Kącik pieśni ekstremistycznej.

Działo się to w czasach, kiedy do swoich zalet w CV wpisywałem młodość, trawa była zielona, dziewczyny ładne [ja Was proszę, nie kompromitujcie się nieznajomością klasyków i nie oburzajcie się za ten tekst], a pedała od geja odróżniał status majątkowy, a nie eksperymenty lingwistyczne. Ze sceny ustawionej na Zlocie Ciemnogrodu [tym samym, za próbę pokazania którego z TVP w wolnym kraju z prędkością światła niemalże na oczach widzów wyleciał Bogdan Rymanowski] zaatakowało mnie trzech smutasów z gitarami i fortepianem bajką o Pawle i Gawle.

Paweł i Gaweł w jednym spali domu,
Paweł grał chłopca, a Gaweł dziewczynę,
Paweł był wierny, nie dawał nikomu,
Gaweł się puszczał z kulawym Murzynem.

Paweł po nocach koszerną chlał czystą
[prawdziwa mężczyzna nigdy nie płacze]
bo wolał się zachlać, niż zostać rasistą
za sprawą bambusa sprawnego inaczej. […]

Najpierw opadła mi szczęka. Tak gdzieś do poziomu wyjątkowo nisko położonych na Kociewiu wód gruntowych. A zaraz potem wsłuchałem się w dalsze teksty.

Czy wierzycie w krasnoludki?
Problem nie jest oczywisty,
bo istnieje człowiek krótki,
jak rozumek socjalisty. […]

I tak dalej. W dyrdy kupiłem kasetę [„Śpiewnik oszołoma”], przy której minęły mi całe wakacje. I tak, jak Oi Va Voi zawsze kojarzyć mi się będzie już z podręcznikiem do Railsów, tak Czajkowski właśnie [Leszek Czajkowski] kojarzyć mi się będzie z Hawkeye [hamerykański AWACS], którego całego skleiłem na swoich ostatnich wakacjach do wtóru tego pana właśnie.

Dziesięciu dzielnych harcerzy
w komunę bawić się chciało;
jeden miał ojca kułaka,
przeto dziewięciu zostało…

dziewięciu dzielnych harcerzy
Marksa uczyło się w mękach,
ale po Październiku
została ich tylko ósemka. […]

Czajkowski przypomniał mi się zupełnie z innej, w zasadzie offtopicznej okazji przy wątku u Aciddrinkera. Kasetę oczywiście do dzisiaj wcięło, ale próbując się podeprzeć przykładem, znalazłem stronę Solidarności Walczącej, gdzie ku mojemu niepisanemu entuzjazmowi znalazłem całą [?] dyskografię, czyli cztery albumy. „Śpiewnik oszołoma” [gdzie wbrew pozorom Czajkowski śpiewa nie tylko na tematy powyższe, ale dotyka również – fakt, mniej medialnych – tematów o wiele cięższego kalibru, jak choćby wspomnienie o Wiechu czy Monte Cassino] znam na pamięć i właśnie odsłuchuję, czy wszystko ok, za resztę albumów zabiorę się wieczorem.

Niezaangażowanym wbrew pozorom – odradzam. Kaczmarski to jednak nie jest, mimo podobnej aranżacji – ani wokalnie, ani instrumentalnie, nie ta klasa i nie ta półka, bądźmy szczerzy. Muzyka jednakowoż przyjemna, o ile – wskutek wyznawanej przeciwnej ideologii – przyjemności nie zakłóci doktrynalna konieczność obrzucania Czajkowskiego inwektywami, które cywilizacja łacińska dopiero od niedawna włącza do swojego słownikowego mainstreamu. Całej reszcie – oszołomom, ksenofobom, ekstremistom, faszystom, homofobom, męskim świniom, antysemitom – gorąco polecam. Brak Kaczmarowego polotu i klasy Czajkowski i spółka nadrabiają złośliwością i zaangażowaniem.

W obskurnych norach
siedzą ukryci
antysemici.

Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że pozostałe programy prezentują równie wredny poziom. Ściągać szybciutko, no już.

Niedowiarku, minę zmień,
śpiewka jest produktem marzeń,
to był sen i tylko sen,
nieprawdziwa wersja zdarzeń.

3 myśli w temacie “Kącik pieśni ekstremistycznej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s