Prawie jak na luzie

Po fajrancie podczytuję Heinleina. Uczucia mieszane, czyste sci-fi to nie jest jednak to, co tygrysy lubieją najbardziej. S. patrzy się na mnie krzywo, bo leżą średnio przeczytane Jej dwa prezenty – ale jak tu się brać za chrześcijańską psychologię czy lekturę encyklik papieskich, skoro maksymalnym progiem literatury ambitnej jest Heinlein właśnie, a encyklik papieskich nie wypada jakoś czytać w przerwie pomiędzy browarami? Mistyk wystyk, wynik cynik. Ale kiedyś się – nie, nie przemogę: wezmę urlop od rzeczywistości i poczytam.

* * *

Kupione Medieval: Total War. Aż się chce spytać: po co? Maćkowski jeszcze nie namierzony.

W tak zwanym międzyczasie

Boże Ciało tradycyjnie na procesji – od kiedy przestałem jeździć na zalerzyny, mija nam jakoś spokojniej. Na przyszłość – pamiętać, żeby na procesje nie zakładać okularów przeciwsłonecznych. Poza białymi paskami na skroniach opalenizna wyodrębniła mi również dość mocno nos. Wyglądam jak chlor.

* * *

Odległość z Kielc do Krakowa wynosi 120 km… o ile akurat dojeżdżając do Krakowa masz ze sobą Pewną Bardzo Ważną Przesyłkę. Jeśli jej zapomniałeś – robi się z tego 3x120km. Szfak. Po drodze Kielce – Kraków będę już niedługo poruszał się na węch.

* * *

Wreszcie mam nadzieję odebrać z naprawy klawiaturę bezprzewodową. Ale i tak nie mam czasu, żeby z niej skorzystać.

Ścinki na teoretyczny koniec tygodnia.

Gdzieś na peryferiach mojej uwagi rozgrywa się kolejny joggerowy flame o zachowaniu się na poziomie zerowym. Jak dla mnie sprawa jest prosta: boisz się dziwnych skojarzeń, liczysz się z możliwością niezamierzonej riposty – nie pisz na lvl0 i po sprawie. Czy to takie trudne?

* * *

Skończyłem drugi tom Zambochowego Na ostrzu noża. Jak kiedyś pisałem, Zamboch ma „to coś”, aczkolwiek jest to bardzo mocno przesiąknięte słowiańszczyzną i plastikiem. Akcja senna, kompletny brak ikry… ale mimo to wciąga. Mimo to czyta się to trochę poniekąd z obowiązku, aż tu nagle objawia się ostatnie sto stron i musisz zdrapywać się ze ściany po eksplozji szoku, że ten człowiek potrafi tak pisać. W sumie rzecz godna polecenia, acz Sapkowski ani Sienkiewicz toto nie jest.

* * *

Skoro już jesteśmy przy literaturze lekkiej, łatwej i przyjemnej, nie zaszkodzi odrobina reklamy. Ladies, gentlemen i ty, księże proboszczu, po długim weekendzie grzecznie udajemy się do księgarń i zanabywamy Raport Badeni pióra mojego znajomego, od trunków nie stroniącego, i męża naszej Koleżanki, Krzyśka Maćkowskiego, albowiem moich znajomych wspierać w debiutach należy. Książki jeszcze nie czytałem, jak wpadnie mi w łapy egzemplarz autorski [na co po tym wpisie liczę, mharharharhar], dam oczywiście znać.

* * *

Zanabyty w zeszły weekend na Słowacji prawieabsynt spogląda na mnie z górnej półki mocą swoich siedemdziesięciu procent zielonodziewiczym okiem z wyrzutem. Znów pęcznieje mi półka.