N/c.

Władze pewnego miasteczka w hrabstwie Kent zabroniły urzędnikom posługiwania się zwrotem „burza mózgów” i zamiast niego zaleciły używanie słów „deszcz myśli”. Rada miejska Tunbridge Wells uznała, że powszechnie używane powiedzenie może obrażać epileptyków i osoby chore umysłowo, więc do wszystkich urzędników zostały rozesłane specjalne komunikaty oraz informacje o szkoleniach na temat poprawnego słownictwa (…). źródło.

39 myśli w temacie “N/c.

  1. O, kolejne przerobienie „sensacji” brytyjskiego brukowca Metro na Terror Politycznej Poprawności™. Dopisz jeszcze, że w Szkocji nie wolno mówić „mama”, Niemka straciła zasiłek, bo nie chciała pracować w burdelu, Unia każe prostować banany, a brytyjscy skauci nie mogą piec kiełbasek.

    A jak jest naprawdę? W czasie szkolenia pracowników rady miasta Tunbridge Wells rzucono propozycję, aby zamiast "brain storm" mówić "thought shower". I tyle. Nikt nie zabronił mówić „burza mózgów”. Rada miejska nie miała z tym nic wspólnego, była to sugestia osoby prowadzącej szkolenie dla nowych urzędników (prawdopodobnie pani Val Green, szefowej działu HR). Nikt nie rozesłał specjalnego komunikatu – była to ustna sugestia. Czy tylko mi to przypomina dowcipy o Radiu Erewań?

    Polubienie

  2. http://www.metro.co.uk/news/article.html?in_article_id=185204&in_page_id=34

    Nie mam powodów, aby nie wierzyć kierowniczce działu HR ("said the proposal was made during a staff training session, but denied any memo had been sent to employees").

    Moja wersja wydarzeń:

    1. P. Green lub któryś z jej podwładnych prowadzi szkolenie dla nowych pracowników.
    2. Mówi coś w rodzaju „You know, in case it may offend epileptics, consider using ‚thought rain’ instead of ‚brain storm’”.
    3. Ktoś uznaje to za zabawne i powiadamia prasę.
    4. Dziennikarz pyta epileptyków, co sądzą o takich wskazaniach.
    5. Ratusz przeprasza urażonych "we’re sorry if through trying to avoid this we have indeed caused offence".
    6. Niekompetentny onetowiec puszcza artykuł o zakazie mówienia „burza mózgów”.
    7. Wszyscy prawicowcy podniecają się Terrorem Politycznej Poprawności™.

    Oczywiście ktoś inny może mieć inną wersję :).

    Polubienie

  3. Znaczy się co jest owym mitycznym terrorem poprawności politycznej? To, że szef nie powinien klepać sekretarkę po tyłku? To, że w westernach grają Murzyni? Albo to, że państwowi urzędnicy mówią tak, aby nie obrażać różnych grup społecznych? Ciekawe, czy doczekam się przykładów owego „terroru”.

    Polubienie

  4. @kmitko: ot, choćby nieformalna anatema na użytkowanie słowa "Murzyn" w USA, żeby pozostać przy Twoich przykładach. Twierdzisz, że "Afroamericans", "native Americans" i przeróżni "…handicapped" powstali w wyniku naturalnej ewolucji języka?

    @Czajna: nie, nie jest OK. Ale miotanie wyzwiskami i przekleństwami na prawo i lewo to jedno – a braki w naukach podstawowych to drugie. I pewne rzeczy wypada nazwać po imieniu [choć niekoniecznie w ten sposób]. Tłumaczenie komuś po po raz enty rzeczy oczywistych czasem nie jest możliwe – zresztą kto w kwestii anielskiej cierpliwości jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. A nawet, jeśli cierpliwość jest – dla własnego zdrowia psychicznego trzeba założyć u adwersarza pewien poziom elementarnego zdrowego rozsądku. Bo np. dyskusja z misiem, który NIE WIDZI [tak właśnie – nie "jest przeciw", a "nie widzi"] elementarnych zależności typu "protest przeciwko szyciu piłek przez ubogie dzieci a dochód takich rodzin", nie ma za bardzo sensu. A skoro czasem potrzebna jest etykietka… osobiście wielu adwersarzy wolę określać [jeśli już _naprawdę_ jestem do tego zmuszony] mianem nieuków, niż debili… ale to już zupełnie inna bajka.

    Polubienie

  5. A ty twierdzisz, że mówienie „Afroamerykanin” zamiast „czarnuch” to terror politycznej poprawności? Bo dla mnie to po prostu kultura osobista (na Rosjan nie mówię kacapy, a na Niemców szkopy).

    Polubienie

  6. Zamiast "czarnuch" – owszem, to kwestia kultury. Ale to słowo afaik po polsku ZAWSZE było nacechowane negatywnie, nikt nie używał tego w normalnej mowie "nieofensywnej" i nie pisałem o tym. Ale ZTCW "Negro" takich konotacji w angielskim nie posiadało, przynajmniej powszechnie – a zostało wyrugowane tylko dlatego, że komuś gdzieś się kojarzyło. A przerabianie Agaty Christie i jej "Dziesięciu małych Murzynków" na "Nie było już nikogo" to kompletny debilizm, choć pewnie Tobie nawet takie zagrania z niczym złym się nie skojarzą.

    Zresztą to tylko zaklinanie rzeczywistości słowami. Jeśli ktoś będzie chciał powiedzieć coś złego, to zamiast "f*** nigger" powie "f*** Afro-American" :). A jeśli ktoś nie będzie chciał powiedzieć… to po prostu niezależnie od panujących fanaberii językowych nie użyje słowa "nigger". Niektórzy tej subtelnej różnicy nie dostrzegają – i na tym polega paranoja politpoprawności.

    Polubienie

  7. W dalszym ciągu wydaje mi się, że mylisz rzekomą polityczną poprawność z kulturą osobistą. Słowa "negro", "nigger" przeszkadzały w latach 60. Murzynom (były negatywnie nacechowane), czyli osobom najbardziej zainteresowanym. Zgadnij, kto powiedział „Nie będę strzelał do Wietnamczyków, żaden z nich nie nazywa mnie »nigger«”. Dlatego ich się nie używa. Oczywiście, że może powiedzieć „fucking Afro-American”, tylko co z tego? W ilu mediach spotkałeś się z takim określeniem? Bo przypominam, że chodzi o to, aby usunąć z przekazu ofensywne dla pewnej grupy ludzi treści i zastąpić je neutralnymi w odbiorze. Ot zwyczajna kindersztuba – skoro odbiorca nie życzy sobie nazywania go w określony sposób, to tego nie robię. Jeśli ktoś chce świadomie obrażać, to w ogóle nie mieści się w tych rozważaniach z oczywistych przyczyn. Równie dobrze mógłbyś narzekać na wszechobecną cenzurę, która zabrania Ci mówić do przechodniów „Ty ch***”.

    Polubienie

  8. > Za to np. wyzywanie od debili ludzi noszących koszulkę z "Che" jest jak najbardziej ok.

    Bo to jest nazywanie rzeczy po imieniu, nikt kto ma poukładane pod sufitem nie nosi czegoś takiego. Jeśli nie wiem o co kaman to trzeba mu powiedzieć. Dalej nosi – to głupek. Jak rozumiem, że złodziej może czuć się urażony nazywaniem go złodziejem ale co to mnie obchodzi?

    Aaa… w przeciwieństwie do lewactwa ja nie widzę problemu w tym, że głupek nosi koszulkę z Che, nie sobie nosi, głupek jeden. To nas odróżnia.

    Polubienie

  9. W tej całej tworzonej rzekomo pod jarzmem politpoprawności (pop)kulturze zza oceanu jest niepoprawnych politycznie treści całe mnóstwo. A że niektórym się takie treści nie podobają i je potępiają? Skoro nazywanie rzeczy po imieniu jest ok, to nazwanie słów uwłaczających uwłaczającymi jest tak samo ok. A że się jednemu konserwatyście z drugim wydaje, że lepiej wiedzą, co jest, a co nie jest uwłaczające dla amerykańskiego Murzyna, to już problem tych konserwatystów przede wszystkim.

    Co do "Murzynków" Christie – po polsku ten tytuł brzmi niewinnie, po angielsku już nieco mniej.

    Aha: polityczna poprawność oczywiście istnieje i oczywiście w napiętnowaniu braku tej poprawności łatwo zapędzić się za daleko. Ataki na polityczną poprawność przypominają mi jednak częściej ujadanie frustratów, którym nie podoba się, że czasem wymaga się od nich, by liczyli się ze słowami i cudzymi uczuciami.

    Polubienie

  10. > Ataki na polityczną poprawność przypominają mi jednak częściej ujadanie frustratów, którym nie podoba się, że czasem wymaga się od nich, by liczyli się ze słowami i cudzymi uczuciami.

    Po prostu minęły czasy, kiedy "honor" albo "dobre wychowanie" coś znaczyło. Jak nazwać 99% wypowiedzi takiej Senyszynowej jeśli nie "głupoty". W zasadzie dobrze wychowany człowiek w ogóle nie polemizuje z czymś takim problem w tym że żyjemy w czasach, w których trzeba to robić bo inaczej jest się zakrzyczanym na amen. Stąd w mediach słyszysz z ust Cejrowskiego, że z "głupkami się nie rozmawia". To nie Cejrowski jest "chamem" tylko Senyszyn idiotką a jego słowa stwierdzeniem faktu. Lewica chciałaby dyskutować nad każdą sprokurowaną w odmętach ich pustych łepetyn bzdurą.

    > W tej całej tworzonej rzekomo pod jarzmem politpoprawności (pop)kulturze zza oceanu jest niepoprawnych politycznie treści całe mnóstwo.

    Niektórych treści – tak, innych – nie. O tym właśnie mówimy, podwójne standardy. W Europie dzieje się to samo tyle że w wielokrotnie większym stopniu, bo Amerykanie wiedzą czym jest lewica i nie dają się tak łatwo jej omamić.

    Polubienie

  11. >Lewica chciałaby dyskutować nad każdą sprokurowaną w odmętach ich pustych łepetyn bzdurą.

    Natomiast prawicowi wybrańcy boga mądrość wyssali z mlekiem prawicowych matek i swoje prawicowe geny przekażą prawicowym potomkom, łącznie z każdą sprokurowaną w odmętach ich pustych łepetyn bzdurą.

    Polubienie

  12. "a czy Tobie zdarza się wyprowadzać z błędu każdego twierdzącego, że 2+2=5"Znaczy, pytasz się, jak często AdamK dyskutuje z korwinistami?

    Polubienie

  13. Torero: na szybko przeczytałem ten artykuł, i powiem ci tylko że się mylisz. Prawa Ekonomii nie są ścisłe tak jak matematyki i znacznie mniej niż fizyki. Dlaczego? Ponieważ opierają się o modele, i właśnie założenia przyjęte przy budowaniu modeli determinują wyniki badań ekonomicznych. Gdyby bowiem ekonomia była całkowicie nauką ścisłą, na świecie nie byłoby głodu, wojen itp., bo wszystko dałoby się z góry wyliczyć. Niestety, jest sporo czynników wymykających się nawet bardzo dokładnym modelom.

    Tak więc ani w ekonomii ani w innych naukach społecznych, nie ma prawd stuprocentowych, ani optymalnych rozwiązań. Można próbować w jedną to w drugą stronę, a zależność liberalna-konserwatywne, lewicowe-prawicowe nie oznacza zależności liniowych czy innych dających się łatwo określić i wyliczyć. Mówiąc matematycznie: funkcja ma wiele ekstremów, a wymiarów też jest więcej niż 3 czy 4.

    Polubienie

  14. Obecnosc Murzyna w filmie nie musi byc przejawem poprawnosci politycznej (chociaz bywa). Nie mniej jednak jesli robi sie raban o to, ze nie ma w filmie zadnego Murzyna (niedawno podniosl sie taki w Stanach), albo przeciwnie, ze glowny bohater gry, ktory zabija jest czarny (a 99 innych bedzie bialych – co z tego!)… to chyba jest cos nie tak.

    Polubienie

  15. > Gdyby bowiem ekonomia była całkowicie nauką ścisłą, na świecie nie byłoby głodu, wojen itp., bo wszystko dałoby się z góry wyliczyć. Niestety, jest sporo czynników wymykających się nawet bardzo dokładnym modelom.

    Nie. Wojny i głodu nie byłoby, gdybyśmy żyli w społeczeństwie technokratów. A że do głosu dochodzą czynniki "miękkie", jest, jak jest. Zresztą… zaznaczyłem, że wiele równań nie jest jeszcze _do końca_ sparametryzowanych [gdzie nieznanymi parametrami mogą być również czynniki społeczne], co nie znaczy, że nie znamy banalnych zależności przyczynowo skutkowych. Teoretycznie i historycznie. Bo jak przychodzi do praktyki… wiemy obaj, jak jest. Żeby wspomnieć choćby wypowiedź sprzed paru tygodni, gdzie Minister Gospodarki stwierdził, że nie obniży akcyzy na paliwo, bo ceny i tak nie spadną. I nikomu nie przeszkadza to, że takie gadanie świadczy albo o bezczelnym kłamstwie, albo o wiedzy o oligopolu / zmowie cenowej. Pierwszy przykład z brzegu.

    @kmitko: jeśli pokażesz mi poletko ekonomiczne, gdzie sterylnie można przeprowadzać eksperymenty w warunkach identyczności założeń [ATSD: powtarzalność warunków gospodarczych przy demokracji… zrobiłeś mi dzień!] i falsyfikowalności, ja pokażę Ci ładnie opracowane matematycznie wzory. Te "mniej ładne", z których wnioskujemy tendencję, istnieją i mają się dobrze. A teraz pokaż mi jakiś większy przykład z życia, zaprzeczający którejkolwiek postawionej przeze mnie w artykule tezie. Czekam.

    Polubienie

  16. Torrero, zawężasz sprawę tylko i wyłącznie do ekonomii, a nie o to mi chodziło, życie to nie tylko ekonomia. Lekarstwo trzeba przystosowywać do chorego. Same metody ekonomiczne nic nie dają – dlatego Belka odpowiedział tak jak odpowiedział – z punktu widzenia ekonomii, wolny rynek jest idealny, z punktu widzenia całościowo pojętych nauk społecznych – niestety, w pełni wolny rynek się nie sprawdza. Dowodzą tego np. działania Sorosa, który Polsce zaordynował ‚wolny rynek’, natomiast w znacznie biedniejszych krajach afrykańskich przeprowadza często bardzo lewicowe w duchu programy.

    Polubienie

  17. Ekhem. Właśnie o tym mówię – nie można w przypadku ekonomii mówić o powtarzalności eksperymentu, dlatego nie może być ona nauką ścisłą. Dobrze, że przyznałeś mi rację. Sam fakt istnienia praw ekonomii nie stanowi jeszcze o jej ścisłości – socjologia też ma swoje prawa, a współczesna psychologia chętnie sięga po aparat matematyczny.

    Co do tez postawionych w artykule. Z niektórymi się zgadzam, z niektórymi nie. Pojedźmy od początku i pomińmy warstwę ideologiczną i głupie analogie.

    Po pierwsze – teoria strun. Nie jest ona potwierdzoną teorią naukową i z fizyką ma tyle wspólnego, co astrologia z astronomią.

    Po drugie – teorię chaosu uważasz za "szybko i negatywnie" weryfikowalną w rzeczywistości? LOL. Ale OK, w końcu artykuł nie jest o fizyce, więc to pomniejsze błędy.

    "A to że organizacja większa (UE) reaguje szybciej i lepiej od organizacji mniejszej (RP)."

    Wielkość organizacji nie ma znaczenia. Ma natomiast znaczenie sprawność organizacyjna (jasny podział kompetencji vs biurokratyczny bałagan) i zaplecze intelektualne (specjaliści vs ludzie z przypadku). Nie twierdzę, że akurat w przypadku UE i Polski potrafię wskazać sprawniejszą instytucję, natomiast taka generalizacja jak twoja jest błędem.

    "Według półempirycznych szacunków, państwo notuje największe wpływy, jeśli opodatkowanie oscyluje dokoła 18 %."

    Z ciekawości: te 18% wyssałeś z palca, czy potrafisz podać źródła?

    "Dodatkowo niskie podatki obniżają koszty pracy, stanowiąc o konkurencyjności gospodarki danego kraju."

    Przeceniasz wpływ podatków. Szwedzka gospodarka jest bardziej konkurencyjna od etiopskiej, a ma wyższe podatki. Zapominasz, że nie tylko koszt, ale i jakość siły roboczej ma znaczenie (oprócz wielu innych czynników, często niezależnych od władz kraju). Uprzedzam, że ja nie neguję faktu, że obniżka podatków *może* stymulować wzrost. Po prostu nie jest to jedyna słuszna możliwość.

    Nie wspominasz też, że amerykańska gospodarka osiągnęła podobne tempo wzrostu po cięciach za Reagana, jak i po podwyżkach za Clintona. http://www.cbpp.org/3-8-06tax.htm

    Co do korupcji – nie dziwi cię, że najniższe wskaźniki mają kraje skandynawskie?

    Polubienie

  18. > Właśnie o tym mówię – nie można w przypadku ekonomii mówić o powtarzalności eksperymentu, dlatego nie może być ona nauką ścisłą. Dobrze, że przyznałeś mi rację. Sam fakt istnienia praw ekonomii nie stanowi jeszcze o jej ścisłości – socjologia też ma swoje prawa, a współczesna psychologia chętnie sięga po aparat matematyczny.

    Teorii Wielkiego Wybuchu nie można potwierdzić w warunkach powtarzalności eksperymentu, a więc fizyka nie jest nauką ścisłą.

    > socjologia też ma swoje prawa, a współczesna psychologia chętnie sięga po aparat matematyczny.

    O statystyce w psychologii wiem, ale poza metodami pomocniczymi nie jest ona nijak zaprzęgnięta do meritum. Tak samo można argumentować, że aparat matematyczny wykorzystywany jest w weterynarii, bo na krowie też czasem liczy się pryszcze. A może jakiś wzór matematyczny na eksperyment psychologiczny?

    > Po pierwsze – teoria strun. Nie jest ona potwierdzoną teorią naukową i z fizyką ma tyle wspólnego, co astrologia z astronomią.

    Pokaż mi miejsce, gdzie twierdziłem, że jest ona potwierdzoną teorią naukową albo bądź łaskaw nie polemizować z tezami, których nie stawiam, i ogłaszać tego jako zwycięstwa.

    > Po drugie – teorię chaosu uważasz za "szybko i negatywnie" weryfikowalną w rzeczywistości? LOL. Ale OK, w końcu artykuł nie jest o fizyce, więc to pomniejsze błędy.

    Jakie błędy? Podrzuć sobie cegłę nad głowę i módl się do boga teorii chaosu, żeby jakiś motyl ją przesunął.

    > Wielkość organizacji nie ma znaczenia. Ma natomiast znaczenie sprawność organizacyjna (jasny podział kompetencji vs biurokratyczny bałagan) i zaplecze intelektualne (specjaliści vs ludzie z przypadku). Nie twierdzę, że akurat w przypadku UE i Polski potrafię wskazać sprawniejszą instytucję, natomiast taka generalizacja jak twoja jest błędem.

    Po pierwsze, rzekoma większa efektywność UE jest jednym z argumentów eurofilów, więc nie jest to mój argument. To raz. Dwa – zapoznaj się choćby z mechanizmami podejmowania decyzji, zarządzaniem, procedurami, whatever w przypadku małych firm i w przypadku korporacji i wtedy wrócimy do tematu. Bo na razie trollujesz.

    > Z ciekawości: te 18% wyssałeś z palca, czy potrafisz podać źródła?

    W tej chwili uczciwie przyznam się, że nie podam. Czytałem kiedyś opis jakiejś symulacji, ale artykuł był pisany 3 lata temu i nie pamiętam, skąd go wziąłem.

    > Przeceniasz wpływ podatków. Szwedzka gospodarka jest bardziej konkurencyjna od etiopskiej, a ma wyższe podatki. Zapominasz, że nie tylko koszt, ale i jakość siły roboczej ma znaczenie (oprócz wielu innych czynników, często niezależnych od władz kraju).

    Nie, nie zapominam. Ale porównujesz nieporównywalne. To tak, jakbym ja gdzieś przeczytał, że przyspieszenie ziemskie wynosi 10 m/s2, wpuścił nożyczki do beczki z olejem i tryumfalnie ogłosił, że nigdy w trakcie tego eksperymentu takiego przyspieszenia nie stwierdziłem. W ten sposób można "obalić" ścisłość każdej dziedziny wiedzy. Bo wystarczy, że gospodarki będą zbliżone, a płaszczyzna do porównań już jest dużo sensowniejsza.

    > Nie wspominasz też, że amerykańska gospodarka osiągnęła podobne tempo wzrostu po cięciach za Reagana, jak i po podwyżkach za Clintona.

    Przeczytam ten art. później i się odezwę.

    > Co do korupcji – nie dziwi cię, że najniższe wskaźniki mają kraje skandynawskie?

    A czemu ma mnie dziwić? Widać nordycy mają wyższy poziom akceptacji socjalizmu od np. Słowian, ale to w żaden sposób nie kłóci się z teorią ekonomii. Chcąc to rozbić na atomy, wypadałoby porównać korupcję w poszczególnych krajach skandynawskich w zależności od przepisów. Ceteris paribus.

    Polubienie

  19. "O statystyce w psychologii wiem, ale poza metodami pomocniczymi nie jest ona nijak zaprzęgnięta do meritum. Tak samo można argumentować, że aparat matematyczny wykorzystywany jest w weterynarii, bo na krowie też czasem liczy się pryszcze."

    Zaraz, przecież to ty argumentujesz, że zastosowanie statystki i aparatu matematycznego czyni naukę (w tym wypadku ekonomię) ścisłą. Nie odwracaj kota ogonem.

    "To tak, jakbym ja gdzieś przeczytał, że przyspieszenie ziemskie wynosi 10 m/s2, wpuścił nożyczki do beczki z olejem i tryumfalnie ogłosił, że nigdy w trakcie tego eksperymentu takiego przyspieszenia nie stwierdziłem."

    Błąd metodologiczny. W ekonomii nie do uniknięcia.

    "Chcąc to rozbić na atomy, wypadałoby porównać korupcję w poszczególnych krajach skandynawskich w zależności od przepisów. Ceteris paribus."

    Ponieważ jest to niemożliwe, nie można uznać "skali korupcji" za właściwej naukom ścisłym.

    Mam dziwne wrażenie, że nie rozumiesz, jaka jest moja teza. Wyłożę ją więc maksymalnie prosto. Każda nauka, która nie opiera się na powtarzalnym i falsyfikowalnym eksperymencie, nie jest ścisła (a więc: ekonomia, meteorologia, historia, lingwistyka itp.), co nie znaczy, że nie może mieć praw i przewidywań. Jeśli z tym się nie zgadzasz, to nie mamy o czym dyskutować.

    Polubienie

  20. > Zaraz, przecież to ty argumentujesz, że zastosowanie statystki i aparatu matematycznego czyni naukę (w tym wypadku ekonomię) ścisłą. Nie odwracaj kota ogonem.

    Bo nie widzisz różnicy _jakościowej_ aparatu matematycznego, stosowanego w naukach humanistycznych / społecznych, a tym stosowanym w ekonomii. Poczytaj sobie choćby http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekonometria chociażby.

    > Mam dziwne wrażenie, że nie rozumiesz, jaka jest moja teza. Wyłożę ją więc maksymalnie prosto. Każda nauka, która nie opiera się na powtarzalnym i falsyfikowalnym eksperymencie, nie jest ścisła (a więc: ekonomia, meteorologia, historia, lingwistyka itp.), co nie znaczy, że nie może mieć praw i przewidywań.

    Właśnie zniknąłeś fizykę. Bo wiele akceleratorów dopiero się buduje, żeby dopasować Twój "przewidywalny i falsyfikowalny eksperyment" do teoretycznych wyników badań, a cała kosmologia z jej unikalnymi eksperymentami nadaje się w zasadzie do wyrzucenia. Idź sobie. EOT.

    Polubienie

  21. > Natomiast prawicowi wybrańcy boga mądrość wyssali z mlekiem prawicowych matek i swoje prawicowe geny przekażą prawicowym potomkom, łącznie z każdą sprokurowaną w odmętach ich pustych łepetyn bzdurą.

    Za prawicą stoi dorobek cywilizacji, kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy lat udoskonalania i ewoluowania rozmaitych rozwiązań. Chcesz się spierać, że lewicowe teorie powstałe w umysłach oświeceniowych syfilityków są lepsze – nie ma sprawy. Wolność to także wolność do robienia/mówienia głupot, tym się różni prawica od lewicy, że prawica to dopuszcza.
    O ile to nie szkodzi innym, oczywiście. A z tym to już u lewicy zawsze beztrosko, nigdy nie płaci rachunków ani nie naprawia szkód lecz brnie dalej. Czy rozumienie tego to kwestia oświecenia umysłu – ja to nazywam rozumem po prostu.

    Polubienie

  22. Przemex, nie rozpędzaj się, lewica i prawica o których mówimy to twory nie starsze niż 200 lat. Wcześniej nie było tak wyraźnych podziałów, a prądy które można było określić lewicowymi i prawicowymi istniały obok siebie. Początków idei lewicowych można szukać choćby w starożytnej Grecji.

    Sam, nie jestem lewicowcem, ale dostrzegam i doceniam wpływ myśli lewicowej na społeczeństwo. Jak chcesz dzielić ludzkość pomiędzy prawicę i lewicę na zasadzie cywilizacja-bydło to ci tylko powiem że to jest faszyzm.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s