Ścinki.

Łonet donosi o „syndromie Nangar Khel” – żołnierze na misjach zaczynają się bać wyciągać broń. I nawet dzieląc to przez dwa [z poprawką na „GW”], dostajemy obraz armii, w której żołnierze w obawie przed procesem boją się wyciągać broń. Cóż, oszołomy i folklor polityczny wiedzieli o tym od dawna i tylko jaśnie oświeceni są jak zwykle w głębokim szoku. I oczywiście absolutnie i jak zwykle nie widzą związku pomiędzy fermentem medialnym, zgotowanym przez nich samych, a dalszym biegiem wydarzeń. Oczywiście nikt się nie poczuje, wszyscy na takie posądzenia się oburzą, itd., itp. Ochrzczę chyba tego joggera mianem „Raportu z oblężonego miasta”.

* * *

Zamiast roweru z dzieckiem – wspólne wysiadywanie na osiedlowej ławeczce i słuchanie po jednej słuchawce „Sarmatii”, sztafeta pokoleń być musi. Razem przesłuchaliśmy chyba tylko „Warchoła”, ale początek zrobiony. Przy okazji dziwna rzecz: dopiero na oggtwarzaczu, przy niezgorszych słuchawkach, płyta zaczyna wyrastać na giganta. Wcześniej owszem, ceniłem ją wysoko [najpierw WPZK, potem „Raj” i „Sarmatia” właśnie], ale ostatnimi czasy przebojem wdziera się u mnie na pierwsze miejsce – może dlatego, że ani „Raju”, ani „WPZK” nie mam zoggowanej. Gdyby ktoś w uznaniu moich zasług czy nieodpartego uroku osobistego chciał sprawić mi „Arkę Noego” czy inną kompilację, z góry ostrzegam, że będę wredny i nie odmówię.

* * *

Gai-jin idzie mi strrrrasznie topornie. W sumie nie wiem, dlaczego, proza z grubsza ta sama, co w Tai-panie, którego łyknąłem bez trudu i ze smakiem. A raczej wiem: wolnostrzelecka działalność i większa rzecz, którą kuźwa wypadałoby wreszcie skończyć [i którą – prawie – skończyłem, btw. credits to d4rky], pochłonęły mi skutecznie większość ostatnich wieczorów. Odkrywam koło i uroki rozdzielania czasu pracy i czasu prywatnego – mimo, że z początku taki mix wydawał mi się bardzo pociągający. Ale to jednak nie to. O półce pełnej nieprzeczytanych książek miałem nie pisać… i znów piszę. A jeszcze Ereszkigal donosi o pojawieniu się Toy Wars Ziemiańskiego. Po prostu czarna rozpacz.

* * *

Wymiękłem i zrezygnowałem z podmiany Ubuntu na Archa. Ale jeśli upgrade do 8.04 przejdzie krzywo, to nie daruję.

* * *

Zapomniałem się pochwalić. W czwartek byłem na wykładzie ks. prof. Hellera, laureata tegorocznej Nagrody Templetona. Wykład tyczył się w gruncie rzeczy empirii do Teorii Wielkiego Wybuchu i prawdę mówiąc leciutko rozczarował, no ale mechanika kwantowa mogłaby okazać się nieprzetrawialna dla licznie zgromadzonych teologów [nerwowy chichot na sali wywołał już sam widok rozwiniętego któregoś równania grawitacyjnego, a co myśleć o ewentualności omówienia tegoż]. Kiedy jednak znów siedziałem na auli pełnej studentów i wdychałem atmosferę jakże różną od tej przemysłowo – biznesowej, ze zdwojoną siłą powrócił dawno zarzucony projekt doktoratu z teorii chaosu. Promotor przy okazji magisterki ostrzegał mnie przed złożonością tematu i faktem, że literatura istniała wtedy [a może i teraz] w zasadzie tylko po rusku [fakt faktem, bracia Rosjanie na polu teorii chaosu mają wielkie osiągnięcia, nie tylko akademickie], no ale skoro teraz [przynajmniej w momencie tworzenia tego wpisu] jestem teoretycznie kowalem swojego losu, a i tłumacz z rosyjskiego by się już chyba bezproblemowo znalazł… może to znak z góry? Odłożone do podgrupy notek z kategorii „Kiedyś / może” – co z kolei przypomina mi o notce [czy raczej artykule] z GTD, który mam zamiar popełnić. Kiedyś / może.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s