The best things are hard to come. Hard for losers.

Nie, bynajmniej nie piszę tego, żeby się chwalić. W zasadzie nawet mi wstyd, że dopiero teraz. W zasadzie nawet koszmarny wstyd.

Ale jakoś nie mogłem się powstrzymać, żeby ku pamięci zapisać, że wreszcie udało mi się ubić Diablo. Na normalu – dlatego napisałem, że to żaden powód do dumy. Ale albo mój nekromanta był siakiś lelawy, albo mi jako starszemu panu ciężko było obczaić taktykę na tę walkę. W zasadzie zadziałała stara w gruncie rzeczy taktyka, zasadzająca się na stwierdzeniu „w mordę i w nogi”. Plus doszprycowanie nekra żywotnością na ostatnim levelu, bo po drodze zdążyłem zaliczyć nowy lvl. No i mimo wszystko wyszłaby z tego amba, gdybym gdzieś daleko nie otwarł sobie portalu, z którego w odpowiedniej chwili skorzystałem. Ale taktyka opracowana, przyda się na przyszłość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s