Jedna piosenka, a potem na razie dwa wieczory.

Onegdaj na Juwenaliach faceta zapamiętałem. Łysy był, z gitarą. Śpiewał „ej, ruda… czy mogło nam się udać…” albo „kapelanie, co się stało z piątym przykazaniem”. Bukartyk się nazywał. Piotr Bukartyk. Żona zapamiętała inne refreny. Mniejsza, jakie – ale zapamiętała.

Człowieka wykreśliłem z pamięci – a przynajmniej jej absorbującej części – na paręnaście lat. Do wczoraj. Wczora z wieczora dopadły mnie ze śródmózgowia jego refreny. I zamiast kodować czy pić wino, rzucam się po necie jak wesz po grzebieniu, puszczam jego piosenki, czytam jego teksty, rozglądam się za jego płytami, a pozostawione samo sobie GTD popiskuje żałośnie w kątku. Cholera jasna.

2 myśli w temacie “Jedna piosenka, a potem na razie dwa wieczory.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s