii „licencji na szkalowanie” w wykonaniu innych nacji: http://wiadomosci.onet.pl/1835925,12,item.html O Irvingu już nie wspomnę.

    Czajna, oburzałem się na Wybiórczą nie dlatego, żebym komukolwiek przypisywał winę bądź jej brak, tylko dlatego, że ten tabloid zrelacjonował całą sprawę w sposób będący szczytem szczytów. I wybacz, jeśli nie zrobię ^C^V.

    Odnośnie rugowania prywatnej dobroczynności klient przypomniał mi dzisiaj niedawną sprawę piekarza, w którego bodajże walnięto wcale zgrabnym domiarem tylko za to, że ośmielił się rozdawać pieczywo biednym.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s