Teoria gier, czyli znów o polityce.

Zauważyłem pewne podobieństwo: osoby opowiadające się przeciwko karze śmierci i karom cielesnym [niechby to były i najlżejsze klapsy] popełniają ten sam błąd myślowy: nie zauważają, że oznacza to postawienie się pod ścianą. Poniżej – bardzo mętne wytłumaczenie.

Każda władza [obojętnie, państwowa czy rodzicielska] zasadza się m.in. na tym, że [upraszczając] może ona pójść „o krok dalej”, niż obywatel czy dziecko. Sama wyznaczając granice, jako taka nie posiada granic [pomijając kwestie działania w ramach prawa, etc.]. W ustroju, który uważam za normalny, państwo za zabójstwo może wymierzyć karę najwyższą. Podobnie rodzic, za skrajny przykład nieposłuszeństwa może również wymierzyć „karę najwyższą”.

Jeśli rezygnujemy z KS czy nie dopuszczamy w ogóle możliwości kar cielesnych, osłabiamy władzę państwową i / lub władzę rodzicielską. Przestępcy czy dzieci mogą bowiem dojść do momentu, gdzie za kolejny czyn nie spotka ich żadna dodatkowa uciążliwość. Recydywista zabijający strażnika nie dostanie przecież podwójnego dożywocia, a jeśli nawet, nie obejdzie go to w żadnym stopniu. Rozwydrzone dziecko – jeśli zabierzemy mu wszystkie zabawki – również pozostaje bezkarne w sytuacji, kiedy za kolejne np. zdemolowanie domu nie będzie go można prozaicznie sprać pasem. Wobec takich przypadków stajemy się więc bezradni. A bezradność władzy państwowej czy władzy rodzicielskiej to pierwszy krok do bezkarności.

Update: nie jest moją intencją porównywanie dzieci do przestępców, gdyby komuś coś takiego zaświtało w głowie. Chodzi mi raczej o porównanie dwóch bardzo podobnych argumentacji.

3 myśli w temacie “Teoria gier, czyli znów o polityce.

  1. Nie do porównania.
    KS to kara ostateczna – dalej się posunąć nie można i nie trzeba.
    W wychowywaniu dzieci nie są potrzebne kary cielesne (zakładam, że osobowość kształtuje się do circa 6 roku życia i później się już nie wychowuje, a hmm… "podregulowuje"?).
    A przede wszystkim chodzi mi o to, że po klapsie nie da się posunąć dalej. Co zrobisz po solidnym klapsie, który nie skutkuje?

    Polubienie

  2. Nie twierdzę, że są _konieczne_ – nie przeczę, że w części przypadków można wychować dziecko bez klapsów, to wypadkowa zmienności osobniczej określonego dziecka i zmysłu wychowawczego rodziców. Ale traktowanie klapsa czy nawet lania jako "karalną przemoc rodzinną" uważam za przejaw myślenia patologicznego.

    A we wszystkim trzeba IMHO znać umiar. Na mój gust dziecko trzeba wychowywać właśnie w ten sposób, żeby klaps / lanie było dla niego absolutną _ostatecznością_. I z tej perspektywy ludzie lejący swoje dzieci na co dzień pozbawiają się faktycznie ostatniej instancji – jeśli dziecko dostaje w skórę codziennie, wówczas się przyzwyczaja – na tej samej zasadzie, jak codzienne krzyki przestają z biegiem czasu robić na nim wrażenie.

    Polubienie

  3. > traktowanie klapsa czy nawet lania jako "karalną
    > przemoc rodzinną" uważam za przejaw myślenia
    > patologicznego.

    Jako i ja.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s