Mocno buraczane ścinki poświąteczne.

Dawno nie miałem takiego komfortu psychicznego w doborze lektur. Poza zaległą drugą częścią Pana Lodowego Ogrodu, Krajewskim, przywleczonym [Żonie :D] przez Mikołaja panaclavellowym Tai-Panem i pierwszym tomem detektywa Di [babka w Empiku na moje pytanie o kolejność czytania… wdusiła w terminalu Wikipedię :D] czekają jeszcze wyromione [bo wycyganione nie brzmi politycznie poprawnie] Zapiski więzienne kard. Wyszyńskiego i Stulecie chirurgów. A stary rok [poza znów przeczytaną Noteką] pożegnany Łysiakową biografią Talleyranda. Generalnie książkę polecam jako biografię sensu stricte, nawet jeśli kogoś mierzi autor. Mnie – poza informacją ściśle historyczno – biograficzną, którą każdy historyk ma pewnie w małym palcu – zszokowało opisanie [pewnie, że pewnie subiektywne] rokokowo – wersalskiego burdelu. W porównaniu z tym, co pisze Łysiak, love-parade to klasztor. No dobra, przesadzam – ale tylko troszkę i opis, mimo podskórnego przeczuwania istnienia czegoś takiego, wykopał mnie z siodła.

* * *

Jestem ze wsi. To widać, słychać i czuć. Naprawdę. Tak samo moja rodzina. Ale chyba się naturalizuję w Krakowie, bo to, co wyprawiają na krakowskich ulicach indywidua z rejestracjami KBC i/lub KWI, przyprawia mnie o ciężką cholerę. Ludzie, ja naprawdę mam TYLKO takie przypadki, że jeśli ktoś zajedzie mi drogę, wlecze się lewym pasem 40 kmph, albo na szybkopasie, jadąc cały pas równo z trakiem [bo festina xhejn lente], decyduje się na wyprzedzenie na ostatnich 3 metrach, zmuszając mnie do werbalizacji mojej opinii nt. konduity jego matki – na bank jest z Bochni albo Wieliczki. Co ciekawe, efekt ten na bank nie występuje w przypadku innych gmin podkrakowskich – nie pamiętam żadnego incydentu z autem ze Skawiny, Niepołomic, Proszowic, Słomnik[ów?] czy Miechowa. Tylko Bochnia i Wieliczka, w ilości zdecydowanie zaprzeczającej teorii przypadkowej korelacji statystycznej. Do dzisiaj myślałem, że to reakcja obronna kogoś, kto przyjechał samochodem [przepraszam, MUSZĘ to z siebie wydusić] ze wsi do miasta. Myliłem się. Dzisiaj zrobiliśmy sobie objazd przez Bochnię. Ała.

Rozumiem tych ludzi, kierowców z Bochni i Wieliczki. Przepraszam ich – choć dalej uważam, że prawa jazdy wydane w tych dwóch gminach nie powinny być honorowane gdzie indziej. Krańcowe patafiaństwo za kółkiem warunkowane jest subkulturą jazdy w Bochni. Skrzyżowania oznakowane drogowskazami tylko z jednej strony, brak widocznych informacji o objazdach, światła w ilościach ponadnormatywnych na uliczkach szerokości leżącego psa… O młodzieńcach wskazujących nam z uporem godnym lepszej sprawy ślepą uliczkę jako objazd, czy znakach „Ustąp pierwszeństwa”, pod którymi znajduje się szkic skrzyżowania, na którym droga, którą jedziemy, zaznaczona jest grubą linią, tylko wspomnę. Określenie „dramat” trąci tu zdecydowanie eufemizmem. W porównaniu z tym węzeł wielicki – pięć [!!!] sygnalizacji świetlnych na jednopasmowej [!!!] drodze krajowej [!!!], postawionych dla wjazdu z miejscowości dwudziestotysięcznej [!!!], którą droga omija z boku [!!!jedenjedenjeden] – to naprawdę niewiele. Serce moje przepełnia się współczuciem. W porównaniu z Bochnią i Wieliczką perforowane krakowskie drogi to Autostrada Słońca.

Z dziennikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze o zakorkowanej drodze przed Wieliczką, gdzie auta poruszają się circa 15kmph. Nagle pojawia się z lewej szybkopas i cała chmara wszechpolskiego buractwa radośnie postanawia skrócić sobie korek, mknąc lewym pasem tylko w celu przesunięcia się w korku o te paręset metrów. A chrześcijańska tępota [bo miłosierdziem trudno to nazwać, od rozpoczęcia szybkopasa nie dochodziła do tej drogi żadna podporządkowana, co ewentualnie usprawiedliwiałoby uprzejmość tych kierowców specjalnej troski] na końcu szybkopasa owo buractwo wpuszcza, a jakże. Pięć godzin, jakie zajęło mi pokonanie dwustu kilometrów, czułem się jak Douglas w Upadku.

* * *

Święta… jak Święta. Zdecydowanie temat na inny wpis. I w innym kontekście. If any.

6 myśli w temacie “Mocno buraczane ścinki poświąteczne.

  1. FYI: kierowcy z Niepołomic też mają blachy KWI. Podobnie jak ci z gmin Biskupice, Gdów i Kłaj.

    A z moich doświadczeń na małopolskich drogach wynika, że najgorsi furmani (bo przecież nie kierowcy) powożą brykami z KLI 🙂

    Szerokiej drogi!

    Polubienie

  2. > co wyprawiają na krakowskich ulicach
    > indywidua z rejestracjami KBC i/lub KWI

    Hie hie hie.
    Stoję sobie dziś na prawym pasie, czekając na zielone. Za mną i przede mną czekają inni. Ale, ale… co się dzieje na środkowym pasie? Dlaczego nikt obok mnie nie stoi? Zerkam w tył. Aaaa… to jakaś pani zostawiła miejsce na półtora samochodu. A rejestracja? KWI. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s