Gdy rozum śpi, budzi się Komisja Nadzoru Bankowego.

Wczorajszy „Dziennik” donosi, że banki kłamią w reklamach i że koniecznie trza coś z tym zrobić. Ojojojoj, chciałoby się rzec. To pójście do banku i zadanie paru pytań przed założeniem lokaty przekracza już możliwości statystycznego? A może to kolejny kroczek w kierunku oduczania statystycznych myślenia? Coraz bardziej się przekonuję, że plotki, jakoby Stolica Apostolska zamierzała do listy grzechów wołających o pomstę do nieba dopisać pozostawianie pieniędzy przy frajerach, mogłyby okazać się prawdziwe.

Zainspirowany Ereszkigalem: Grzędowicz, „Zegarmistrz i łowca motyli”

Pochodzę z 2040 roku i naprawdę nazywam się Munir Kozłowski. Oficjalnie jestem pracownikiem EAT, Europejskiej Administracji Temporalnej. Prowadzimy badania nad podróżami w czasie. (…) Zaczynano trzydzieści lat temu. Od wysłania informacji o stanie kwantowym atomu o jakąś tysięczną część sekundy. Dziesięć lat później wysłali małpę o tydzień. A siódmego listopada 2037 roku wysłali człowieka. Temponautę Colina Phillipe Derniera. O tym, że go wyślą, dowiedzieli się rok wcześniej, ale nie uwierzyli.

Smaczków jest cała książka, ale nie będę psuł lektury.

Wiagra raz jeszcze.

Tym razem z towarzyszeniem Walerego Meładze. Tym razem – pieśń mocno osadzona w polskiej bieżącej sytuacji politycznej. Pani chce zagrać białymi, jakby chciała powiedzieć, że nikt nam nie wmówi, że czarne jest czarne, a szczytem wszystkiego jest wyśpiewywana pierwsza linia refrenu, króciutko i lapidarnie podsumowująca rządy koalicji PO-PSL. Co prawda po[d]mioty liryczne uciekają potem [z przestrachu?] w mistycyzm uczuciowy, a pan Meładze dla niepoznaki zaczyna owijać się wokalistkami, ale pokolenie stanu wojennego, nauczone czytać między wierszami, bez trudu odnajdzie właściwe przesłanie. Enjoy.

Tylko jedno ogłoszenie.

Sprzedam VII i VIII tom „Malarstwa białego człowieka” W. Łysiaka. Stan idealny. Cena: 550 zł (VII t.), 600 zł (VIII tom). Okazja – zarówno bezpośrednio dla zainteresowanych, jak i na Allegro; ceny tych dwóch tomów są tam przeciętnie wyższe o parę stówek, a mi się nie chce z tym bawić. Oferta w każdej chwili może się oczywiście zdezaktualizować. Wiecie, gdzie mnie szukać.

N/c.

Władze pewnego miasteczka w hrabstwie Kent zabroniły urzędnikom posługiwania się zwrotem „burza mózgów” i zamiast niego zaleciły używanie słów „deszcz myśli”. Rada miejska Tunbridge Wells uznała, że powszechnie używane powiedzenie może obrażać epileptyków i osoby chore umysłowo, więc do wszystkich urzędników zostały rozesłane specjalne komunikaty oraz informacje o szkoleniach na temat poprawnego słownictwa (…). źródło.

Lewa noga, bój się bloga.

W zasadzie trzeba było ciężkiej naiwności, żeby sądzić, że faszyzująca UE pozostawi w spokoju Internet. I zaczyna się – PE bierze się za anonimowych bloggerów. Na razie cichutko i powoli. Ale zawsze się tak zaczyna. Z pewnością integracja nabierze tempa, kiedy eurosocjaliści pozbędą się mniejszych ugrupowań i będą mieli wolną [a przynajmniej wolniejszą] rękę do robienia wynalazków, które ktoś za paręnaście lat określi frazą „błędów i wypaczeń” i nad którą jak zwykle wszyscy przejdą do porządku dziennego. Wpis z gatunku tych bezzasadnych – kto chce wiedzieć, to wie swoje, a kto nie chce, tego nie przekonają nawet chłopcy o twarzach ziemniaczanych ani bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach.

Zupełnie na marginesie i jeszcze raz pragnę zwrócić uwagę PT Lurkerów na frakcję pani europoseł – nie, to nie są Kaczyńscy, to nie jest żadna „faszyzująca prawica” [abstrahując od nonsensu takiej zbitki słownej”], tylko _socjaliści_. Żeby mi tu nikt za uszami nie ględził o hołubionej przez lewicę wolności słowa.

Bez kapelusza i parchów.

Ja naprawdę bardzo przepraszam. Jestem starszym panem mocno zajętym człowiekiem, na środę obiecałem oddać pierwszą część zlecenia, a poza tym przeczytałem Clavella i jestem głodny nowych książek, więc mam co robić w życiu osobistym i zawodowym. Wracam do Ubuntu.

A miało być tak pięknie. Dziewczęta w strojach ludowych, wizyty w zakładach pracy, alternatywne dystrybucje. Zacząłem od OpenSuse. Zacząłem – i skończyłem, bo nagrywarka przy laptopie czemuś odmówiła współpracy i płyty wypalały mi się krzywo. Krótka piłka. Następny etap – Arch, ponieważ cudem uchowała się gdzieś niedawna płytka. Pomny doświadczeń D4rky’ego, na instalatorze od razu przepiąłem się na boczną konsolę i odpaliłem fdiska. Poszło od razu. I nawet nie straciłem danych. Po fachowej dystrybucji nie spodziewałem się, że cokolwiek zrobi z moją sieciówką, więc po krótkim namyśle i wiadrze pomyj, wylanym przy próbie zrozumienia struktury katalogów, poszedłem po linii najmniejszego oporu, skompilowałem madwifi i wrzuciłem wpa_supplicant i spółkę do rc.local [wchodzi mi to w krew, bo na dokładniejsze przyjrzenie się całości jakoś nie mam nigdy czasu]. O dziwo, poszło. Ale kiedy zobaczyłem, że – w zasadzie, kurde, mogłem się tego spodziewać – pojawił mi się text mode… nie, po prostu najzwyczajniej w świecie NIE MAM CZASU na ręczną konfigurację iksów [bo oczywiście popłuczyny po automatach konfigurujących okazały się być OKDP] i pewnie całości później; mogłem po prostu o tym pomyśleć zawczasu. Przepraszam. [p]Arch wyleciał z trzaskiem.

A potem zainstalowałem Fedorę. Ósemkę, bo tylko taką płytę miałem. Jakoś postawiłem sieć, dossałem dziewiątkę i kolejny reset. Pierwsze wrażenie – niezgorsze; ładny motyw, kolorki… no och ach, zabrakło tylko pudelka i nocoty. Potem zaczęły się schody – bydlę oczywiście działało na NetworkManagerze i net o dziwo zadziałał – ale w sposób losowy, bo resetował mi się co pięć minut. Ja przepraszam, ale… itd. itp. , więc nie wchodząc w przyczynę tego stanu rzeczy [albo z definicji ciała dawał nm, albo winna była nowość w postaci modułu do jaja ath5k, który nawet wg samych deweloperów ma zastąpić madwifi dopiero w przyszłości] znów zacząłem dłubać po swojemu. Tu trochę mi zeszło, bo trzeba było powywalać linki z rc.d, podociągać właściwe kernel-devel [czy rpm ma jakąś opcję, pozwalającą z automatu dobrać jakiś pakiet nie w najaktualniejszej wersji, ale pod numer jakiegoś innego?…], dłuższy czas porzucać mięsem, czemu wpa_supplicant nie czyta konfiguracji sieci, tylko zostaje w krzakach, pobawić się z dhclient [thx to Dex].. i w końcu ruszyło. NM tchórzliwie przerzucił się na stawianie sieci z ath0, ale było już za późno i spotkał go tradycyjny los. Swoją drogą nie rozumiem podejścia developerów – czy komukolwiek z badań wychodzi, że typowy ZU korzysta z wifi per user i dlatego, zamiast wrzucić to normalnie do usług startowych, i Ubuntu i Fedora dają to dziadostwo do sesji? Albo że przytłaczająca większość userów to laptopiarze? Nie rozumiem tego. No ale sieć zadziałała. I prawie już byłem szczęśliwy. Ale kiedy musiałem dociągać sobie ręcznie brasero [minuta… ale liczy się wrażenie], kiedy każdy klik w menedżerze plików otwierał mi nowe okno [ktoś tego jeszcze używa?…] i kiedy nie zadziałało mi graficzne narzędzie do aktualizacji i zdegustowany z palca musiałem odpalić yum install – zwątpiłem. A kiedy dodatkowo zobaczyłem, że w repozytoriach najnowsza wersja GRAMPSa, którą udało mi się znaleźć, to jeszcze gałąź 2.x [trójka jest w sieci już co najmniej parę miesięcy], opadła mi szczęka. Palę Herona i prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie, niż następnym razem bez paru wolnych dni wezmę się za upgrade wersji czy testowanie innej dystrybucji na kompie produkcyjnym. Fedora dostanie _być może_ szansę na pendrive’a, gdzie też muszę przygotować system – ale tu już się najeżam, być może wypróbuję DSL. Tak czy siak, Ubuntu poza siecią wydaje mi się być systemem najbardziej dopracowanym. Co nie znaczy, że dopracowanym w ogóle. Ale w tej ilości czasu, jaką dysponuję ja i pewnie większość ludzi, których już stać na farmakologię antytrądzikową, da się postawić i oszlifować tylko dzieło spółki pana Shuttlewortha. Howgh.

Ełro.

W weekendowych ćwierćfinałach wygrał futbol heteroseksualny [no… prawie, patrząc na reprezentację Hiszpanii]. I bardzo dobrze, awans Holendrów i/lub Włochów byłby obrazą dla poczucia przyzwoitości, estetyki i zdrowego rozsądu. A gnojków makaroniarzy mam wyżej uszu na następne 20 lat – na poprzednich mistrzostwach chamskie wybryki Materacyka, a wczoraj pajacowanie wieśniaka, turlającego się na boisko zza linii bocznej po faulu, kiedy toreros zaczęli wychodzić z kontrą. Żenada! Dzisiaj pierwszy raz w życiu idę postawić u buka kasę. Na braci kacapów, bo sposób, w jaki spożyli bez popitki tulipaniarzy, przyprawił mnie w dogrywce o spazmy śmiechu. Btw. cztery najlepsze drużyny Europy: Niemcy, Turcja, Hiszpania i Rosja, reżyser najwyraźniej pijany – oczywiście wszyscy tak typowali, ale ja jak zwykle wiem swoje.

* * *

I tylko szkoda, że mistrzostwa relacjonuje Polsat, a nie tefaupe. Komentatorów znieść nie mogę, radę daje chyba tylko Boniek. Reszta albo przygaduje z jakimś wieśniackim akcentem ze ściany wschodniej [żeby nie było – sam jestem wieśniakiem ze ściany wschodniej, ale ja nie pcham się na szkło!], albo odstawia jakiś folklor w studio, albo chędoży nimfy basenowe, co przy wejściach na wizję objawia się emigracją wewnętrzną a’la Pawlak, albo nie nadąża za rozwojem sytuacji na boisku [ot, choćby przy rzekomej czerwonej kartce wczoraj albo przedwczoraj – nie pamiętam…], albo w najlepszym wypadku prezentuje mój poziom wiedzy, poparty ściągami z jakichś karteluszków czy prompterów. A ja chcę fachowców. Szpakowski, wróć! Scenografia zdecydowanie do wymiany, ten basen zupełnie nie z tej bajki, następne mecze proponuję komentować z knajpy, bo i poziom podobny.

Dzisiaj jest znakomity dzień na zdemolowanie systemu.

W końcu zachciało mi się upgradu do 8.04. System stwierdził samokrytycznie w trakcie, że jest w takim stanie, że może po resecie nie wstać, więc zrobił sobie rollback. A przynajmniej tak stwierdził. [D]efekt końcowy: Fx zaktualizowany do 3.0, rozchędożona baza pakietów, niedziałający terminator i wiele innych. Przynajmniej działa Wifi, które standardowo padało ofiarą każdego dotychczasowego upgradu. Ale za to mam nową, wyśmienitą tapetę. Hm.. Arch czy DSL?…