Ludzie…

, którzy proszą i błagają o rzeczy na przedwczoraj, wydzwaniają za tobą, obiecując marchewkowe góry i chowając za plecami najstraszliwsze kije. Ludzie, którzy – kiedy już zdążysz wywrócić tygodniowe plany na nice, przewrócić kołami do góry najambitniejsze zamierzenia i zrobić, o co cię proszą – z lekkim sercem oświadczają, że sprawa może poczekać, albo nie oświadczają nic, tylko czekają na twoje niespokojne telefony odpowiadając, że wszystko w porządku, tylko nie mieli czasu na to zerknąć. Nienawidzę takich.

O lustracji nieco inaczej.

Niespecjalnie poświęcam czas informacjom, kto kogo kiedy i dlaczego. Nie żeby mnie to nie interesowało – raczej dlatego, że brak mi czasu, a poza tym, jak wyraziłem się w sobotę do starego kumpla, z opcji politycznie zaangażowanej przechodzę coraz bardziej na stronę punkowego fuck the system. Bo szkoda mi czasu. Bo widzę bezowocność. Bo śmieją się ze mnie, że wszystkie głosy oddane od AD1989 poszły na marne – nie zauważając, że każdy jeden też zmarnował głos, bo bez każdego jednego efekt [czy może raczej: rezultat] wyborów byłby w 99% taki sam. Ale ja nie o tym.

* * *

Schemat awantury dokoła listy agentów w mediach jest do bólu przewidywalny: z jednej strony rzetelne informacje z pierwszej ręki [cokolwiek to znazczy], z drugiej – naśmiewanie się z teorii spiskowych.

Tyle, że śmiać się – bo dyskutować jak najbardziej można, trzeba, warto, wolno i należy – z samej idei, że WSI angażowałoby się w opanowywanie telewizji może tylko ktoś, kto głęboko wierzy, że wyborcy głosują na program, a nie na uczesanie, a dziennikarze nie mają własnych sympatii politycznych. Walki o siedzibę TV na Litwie [czy podczas puczu Janajewa, już nie pamiętam] i każdorazowe zawłaszczanie KRRiTV przez rządzących swoje – a stado idiotów upierających się, że nie, bo nie! swoje. Nie piszę, że coś takiego miało miejsce bądź miejsca nie miało. Chodzi tylko o to, że motyw był / jest aż zanadto wyraźny i do niedostrzegania go trzeba naprawdę złej woli albo całkowitego zaślepienia ideologicznego.

Radość ludzi wszędzie słynie, anioł budzi przy dolinie…

… pasterzów, co paśli bombolemboły. Tyle teologia ludowa podług mojej Córy. Tury widać wyginęły bezpowrotnie, bombolemboły przetrwały w kolędach.

* * *

Przeczytane: Poszukiwanie przodków Nowaczykowej [dla początkujących genealogów rzecz rewelacyjna – aczkolwiek moje poszukiwania chwilowo leżą i kwiczą], Księga umarłych spółki Preston i Child [porządny thriller, polecam], Tigana G.G. Kaya [chyba najlepszy Kay, jakiego czytałem]. Obejrzany Prestiż [się podobał, nawet bardzo]. Albo wiem, co kupować, albo obniżają mi się wymagania. Do kupienia: polskie wydanie GTD [jeśli je gdzieś dorwę] i pierwsza płyta Comy. Czytam Kaya Ostatnie promienie słońca.

* * *

Nowy numer Histmaga się ukazał. Po dłuższej przerwie – moja ulubiona Nauka genealogii dla opornych i dwa razy więcej niżej podpisanego, niż zazwyczaj. Poza mięsem – recenzja Michnikowszczyzny. Czyliż muszę dodawać, że promuję, propaguję, reklamuję, nalegam i zachęcam?

* * *

Mój ulubiony Stec w organie Michnika o całej aferze, kiedy to w lipcu spadają listki, powiedział m.in. z grubsza tak: po jaką cholerę to wszystko, skoro warunkiem przywrócenia Polski do FIFA/UEFA będzie zastosowanie się do procedur tychże, czyli wybór nowego zarządu, który to wybór dokona się ręcyma tych samych leśnych dziadków? Fakt faktem, argumentacja nie do odparcia.

* * *

Ziew.