Urodzeni, żeby odsuwać.

Olejniczak stwierdził z trumfem, że wszystko rozwija się zgodnie z planem. SLD teraz będzie mogło odsunąć PO od władzy. Wcześniejsza koalicja z Demokratami pomogła odsunąć im od władzy PiS [Marks piekłoszczyk wie jak i jaka w tym zasługa LiDu w ogóle, ale pomogła]. Odsuwania to tych, to tamtych mój prostolinijny, niewyrobiony umysł polityczny nie chce jednak uznać za wyrafinowane gierki polityczne, tylko za chamskie przepychanie się łokciami. W kolejce do koryta.

A poważniej, do ziewu powtarza się ograny motyw, polegający na tym, że lewica to ideologia zawiści. Prawica [nie farbowana, tylko taka porządna, ksenofobiczna, seksistowska i nacjonalistyczna] potrafi dziwnie swój program zestawić bez odnośników. Chyba pisałem już o tym – niskie podatki, bogaćcie się, róbcie, co chcecie, armia zawodowa i takie tam. A po raz kolejny widzę, że lewica nie może istnieć bez wroga publicznego. Niezależnie od epoki, wróg musi być i jednoczyć ludzi, którym ideologia zazdrości i podłości zatruła synapsy. Wieszać kułaka, zabić księdza, nie tolerować homofoba, zagazować Żyda, rozwieść się z domowym tyranem, donieść na spekulanta, wywłaszczyć obszarnika, odsunąć oponenta od władzy. Motyw ograny do znudzenia pod każdą szerokością geograficzną, zmienia się tylko ów wróg publiczny. Konieczność pasożytnictwa myślowego [pół biedy, gdyby na pasożytnictwie myślowym się skończyło…] bierze się oczywiście z pustki myślowej, skrytej za frazesami lewicowymi, ale pewnie też i z tego, że ideologia wyrastająca z myślenia proletariatu, gdzie dominował instynkt stadny, a indywidualistów tępiło się jak najszybciej, do tej pory nie zdobyła się na samodzielność intelektualną. No ale z drugiej strony – czy można budować jakikolwiek niezależny program intelektualno / polityczny na ciągłym zaprzeczaniu zdrowemu rozsądkowi?…

13 myśli w temacie “Urodzeni, żeby odsuwać.

  1. Marcoos, przeczytaj to raz jeszcze, ale na chłodno i bez zacietrzewienia. Napisałem, że to ten sam typ zachowania, nie to samo zachowanie. Kiedy mówię, że 2 i 30567 to liczby naturalne, mam na myśli to, że obie należą do tego samego zbioru, ale nie porównuję ich w żaden sposób, prawda?

    A gwoli wyjaśnienia – feminizm bez archetypu wrednego samca, któremu trzeba d***lić, byłby tak samo pusty w środku, jak faszyzm bez kwestii czystości rasy czy reforma rolna bez rozkułaczenia.

    Polubienie

  2. Przeczytałem jeszcze raz i… zacząłem się poważnie zastanawiać, co bardziej urąga rozsądkowi: sugestia "rozwód z tyranem" = "zagazować Żyda", czy może mniej sensacyjna, ale równie zakręcona teza, że rozwody wynikają z zawiści.

    Nijak nie kumam też, dlaczego "odsunąć oponenta od władzy" miałoby być akurat lewicowe. Ale cóż, jestem tylko zacietrzewionym lewakiem i nie jestem w stanie dostrzec właściwej głębii w Twoim poście.

    Polubienie

  3. > Przeczytałem jeszcze raz i… zacząłem się poważnie zastanawiać, co bardziej urąga rozsądkowi: sugestia "rozwód z tyranem" = "zagazować Żyda", czy może mniej sensacyjna, ale równie zakręcona teza, że rozwody wynikają z zawiści.

    Jeśli urąga to czyjemukolwiek rozsądkowi, to chyba Twojemu, bo powtarzam, że nic takiego nie napisałem, a nawet jeśli tak to odczytałeś, to dwa posty wcześniej to wyjaśniłem.

    Rozwody nie wynikają z zawiści – ale u podstaw wielu leży właśnie traktowanie samca jako rywala w związku, którego należy punktować za każdorazowy występek przeciw "kanonowi partnerstwa". A to już pochodna myślenia feministycznego.

    Wiesz… dla mnie polityka wyborcza to sztuka przekonywania do swoich racji. Przekonywania, że mój program jest lepszy od Twojego. A nie pójścia do wyborów, za cały program [czy raczej za leitmotiv do niego] mając stwierdzenie, że "startujemy, by odsunąć tego czy owego od władzy". I to stwierdzenie ma w tle wroga, zamiast mieć jakiś "program pozytywny". Co do zdziwienia, dlaczego postrzegam to jako lewicowe… może to faktycznie subiektywne, ale jak dla mnie to główny motyw kilku ostatnich kampanii lewicowych właśnie.

    btw. Głęb_i_.

    Polubienie

  4. @Czajna: pewnie tak. Szkoda mi czasu… Ale wytłumacz mi w takim razie proszę jedną rzecz. Prostą chyba. Bez doktryn, tak na zdrowy rozsądek. Naprawdę proszę, bez ironii, może popełniam jakiś podstawowy błąd myślowy…

    Co zostałoby z feminizmu, gdyby nie opozycja do rodzaju męskiego? To samo, co zostałoby z pin-up girls i całej np. kultury trubadurów, gdybyśmy sami zamieszkiwali świat. NIC. I nie jest to stwierdzenie ideologiczne – feminizm potrzebuje faceta w roli punktu odniesienia i co do tego chyba się możesz się zgodzić, nespa? Feminizm bez męskiego "gender" [ha! :D] byłby prakseologią, socjologią, psychologią i całym mnóstwem innych nauk – już istniejących.

    A już to, jak ten "punkt odniesienia" jest traktowany, to nie moja wina ani zasługa – nie ja pcham przed kamery Szczukę, Senyszynową, Środę i cały ten panteon, nie ja rozlepiam surrealistyczne plakaty o manifach. Owszem, pewnie "feminizm teoretyczny" jest siakiś inny – ale to tylko punkt dla mnie w kontekście podobieństw ideologii, bo socjalizm też był ustrojem fajnym teoretycznie, tylko zaraza czemuś nie zadziałało.

    Gdzie popełniam błąd [o ile jesteś mi go w stanie wykazać]? Pytam poważnie.

    Polubienie

  5. Po pierwsze: Nie opozycja. Różnica w stosunku do. Bądź ich brak. 😉
    Po drugie: co zostałoby z etyki, gdyby nie było zła?
    Po trzecie: Feminizm nie jest nauką, nie mógłby więc być socjologią, psychologią itp. Feminizm jest nurtem myślowym (ideologią, ruchem społecznym, whatever), który z tych nauk czerpie i na nie wpływa.

    Polubienie

  6. 1. i 2. Jak zwał – feminizm określa się w [nomen omen] stosunku do męskości. Zwróć uwagę, że "konwencjonalne" ideologie, prądy myślowe, nauki, whatever do samookreślenia nie potrzebują niczego więcej. Każda religia – pewnego kanonu moralnego, teoria ewolucji – pewnych aksjomatów naukowych, nauki ścisłe – wiadomo, itd. A "feminizm teoretyczny" może i objawia się w sposób, który opisałeś, ale rzeczywistość tworzą gadające głowy i pokazywane w tiwi manify. Po raz kolejny nasuwa mi się zgrzyt między "socjalizmem teoretycznym" a łagrami i octem w sklepie spożywczym [mówię o wariantach najłagodniejszych].

    > Po drugie: co zostałoby z etyki, gdyby nie było zła?
    A to jest manipulacja. Etyka OPISUJE podejście do zła, ale nie pozostaje wobec niego w opozycji. Tutaj zresztą świetnie się podłożyłeś, bo skoro piszesz, że feminizm to "różnica w stosunku do", to tym samym potwierdza się teza, że "feminizm to różnica w stosunku do normalnego myślenia" 🙂

    A skoro feminizm nie jest nauką, to co robią na uniwerkach przeróżne "gender studies"?

    btw. Bardzo mnie cieszy, że w kwestii inkryminowanych przeze mnie metod lewicowych Wasze wątpliwości wzbudziły jedynie rozwody i feminizm. Wygląda na to, że w większości materii zapanował milczący consensus 🙂

    Polubienie

  7. Po pierwsze: religia to religia, nauka (teoria naukowa) to nauka, a prąd myślowy to prąd myślowy. Dżizas, naprawdę, musisz popracować nad precyzją pojęć.

    Poza tym nie wiem, co ma wynikać z tego, że feminizm potrzebuje mężczyzn. Jasne, że potrzebuje, bo w świecie bezpłciowym nie mógłby istnieć. No i co z tego? W świecie jednokulturowym nie byłoby etnografii – czy to jej jakoś ujmuje? (świadomie porównuję feminizm z etnografią, która jest nauką, bo widzę, że dla Ciebie nie robi to różnicy, a żeby pokazać błąd w myśleniu wystarcza i mnie)

    Jesteś kobietą. Widzisz, że istnieją też mężczyźni. Ponieważ Twojego myślenia nie zaburza kipiący testosteron, istnienie odmiennej od Ciebie istoty ludzkiej z którą musisz wejść w interakcję pobudza Cię do myślenia. To proste. 😉

    To, że Twoją rzeczywistość tworzy to, co Ci pokażą w tiwi, i że na dodatek niezbyt uważnie słuchasz tego, co pokazują (bo np. Środa to coś więcej niż krzycząca baba, jak Ci się zapewne wydaje), to już nie mój problem, tylko Twój.

    Po drugie: Nie mówię, że feminizm jest jakąś różnicą, tylko że zajmuje się różnicami (i podobieństwami). To zespół poglądów na temat tych różnic (bądź ich braku) i ich konsekwencji. Nie widzę powodu, dla którego miałoby się nie dostrzegać faktu istnienia dwóch płci, bądź z tego faktu nie wyciągać wniosków.

    (piszesz: "Co zostałoby z feminizmu, gdyby nie opozycja do rodzaju męskiego?" więc poprawiłem na: "…gdyby nie różnica w stosunku do mężczyzn. Między "różnicą" a "opozycją" jest drobna różnica, czyż nie? A Ty zrozumiałeś, że twierdzę, iż "feminizm jest różnicą"…)

    Btw: Nie wiem, co to za "normalne myślenie" masz na myśli, ale logika stojąca za stwierdzeniem, że "różnica w stosunku do mężczyzn" = "różnica w stosunku do normalnego myślenia" ma niewiele wspólnego z logiką arystotelesowską.

    Po drugie i pół: etyka opisuje podejście do zła, a feminizm opisuje podejście do płci, do różnic między płciami i do mężczyzn. Nie pozostaje w opozycji do mężczyzn, właśnie Ci to tłumaczę.

    Po trzecie: gender studies to badania (naukowe, a jak) o płci kulturowej. Feminizm czerpie z rezultatów tych badań. Badania zaś nie zaczęłyby się zapewne, gdyby nie pewien przełom w myśleniu (wśród naukowców), który dokonał się dzięki feminizmowi. Ale gender studies to nie feminizm, a feminizm to nie gender studies. Znowu mylisz pojęcia.

    Cała reszta dotycząca "inkryminowanych przez Ciebie metod lewicowych" jest tak samo (albo jeszcze bardziej) niewarta komentarza, wystarczy mi więc, jeśli pospieram się z Tobą jedynie na temat feminizmu.

    Polubienie

  8. > Po pierwsze: religia to religia, nauka (teoria naukowa) to nauka, a prąd myślowy to prąd myślowy.

    Tak. Wiem, że to rozłączne zbiory, ale nie wydało mi się to istotne. Pomieszałem to, bo dalej nie wydaje mi się, żeby ścisłe trzymanie się rozgraniczenia, co jest co, miało wpływ na ten wątek. Dlatego, że i religia, i nauka, i prąd myślowy i cokolwiek innego opiera się na własnym systemie aksjomatów, a feminizm nie. I nie tylko dlatego, że tak jesteśmy zbudowani – wiele tez o "opozycji" zostało zbudowanych ideologicznie, jak choćby "wojna o role w rodzinie", które są wydumanym zaprzeczeniem rodziny, czyli grupki dbającej o dobro "wspólne", a nie wymysłem samca, za nic oczekującego tylko wyżerki, waginy i możliwości poznęcania się nad słabszymi.

    > Poza tym nie wiem, co ma wynikać z tego, że feminizm potrzebuje mężczyzn. Jasne, że potrzebuje, bo w świecie bezpłciowym nie mógłby istnieć. No i co z tego? W świecie jednokulturowym nie byłoby etnografii – czy to jej jakoś ujmuje?

    Czajna, etnografia nie ma raczej implikacji społecznych, wpływu na myślenie, nie wpływa na ustawodawstwo, rodziny, itd. Nie widzisz różnicy _jakościowej_? Porównanie może trochę za mocne, ale chodzi mi o ideę – w zaciszu katedr czy w kółkach dyskusyjnych można nawet robić sobie doktoraty z koprofagii i średnio mnie to będzie interesowało… póki nie zobaczę jakiegoś koprofaga u Makłowicza czy książek promujących "żywienie alternatywne" w księgarniach.

    Zupełnie, ale to zupełnie abstrahując od faktu, że feminizm najzwyczajniej pomija rzeczy, które są z nim sprzeczne, a które wyrosły z doświadczeń społecznych i lansując pewien teoretyczny model jako coś obowiązkowego w społeczeństwach nowoczesnych [idź do feministek i powiedz im, żeby defaultowy model rodziny zostawić jako defaultowy, zaprzestać wartościowania go i poprzestać na informacji ludzi o alternatywach… ciekawe, co Ci powiedzą]. A w sprawie "obiektywnego prądu myślowego"… co feministki sądzą o Jesselowskiej "Płci mózgu"?

    > Jesteś kobietą. Widzisz, że istnieją też mężczyźni. Ponieważ Twojego myślenia nie zaburza kipiący testosteron, istnienie odmiennej od Ciebie istoty ludzkiej z którą musisz wejść w interakcję pobudza Cię do myślenia.

    Gdzie w feminizmie jest miejsce dla kobiet, którym nie chce się zgłaszać zastrzeżeń do status quo? Nie ma dla nich miejsca. Albo są wyklinane jako ofiary maskulinistycznego świata. A teraz porównaj sobie to z etnografią i osobami, których to nie interesuje. Widzisz różnicę?

    > Po trzecie: gender studies to badania (naukowe, a jak) o płci kulturowej. Feminizm czerpie z rezultatów tych badań. Badania zaś nie zaczęłyby się zapewne, gdyby nie pewien przełom w myśleniu (wśród naukowców), który dokonał się dzięki feminizmowi. Ale gender studies to nie feminizm, a feminizm to nie gender studies. Znowu mylisz pojęcia.

    OK, wiem, że to nie to samo, ale związane blisko. Ale dalej twierdzę, że to ideologia – skoro z takim zapałem tworzy się katedry gender studies, to czym innym, jak nie ideologią, można wytłumaczyć tłamszenie naukowców próbujących choćby ruszyć naukowo tematykę rozbieżności między rasami? I nie mówię tu o Giertychu, ale bodajże np. o Cricku [iirc], laureacie Nobla z biologii, i pewnie parunastu innych. Skoro dopuszczamy gender studies, to czemu chociażby badania nad rasami – kwestia również jak najbardziej biologiczna – są zakazane, a przynajmniej obłożone nieformalnym zakazem milczenia?

    > Cała reszta dotycząca "inkryminowanych przez Ciebie metod lewicowych" jest tak samo (albo jeszcze bardziej) niewarta komentarza, wystarczy mi więc, jeśli pospieram się z Tobą jedynie na temat feminizmu.

    Ja z kolei zmilczę na temat powyższego akapitu i "niewartości komentarza", bo niechybnie skończyłoby się to ostrym flejmem. Przypominasz mi starucha, którego kiedyś spotkałem na poczcie, i który stwierdził, że "akowcy i inni opozycjoniści są sami sobie winni, bo bawili się w politykę i podskakiwali przeciwko legalnej władzy".

    Polubienie

  9. (Zanim znajdę czas na resztę) Sorry, Torero, ale wiedząc, że identyfikuję się ze światopoglądem lewicowym, nie możesz być zaskoczony, że za niewiele warte uważam twierdzenie, iż tenże światopogląd opiera się na zawiści wobec wyimaginowanego wroga. Nie czuję się niczyim wrogiem i nie mam najmniejszej ochoty udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

    Rozmowa, w której dopiero mam udowodnić, że jestem równorzędną stroną w dyskusji (tj. że mój światopogląd nie jest z samego założenia gorszy), nie ma dla mnie sensu. Może ktoś inny znajdzie w sobie cierpliwość i pozwoli się obrażać, ale ja się nie będę poniżał w imię ślepej nadziei, iż przestaniesz myśleć, że każdy lewak to łajdak albo głupek.

    Polubienie

  10. Może zabrzmi to mało konsekwentnie, ale nie uważam Cię za żywiącego do kogoś zawiść. Twierdzę tylko [a to nie jest to samo], że drążąc każdy [albo prawie każdy] postulat lewicowy do _samego końca_, natkniemy się na wroga, którego nie tyle trzeba zabić, ile który ma _nasze_ pieniądze, który _nam_ przeszkadza, i który _nam_ stoi na drodze w taki czy inny sposób. Żeby było śmieszniej, prawica ma podobne, jeśli nie identyczne założenia [Smith albo Ricardo pisali choćby o tym, że wolny rynek opiera się nie na cechach pozytywnych, tylko na negatywnych – dążeniu do zysku, chciwości i egoizmie], ale wnioski z tego wynikające są dramatycznie inne – potrafimy przekuć ludzkie wady w dobro wspólne.

    Na przykład mobbing [starałem się wybrać przykład najbardziej jaskrawy – jeśli znajdziesz jakiś inny, daj znać]. Wedle myślenia lewicowego to zuo, które trzeba zwalczać. Wedle prawicowego – jeśli ludzi zacznie uczyć się samodzielności, to procent odchodzących z takiej roboty będzie tak wielki, że mobbysta zbankrutuje. A jeśli kogoś znajdzie… będzie to dowodziło tylko tego, że są ludzie, dla których zyski wynikające z tej pracy przewyższą koszty owego mobbingu. Zwróć uwagę, że takie podejście nie ujmuje w ogóle charakteru szefa – i dobrze, bo po co robić urawniłowkę. Jedni próg odporności na wrzaski czy poniżenie mają wyższy, inni niższy, dla jednego szef będzie bydlakiem, drugi wrzaski zbędzie wzruszeniem ramion. Znam z autopsji ludzi, dla których powiedzenie "ty kutasie" [przepraszam] stanowi powód do złożenia wypowiedzenia – i znam też takich, którzy szczerze roześmieją się z żartu swojego przełożonego. A lewica zakłada, że mobing ma sztywne granice, mobbysta jest wrogiem i już, a świat jest czarno – biały. Co notabene otwiera pole do nadużyć choćby w sprawach o molestowanie, które notabene doskonale uwidaczniają tezę o płynnych granicach tego typu zachowań. Jeden przykład z miliona.

    Ciebie naprawdę o zawiść nie oskarżam. Co najwyżej mogę Ci zarzucić niedogłębne myślenie w wielu kwestiach, które to myślenie pozwala czuć się sympatycznym obrońcą ludu, nie pozwalając jednocześnie dostrzec głębszych warstw wielu spraw.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s