Panie półkowniku, larum grają!

Panie półkowniku, larum grają, ogródki przekopują, do kryminału sadzają, a ty na koń nie siadasz? Za siekierkę nie chwytasz?
No to chwycił. I zapowiedział powrót do polityki. Jak zwykle nie chce, ale musi.
W tym całym cyrku jeszcze jego tylko brakowało.
ATSD Układ – niezależnie od tego, co sądzę o całej reszcie poczynań IV RP (wygląda na to, że to już mój standardowy disclaimer) – mocno robi w gacie. Lepper chce resortów siłowych, a Wałęsa wraca do polityki. Przeszły nas dreszcze, prosimy o jeszcze.

Zgryz kalkulacyjny.

W fabryce i w domu używamy OOo. Ale – zaczyna mnie on drzaźnić. Zwłasza, jeśli chodzi o szybkość. A już zwłaszcza zwłaszcza od przedwczoraj, kiedy ściągnąłem i przyjrzałem się Gnumericowi. Dosłownie brak mi słów na określenie szybkości tego ostatniego. Tyle, że o ile korespondencję zewnętrzną można uprawiać już w zasadzie z wykorzystaniem ODSów, o tyle namawianie ludzi na korzystanie z Gnumerica zakrawa na ciężką paranoję. Przynajmniej póki co. A Gnumeric może i jakiś swój format natywny czyta dobrze, ale za to na najprostszym nawet ODScie z głupimi komentarzami do komórek wywraca się na plecy i porykuje radośnie. Na temat jego złożoności wypowiadał się nie będę, bo nie jestem kompetentny, ale od kiedy dałem sobie spokój z MS Ekscesem, zapomniałem już, jak szybko może działać arkusz. Niech to licho.

Nowy HM

Ukazał się wielki znak na niebie… cojogodom. Ukazał się nowy numer Histmaga. Poza całą masą dobrych artykułów, egocentrycznie i egoistycznie zachęcam do konsumpcji nowego Mięsa polskiego – tym razem jedzie jedzie wózek, a na wózku Buzek, czyli niedopracowane i jak zwykle przed terminem oddane pogaduszki na temat wolności słowa. Zapraszam w imieniu Redakcji i swoim.

Wiedza tajemna

Wygląda na to, że z mojego kibicowania Festiwalowi Nauki w tym roku znów nici. Nie tak to sobie wyobrażałem, sądziłem raczej, że będzie to na zasadzie pokazów, a nie dyskusji panelowych. A faktyczne pokazy organizowane są w piątek i sobotę na Rynku między 11:00 i 17:00. W piątek pracuję, w sobotę wyjeżdżam. Szkoda gadać. Dlaczego takich imprez nie organizuje się wieczorami?? [pytanie oczywiście retoryczne]

Na Akademii Pedagogicznej szykuje się wykład pt. Dlaczego należy uczyć o holokauście. Poszedłbym i zamieszał, ale też nie mam czasu.

DVD, region bootleg – część III

Hellboy. Tego mi było trzeba. Komiksowy, plastikowy film fantasy, FBI walczące z Rasputinem przy pomocy demona, reżyser od Blade’a – wystarczy, żebym filmem zafascynował się bez pamięci. No dobrze, z pamięcią – zakończenie w tym guście mogliby sobie darować.

ATSD: co stanowi o tym, że Blade’a czy właśnie Hellboya oglądam z zapartym tchem, a na Batmana nie potrafię nawet rzucić okiem? Nie mam zielonego pojęcia i prawdę powiedziawszy zupełnie mnie to nie interesuje.

Ciekawe, czy – jakkolwiek akurat za kinomana nie uważałem się nigdy – wyewoluowałem ostatecznie w kierunku miłośnika kina podłego, czy to przejściowa tendencja. Chyba trwała, bo kino dylematu moralnego [czyli, jak to określił niegdyś mój przyjaciel, wyskrobać, czy nie wyskrobać?] nigdy mnie specjalnie nie pociągało.

* * *

Kończąc sprawę Hellboya: uświadomiłem sobie właśnie, że ten film wyleciałby mi z głowy po liście płac, gdybym obejrzał go w telewizji komercyjnej, przeplatanego reklamami podpasek i zajawkami kolejnych odcinków Tańca z gwiazdami [Kwaśniewska przegrała, whoah!]. Nie bez kozery piszę tylko o telewizji komercyjnej, bo TVP o aż takie ekscesy, jak emisję takiego filmu, nie podejrzewam. Oczywiście mogę się mylić.

Ścinki antyklerykalne.

Wczorajszy – w sumie przypadkowy – wypad do Łagiewnik. Dziesięciu zaobserwowanych księży, z czego tylko dwóch – w sutannach. Sól ziemi?… Naprawdę nie dzieje się nic…

* * *

Będąc w nastroju dążącym asymptotycznie do zgryźliwości doskonałej stwierdzam, że dla Kościoła uciekającego od lustracji, w kraju, gdzie bohaterem narodowym robi się pułkownika – renegata [renegata w sprawie summa summarum słusznej – ale jednak renegata], święty Stanisław ze Szczepanowa wydaje się być patronem wręcz idealnym.

* * *

A ja? Ja… ja jestem małosolny.

DVD, region bootleg – część II

Blade Mroczna Trójca. A mówcie, co chcecie, że mam plebejski gust, żem prymityw, że kręcą mnie komiksy, ale ten film jest re-we-la-cyj-ny. I to zarówno pierwsza część, jak i ta. Nie mam żywcem się do czego przyczepić. Efekty, gra, muzyka… cud miód orzeszki. Nawet jeśli cud jest tylko mniemany, miód intelektualnie na poziomie Jakuba Puchatka, a orzeszki – wyżarte przez wiewiórki. Mi się podoba i tyle.

DVD, region bootleg.

Ring 2. Aua!!!! Pierwsza część [amerykańska] to bezsprzecznie najlepszy horror, jaki widziałem, groza w czystej postaci i moje horrorowe Wunderwaffe [spróbujcie obejrzeć to w ciemnym pokoju, ze słuchawkami na uszach, walcząc z ogarniającą sennością!]. Część druga – arcygniot, całość przewidywalna do bólu, a całość próbuje ratować tylko muzyka.

* * *

Czerwony smok. Słabsze od Milczenia owiec i Hannibala, ale obejrzeć warto. Hopkins trochę przesadza imho z manierą Lectera… ale warto.

* * *

Blair Witch Project. Odradzam, odradzam, odradzam.

Impotent, czyli ogłoszenia parafialne.

Po raz kolejny stwierdzam z przykrością, że grafik ze mnie żaden. Żaden do tego stopnia, że strona, która powstać [kiedyś] musi, a która nie może powstać zewnętrznie z powodu prozaicznego kryzysu finansowo – seksualnego [czyli bgjvrenfm cbegsry, n gnz jvryxv puhw], leży i kwiczy, a dwa kolejne projekty GIMPem sporządzone nie nadają się do niczego i nikomu się nie podobają. Bu. Nie zna ktoś grafika / kodera, który w ramach wprawki _ŁADNĄ_ [bo paskudną to zrobię sobie sam] stronę doprawdy maleńką [główna i 3 statyczne podstrony, design minimalistyczny być może, zero formularzy, skryptów, ew. jakiś buzer przy menu] zrobi za Bóg zapłać, dobre słowo, wdzięczność, piwo w Krakowie i wpis do portfolio? Nie, szerzej rozgłaszać tego nie chcę, ale jeśli ktoś chętny to czyta, to wie, gdzie mnie szukać. Co jak co, ale wdzięczność gwarantuję. Taki ze mnie kryptolewak, że ględzę o wolnym rynku, a jak co do czego, to wszystko chcę za darmo 😉