…a poza tym ani słowa o wyborach.

Wygląda na to, że jestem ponadczasowy. Dwa lata temu bez miesiąca i dnia pisałem :

Sobie myślę, że kiedy połączonymi siłami betonu postpezetpeerowskiego, ludzi rozumnych, Europejczyków, niedolustrowanych dziennikarzy, niedzielnych antyklerykałów i garstki ludzi uczciwych, acz nieufnych uda się w końcu wyprokreować Kaczyńskich na Madagaskar, w Polsce nastanie raj.

Niemożliwym bowiem jest, żeby w powyborczej [po następnych wyborach] Polsce brakło miejsca dla tych wszystkich ludzi, którzy z podziwu godną inwencją [ach! te coraz to inne kaczuszki przesyłane mailem! Co za finezja! Jaki polot! Wyobraźnia ważniejsza od wiedzy…. eee, chyba się zapędziłem…], bezprecedensową odwagą [te wszystkie sajty zamykane zaraz po zapowiedzi, że Kaczyński zamknie dowcipnisiów] i innymi przymiotami, godnymi pochwały najwyższej, marnują się w IV RP. Zaprawdę, warto jeszcze trochę się przemęczyć, żeby za parę miesięcy powróciła w Polsce wolność słowa, nielimitowana żadną kaczyńską KRRiTV, w gospodarce zagościła neoliberalna szkoła chicagowska, stawiająca sobie za cel obniżenie podatków, bezwstydnie podnoszonych za ciemnych czasów Kaczorów, a polska polityka wschodnia powróciła w utarte tory jasnego i przejrzystego stanowiska wobec Rosji i Białorusi, z efektami działania wartymi samego Machiavellego. Aferzyści wreszcie znajdą swoje miejsce w pierdlu, skąd wypuścili ich Marcinkiewicz z Lepperem, a polityczny stolec dostanie się takim tuzom wierności swoim ideałom i partiom, jak Tusk i Niesiołowski. Adam Michnik i inni ludzie honoru wreszcie będą mogli usnąć snem sprawiedliwego. Niemożliwym wreszcie jest, żeby za parę miesięcy ktoś używający publicznie wyrażenia „Spieprzaj, dziadu” miał jakiekolwiek szanse wyborcze, skoro na ulicy słowo k***a będzie oznaczało tylko i wyłącznie dziwkę, bo o używaniu tegoż w charakterze przerywnika nie będą pamiętali już nawet najstarsi żule.

Poczekajmy tedy, wszak to jeszcze tylko kilka miesięcy. Trawa z czasem zamienia się w mleko.

No i zmieniła się. Czekamy na wolność słowa, cud gospodarczy i kulturę na ulicach. I żebyście mnie zaskoczyli tak, żebym nie mógł cytować samego siebie, w co szczerze wątpię.

Znów nie nadążam za światem.

Czytam sobie niusa [próbuję WP, precz z Onetem, choć być może zdarzy się Canossa – ale to nieistotne]. Że wyszła książka. Dwa kawałki cytowane z książki poniżej:

Wielokulturowość powoduje segregację, dławi wolność wypowiedzi i zagraża demokracji liberalnej

wielokulturowość prowadzi nie do integracji, a segregacji

Oszołomska normalka, można by rzec, będąc po wieloletniej lekturze GW i legitymując się dyplomem gender studies. Ale… właściwie kto to napisał? JKM? Le Pen? Giertych? Aj waj, i właśnie tu jest zgryz. Wyzywanie autora od durniów trąci cholernie niepoprawnie antysemityzmem, gdyż ich autorem jest nie kto inny, jak naczelny rabin Wielkiej Brytanii Jonathan Sacks. A nasze elyty i yntelygencja jak zwykle 10 lat za Murzynami. Całość tutaj.

Ścinki przedwyborczą porą.

Na początek – wbrew pozorom wcale nie o kampanii wyborczej, a przy okazji niech szlag trafi media i sondaże. Poniżej tendencyjny i mendowaty wyimek z instrukcji do Hearts of Iron II dot. ustrojów w grze. W pierwszej kolumnie – nazwa ustroju do osiągnięcia. W drugiej – wymagana do osiągnięcia tego ustroju wypadkowa istniejącego stopnia zamordyzmu i polityki wewnętrznej. Wybór mój.

Narodowi socjaliści – autokracja i skrajna prawica (!!!).
Faszyści – autokracja i przewaga prawicy [tiaaaa… Kaczyńscy 😀].
Socjaliści, konserwatyści – demokracja i silna lewica [jak widać, demokracja i silna lewica to idealne warunki dla rządów np. UPR].

O tempora, o mores, o xhejn.

* * *

Pozostając wyjątkowo w tematyce gierczanej – udało mi się skończyć Diablo na normalu. Jak na mojego połamanego nekromantę – jednak sztuka. I szczerze mówiąc – żenada do kwadratu. Baal nawet nie poszczerbił mojego golema, a z flaszeczek uzupełniałem tylko manę. Myślałem, że podczas finałowej rozprawy zasnę. Mam naprawdę mocne obiekcje przed kontynuacją gry na Koszmarze – teoretycznie gnojki z pierwszego aktu już plują na mnie trucizną i zmrozić mnie chcą, ale taktyka zostanie ta sama – golem w roli blockera i łuczniczka za zapleczu, czyli mimo perspektywy dostania większego łupnia chyba zasnę z nudów.

* * *

W domu zapanował miniszał na brauzowanie [(c) Paczor] naszej-klasy.pl. Z mojej klasy jest tam już 5 osób, dalsze w drodze… a tymczasem nikczemnie wykorzystuję szukajkę do węszenia genealogicznego, mharharharhar.

* * *

Bank zrobił sobie przerwę konserwacyjną. Dosłownie parę minut. W ciągu tych paru minut – sześć błędnych logowań i stan przedzawałowy, bo nie da się oczywiście uniemożliwić wpisania loginu albo dać komunikatu wcześniej, tylko trzeba umożliwić wpisanie loginu i hasła, a potem wywalić komunikat „Błąd podczas logowania”.

* * *

(edit) A właśnie! W zasadzie po to wziąłem się za pisanie tej notki, a i tak zapomniałem… ukazał się nowy GRAMPS; informacja o tyle istotna, że ta wersja zawiera poprawione z moim udziałem polskie tłumaczenie. Wielkimi krokami zbliża się 3.0… (edit edit) A zresztą licho ich tam wie… poprawki przesłane, sam korzystam już z poprawionej wersji, a ściągał plików, żeby się przekonać, czy wskoczyło [POWINNO wskoczyć] nie będę.

Między dżumą a cholerą.

Szef kampanii medialnej PiS Tomasz Dudziński zaapelował do PO, by „wykazała się obywatelską odpowiedzialnością” i przyznała, że jej „celem programowym jest prywatyzacja szpitali”.WP.

No po prostu skandal. Partia rządząca, opowiadająca się za wolnym rynkiem, funkcjonująca w kraju, gdzie będąca w znacznej mierze państwową służba zdrowia zmierza równią pochyłą do zapaści, OSKARŻA! opozycję o próby sprywatyzowania szpitali. Bandyci z PO! Skandal, panie pułkowniku Wołodyjowski, larum grają! Wszak wiadomo, że prywaciuch nie będzie chciał zarobić poprzez jak największą liczbę klientów, tylko zwieje ze szmalem. Oczywiście prawdopodobnie do Izraela. Cyckając wcześniej lekarzy, jak tylko się da, bo przecież do prywaciarza lekarze idą pracować z musu, więc może im płacić tyle, żeby starczało na chleb z masłem, a oni i tak nie odejdą – szczególnie wtedy, jeśli w pobliżu będzie kilka innych szpitali, które nieopłacanych lekarzy chętnie podebraliby konkurencji, żeby cyckać ich dla siebie.

Co na to wolnorynkowa, pragmatyczna opozycja?

Naznaczona przez media mainstreamowa partia opozycyjna, dzielnie odpiera zarzuty twierdząc, że

Nigdy nie uważaliśmy, żeby prywatyzować szpitale i żeby polska służba zdrowia opierała się na placówkach prywatnych – powiedział Chlebowski na konferencji prasowej. Nigdy nie było, nie ma i nie będzie takiego pomysłu – podkreślił. WP

I dodał jeszcze, że faktycznie PO coś tam przebąkuje o prywatyzacji ubezpieczeń – ale zaraz dodaje oskarżycielsko, odbijając piłeczkę, że

Komorowski stwierdził, że to w okresie rządów PiS pogłębiła się prywatyzacja obszaru usług medycznych. Np. lekarze rodzinni – 95% z nich jest sprywatyzowanych. Tak jak 100% dentystów, sto kilkadziesiąt szpitali również – powiedział Komorowski.

A dajcie wy mi wszyscy psiakrew spokój z takim oficjalnym rządem i taką oficjalną opozycją. Idę głosować na gościa, który co prawda nie porządzi samodzielnie, ale za to wszystkich inwalidów powsadzałby do komór gazowych i tam zastrzelił, a ich matki zgwałcił. Wiem, bo sam tak powiedział, media mi doniosły, a sondaże wykazały spadek poparcia, więc to musi być prawda.

Nerdquiz.

W dzisiejszej rundzie pytań dostałem „W którym roku powstał Bracki Browar Zamkowy w Cieszynie”? I wstyd przyznać, wyszła moja ignorancja i kompletny brak wiedzy, bo nie wiedziałem. Czy ktoś z PT Czytaczy jest gotów poza mną przyznać się jeszcze do swoich luk w ogólnym wykształceniu?

A część osób w NQ dalej uważa guglanie odpowiedzi do pytań za rozwiązanie nie fair…

Skrócony przegląd wydarzeń.

Zbieram szczękę z podłogi i z wrażenia po objawieniu się na moim joggerze Autorki Śmierci w klasztorze we własnej osobie. I chociaż inet, jak ogólnie wiadomo, paskudny z natury swej jest, to jednak fakt niszowatości niniejszego joggera w połączeniu z jego nieyerbamatowatością i niebigbraderowością bardzo mało prawdopodobną statystycznie czyni hipotezę podszycia się. Witam tedy w moich skromnych progach, pusząc się w kącie z dumy 🙂 A fraza o drogim rzucie oka na merytorykę informatyczną w Śmierci okazuje się wynikać – przynajmniej na razie – z nadmiaru ostrożności / powściągliwości, bo na razie dalej nie kojarzę niczego, co w reminiscencjach obnażałoby jakiegoś babola [choć fakt faktem, drugiego czytania nie było].

* * *

A propos literatury. Zanabyty Obóz świętych Raspaila i Świat jest pełen chętnych suk Piekary. Pierwsze ze względu właściwie sam nie wiem na co, chyba na prawomyślność autora i było nie było istniejącą gdzieniegdzie renomę tytułu [prawomyślność autora nie daje niestety forów w momentami drętwej – przynajmniej w poprzednich jego książkach – lekturze], drugie ze względu na oddawną chcicę poznania prozy Piekary, do którego książek z racji pobieżnie wertowanej tematyki jakoś nie mogłem się dotychczas przekonać. A, i kupiłem jeszcze Hearts of Iron, choć chyba tylko po to, żeby postało to na półce, bo czasu na horyzoncie nie widać.

* * *

Kolejna rozmowa telefoniczna, kolejny pomysł pchnąłem do stadium gotowego do odpalania [bo do wypalenia to mu jeszcze daleeeko]. Tyle, że na wykresie Gantta, usytuowanym na bieżniku którejś z moich opon mózgowych, tenże pomysł od ścieżki krytycznej leży baaardzo daleko. A ścieżka krytyczna na razie ani drgnie – nie z mojej winy, ale to marna pociecha. No dobrze, zaczynam ją wprawiać w lekkie drżenia. Chociaż… z punktu widzenia zarządzania projektami moje podejście nie jest tak do końca bez sensu, bo gdy w końcu ruszę ścieżkę krytyczną, do zakończenia kolejnych podpunktów będę potrzebował znacznie mniej czasu. Buahahaha…!!!

Magnetyzer.

Przeczytany w przerwie pomiędzy bieganiem po mieszkaniu, w chwilach bezsenności i innych takich. Najlepsza książka Lewandowskiego, jaką czytałem, i jedna z najlepszych w ogóle, jakie czytałem w ciągu ostatnich parunastu miesięcy. Ciekawostka przyrodnicza – od Lewandowskiego i Noteki zaczynałem swoją przygodę z sf-f [w tym miejscu wielkie dzięki dla Y., który wprowadził mnie w tę dziedzinę, i bez którego pewnie miast Lewandowskim zachwycałbym się dzisiaj nie dopuść Panie Masłowską albo Pilchem…], a na mój prywatny szczyt gość zawędrował właśnie dzięki retropowieści. Książka i chronologicznie, i akcją stojąca wcześniej, niż Bogini z labradoru, a niebo od niej wedle mojego rankingu lepsza [co absolutnie nie znaczy, że Bogini jest kiepska!]. Kryminał z tego żaden, raczej thriller, ale czyta się rewelacyjnie. No i pyszny klimat przedwojenny, który wzmocniony przez rzeczy okołogenealogiczne staje się moim Świętym Graalem… Rewelacja. Szanowny Panie Przewodas, przechodzą mnie dreszcze i proszę o jeszcze.