GnomeCommander i wspomnienia literackie.

Odgrzebywanie historii korespondencji mailowej, zawracanie czterech liter adminowi, autokompromitowanie się… wszystko po to, żeby po godzinie dojść do tego, że albo zdalne połączenie via sftp przez gmone commandera albo jest schędożone, albo ja z uporem godnym lepszej sprawy coś knocę. I tak przez godzinę. Krusader – i połączenie poszło od kopa. Zresztą… gnome commander w ubuntu jest spierdzielony kompletnie, że zanik focusa po przełączeniu panelu wspomnę [fakt, pomaga wciśnięcie Home albo przejście wyżej i z powrotem do katalogu, ale to środek zastępczy]. Propozycje? Poza przejściem na Gentoo? 😀

* * *

Poprzedniej zagadki nie zgadł nikt z PT lurkerów, acz odpowiedzi bywały blisko. Słoneczne tło obrazka, księżycowa noc, rozmarzone dziewczę, zabójczo przystojny [??? – nie wiem, przypuszczam, kurde!!!] facet… czy podobna okładka może zwiastować coś innego… niż POWIEŚĆ KRYMINALNĄ?

Szczerze mówiąc, albo przejrzeliście moją perfidię, albo, cytując Pismo, myśli moje nie są myślami waszymi, ani drogi moje drogami waszymi. Gdyby nie fakt, że tę książkę zanabyłem pod wpływem [BACZNOŚĆ!] minonego już czas jakiś temu uczestnictwa w wieczorku literackim [SPOCZNIJ!], to w księgarni, chcąc kupić kryminał sugerując się TYLKO okładką, nie sięgnąłbym po nią, choćby reklamował ją sam Hercules Poirot.

Sam wieczorek literacki, zorganizowany w ramach Krakowskiego Festiwalu Kryminału [czy jak się to nazywało], skupił – pod prowadzącym przewodnictwem Łukasza Orbitowskiego – Krzyśka Maćkowskiego, rzeczoną Gaję Grzegorzewską i autora książki o Kacprze Ryksie, którego nazwiska nie pomnę.

Z całej trójki Krzysiek wypadł najrówniej [i znów kurde musicie mi uwierzyć na słowo, naprawdę nie jest to klaka] – odpowiadał na pytania w miarę konkretnie, treściwie i w przeciwieństwie do autora Kacpra Ryksa nie ryzykował opowiadania dowcipów, które bawiłyby tylko jego 🙂 Autor Kacpra Ryksa niemiłosiernie przeciągał, uciekał w dygresje [a moja niechęć do słuchania czegoś takiego potwierdza tylko starą prawdę psychologiczną, że u ludzi najbardziej nie znosimy naszych wad :)] i ogólnie przyprawiał mnie o dyskretne poziewy, co oczywiście może nie mieć żadnego przełożenia na książkę, nie wiem, nie czytałem. Natomiast pani Grzegorzewska… cóż.

Żesz no, autorka kryminałów powinna mieć z osiemdziesiąt lat, ubierać się na czarno, palić jakieś ohydne papierosy, kaszleć i jeszcze być szczerbata. Wtedy jest szansa, że na spotkaniach autorskich słuchacze zwracaliby uwagę na to, co mówi, i na niewiele więcej. Jeśli natomiast autorka kryminałów ma dwadzieścia parę lat, blond włosy do łopatek, przyciasny sweterek i w ogóle, z percepcją werbalną słuchaczy bywa różnie. To znaczy: coś mówiła. Tego jestem pewien.

* * *

Bardziej merytorycznie 🙂 , kupiłem i przeczytałem jej Żniwiarza i jestem w trakcie drugiej części, Noc z czwartku na niedzielę. Kryminał zaiste w stylu Agaty Christe. Czyta się to bardzo dobrze, Grzegorzewska okazuje się godną spadkobierczynią pani Agaty, przechwytując agatkowe smaczki, z nastrojem i moimi ulubionymi „mowami końcowymi” włącznie. Zniesmacza mnie odrobinę momentami język [choć zdaję sobie sprawę, że literacka polszczyzna w ustach ludzi bez wykształcenia czy prostych imprezowiczek brzmiałaby co najmniej dziwnie] i fakt, że spora część bohaterów Żniwiarza jak nie ma się ku osobnikom tej samej płci, to przynajmniej czyta GW. Wiem, że stworzenie klimatu turpistycznego wymaga odpowiednich środków, ale to chyba przesada. Ale poza tymi książki czyta się bardzo sympatycznie i jeśli komuś podoba się pisarstwo lady Agathy, to po książki krakowianki może sięgnąć bez obaw.

* * *

Pozostając w mikroklimatach literackich, czas jakiś temu przeczytałem Świat jest pełen chętnych suk i Koniec świata w Breslau. Piekara jakoś do mnie nie trafił, w zasadzie nie wiem, czemu – nie ten język? nie ten klimat? nie mam zielonego pojęcia, po prostu nie trafił i już. Krajewskiego natomiast czytało mi się przyjemnie i skuszę się pewnie na kolejne przygody detektywa Mocka. Na razie organizujemy biuro na Kleparzu [!!!] i zapowiada się bardzo pracowita końcówka roku.

3 myśli w temacie “GnomeCommander i wspomnienia literackie.

  1. Topsz, zwracam horror… znaczy się honor. Zgadłaś 🙂

    Podobieństw klimatu między Gentoo a Krajewskim mimo najszczerszych chęci jednak nie widzę – przy budowaniu Krajewskiego nie kląłem jak szewc co dziesięć minut, nie wspominając o tym, że przy Krajewskim nie musiałem siedzieć… no dobrze, nie ze słownikiem, ale brykiem w ręce. A kiedy zapragnę kompilacji kryminału ze źródeł, to sam napiszę, ludzie gadają, że mam talent 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s