Pochwała łatwizny.

Muszę powiedzieć, że Shuttleworth i spółka zrobili kawał naprawdę dobrej roboty. Z racji porządkowania dysku, porządków wiosennych i ideologii zmieniam susła na ubuntu i jak na razie jestem bardzo zadowolony. Madwifi zagrało od kopa, aktualizacje ciągną się bezproblemowo, całość jakaś taka za przeproszeniem intuicyjna i w ogóle wygląda nader sympatycznie [nawet, jeśli momentami ociera się o idiotoodporność]. Well, zaczyna mi brakować czasu na dogrzebywanie się godzinami pewnych hacków, a na domiar złego konfiguracja domyślna wystarcza mi w większości przypadków, więc ubuntu wydaje się być dobrym wyborem. Póki co, zeźliły mnie tylko dwie rzeczy: wydziwianie z brakiem konta roota i domyślne ustawienie ssania pakietów z netu w sytuacji, kiedy nie miałem jeszcze skonfigurowanej karty sieciowej. No i ciekaw jestem, czy przez ostatnie pół roku poprawili pakietowanie wynalazków typu Ruby on Rails. A na razie pierwszy raz w życiu mam – za wyjątkiem OOo – naprawdę aktualny system. So far so good.

Zupełnie nowy dzień

Wyjechali na chorobowe wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma w domu dzieci, to siedzimy i oglądamy Tylko mnie kochaj. Lekko, łatwo i przyjemnie, śliczni aktorzy, śliczne zdjęcia, w Krakowie nie mamy takiego szkła i stali, jeden błękitek nie załatwi sprawy. No i przynajmniej w dziedzinie komedii romantycznych nie ma się czego wstydzić.

* * *

Obejrzane również Equilibrium. Fabularnie mizeria, w dziedzinie wizji globalnego zniewolenia niewiele da się już wymyślić po 1984 czy Nowym, wspaniałym świecie, z którego zresztą Equilibrium zdaje się czerpać garściami. Film jednak naprawdę warto obejrzeć ze względu na efekty specjalne i niesamowite – jak dla mnie – sceny walki, w tym rzucającą na kolana [miałem napisać porażającą, ale PiS podkrada mi ostatnio słownictwo] scenę walki wręcz z pistoletami. Podobnie, jak z Matriksem czy Roninem – można czepiać się fabuły, ale te filmy należy obejrzeć dla pewnych scen chociażby.

* * *

Zerknąłem na najnowszą Cywilizację. Ajjj, jakie to cukierkowe! A jakie fajne! Niestety, nie na 15″ monitorze. Workerzy zaalokowani, wynalazki odpowiednio zaplanowane, dziś wieczorem prawdopodobnie poleje sie krew.

Trochę luzu pod wieczór.

Wreszcie przestała mnie boleć głowa. Co za ulga. A wódkę to ja mogę pić leczniczo i bez grzechu przez cały Wielki Post, bo jak mi nie smakowała kiedyś, tak mi nie smakuje dalej.

* * *

Z etapu młodego, ambitnego politykiera [nie mylić z politykiem] wyszedłem już jakiś czas temu. To był pierwszy etap odwyku. Coraz bardziej zaczyna mnie wciągać etap drugi – etap kompletnego niezrozumienia faktu, że kogokolwiek może to jeszcze jarać. Wiadomości i serwisów w ogólności nie oglądam już chyba od dwóch lat, to jest jak detoks. I wcale nie czuję się przez to w jakikolwiek sposób uboższy. Chyba z tydzień temu obejrzałem jednym okiem Panoramę – dwa pierwsze niusy wyprowadziły mnie już z równowagi, a całości dopełnił jakiś gadający na ekranie dr.. Tak, najprawdziwszy dr. z kropką na końcu w telewizji publicznej. Tryumfalny pochód skretynienia.

* * *

Obejrzana Teoria chaosu. Podobała mi się, kawał solidnego thrillera, choć z – niestety – przewidywalnym zakończeniem.

… raz w dół.

Dziecko chore, musiałem zostać w domu. Przeleżało prawie cały dzień, więc miałem trochę czasu dla siebie po nieprzespanej nocy. Zaktualizowałem grampsa pod kątem nieodległego wyjazdu w pielesze i na tym lista sukcesów się skończyła. Po dwóch godzinach guglania i zabaw z konfiguracją dalej nie wiem, dlaczego dhclient ath0 wsadzone w skrypty startowe w suśle odmawia posłuszeństwa [mimo, iż komunikaty mówią co innego i o przyznaniu IP nawet informują], a odpalone boskim palcem roota – działa.

Tort cynamonowy jest chyba obłożony jakąś klątwą. Tym razem pamiętałem o powidle śliwkowym. Nie doczytałem o mące. Xhejn, czy ja jestem debilem, czy to tylko parszywy zbieg okoliczności?

Boli mnie serce, boli mnie głowa, nic mi się nie chce. Niech świat podbija w tym tygodniu ktoś inny, pieprzę to. Ot, jeszcze jeden dół, który trzeba wziąć na przeczekanie. Dobrze chociaż, że do sklepu osiedlowego mogłem już pobiec w adidasach.

Ścinki poweekendowe

Przez weekend – obejrzane dwa, jakby nie było, klasyki.

Zielona Mila – zwlekałem z obejrzeniem, bo po lelawych streszczeniach wydało mi się, że będzie to kolejna lewacka przypowieść przeciwko karze śmierci. Po namowach – zdecydowałem się i obejrzałem. Bardzo sympatyczny film, pomimo tego, że politpoprawne przesłanie podszczypuje i tak – koniec konców dwa szwarchcharaktery to dwa WASPy. Ale mniejsza z tym. Nie lubię Kinga, ale coraz bardziej zaczyna mi się podobać jego patent – w zasadzie nadprzyrodzonych interwencji w filmie brak, healerzy wszak istnieją, a ludzie dożywają setki… ale ciary przechodzą i tak.

* * *

Shrek II – o niebo lepszy od jedynki, ale niesmak i tak pozostaje. Phi, robić cnotę z tego, że ktoś nie potrafi zachować się przy stole… Tak wiem, miej serce i patrzaj w serce, prawdziwe piękno jest wewnątrz, itepe. Srutututu. Ale poza tym – film wyborny i nawet Stuhra, którego w jedynce nie trawiłem, tutaj obśmiałem głośno i dobitnie. Update: zapomniałem napisać, znalazłem babola! Klawiatura fortepianu, na którym Wróżka Chrzestna wykonuje I Need A Hero po lewej stronie [czyli od niskich tonów] ma dwie sekwencje potrójnych czarnych klawiszy, a nie – jak standardowo – na przemian grupę dwóch i grupę trzech. Nie żebym ten film oglądał po dziesięć razy i szukał dziury w całym, bo prostu trafiłem na lelawe kino i projektor coś przycinał.

* * *

Polowanie na Giertychów trwa. Ledwo skończyli gnoić starego za to, że ośmielił się napisać, że Żydzi się nie asymilują [tak, jakby się asymilowali…], a już wzięli się za młodego, że ośmielił się zaproponować – ZAPROPONOWAĆ! – zakaz propagacji miętkich chłopaków i zasugerować zakaz aborcji. Zawszeć mi się wydawało, że propozycje mieszczą się w ramach szeroko pojętego dyskursu, ale jak widać się nie znam i truskawki cukrem posypuję.

* * *

Tylko w tobie mogę rzeko dawnych dni
Tylko w twojej wodzie mogę ból zmyć z moich rąk
Rzeko dzieciństwa
Gdzie twa woda czysta, która koi ból
Tylko twoją wodą z moich rąk zmyć mogę ból
Rzeko dzieciństwa

Las nad tobą szumiał ale ścięli go
Las nad tobą szumiał, twoją wodą poił się
Rzeko dzieciństwa
Gdzie twa woda czysta, która koi ból
Daj mi twoją wodą z oczu moich spłukać łzy
Rzeko dzieciństwa

Zostawiłem ciebie rzeko dawnych dni
Opuściłem ciebie, miasto zwiodło gwarem mnie
Rzeko dzieciństwa
Gdzie mnie toczy niby kamień miasta nurt
Daj mi twojej wody nabrać w dłonie chociaż raz
Rzeko dzieciństwa

Toczy mnie jak kamień miasta wielki nurt
Toczy mnie jak kamień, jak mam wrócić na twój brzeg
Rzeko dzieciństwa
Gdzie mnie niesie coraz szybciej życia nurt
Giniesz z moich oczu, coraz dalej jesteś już
Rzeko dzieciństwa.

Zmarł Tadeusz Nalepa, jeden z muzyków, których słuchałem dość okazyjnie, ale bez których śwait wydaje się niepełny. Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie.

Przygarść.

Wywołany do odpowiedzi przez Czajnę, oświadczam, co następuje:

  1. Jestem fanem pierogów ruskich. Wszędzie, zawsze i pod każdą postacią.
  2. W liceum zaczytywałem się Trylogią. Wielkie wrażenie wywarł na mnie imć Zagłoba, który Radziwiłła w rękę nie pocałował, tylko sam siebie w palec, a jego jedno nosem trącił. Widocznie za bardzo się z nim utożsamiłem, bo w zamyśleniu postąpiłem identycznie, całując w rękę z okazji Dnia Nauczyciela naszą matematyczkę. Wyprostowałem się… uświadomiłem sobie, że ktoś to mógł zobaczyć i że chyba zrobiłem głupio. Więc poprawiłem. Wyprostowałem się… i dla pewności poprawiłem raz jeszcze, żeby nikt nie miał wątpliwości, że było bez paluszka. Pani profesor dostała wytrzeszczu, kilka koleżanek, które obserwowały całe zajście [reszta klasy traktowała wręczanie kwiatów normalnie, tj. robiąc cokolwiek], profilaktycznie zwinęło się pod ławkę ze śmiechu, a ja zyskałem spokój na resztę liceum od wręczania kwiatów w oficjalnych delegacjach.
  3. W szkole generalnie uczyłem się bardzo dobrze. Prześladowały mnie jedynie chemia [podstawówka i liceum] oraz rachunkowość, przez którą o mało nie wyleciałem ze studiów. Moja pierwsza poważniejsza praca to marketing oprogramowania chemicznego, a co do księgowości – jestem żonaty z księgową, o aktualnej pracy zawodowej nie wspominając.
  4. Mój nick wziął się z Ballady o torreadorze autorstwa Młynarskiego, śpiewanej przez Wójcickiego.
  5. Za młodu miewałem ciągoty aktorskie, zdarzyło mi się nawet zagrać u Andrzeja Wajdy! Ściśle rzecz biorąc, Andrzej Wajda z zespołem miał uświetnić swoją obecnością inscenizację fredrowskiej „Zemsty”, wystawianą z okazji jubileuszu na zamku odrzykońskim. Niżej podpisany grał rolę murarza, budującego mur graniczny. Spektakl się odbył, zagrałem w nim, tylko Wajda nie zdążył dojechać.

Zatem… na kogo wypadnie, na tego bęc. Rrrodrigo, Klisu, Paczor, Wodzu, Krystek – wystąp!