Zyta!!!…

Bez komentarza. Podatek od sprzedaży lokali.

* * *

Chociaż nie, komentarz jednak będzie. Jakkolwiek ostro się burzę, kiedy czytam o protestach przeciwko Giertychowi czy innych przemyślanych i spontanicznych akcjach, to jednak socjalizmu o zacięciu narodowym chyba jednak naprawdę nie da się nazwać inaczej. Wybór między socjalistami narodowymi a eurototalistami, co za kraj.

Poczuć piłkarską gorączkę: bezcenne.

Zainstalowałem sobie CM5. Gra wszystkimi ligami dalej jest niemożliwa przy siedemset cośtam mega ramu. Bez specjalnego wysiłku [po prawdzie, to każąc tylko Żurawskiemu i Frankowskiemu strzelać z dystansu] ograłem szybciutko w sparingu jakieś Mieszko Gniezno [or sth] 3:0. I odechciało mi się grać dalej. W – buahahahahaha! – naprawdę wolnych paru godzinach spróbuję wyegzekwować na moim winie odpalenie Diablo II LoD. Trzeba do domu drugi komputer, jak nic.

* * *

Ze wszystkich spotkań, jakie [nieszczególnie] oglądałem do tej pory, moimi bezwzględnymi faworytami są dwa: ubercuriosum USA – Włochy i Ghana – Czechy. Pierwsze z racji permanentnego suspensu, drugie z racji gry Ghany i faktu, że – jak skomentował to prowadzący – gdyby Ghana pogoniła braci pepików 6:0, i tak nie byłby to zbyt wysoki wymiar kary – i to nie ze względu na grę Czechów, a Murzynów właśnie, którzy byli fenomenalni. Oczyma skorodowanej wyobraźni swej widzę mecz Ghana – Brazylia, gdzie dzielne Masaje gonią w kibini mater bandę kanarkowych spaślaków z krewnym Giertycha w składzie, których po meczu z Aussies znielubiłem jeszcze bardziej. Fakt, gdyby Kewell i s-ka wykorzystali 50% szans, byłoby inaczej… ale mało mnie to interesi. A w pewnym niemal finale Brazylia – Niemcy powinna wygrać Argentyna, o!

* * *

Odkryłem źródło taniego wyrobu redbullopodobnego, niecałe 6 zeta za liter. Kupię i będę przelewał do buteleczki po Pysiu, ale będzie lans!… Czy to już uzależnienie? Póki co, dzielnie walczę z chęcią spożycia jednej puszki, spoczywającej w mojej torbie. Kawa zamiast. Przynajmniej na razie.

Błąd w Matriksie.

Sąd zakazał Sakiewiczowi publikowania informacji o jakimśtam byznesmenie, powiązanym z Kwaśniewskim.

Oczywiście natychmiast ujadania rozlegają się zewsząd. Że cenzura prewencyjna w wykonaniu PiSu i wogle. A wystarczy trochę podrapać się po synapsach.

Pomijam fakt, że gdyby była to sprawka Kaczyńskich, to ujawnienie rzeczonych szwindli byłoby właśnie im na rękę.
Pomijam fakt, że jeśli świadczy to o czymkolwiek, to nie tyle o cenzurze prewencyjnej, ile raczej o swoistym dowodzie na istnienie układu, o którym Kaczyńscy gadają non stop.
Ale krępowanie wolności słowa nie zaczęło się w III/IVRP od Sakiewicza. Zaczęło się od Ratajczaka, za którym dzisiaj nie ujmie się pies z kulawą nogą. I nikomu nie wolno się z tego śmiać.

Ścinki śródweekendowe

Spokrewniona gimnazjalistka musiała prosić dyrektora, żeby wyników Jej pierwszego egzaminu w życiu łaskawie raczył poszukać w środę, a nie czekał do poniedziałku. Listy wywiesić nie można, bo GIODO czuwa, a dane wyciekają w ilościach hurtowych tak czy siak. Co prawda raczej nie u nas i w innym wymiarze, ale cóż znaczą jakieśtam całościowe namiary na niemal milion klientów wobec wyników gimnazjalistów z podrzędnej miejscowości?…

* * *

Jak było, każdy widział. Wypromowali się Jeleń i Boruc [ten ostatni wg mnie łapał piłki lecące prosto w niego, ale skoro fachowcy twierdzą, że się wypromował, to kłócił się nie będę], reszta bez zmian. I wbrew wszystkim uważam, że NAWET z taką grą mogliśmy sporo namieszać, gdyby zdzira Fortuna obudziła się z Ekwadorem, a nie dopiero z Niemcami. Na mecz z Kostaryką pozostaje stara pieśń, którą merytorycznie cytować hadko, ale formalnie – jak najbardziej:
…I poszli, jak zawsze – uparci,
jak zawsze – za honor się bić…

* * *

Otwarłem na chybił trafił pożyczoną daaawno temu Lewa wolna!! Mackiewicza i chyba sobie poczytam. Ułan chodzący z szeroko rozstawionymi nogami, żeby się zdawało, że on też złapał trypra, bo to teraz pułkowy fason taki, wbił mnie w grunt.

* * *

Dzisiaj wiercą obok nas. Kociokwik, słowo daję.

* * *

Aktualizacja susła jednak coś spierdzieliła, bo wywala mi się niedawno odpalona pod dosemu comarchowa KH. Podejrzewam sudo, które jest konieczne do komunikacji z kluczem na LPT. Jak Bozia da na nowy dysk, w dyrdy instaluję Gentoo. Gwoli nauki, gwoli ciekawości i gwoli poszukiwania świętego Graala. A przedtem – muszę skumać, co blokuje mi wyjście na ssh na workstacji. Firewall puszczony, sshd działa… dziwne.

* * *

Genealogia leży i kwiczy. Ale w tym miesiącu może się coś zmieni. W sobotę być może wyjazd na pierwsze badania zamiejscowe, pod koniec miesiąca – być może coś więcej na temat naszej dalekiej gałęzi zaoceanicznej. Plus zeskanowanie zaległych zdjęć i backupy.

* * *

Hołdys popełnił jak zwykle ciekawy felieton o Le Madame. Lubię go czytać, lekka megalomania mi nie przeszkadza, wypada wręcz świetnie na tle plastikowych wywiadów plastikowych ludzi, na które mam nieszczęście od czasu do czasu rzucić okiem. A wysyp polactwa, każdorazowo w ilościach hurtowych szamocącego się pod jego felietonami [stare porzekadło mówiące, że o klasie człowieka świadczą jego wrogowie, nie stosuje się najwyraźniej do netu], tylko tę klasę potwierdza.