Kol…eeee…kcja

Dzisiaj ukazała się ostatnia z płyt dokumentujących dwudziestopięciolecie LP3. Zebrałem je wszystkie. I co z tego? Współczesne serie kolekcjonerskie są tylko pochodną chęci i kasy. Nie ma już mowy o podchodach, szpiegach cesarza, znajomościach i tym podobnych. Braknie – dodrukujemy.

Poza jednym wyjątkiem. Ósmy tom Łysiakowego Malarstwa Białego Człowieka kosztuje na Alledrogo > 1000 zl. Powtórzę: ponad tysiąc złotych polskich za WSPÓŁCZEŚNIE wydaną książkę. Nosz fak.

Jedna piosenka, a potem na razie dwa wieczory.

Onegdaj na Juwenaliach faceta zapamiętałem. Łysy był, z gitarą. Śpiewał „ej, ruda… czy mogło nam się udać…” albo „kapelanie, co się stało z piątym przykazaniem”. Bukartyk się nazywał. Piotr Bukartyk. Żona zapamiętała inne refreny. Mniejsza, jakie – ale zapamiętała.

Człowieka wykreśliłem z pamięci – a przynajmniej jej absorbującej części – na paręnaście lat. Do wczoraj. Wczora z wieczora dopadły mnie ze śródmózgowia jego refreny. I zamiast kodować czy pić wino, rzucam się po necie jak wesz po grzebieniu, puszczam jego piosenki, czytam jego teksty, rozglądam się za jego płytami, a pozostawione samo sobie GTD popiskuje żałośnie w kątku. Cholera jasna.

Oj.

Na fali histerycznej, internacjonalistycznej krytyki reżimu Kaczyńskich bodajże w Corriere della Sierra facet najpierw pisze o IVRP jako o Nowej Inkwizycji, a następnie – o Kaczyńskich jako jakobinach. Wyzywanie od inkwizytorów stało się już salonową normą [mniejsza o sens], ale jakobini? Demokrata wyzywający kogoś od jakobinów? Ktoś chyba zapomniał, skąd wyrastają mu nogi…